reklama

Adam Hlebowicz: Putin - inna wizja historii

Adam Hlebowicz, redaktor naczelny Radia Plus
Adam Hlebowicz
Adam Hlebowicz
Władimir Putin w czasie niedawnych obchodów 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej w Gdańsku kilkakrotnie zaskoczył Polaków swoją wizją historii najnowszej.

Owszem, potępił pakt Ribbentrop-Mołotow, ale przypomniał przy tym układ monachijski, próbując udowadniać, że w akcie destrukcji starego porządku Europy swe palce maczało więcej krajów niż tylko sowiecka Rosja i hitlerowskie Niemcy. Potem przypomniał o liczbie ofiar, jakie poniósł dawny Związek Sowiecki na skutek II wojny światowej, skrupulatnie wyliczył, ilu żołnierzy sowieckich padło przy walkach na terenie Polski czy przy zdobywaniu Gdańska, w okresie 1944 - 1945. Nie dodał jednak, ile ofiar z tego ogólnego bilansu to zasługa Stalina i systemu sowieckiego, nie dodał, że tak naprawdę do walki o ziemie polskie nikt jego rodaków nie zapraszał, ba, poza garstką komunistów, nikt ich tutaj nie chciał. Zbyt szczegółowe byłoby wyliczanie w tym miejscu, ile ci sami "wyzwoliciele" zgwałcili polskich kobiet czy zamordowali polskich obrońców suwerenności i niezależności.

Te stwierdzenia rosyjskiego przywódcy wywołały pytania, na ile poszczególne narody mają odrębną wizję swojej, ale przecież wspólnej, światowej czy europejskiej historii. W bitwie o Wielką Brytanię Anglicy widzą przede wszystkim heroizm swoich pilotów, a nie wszystkich wspomagających ich sojuszników; bitwa o Monte Cassino, według większości historyków anglosaskich, to wspólne zwycięstwo sił sprzymierzonych nad Niemcami, bardziej niż sukces 2 Korpusu generała Andersa - to też są inne spojrzenia na wspólną historię. Owszem, pewnie mniej drastyczne, mniej bolesne dla nas, lecz jednak. Inną, niekiedy diametralnie różną historię walki o wolność w czasie ostatniej wielkiej wojny opowiedzą Polacy, inną Ukraińcy. Dla nich Stepan Bandera i generał Szuchewycz to prawdziwi bohaterowie walki o niezawisłość Ukrainy, dla wielu Polaków to najgorsi zbrodniarze, porównywalni z Hitlerem czy generałem von dem Bach -Zelewskim, katem Powstania Warszawskiego. Co ciekawe, akurat tego zachwytu nad przywódcami Ukraińskiej Powstańczej Armii nie podzielają wszyscy Ukraińcy, a zwłaszcza ci ze środkowej czy wschodniej części kraju mogą mieć tu pogląd bardzo podobny do większości Polaków.

Przy okazji historycznych wypowiedzi premiera Putina postawić trzeba pytanie - na ile jego wizję historii najnowszej, w tym relacji polsko-rosyjskich, podzielają inni Rosjanie? Czy myślą o Katyniu, Powstaniu Warszawskim, Armii Krajowej podobnie jak ich przywódca, czy też mają do tych zagadnień podejście bardziej złożone? Nie ma wątpliwości - większość rodaków niedawnego prezydenta, obecnie premiera Rosji, podziela jego pogląd na temat niedawnej przeszłości Polski i Rosji. Zaledwie 16 proc. Rosjan wie, że we wrześniu 1939 roku Związek Sowiecki wtargnął na polskie ziemie. Z sondażu przeprowadzonego przez niezależny ośrodek socjologiczny Centrum Lewady w lipcu tego roku wynika, że prawie dwie trzecie Rosjan (61 proc.) nic nie wie o tej agresji.

Dla Polaków, pewnie także dla mieszkańców krajów bałtyckich, Węgrów, Czechów, Słowaków, choć już dla mieszkańców Europy Zachodniej niekoniecznie, szokujące może być utożsamianie się ogromnej większości Rosjan z państwem sowieckim. Przecież ten twór Lenina i Trockiego w pierwszym rzędzie prześladował i mordował swoich obywateli, dziadów i matki dzisiejszych mieszkańców Petersburga, Kazania i Nowosybirska.
Dlaczego Rosjanie nie tęsknią za państwem carów, za "białą" Rosją, za rządami Aleksandra I czy Mikołaja II? Odpowiedź najprostsza - bo ich nie pamiętają. Ich pamięć została do cna wytrzebiona, pozbawiona wspomnień o dawnym, dziś można powiedzieć, liberalnym państwie Romanowów, bo jak się ma wykonanie kilkuset wyroków śmierci, wydanych zresztą na podstawie wyroków sądowych, w ciągu kilkudziesięciu ostatnich lat carskiego władztwa, do milionów ofiar rozkułaczania, Wielkiego Głodu, Archipelagu Gułag zafundowanych przez ZSRS. Nawet w tej tak bardzo nadal czczonej w Rosji Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, jak się nazywa za wschodnią granicą II wojnę światową, setki tysięcy, może milionów Rosjan i innych obywateli ZSRS zostało zamordowanych przez NKWD. Za niewykonanie rozkazu, cofnięcie się z linii obrony, pomoc okazaną tzw. wrogom ludu, z każdego innego, najbardziej błahego powodu.

Hitler był słabym psychologiem wobec innych narodów, inaczej niż wobec własnego. Swój, w sposób do dzisiaj dla wielu niezrozumiały, potrafił pociągnąć w absolutne szaleństwo. Psychiki Rosjan jednak kompletnie nie rozumiał, przez co, w dużej mierze, przegrał wojnę. Przecież gdyby nie masowa eksterminacja w pierwszych miesiącach wojny, stosowana nie tylko wobec żołnierzy sowieckich, ale i ludności cywilnej, znaczna część tej ludności, może większość, przyjęłaby go jak wybawiciela od okrutnego satrapy i wsparła w jak najszybszym upadku imperium zła. Hitler mordował i prześladował, więc w tej sytuacji lepszy był swój satrapa niż obcy. Stąd też generał Własow i jemu podobni nie są bohaterami dzisiejszej Rosji. Są nimi za to nadal marszałkowie Żukow i Rokossowski. Hymn dawnego Związku Sowieckiego, po kilku latach nieobecności, został przywrócony jako oficjalny hymn współczesnej Rosji. Ba, nie tak dawno w moskiewskim metrze odnowiono cytat ze stalinowskiego hymnu, a jego autorowi urządzono pogrzeb z liturgią żałobną w soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie.

Nostalgia za ZSRS to z jednej strony ucieczka do krainy marzeń ("ach, jacy wielcy i silni wówczas byliśmy"), z drugiej to idealizacja przeszłości, gdy pozornie wszystko było łatwiejsze, pracować nie bardzo trzeba było, a darmowe wyjazdy na Krym były zapewnione.

Inaczej zazwyczaj myśli inteligencja rosyjska, chętniej sięgająca do dawnych tradycji i przeszłości, jednak jest stosunkowo nieliczna i za mało wpływowa, aby w szerszym stopniu wpływać na szerokie kręgi społeczne. To w tej warstwie jednak napotkamy wielkich przyjaciół Polski, działaczy "Memoriału" i innych inicjatyw społecznych, gdzie Stalin jest obiektywnie oceniany i określany, a Katyń jest jedną z największych zbrodni, jakich system sowiecki dokonał.

Sądzę, że nadal większość Polaków i Rosjan zwyczajnie się lubi. Lubimy Wysockiego, Okudżawę, nadal fascynuje nas poezja Achmatowej i Mandelsztama. Oni wciąż czytają Lema, do kina chętnie chodzą na filmy Zanussiego i Wajdy. Mamy w sobie wiele cech, które nas do siebie zbliżają. Historia głównie nas dzieli. Polacy nie akceptują mocarstwowego, imperialnego podejścia Rosjan do innych narodów, Rosjanie nie rozumieją, dlaczego nie widzimy ich wielkości, rozmiarów kraju, bogactwa naturalnego, potencjału. Te pierwsze kwestie zbliżały Mickiewicza i Puszkina. Te drugie ich dzieliły.
Najgorszym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby odizolować się i przestać rozmawiać. To zresztą wyjście głupie, przypominające sytuację z dzieckiem z piaskownicy, które żeby nie iść do domu na obiad, zakrywa rączkami twarz i mówi swojej mamie, że go tutaj nie ma. Trzeba rozmawiać, trzeba się spotykać, ale też odważnie i konsekwentnie mówić o swojej racji stanu, o swojej historii, która niekoniecznie musi odpowiadać wizji historii wielkiego sąsiada.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie