Zapomniana historia Biskupiej Górki

Marek AdamkowiczZaktualizowano 
Edmund Cierniak (na zdj. z Krystyną Ejsmont) pamięta Biskupią Górkę z przełomu lat 40. i  50.
Edmund Cierniak (na zdj. z Krystyną Ejsmont) pamięta Biskupią Górkę z przełomu lat 40. i 50. Marek Adamkowicz
Przez kilka powojennych lat dawne hitlerowskie schronisko młodzieżowe pełniło funkcję akademika. Jak w owym czasie wyglądał obiekt, wspomina architekt Edmund Cierniak.

Dawne hitlerowskie schronisko młodzieżowe na gdańskiej Biskupiej Górce, miejsce z tajemnicami. Chociaż ceglany kompleks wzniesiono na przełomie lat 30. i 40., czyli stosunkowo niedawno, to w jego historii pełno jest luk i niedopowiedzeń. Trudno jednak się dziwić, skoro przez kilka dekad, poczynając od początku lat 50., obiekt wykorzystywał Urząd Bezpieczeństwa, potem Milicja Obywatelska, dzisiaj natomiast należy on do Komendy Wojewódzkiej Policji. Wejście wymaga przepustki, a i na robienie zdjęć potrzebne jest pozwolenie.

Jan Daniluk z Muzeum II Wojny Światowej, który badał losy kompleksu, przyznaje, że lista spraw, które warto by wyjaśnić, jest długa.

- Zagadkowe są nie tylko losy schroniska, ale i pobliskiego terenu - podkreśla historyk. - Pamiętajmy, że przez wieki był on wykorzystywany przez wojsko, więc siłą rzeczy informacje o tym, co tu się działo, nie były łatwo dostępne.

Historycy chcieliby np. wyjaśnić, gdzie dokładnie przetrzymywano wziętych do niewoli obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku (wiadomo, że działo się to właśnie na Biskupiej Górce), jak dokładnie wyglądała filia obozu jenieckiego, jaka mieściła się w latach wojny na wzgórzu, jak dokładnie wykorzystywano kompleks w pierwszych miesiącach po wojnie, a także co stało się z grobem Nataniela Wolfa, lekarza i astronoma, pioniera szczepień i członka Royal Society, który pod koniec XVIII wieku został gdzieś tu pochowany.

Czytaj: Historia i nowoczesność czyli jak zmienia się Oliwa

W obliczu tylu niewiadomych każda relacja na temat Biskupiej Górki nabiera szczególnego znaczenia. Tak jak informacje, które udało się pozyskać od Edmunda Cierniaka, architekta. Pan Edmund pamięta schronisko z lat tużpowojennych, kiedy jeszcze nie zostało ono przejęte przez bezpiekę i można się było swobodnie poruszać po okolicy.

- Do Gdańska przyjechałem w październiku 1946 roku, z myślą o studiowaniu na Politechnice Gdańskiej - wspomina. - Byłem jedną z pierwszych osób, które się wprowadziły do schroniska dopiero co przemienionego na akademik. Zanim to się stało, czyli w pierwszych miesiącach po wojnie, obiekt zajmowało wojsko, ale nie wiem, polskie czy radzieckie.

W realiach roku 1946 mieszkanie w akademiku mogło uchodzić za luksus. Całe śródmieście Gdańska było przecież obrócone w perzynę, morze ruin, a tu na studentów czekały pięknie wykończone wnętrza i eleganckie łazienki, przystosowane do jednoczesnego używania przez większą liczbę osób (wiadomo - schronisko!). Mankamenty, rzecz jasna, też były. Brakowało mebli oraz ogrzewania. Pan Edmund nie pamięta, skąd wzięto wyposażenie, natomiast grzejniki zostały wymontowane ze zniszczonych w czasie walk tramwajów. Po zainstalowaniu w akademiku sprawdziły się doskonale.

- Początkowo budynek był niemal pusty, lecz z czasem zaczęto zagęszczać pokoje - opowiada pan Edmund. - Oprócz studentów politechniki, pojawili się ci z Akademii Medycznej, przy czym kobiet było niewiele. Jeżeli już, to z farmacji. Życie towarzyskie zaczęło jednak rozkwitać.

Przez pewien czas w akademiku funkcjonowała stołówka, zlikwidowana z dość prozaicznego powodu.

- Przez cały dzień studenci byli poza akademikiem. Nie było sensu wracać z uczelni na obiad. Jadało się na mieście, więc stołówka świeciła pustkami - tłumaczy Edmund Cierniak.

Wracając pamięcią do dni spędzonych na Biskupiej Górce, pan Edmund przywołuje wiele ciekawostek, ale niestety, nie jest w stanie odpowiedzieć na jedno istotne pytanie: jak wyglądał przyległy teren i co się na nim znajdowało? Kwestia ta jest o tyle istotna, że z odnalezionych w niemieckich archiwach dokumentów wynika, że w czasie wojny zdeponowano na Biskupiej Górce część gdańskich zabytków, m.in. wyroby rzemiosła artystycznego. Stąd pytanie, czy były one na miejscu w roku 1946, czy też ktoś już je wywiózł, a jeśli tak, to kto i dokąd?

Jan Daniluk zwraca uwagę, że jest jeszcze druga sprawa: gdzie dokładnie znajdował się grób Nataniela Wolffa? Wedle informacji z „Dziennika Bałtyckiego” z sierpnia 1947 r., na wzgórzu miał ponoć jeszcze znajdować się pomnik poświęcony astronomowi. Znajdował się on „na prawo od ściennego muru”, do którego można było trafić kierując się od budynku akademika w stronę „fortecznego bunkra wbudowanego w wał ziemny”.

Do naszych czasów pomnik się nie zachował, ale wydaje się, że łącząc przywołany opis z innymi danymi, możemy wskazać miejsce pochówki astronoma. Wiadomo bowiem, że jego grób znajdował się obok wzniesionej przez Wolffa „dostrzegalni gwiazd”, a ta jest zaznaczona na mapie, którą na potrzeby książki „Największe tajemnice Pomorza” udostępnił Piotr Mazurek, prezes Towarzystwa Przyjaciół Gdańska.

- Odnalezienie grobu doktora Wolffa na pewno byłoby dużym wydarzeniem - przyznaje Krystyna Ejsmont, mieszkanka Biskupiej Górki i członkini Stowarzyszenia WAGA. - Miłośnicy Gdańska od dawna dociekają, gdzie mógł się on znajdować, bo też mówimy o postaci niezwykle zasłużonej dla naszego miasta.

Wśród tych, którzy próbowali zlokalizować miejsce pochówku, był znawca dawnego Gdańska prof. Jerzy Samp. Niestety, dotychczasowe próby zlokalizowania mogiły zakończyły się niepowodzeniem, co nie zmienia faktu, że nadal są chętni do rozwiązania zagadki. Mają przy tym świadomość, że wyzwaniem będzie przekonanie policji do wyrażenia zgody na prowadzenie poszukiwań.

- Wierzymy, że to się uda, bo skoro udało się rozpocząć poszukiwania złotego pociągu, to odnalezienie grobu Wolffa też powinno się powieść - mówią z przekonaniem.

Więcej na ten temat można się dowiedzieć z drugiej części książki „Największe tajemnice Pomorza”

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Jako sudent PG mieszkalem w Akademiku na Biskupiej Gorze w latach 1947/48 . Mieszkalem z kolega z Wydzialu . Pamietam jak drzelismy z zimna w zimowych miesiacach, ale juz wiosna , milo bylo na zewntrz budynku , w sloneczku "kuc" material na kolokwia , czy egzaminy. Pamietam przyjazd grupy studentow z Jugoslawii i to zima i ich skulonych , czekajacych w holu na przydzial pokoi. Cyba bylem juz natrzecim roku Wydz, Mech , jak z kolega Igorem .B. wyprowadzilismy sie do wynajetego pokoju we Wrzeszczu . Teraz juz jestem na emeryturze , mieszkam w Warszawie.

Dodaj ogłoszenie