Zniszczony zamek w Malborku i miasto w 1945 roku. Wspomnienia "93 mieszkańca miasta". Cenne świadectwo historii [zdjęcia, wideo]

Radosław Konczyński
Radosław Konczyński
Archiwum Muzeum Zamkowego w Malborku
Udostępnij:
"Z lewej strony szczerzyły zęby zniszczone konstrukcje mostu kolejowego i mostu drogowego, na prawo od zamku wyciągały ramiona kikuty kominów i fragmenty ścian po zburzonych budynkach „starego miasta”, a dalej w prawo, dumna jak i dzisiaj, czerwieniła się znana wszystkim wieża ciśnień. Za rozbitym zamkiem poprzez gruzy „starego miasta”, nie spotkawszy nigdzie żywego ducha, gdy już zaczęło zmierzchać, wszedłem do jakiegoś domu, zatarasowałem drzwi wejściowe i na znajdującej się tam leżance zasnąłem." - opowiadał nauczyciel Alfons Werner, który jako 33-latek w 1945 roku przybył do Malborka. W 75 rocznicą zakończenia II wojny światowej Archiwum Państwowe w Malborku przypomniało opowieści jednego z miejscowych pionierów.

Zamek w Malborku po zakończeniu wojny. odgruzowywanie i zabezpieczanie zamku

"Działania II wojny światowej obróciły w ruinę część zabudowy zespołu zamkowego w Malborku. Prezentujemy kilka charakterystycznych ujęć zamku tuż po zakończeniu konfliktu i tych samych miejsc – po zakończeniu kolejnych etapów odbudowy. Prace przy odgruzowaniu i zabezpieczeniu zrujnowanego zamku rozpoczęły się wkrótce po wojnie, a opiekujące się obiektem od 1961 r. Muzeum Zamkowe w Malborku od początku swojej działalności zajęło się odbudową zespołu zamkowego. Kolejne etapy odbudowy i konserwacji trwają prawie od sześciu dekad. Mimo to przed Muzeum Zamkowym ciągle pozostają wyzwania związane z zagospodarowaniem wojennych ruin" - można przeczytać na profilu zamku na Facebooku.

Zniszczony zamek w Malborku i miasto w 1945 roku. Wspomnieni...

Zobacz walki o zamek w Malborku zimą 1945 roku (od 27:25 do 28 minuty):

Tak wyglądał Malbork... Wspomnienia Alfonsa Wernera

Z kolei Archiwum Państwowe w Malborku także na Facebooku przypomniało niezwykłe wspomnienia Alfonsa Wernera, który do zniszczonego miasta przybył samotnie już 19 kwietnia jako 33-letni mężczyzna i tutaj już pozostał. Pochodził z Nadolnej Karczmy w powiecie tucholskim. W 1931 roku ukończył seminarium nauczycielskie w Tucholi. Przed wojną był nauczycielem w powiatach działdowskim i radomszczańskim. W Malborku pracował m.in. w ZNP.

Swoje wspomnienia Alfons Werner spisał w marcu 1980 roku. Zaczynają się od tego, że 19 kwietnia 1945 r. pojawił się na tczewskim brzegu Wisły.

"Obok zburzonego mostu kolejowego i drogowego pracował prom radziecki, który przewoził tabory wojskowe w jedną i w drugą stronę. Z pełną odwagą i pewnością siebie, gdyż posiadałem w kieszeni zaświadczenie – przepustkę na prawo poruszania się w strefie niedawno wyswobodzonego pasa Pomorza, z zaznaczeniem prośby do władz wojskowych i cywilnych o pomoc oraz opiekę dla mnie, które to zaświadczenie wydała mi Komendantura Wojsk Radzieckich w Radomsku, gdzie w powiecie pracowałem jako polski nauczyciel w polskiej szkole – wcisnąłem się między ustawione na promie pojazdy i popłynąłem na przeciwległy brzeg.

Wraz ze sznurem pojazdów i grupką milczących cywilów skierowałem się w stronę wału, mijając leżącego trupa starej kobiety, sterty porozbijanych pakunków, walizek, naczyń, połamane wózki, porzuconą odzież itp. Za wałem wszystko podążyło w swoim kierunku, a ja zostałem na bruku Lisewa sam, po raz pierwszy w życiu w miejscowości z szyldem >>Liessau<<”.

"Nach Marienburg 18 km"

Gdy pan Alfons zobaczył w Lisewie tabliczkę „Nach Marienburg 18 km” - postanowił ruszyć w tym kierunku. Przez wyludnioną Starą Wisłę, „martwe” Kończewice dotarł do Kałdowa, „również pustego i bezludnego”, z „mieszaniną swych różnorakich zabudowań, pustką pootwieranych drzwi i okien”.

Alfons Werner wspomina: „Było już późne popołudnie i słońce skłaniało się ku zachodowi, gdy stanąłem nad Nogatem i zobaczyłem zamek. Masyw zamku, czerwień jego murów wywarły na mnie przytłaczające wrażenie. Drewnianym, pontonowym mostem, zbudowanym przez wojska radzieckie, przeszedłem na druga stronę Nogatu. Z lewej strony szczerzyły zęby zniszczone konstrukcje mostu kolejowego i mostu drogowego, na prawo od zamku wyciągały ramiona kikuty kominów i fragmenty ścian po zburzonych budynkach „starego miasta”, a dalej w prawo, dumna jak i dzisiaj, czerwieniła się znana wszystkim wieża ciśnień.

Za rozbitym zamkiem poprzez gruzy „starego miasta”, nie spotkawszy nigdzie żywego ducha, gdy już zaczęło zmierzchać, wszedłem do jakiegoś domu, zatarasowałem drzwi wejściowe i na znajdującej się tam leżance zasnąłem.
Następnego dnia znalazłem się na obecnej ulicy Grunwaldzkiej, gdzie w pomieszczeniach dzisiejszego narożnego sklepu spożywczego już istniała pierwsza w Malborku stołówka dla grupy Polaków, którzy rozpoczęli pracę nad organizowaniem władzy ludowej i odbudową normalnego życia.

Tego samego dnia jako sekretarz Urzędu Ziemskiego w Malborku z siedzibą przy ul. Grunwaldzkiej 26 zająłem się organizowaniem kancelarii, ściąganiem materiałów i przyborów piśmiennych, a z kolei po kilku dniach załatwianiem korespondencji i wypisaniem zaświadczeń na przydział gospodarstw rolnych i ogródków działkowych.
Wykonany przeze mnie szyld „URZĄD ZIEMSKI W MALBORKU” wywołał w niewielkiej jeszcze w tym czasie grupie Polaków gorącą dyskusję nad pisownią końcówki w nazwie „Malbork” czy „Malborg” i przez długi czas jedni pisali przez „k”, inni, których w pewnym okresie nawet było więcej, pisali przez „g”, co uwidaczniały niektóre pieczęcie urzędowe."

Zobacz film z zasobów British Pathe. Rok 1947, uroczystość odsłonięcia godła Polski na dziedzińcu Zamku Średniego:

We wspomnieniach udostępnionych Archiwum Państwowemu pan Alfons opisał, jak wyglądał Malbork w kwietniu i maju 1945 roku:

"Na obecnej ulicy 17 Marca, w domu nr 11, mieściła się radziecka komendantura wojskowa i dlatego tę ulicę nazwaliśmy ulicą Komendancką. Nasza grupa Polaków skupiała się na ulicy Grunwaldzkiej, gdzie obok stołówki powstał posterunek Milicji Obywatelskiej. Inne ulice w pierwszych dniach mego pobytu w Malborku były prawie niezamieszkane, chociaż pomieszczenia mieszkalne były normalnie umeblowane, a że w wielu domach nie widziało się śladów zniszczeń, zdawało się, że lokatorzy gdzieś wyszli i za chwilę wrócą.

Takie wrażenie odnosiło się na obecnych ulicach: Jagiellońskiej, Żeromskiego czy Mickiewicza, ale już na ulicy Kościuszki czy na „starym mieście” lub pod zamkiem – zwisające strzępy strzaskanych sufitów, wyrwy w ścianach, wyłamane drzwi i okna, stosy gruzów, chrzęst łamanego pod butami szkła świadczyły o przejściu tędy linii frontu.

Szczególnie widoczne to było w okolicy zamku i na starym m

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie