"Zło zostało nazwane złem. Kościół sam się nie oczyści, potrzebujemy świeckich" - ks. Wądrzyk i ks. Adamski o sprawie abpa Głódzia

Rafał Mrowicki
Rafał Mrowicki
Ks. Zbigniew Wądrzyk: - Jeśli dojdzie do zmiany mentalności i prawda będzie centralnym dobrem Kościoła, to zmiana będzie szeroka w wielu kontekstach
Ks. Zbigniew Wądrzyk: - Jeśli dojdzie do zmiany mentalności i prawda będzie centralnym dobrem Kościoła, to zmiana będzie szeroka w wielu kontekstach Jakub Steinborn
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Wyrok ws. abpa Głódzia i bpa Janiaka przełamał rzecz, która wydawała się nie do przełamania. Mianowicie: również biskupi przestali być nietykalni i będą odpowiadali za przestępstwa, zaniedbania i zaniechania. Zmiana mentalności nastąpi, gdy będą warsztaty na temat nawiązywania kontaktu z drugim człowiekiem, z ofiarą przemocy domowej, z ofiarą przemocy seksualnej. My, jako księża, nie zrobimy tego sami. Potrzebujemy świeckich, specjalistów, którzy włączą się w proces zmiany mentalności. Kościół sam się nie oczyści. Ten wyrok stawia granicę złu. Ci biskupi, którzy ulegali pokusie megalomanii, nie będą tak podatni na zło. Kościół wymagał katalizatora w postaci mediów i świeckich, by ten wyrok mógł zapaść - mówią ks. Zbigniew Wądrzyk oraz ks. Piotr Adamski o decyzji Stolicy Apostolskiej ws. byłego metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia ws. zaniedbań dot. nadużyć seksualnych oraz zarządzania archidiecezją.

Ksiądz Piotr Adamski jest wikariuszem parafii św. Jadwigi Śląskiej w Gdańsku Nowym Porcie, jest terapeutą, pracuje z ofiarami przemocy. Ksiądz Zbigniew Wądrzyk jest wikariuszem parafii św. Ojca Pio w Gdańsku Ujeścisku.

W 2008 roku ks. Adamski zaczął zwracać uwagę władz kościelnych na ks. Andrzeja Czerwińskiego - byłego już proboszcza jednej z gdyńskich parafii, który został wydalony ze stanu duchownego z powodu nadużyć seksualnych wobec osoby nieletniej.

Ks. Wądrzyk w maju 2015 roku rozmawiał z abpem Głódziem na temat przemocy, której diecezjalni księża doświadczali ze strony hierarchy. Udzielił mu wówczas braterskiego upomnienia i zapytał go, dlaczego niszczy księży. Miesiąc później, razem z ks. Jackiem Sochą - proboszczem parafii św. Mikołaja w Gdyni Chyloni - przekazali w Nuncjaturze świadectwa księży o przemocy, alkoholizmie abpa Głódzia, symonii oraz przemocy, a także o zaniechaniach w wyjaśnianiu przestępstw seksualnych dokonywanych przez duchownych.

Przez lata walczyli ze złymi praktykami stosowanymi przez metropolitę gdańskiego. Materiał jest zilustrowany jedynie fotografami ks. Wądrzyka. Ks. Adamski, ze względu na funkcję terapeuty oraz pracę z ofiarami przemocy, nie udostępnił swojego wizerunku.

Tegoroczny Wielki Post mógł mieć szczególny wydźwięk. Tuż przed jego rozpoczęciem sprawa ks. Andrzeja Dymera z Pomorza Zachodniego nabrała szerszego echa niż dotąd. Dowiedzieliśmy się też, że to w gdańskim trybunale metropolitalnym zapadł wyrok w jego sprawie. Jaki – tego nie wiadomo. Dzień po ingresie abpa Tadeusza Wojdy dowiadujemy się o decyzji Nuncjatury ws. abpa Sławoja Leszka Głódzia.

Abp Sławoj Leszek Głódź ukarany przez Nuncjaturę Apostolską. Majątek arcybiskupa Głódzia leży w Bobrówce na Podlasiu. Wróci do posiadłości?

Abp Sławoj Leszek Głódź ukarany przez Nuncjaturę Apostolską....

Ks. Piotr Adamski: Nie wejdę w buty hierarchii. W Kościele jest nurt, który chwali Pana Boga i w Wielkim Poście się nawraca, słucha Ewangelii. Czy doszło do zmiany myślenia w Kościele? Trudno to zbadać, natomiast ten wyrok, który zapadł ws. bpa Edwarda Janiaka i abpa Sławoja Leszka Głódzia – bo nie wiemy jeszcze jak będzie wyglądała sprawa abpa Andrzeja Dzięgi ws. ks. Andrzeja Dymera – przełamał rzecz, która wydawała się nie do przełamania. Mianowicie: również biskupi przestali być nietykalni i będą odpowiadali za przestępstwa, zaniedbania i zaniechania. Bez względu na to, jaki urząd sprawujesz w Kościele, licz się z tym, że jeżeli nie pełnisz go w sposób godny, możesz spotkać się z reakcją Watykanu. Tego typu decyzje - z którymi wielu się nie zgadza mówiąc, że to za mało - mówią, że abp Głódź i bp Janiak byli winni zaniechań, nadużyć i muszą ponieść konsekwencje. Nie nazywamy tego karą, bo to nie był proces karny, procedura motu proprio to szybkie postępowanie administracyjne. Dlatego uważam, że to co się wydarzyło, jest ważne. Jeżeli patrzeć na Wielki Post jak na czas nawrócenia, to można powiedzieć, że ten proces zmiany myślenia w Kościele się rozpoczął.

Rozpoczął teraz?
PA: Myślę, że tak. Wspomnijmy sprawę abpa Juliusza Paetza, która nie została wyjaśniona.

Jeszcze przez długie lata występował publicznie.
PA: I nie przeszkadzało to dużej części Episkopatu.

Ks. Zbigniew Wądrzyk: Nawrócenie w Kościele nie jest motywowane zewnętrznymi czynnikami, jak afery czy grzechy, bo one były zawsze. Ono zaczyna się od Słowa Bożego. Kontekst zewnętrzny, w którym to się dzieje, wykracza daleko poza Wielki Post, to kontekst, który sięga definicji racji stanu Kościoła katolickiego.

Można było odnieść wrażenie, że do tej pory racją stanu Kościoła było budowanie nowych świątyń, przynoszenie dochodów, wpływy na władzę świecką oraz biznes, a w sprawach wstydliwych było to milczenie, by zachować nieskazitelny wizerunek. Jest to oczywiście sprzeczne z nauczaniem Jezusa i Ewangelią. Jeśli taka racja stanu była broniona, to potrzeba zmiany myślenia. To nie jest sprawa Wielkiego Postu, ale lat, a może i pokoleń. Zmiana myślenia, która sprawi, że racją stanu Kościoła znowu będzie Ewangelia, czyli prawda, miłość w prawdzie.

Taką encyklikę napisał papież Benedykt XVI. W dokumentach jesteśmy silni, ale życie praktyczne szło w Kościele swoim torem. Wydaje mi się, że dziś brakuje w kościele dobrych narzędzi służących samooczyszczeniu. Nie ma w Kościele katolickim ewaluacji, nikt nie pyta o skuteczność naszego oddziaływania. Zasłaniamy się sloganem, że każde słowo kiedyś przyniesie owoc - owszem, ale skąd pewne, że dobry? Ostatnie afery wykazały to dobitnie, że jeśli nie wprowadzimy audytu z zewnątrz do przejrzenia naszych relacji, procedur, będziemy wciąż narażeni na pokusę ukrywania a nie rozwiązywania problemów.

PA: Od 2008 roku zajmowałem się sprawą ks. Andrzeja Czerwińskiego. Byłem tam rok, aż mnie przenieśli. Czuję po tylu latach moralne zwycięstwo, ale czuję je przez łzy, bo takie rzeczy nie powinny wydarzyć się w Kościele. Wyszło na to, że robiliśmy rzeczy, które należało zrobić. Wyszło, że nie jesteśmy wrogami Kościoła.

ZW: Tylko dzięki Piotrowi ta sprawa w ogóle wyszła. Sprzeciwił się na plebanii, temu by chłopcy tam chodzili.
PA: Do wyjścia z tymi problemami poza "rodzinę Kościoła" zmotywowało mnie kilka spraw. Pierwsza to praca z ofiarami przemocy domowej. Sam uczę ludzi, że przemoc sama się nie kończy i trzeba wyjść z nią poza rodzinę, dlatego trzeba wyjść z nią na zewnątrz. Ujawnić ją. Pójść na policję, do MOPR-u. My jesteśmy jakąś rodziną, mamy wiele rodzinnych odniesień do relacji i wspólnoty w Kościele. Stanąłem wobec takiej decyzji i musiałem zrobić to, czego sam nauczam. Jeżeli nie mogliśmy tego załatwić wewnątrz wspólnoty, to trzeba było z tym wyjść na zewnątrz. W tej sprawie ważne jest dla mnie Słowo Boże. Między wniebowstąpieniem, a zesłaniem Ducha Świętego, mamy mowę św. Piotra w Dziejach Apostolskich. Św. Piotr rozpoczął swoją mowę i nawiązuje do sprawy Judasza. Dlaczego? To bolało i wspólnotę liczącą ok. 120 osób. W Ewangelii św. Marka jest podkreślone, że zdrady dokonał "jeden z Dwunastu", jeden z najbliższych Jezusa.

Co robi św. Piotr? On o tym mówi! On tego nie chowa! Nie mówi jak abp Stanisław Gądecki na ingresie, żeby pouczać świeckich by przemilczali czasem prawdę. Nie! Pierwotny Kościół, w osobie pierwszego papieża, mówi "ujawniamy to". Ta pedagogika pierwotnego Kościoła jest zawarta w Ewangeliach. Ile miejsca w Ewangeliach poświęcono zdradzie Judasza? W Ewangelii św. Jana była o niej mowa oraz o reakcji uczniów – gdy Judasz wyszedł, to nikt nie zareagował. Ewangelie są czytane na całym świecie. Kościół od 2000 lat czyta o zdradzie Judasza, o niegodnym zachowaniu bliskiego ucznia Jezusa, a nam mówiono, że my się zachowujemy niegodnie, ponieważ ujawniamy zło światu. Nie jesteśmy w Kościele od robienia PR-u, mamy trzymać się Ewangelii.

Ból, związany z posługą abpa Głódzia, jest zarówno u księży jak i u wielu, wielu świeckich ogromny! Ten wyrok papieża otwiera drogę do uzdrowienia. On mówi pewną prawdę, wobec której możemy stanąć i opowiedzieć o bólu związanym z tą posługą. Bez tego nawrócenie staje się czymś pustym.

Trzeba to zło wydobywać. Religia potrafi zabić Boga, żeby zachować prestiż

Czyli widzi tu ksiądz analogię z Biblią, w której św. Piotr mówi, co było złe wewnątrz wspólnoty Apostołów.
ZW: Warto wspomnieć Ewangelię Św. Marka, który był synem duchowym Św. Piotra. On dokładnie zadbał o to, by w Ewangelii Marka znalazły się wszystkie zaparcia Piotra, to co Jezus mówił Apostołom, którzy w swojej pysze chcieli siedzieć w jego chwale po prawicy. Co ciekawe, uczniowie się wtedy oburzyli - czyżby każdy z nich marzył o takim wyróżnieniu? Jednak nie bali się zamieścić w Ewangelii tego, jak sami daleko byli pogrążeni w przyziemnym rozumieniu swej misji. Myślę, że właśnie dlatego, by pokazać jak wielka i cierpliwa jest miłość Chrystusa. Na tle ich grzechów jeszcze bardziej jaśniała chwała Jezusa. Kościół kiedy mówi prawdę, również tę o swoim grzechu i nie ukrywa jej, dopiero wtedy staje się wiarygodny, a chwała Jezusa jako Zbawiciela jaśnieje w nim.

Ewangelia świadczy, że to najbardziej religijni ludzie zabili Jezusa. Tak bardzo religijni, że chcieli uchodzić za lepszych od innych, uzurpując sobie prawo do osądzania wszystkiego, czego nie rozumieli. Ten proces odtwarza się nie tylko w naszych czasach, on powtarza się we wszystkich wiekach. Religia potrafi zabić Boga, żeby zachować swój prestiż. Jeżeli jesteśmy uczniami Jezusa, to jesteśmy uformowani do bycia prorokami i naszym zadaniem jest to demaskować. Zanim podjąłem decyzję o wejściu na tę drogę, podjąłem decyzję, że zgadzam się ponieść wszelkie konsekwencje i je ponosiłem.

PA: Jezus mówi do Judasza "przyjacielu". Jak głęboka nie byłaby jego zdrada, to Jezus ciągle mówi do tej wspólnoty "przyjacielu". W tej dyskusji na temat pedofilii i nadużyć władzy w Kościele, media pasjonują się złem. Jeżeli chodzi o Wielki Post, to ja nie fascynuję się złem. Fascynuję się Jezusem, który mówi "przyjacielu".
ZW: Przez lata działaliśmy z myślą, że nie występujemy przeciwko biskupowi, tylko przeciwko złu. Wtedy zaczynało nam się dostawać od księży. Pytali jak mogliśmy działać przeciwko swojemu biskupowi, jak mogliśmy iść do mediów. Mówili, że trzeba było załatwiać sprawę drogami kościelnymi. Tylko, że my drogami kościelnymi próbowaliśmy 5 lat, o czym pisze strona dosckrzywdy.pl. Naszym wyrazem troski była szczera modlitwa. Pamiętam, gdy arcybiskup był w szpitalu, mówiono, że ma raka żołądka. Wielu zastraszonych duchownych robiło uśmieszki, że „problem może się sam rozwiążę”. Ja, razem ze znajomymi, modliłem się o zdrowie dla niego. Nie chciałem zła dla tego człowieka, tylko chciałem przeciwstawić się diabłu. Ten wyrok watykański pokazuje, że to zło ucieka i będzie się bało. Po naszym liście 16 duchownych, bp Janiak próbował zrobić podobnie jak abp Głódź, czyli również chciał by księża podpisali list w jego obronie, ale jemu się już to nie udało (po emisji dokumentu w TVN24 grupa kilkunastu księży z archidiecezji gdańskiej opublikowała list, w którym potwierdzili nadużywanie władzy przez abpa Głódzia, krótko po tym odpowiedziano im oświadczeniem w kontrze, które podpisali m.in. gdańscy dziekani oraz biskupi pomocniczy – red).

Rozmawiałem z jednym dziekanem i słyszałem, że bardzo żałuje, że podpisał. Mówił, że został zmanipulowany przez kurię. Abp Głódź mocno związał sumienia dziekanów oraz dwóch biskupów pomocniczych (bpa Wiesława Szlachetki i bpa Zbigniewa Zielińskiego - red.). Podpisali haniebny dokument mówiący, że ujawnienie prawdy, jest walką z Kościołem. Trzeba to zło wydobywać.

PA: A propos modlitwy. Nigdy nie zapomnę tego, jak modliliśmy się wchodząc do Nuncjatury (śmiech). Myśmy modlili się przed wejściem, zanim drzwi się automatycznie otworzyły. Nie miałem chyba aż takiej wiary, że ta modlitwa otworzy drzwi aż do Watykanu. W oświadczeniu w odpowiedzi na nasz list zarzucono nam uderzenie w pasterza. To zło wiązało sumienia księży przez lęk. Tak jak ich związało to sumienie, to w tej sytuacji było to coś, co mnie najbardziej zraniło osobiście. Czuję się nim do dzisiaj dotknięty. Jeżeli działasz z czystą intencją, po to by w Kościele była prawda, stajesz po stronie skrzywdzonych zarówno księży jak i ofiar innych księży, to mnie to strasznie dotknęło. Zobaczyłem, że utożsamia się mnie z systemowych atakiem na Kościół, któremu ja oddałem swoje życie. Pod tym podpisali się moi biskupi pomocniczy. To jest rana, która nadal mnie boli.

Potrzebujemy świeckich. Kościół sam się nie oczyści.

Czy po tym wyroku papieskim Kościół w Polsce będzie mógł mówić o tym, co działa w nim źle, tak jak 2000 lat temu robili to Apostołowie? Czy to początek procesu, który poruszy Kościół w dobrą stronę?
PA: Mam taką nadzieję. Mamy wspomniane oświadczenie kurii, oświadczenie 16 księży, którzy stają w naszej obronie i mamy komunikat Stolicy Apostolskiej. Jeżeli zestawimy ze sobą te trzy rzeczy, to trzeba się do tego jakoś ustosunkować.

Mam nadzieję, że biskupi pomocniczy również się do tego ustosunkują, że nie będzie to przykryte. Jeżeli ma być uzdrowienie, no to trzeba dążyć do prawdy, także o tym, co się wydarzyło, że tak wielu księży, w tym także biskupi pomocniczy, byli gotowi podpisać się pod kłamstwem. To może być pewna próba, czy my w tej sytuacji nie wstydzimy się mówić o słabości.

Biskup też jest człowiekiem słabym. My o tym mówimy, nie udajemy, bo jeśli będziemy udawać, nie będzie uzdrowienia.
ZW: Od tego nie można się wykręcić. Publicznie niesprostowanie tego dokumentu (oświadczenia w kontrze do listu 16 księży – red.) jest jego potwierdzeniem. Podział w rozumieniu dobra Kościoła jest dziś tak głęboki, że jeden wyrok tego nie zmieni, szczególnie, że to wyrok symboliczny. W Kościele symbole są ważne. Dla tych księży, którzy przez całe lata uważali, że trzeba wszystko ukrywać, by nie było zgorszenia, że to ksiądz jest powołany do prostowania życia innych ludzi, ten wyrok niewiele zmieni. To musi być dłuższy proces. Być może nasi biskupi pomocniczy ulegli temu strachowi. Być może sami siebie oszukali mówiąc sobie, że na tym polega dobro Kościoła. Uznając swój grzech, uznaję prawdę, że jestem kochany przez Boga. Żeby tego doświadczyć, trzeba uznać, że racją Kościoła nie jest status quo, tylko miłość w prawdzie. Tego jeden wyrok nie zmieni. Tu może być potrzebny synod albo sobór, który przywróciłby blask temu co jest dobrem Kościoła – miłości w prawdzie, a nie udawaniu.
PA: Żeby nastąpiła zmiana, to nowy arcybiskup musi pracować z księżmi. Zmiana mentalności nastąpi, gdy będą warsztaty na temat nawiązywania kontaktu z drugim człowiekiem, z ofiarą przemocy domowej, z ofiarą przemocy seksualnej. My, jako księża, nie zrobimy tego sami. Potrzebujemy świeckich, specjalistów, którzy włączą się w proces zmiany mentalności. Kościół sam się nie oczyści. Jako ksiądz mam kościółkowe myślenie, dlatego potrzebujemy świeckich, którzy teraz przeszkolą księży. Trzeba zdefiniować dobro Kościoła. Jeżeli tym dobrem jest prawda, to jak ją ocalić w sytuacji konfliktowej.

To co mówi ksiądz o świeckich brzmi ciekawie w kontekście różnych inicjatyw podejmowanych przez nich na rzecz zmian w Kościele gdańskim. Inicjatorzy akcji przed siedzibą kurii również byli w Nuncjaturze.
PA: Bez wsparcia świeckich w tej sprawie i ich szalonych pomysłów się nie uda. Tego jeszcze w historii Kościoła nie było, żeby rozmawiano z papieżem przez ogłoszenie w gazecie "La Republicca", którą papież czyta. Gdańsk jak zawsze inicjuje coś nowego. Na coś takiego mogą wpaść tylko świeccy.
ZW: Próbowaliśmy się dostać do papieża na wiele sposobów. Mieliśmy nawet umówione spotkanie z kardynałem, który jest prawą ręką papieża, ale akurat wybuchła epidemia. Mieliśmy już kupione bilety lotnicze.
PA: Dwa dni przed naszym wylotem zamknęli lotniska!
ZW: Jeśli dojdzie do zmiany mentalności i prawda będzie centralnym dobrem Kościoła, to zmiana będzie szeroka w wielu kontekstach.

Seminaria nie będą wtedy wychowywać funkcjonariuszy świątynnych, tylko proroków, którzy za tę prawdę będą oddawać życie. Powróci prymat relacji nad władzą.

Plebanie na nowo stałyby się przyjazne, a nie byłyby miejscami, w których wikariusze są pracownikami proboszcza, który jest pracownikiem biskupa, który wymierza kary i może ich przenieść. Jeżeli prawda będzie w centrum, to powróci braterstwo, powróci braterskie zatroskanie zamiast hierarchii w diabelskim ujęciu: czyli ten który ma władzę uciska swego poddanego. Na szczęście jest wiele plebanii, na których jest przyjazna atmosfera, choćby ta, w której jestem obecnie, ale to powinien być standard, 100 proc.
PA: Mamy Ewangelię, dobre dokumenty watykańskie, ale nie bardzo wiemy jak je "zastosować". Nauczymy się, przeszkolmy się z zakresu kompetencji miękkich, osobowych, z zakresu psychologii komunikacji. Jest to zadanie dla nowego arcybiskupa by pracował warsztatowo z księżmi, również przy pomocy świeckich. Byśmy nie popełniali takich błędów jak choćby w filmie Sekielskich, gdy do kurii gdańskiej przyszła pokrzywdzona osoba i słyszy głos, który krzyczy "A pani dopiero teraz przyszła? Po tylu latach?". Sam sposób w jaki ten ksiądz mówił i to co mówił, było dramatyczne. To absolutny brak empatii, to powtórna wiktymizacja, którą wykazała się pierwsza osoba, która miała kontakt z osobą pokrzywdzoną. My jako księża mamy pierwszy kontakt z ofiarami nadużyć seksualnych, przemocy domowej. Trzeba się szkolić w tym zakresie..

Komunikat Nuncjatury nie mówi praktycznie nic o powodach decyzji. Mowa o zakończeniu postępowania dot. Zaniechania ws. Nadużyć seksualnych i innych kwestii dot. Zarządzania archidiecezją. Jak ma to rozumieć przeciętny świecki? Wiemy, że sprawą abpa Głódzia ma zająć się prokuratura.
PA: Świecki niewiele z tego zrozumie. Nadal mówimy o komunikacji. Język, którego używa Nuncjatura, powinien być zrozumiały dla wiernych świeckich. To nie był proces karny. Motu proprio daje szybką ścieżkę. Wobec oczywistych faktów, wystarczy postępowanie administracyjne. To nie jest jak proces karny, w którym w sentencji jest jasne za co jest kara. Diecezja musi współpracować z prokuraturą. Uważam, że wyrok Nuncjatury jest ważny dla Kościoła, choć niekoniecznie jest od razu jasny dla ludzi przyzwyczajonych do procesów karnych.

Tylko co w praktyce oznacza ta decyzja? Abp Głódź ma zakaz przebywania na terenie archidiecezji gdańskiej, ma zakaz udziału w celebracjach religijnych oraz świeckich spotkaniach na tym terenie. Jak wiadomo, biskup mieszka w swoich rodzinnych stronach na Podlasiu. Nie wydaje się to dla niego dotkliwe.
PA: Znając abpa Głódzia, dla niego osobiście to jest dotkliwe. Obiektywnie może to nie być odbierane jako dotkliwa kara, bo będzie sobie żył w swojej willi w Bobrówce, ale dla człowieka, który przez tyle lat był nietykalny, ma to znaczenie.

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak powiedział w RMF FM, że to abp Głódź zadecyduje jaką sumę wpłaci na rzecz Fundacji św. Józefa.
PA: I tego nie rozumiem. Rzecznik Episkopatu wie coś więcej niż komunikat Nuncjatury?

Co jeszcze zmienia ten wyrok?
ZW: Wiele osób naprawdę myśli, że staje w obronie Kościoła, a my jesteśmy wrogami, że papież Franciszek jest masonem, który ukarał biskupa patriotę. To się nie zmieni. Kościół jednak nie walczy z człowiekiem, tylko ze złem. Ten wyrok stawia granicę złu. Ci biskupi, którzy ulegali pokusie megalomanii, nie będą tak podatni na zło. Łatwiej im przyjdzie bronić się przed pokusą władzy, gdy mają już świadomość, że ich również można osądzić i znajdą się ludzie, dla których prawda jest ważniejsza od kariery, czy "świętego" spokoju. Naszym zadaniem jest wyciągnąć z tego wyroku wnioski. Jeżeli wyrok mówi, że sposób zarządzania archidiecezją był zły, to proszę teraz powiedzieć, co było złe - konkretnie - i za to się zabrać. Nasz nowy arcybiskup będzie mógł to zło ponazywać i pooczyszczać. Teraz jest miejsce na pokutę dla nas, duchownych, na powiedzenie przez nas jaki był „mój” udział w złu w diecezji. Czy np. było to milczenie, zamykanie się w swoim światku, zgoda na przemoc, na poniżanie innego księdza przez biskupa w mojej obecności itp.
PA: Ten wyrok mówi co było prawdą. Czy np. zgoda na to by były ksiądz, Andrzej Czerwiński, który się odwołał i przez innych księży był traktowany jakby nic się nie stało, była właściwym zachowaniem? Ono nie było właściwe! Dla innych księży był to sygnał, że nawet jeżeli robią coś złego, to nie spotkają się z ostracyzmem ze strony swojego środowiska. A ten ostracyzm powinien być, a spotkaliśmy się z nim my. Ten wyrok do tego zaprasza.
ZW: Kościół wymagał katalizatora w postaci mediów i świeckich, by ten wyrok mógł zapaść. Mogę patrzeć w przyszłość z większą ufnością, że jednak jestem w Kościele, z którym mam jedność w definiowaniu tego co dobre a co złe. To co próbowano mi powiedzieć, że jestem wrogiem Kościoła i systemowo z nim walczę, to nieprawda i to bardzo duża ulga.
PA: Przez te sprawy nagromadziło się we mnie tyle trudnych uczuć, że ten wyrok tak mnie odwentylował, że w poniedziałek wieczorem nie miałem siły na nic. Przez te wszystkie lata miałem w sobie duże napięcie. Przez sprawę Czerwińskiego, przez ostracyzm środowiska. Mój kolega z roku, jeden z proboszczów, powiedział mi, że dopóki będę trzymał z ks. Jackiem Sochą i Justyną Zorn (aktywistką, współorganizatorką demonstracji przed gdańską kurią pod hasłem "Odzyskajmy nasz Kościół - red.), to mam się do niego nie odzywać, nie przychodzić na imieniny. Nie chcę robić z siebie ofiary, nie czuje się nią, natomiast faktem jest, że dopiero to ode mnie odeszło. Stawałem wobec pytań o mój sens w Kościele. Jeżeli ksiądz, który ma 25 lat kapłaństwa, pyta sam siebie o sens bycia w Kościele, czy chce dalej tworzyć tę wspólnotę… Ty (ks. Piotr mówi do ks. Zbigniewa – red.) mówiłeś mi, że nawet nie powinienem o tym myśleć, ale co ja mogłem, jak takie myśli mnie nachodziły. Ten wyrok we mnie, zrobił bardzo wiele.
ZW: Zło zostało nazwane złem. To pytanie o kapłaństwie nosiłem w sobie trochę inaczej. Pytałem sam siebie, czy chcę legitymizować swoją osobą taką sytuację. Wielu księży, którzy walczyli o prawdę, zapłaciło tak wysoką cenę, że straciło wiarę, kapłaństwo, wpadło w alkoholizm. My mieliśmy szczęście, bo tu, w archidiecezji gdańskiej, mamy świeckich, z którymi od lat głosimy Ewangelię, co do których jestem pewny, że nigdy by mnie nie zostawili. Mieliśmy silne wsparcie, dlatego przetrwaliśmy w miarę bez szwanku, w porównaniu z księżmi, którzy prowadzili samotne walki.

Zdarzało się, że to arcybiskup doprowadzał księży do rezygnacji z kapłaństwa?
PA: Myślę, że tak.
ZW: Wobec tak sprawowanego urzędu niektórzy księża porzucali kapłaństwo, inni porzucali wiarę, a jeszcze inni wpadali w różne choroby. Były takie sytuacje. Szkody, które powstały przez lata będą nam się jeszcze długo odbijać.
PA: Mieliśmy do czynienia z przemocą psychiczną, emocjonalną, słowną, finansową. Jako człowiek, który coś o tej przemocy wie, spodziewam się syndromu sztokholmskiego. Abp Głódź z osobami z którymi rządził diecezją, wprowadził przemoc systemową. Patrzę na tych księży jak na ofiary przemocy. To będzie długi proces leczenia. Nie spodziewajmy się radykalnej zmiany. Terapia osób dotkniętych przemocą trwa ok. dwóch lat. Jeżeli księża połknęli tę przemoc, to ona nadal w nich jest. Ona będzie w nich wychodziła np. poprzez uzależnienia, w relacjach, które będą przemocowe, w tworzeniu przemocowych relacji z wiernymi świeckimi, Ewangelia będzie głoszona pod przemocą. Jest potrzebna praca z księżmi, czego życzę nowego arcybiskupowi, na temat skutków przemocy oraz własnych mechanizmów przemocowych. Tego nie załatwi się dekretem. Abpa Głódzia nie ma, ale jego przemoc pozostała.

Jako świecki mam prawo reagować na zło mojego księdza

Jak ma się w tym odnaleźć przeciętny wierny świecki, który co niedziela chodzi do kościoła, co jakiś czas chodzi do spowiedzi, a teraz patrzy na to co dzieje się z autorytetem Kościoła? Jak ma czuć w konfesjonale żal za grzechy widząc to, co robią hierarchowie? W naszej diecezji nie brak proboszczów czy innych księży, którzy padali ofiarą przemocy ze strony arcybiskupa, a na co dzień pracują z wiernymi.
PA: To jest to, o czym Zbyszek mówił na początku. Jeżeli budujemy wspólnotę Kościoła na autorytecie osoby, a tak było do tej pory, potrzebna jest tu nowa ewangelizacja, powrót do źródła, czyli do Słowa Bożego. Tu nastąpi oczyszczenie. Nie da się zrobić tego dekretem. Poprzedni biskup próbował prowadzić diecezję dekretami i mamy to co mamy. Poradziłbym takim osobom postawić sobie pytanie o własną więź z Jezusem. Wtedy moje miejsce w Kościele będzie miało sens. Apostołowie też byli słabi, ale nie bali się o tym mówić i mieli autorytet.
ZW: Jest pewna fałszywa troska o wiernych świeckich, która polega na tym by "nie mówić ludziom jak jest, żeby się nie zgorszyli". Jezus w Ewangelii mówi do uczniów "idziemy do Jerozolimy i ja tam umrę". To budzi ogromne zgorszenie u św. Piotra, ale dzięki temu, gdy Jezus został zabity, Piotr wiedział, że Jezus nigdy go nie okłamał. Jak ryba wody, człowiek powietrza, tak autorytet potrzebuje prawdy. Człowiek dojrzałej wiary, nie ma potrzeby potępiać innych, bo sam jest grzesznikiem, ale będzie stawiać granicę złu, przeciwstawiać mu się, a ono - jak zapewnia Słowo Boże - ucieknie od nas.
PA: Trzeba mieć odwagę upomnieć brata. Potrzeba zmiany rozumienia Kościoła, w którym ksiądz jest moim bratem. Jako świecki mam prawo reagować na zło mojego księdza.
ZW: Jak ktoś budował swoją wiarę w oparciu o mit, że ksiądz jest bezgrzeszny, to trochę go to poboli. Jak ktoś małżeństwo buduje w przekonaniu, że małżonek nigdy go nie zrani, to się rozczaruje. Jeżeli przetrwa ten ból, zmieni myślenie i podejmie na nowo dialog, to małżeństwo będzie ocalone i szczęśliwe. Wierzę, że ludzie są dojrzali, zasługują by znać prawdę. Może kiedyś do liturgicznych tekstów objęcia probostwa, czy ingresu biskupa wejdzie takie sformułowanie: "Ja, wielki grzesznik, z miłosierdzia Bożego postawiony aby wam służyć na tym urzędzie, proszę was pokornie, przyjmijcie mnie jako brata, upominajcie, podnoście na duchu" itp.
PA: Poparciem twoich słów jest ta grupa świeckich, która była świadoma tego zła i zareagowała. To ludzie, którzy nie opuścili Kościoła, oni nadal są w Kościele.
ZW: Bardzo dużo zyskamy na powrocie braterstwa.
PA: Mówi o tym Franciszek, mówił Benedykt XVI, Jan Paweł II, sobór watykański II. Kiedy my zrozumiemy, że mamy iść razem?
ZW: Mamy wielu dobrych świeckich. Wierzę w tę dojrzałość. Trzeba dopuścić ich by mogli prowadzić ewaluację w Kościele, mogli opiniować pracę swoich kapłanów, swojego biskupa, by mieli wpływ na to, co dzieje się w Kościele. Ten wyrok dał świeckim i nam poczucie sprawczości, że można działać i nie liczyć na przeczekanie.

Świeccy powinni, zdaniem księży, odgrywać rolę sprawczą?
PA: Za poprzedniego arcybiskupa straciliśmy poczucie sprawczości w naszym Kościele. Decyzje były podejmowane autorytarnie przez jedną osobę. Papież Franciszek mówi o synodalności. Abp Wojda mówi o świeckich. Pytanie czy przywrócimy im wiarę, że też tworzą Kościół. Do tej pory to była fikcja.
ZW: Jeżeli mam być za coś odpowiedzialny, muszę mieć poczucie sprawczości. Gdy pracowałem w dekanacie chylońskim, zostałem wybrany na członka rady kapłańskiej. Biskup powinien się z nami konsultować przy różnych ważnych wydarzeniach. W trakcie mojej pięcioletniej kadencji biskup zaprosił nas raz do debaty. To zdecydowanie za mało.
PA: To co myśmy robili ma konkretny wpływ, to co robili świeccy ponosząc koszty finansowe i wizerunkowe, jak np. Justyna Zorn, która jest już rozpoznawalna na ulicy, też ma wpływ na Kościół. Jestem przekonany o tym, że ten wyrok ma wpływ na Kościół w Polsce, bo pokazuje, że skończyła się nietykalność biskupów.
ZW: Biskupi powinni zaprosić świeckich do struktur, które na stałe zyskałyby możliwość prowadzenia audytu w Kościele, by zmiany nie dokonywały się tylko pod wpływem nacisku mediów.
PA: Przypominam, że ci ludzie pod kurią się modlili. To nie była manifestacja przeciwko biskupowi.

Omikron dotarł do Europy

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Stasiu Plichta

dla mnie to szok. Ks. Czerwiński był proboszczem jak mieszkałem w Gdyni-Obłużu w latach 1980-88. Nigdy był nie podejrzewał że mógł się dopuścić takich czynów. To drugi zawód po ks. H. Jankowskim, który udzielał nam ślubu. Komu tu wierzyć. Niedługo kościół jako instytucja zostanie sam, a wiara w Boga w wiernych pozostanie zawsze.

Dodaj ogłoszenie