„Zabiłbym wszystkich Polaków!”. Hans. G znów przed sądem, ponownie za groźby karalne

Jacek Wierciński
Jacek Wierciński
Hans G. ponownie przed sądem 12.02.2021 Przemyslaw Swiderski
Za groźby karalne wobec dwóch pracownic przed sądem odpowiada niemiecki przedsiębiorca działający na Pomorzu. Przedtem Hans G. miał już kilka procesów za słowa jakie wypowiadał, takie jak „Zabiłbym wszystkich Polaków. Nie miałbym z tym problemu”. Miał też odwoływać się do nazizmu i naśladować dźwięk rozstrzeliwania. W piątek 12.02.2021 roku, przed sądem zeznawała autorka nagrań z ukrycia z wypowiedziami mężczyzny - Natalia Nitek-Płażyńska, dziś żona posła Prawa i Sprawiedliwości, Kacpra Płażyńskiego, która przekonuje, że w czasie pracy dla G. czuła lęk i była źle traktowana m.in. za przynależność do PiS.

Oskarżony, Hans G. nie stawił się na kolejnej, trzeciej już rozprawie tego procesu. Wcześniej w sprawie obraźliwych słów jakie wypowiadał takich jak np. ,,pracować niewolnicy”, ,,Małpa to Polak, a najwyższe stadium rozwoju to Niemiec”, „zabiłbym wszystkich Polaków”, „idiot Polack!”, „fucking stupid country” toczyły się inne sprawy.

Warto przypomnieć, że autorka nagrań upublicznionych w odcinku programu „Otwartym tekstem”, który został wyemitowany na antenie TV Republika 17 marca 2016 roku. To byłą pracownice firmy G., Natalię Nitek-Płażyńską biznesmen obrażać miał m.in. za poglądy polityczne (startowała w wyborach do Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości, a w 2018 roku została żoną kandydata tej partii na prezydenta Gdańska – Kacpra Płażyńskiego).

Obok jeszcze jednej pracownicy, właśnie Natalia Nitek-Płażyńska miała stać się ofiarą gróźb karalnych ze strony niemieckiego przedsiębiorcy.

W moim przekonaniu, są to zarzuty tożsame – mówił dziennikarzom, w odpowiedzi na pytanie, czym „nowe” przestępstwa, o które oskarżany jest jego klient, różnią się od tych wcześniej analizowanych przez sąd adwokat Hansa G., Piotr Malach.

I dodał: - Prokuratura swego czasu zbadała zachowanie mojego klienta w określonym czasie, w ramach działalności pani Płażyńskiej, jeszcze jako pracownicy w spółce POS Systems [należącej do HG – dop. red.]. Badając ten czas, bardzo skrupulatnie, słuchając ok. 100 świadków, stwierdziła że mój klient dopuścił się groźby karalnej w stosunku do pani Nitek-Płażyńskiej w dniu 23 listopada. W tym zakresie toczyło się postępowanie, jak może państwo wiedzą, postępowanie zostało prawomocnie zakończone wyrokiem uniewinniającym w tym zakresie. No i co robi w tym momencie prokuratura? Prokuratura widząc, że sprawa została przegrana, ponieważ klient został uniewinniony z tytułu rzekomych gróźb, stwierdziła, że zrobi nową sprawę, obejmującą cały okres zatrudnienia z wyłączeniem tego jednego dnia, mimo że wcześniej uznała, że jej więcej się złego nie działo, tylko wydarzyło się to jednego dnia. Podobnie sytuacja ma się z drugą pokrzywdzoną w niniejszym postępowaniu, odnośnie której, w pierwszym postępowaniu klient mój został skazany prawomocnie za znieważenie, mimo że badano również całe jej zatrudnienie. Teraz okazuje się, że w tym postępowaniu, pojawia się jeszcze wątek gróźb karalnych wobec tej pani, mimo, że wcześniej ten wątek mógł być badany i pewnie był badany, ale nie skończył się postawieniem zarzutu.

Hans G. ponownie przed sądem 12.02.2021
Hans G. ponownie przed sądem 12.02.2021 Przemyslaw Swiderski

Mecenas powiedział, że – po jego interwencji – sąd umorzył 3 z 6 stawianych Hansowi G. zarzutów, a pozostałe postanowił badać dalej zapewne „ostrożnościowo” i one także zostaną oddalone. Zaznaczył, że jego klient nie przyznaje się do winy, a sytuacje, które opisuje oskarżenie nie miały miejsca.

Wypowiedź obrońcy nastąpiła w przerwie kilkugodzinnego składania zeznań przez Natalię Nitek-Płażyńską, która przed sądem występowała w charakterze świadka i oskarżycielki posiłkowej .

W trakcie tej współpracy, jego poglądy i zachowania, agresja, nienawiść, przejawianie wprost nazizmu, o którym sam wprost mówił, że jest hitlerowcem i nazistą – akurat te wypowiedzi udało się udokumentować w postaci nagrań. Ja, jako jego pracownica coraz częściej słyszałam, a także byłam świadkiem gestów, postaw, które nosiły znamiona czystej agresji. Mój lęk narastał – przekonywała kobieta odnosząc się do Hansa G. i tłumacząc, że nagrania, których dokonała miały być dowodami.

- Punktem zapalnym było to, że ja jestem Niemcem i jestem wyżej niż wy „polaczki”. W związku z tym, że coraz częściej takie wypowiedzi się powtarzały, słyszałam nawoływanie do nazizmu z pochwalaniem go - zeznała Nitek-Płażyńska. - Mówił, że nas Polaków, trzeba tępić jak robactwo, trzeba było nas zabić, jak była okazja. Trzeba było nas przyciąć i Hitler już to robił, ale mu się nie udało – relacjonowała.

Dajcie mi jakiegoś Polaka, chętnie bym zabił jakiegoś Polaka, albo rozstrzelał, albo mówił „zum tot schlagen” [bić na śmierć – dop.red.] - cytowała rzekome wypowiedzi Hansa G. - Mówił, że przydałyby się nam znowu obozy koncentracyjne, rozstrzelanie pod murem. Proponował dla nas Cyklon B. - wymieniła.

Twierdziła, że wypowiedzi było bardzo dużo, a – choć na nagraniach G. jest zdenerwowany, to podobne rzeczy mówił również, kiedy był spokojny. Opowiedziała, jak przekonywała, jego ulubiony żart: - Jaki jest najlepszy perfum dla Polaków? Cyklon B!

- Ja jako osoba świadoma historii polsko-niemieckiej i nie godząca się żeby Niemiec tak nas traktował i w taki sposób się do nas zwracał, reagowałam twardo. Mówiłam, że nie życzę sobie, żeby tak do mnie mówił. Ja jestem Polką i czy on do mnie chce strzelać? - opowiadała, twierdząc, że właśnie te reakcje prowokowały Hansa G.

Widziałam w odbiciu monitora, że ręką układa gest broni i udaje, że strzela, co czynił m.in. w stosunku do Anny K. [druga pokrzywdzona – dop. red.] - zaznaczyła. - Pewnego dnia nachylił się do mojego ucha i ściszonym głosem powiedział, że jakby przyszło do takiej sytuacji jak II Wojny Światowej to mnie pierwszą by przeznaczył do odstrzału, bo widzi, że jestem patriotką.

Kiedy indziej G. miał jej powiedzieć, gdy już wiedział o jej przynależności politycznej, że „postawił by ją pod ścianą razem z PiS-em i strzelał”. - Zachowywał się gwałtownie, swoją postawą ciała, był agresywny.

Opowiadała, że raz jej były pracodawca nagle uderzył ręką w ścianę obok jej głowy na wąskim firmowym korytarzu. Kiedy indziej zagrodził jej drogę i rzucił o podłogę ostrymi stojakami produkowanymi przez przedsiębiorstwo. Innym razem, rzucił klockiem do pokoju, w którym siedziała bardzo blisko niej i „to go bardzo śmieszyło”.

Byłam cały czas napięta, jakbym za chwilę miała musieć się poderwać i uciekać, bo agresor cały czas gdzieś się kręci. W tym okresie bardzo schudłam, dużo płakałam, starałam się nie okazywać tego w firmie, bo to by go bardzo ucieszyło – zeznała.

Na jej lęk miał wpływać fakt, że firma mieściła się w starej jednostce wojskowej otoczonej przez las, a w kontekście tego, że pracodawca naśladował Hitlera i sposób jego mówienia, sprawiało wrażenie zagrożenia, miejsca bardzo nieprzyjaznego.

- Zrobił się o wiele bardziej nerwowy i agresywny w stosunku do mnie, napastliwy – odpowiedziała na pytanie sądu o reakcję Hansa G., gdy dowiedział się o tym, że ona należy do PiS. Przyznała, że mężczyzna raz przez telefon, a raz przy pracownikach mówił, że jest dumny, że ma pracowniczkę, która może zostanie posłem [gdy kandydowała]. Podkreśliła, jednak, że wypowiedź G. była prześmiewcza. - Byłam pieprz..ym Pisiorem do odstrzału – mówiła.

Jak zastrzegła październik, listopad i grudzień i początek stycznia były najgorszym czasem, a G. kazał jej tłumaczyć działania prezydenta RP, zwracając się do niej „Polko”.

Powiedziała, że w kontekście jej reakcji, określał ją mianem „hot” oraz oceniał jej seksualność, a także o „propozycjach damsko-męskich”, jakie wobec niej padały.

Dopytywana przez mec. Piotra Malacha wskazywała, że pierwsze groźby pozbawienia życia ze strony Hansa G. pojawiły się latem 2015 roku wobec ogółu Polaków, a zaostrzyły się i ogniskowały się na niej jesienią. Pracodawca po pierwszej 3-miesięcznej umowie pracy zaoferował jej następną. Miał mówić, że „chyba nie jest [ona] Polką, bo jest taka skrupulatna”. - Godziłam się na umowę, pomimo że przez wakacje [2015 r.] Hans G. wypowiadał twierdzenia dotyczące zabijania Polaków. Ja to wtedy poczytywałam sobie jako misję, że skoro inni pracownicy nie reagują to wyedukuję tego Niemca. Może to było naiwne, jak to u 25-latki – powiedziała. Zaznaczyła, że nie przyniosło to skutku.

Kiedy adwokat chciał się dowiedzieć, kiedy i jakie uczucia towarzyszyły jej w pracy, relacjonowała, że w wakacje 2015 r. „czuła się zaniepokojona”, a w październiku czy listopadzie „wprost zagrożona” jeśli chodzi o „zdrowie i życie”. „Zagrożenie wprost” zdefiniowała zaś, jako sytuację, „gdy ktoś stwierdza: ciebie należałoby rozstrzelać”. Przyznała, że w letnich miesiącach czuła „narastający dyskomfort, narastające zagrożenie”. Jako pierwszy moment, kiedy poczuła się zagrożona wypowiedziami G., wskazała zaś jesień, kiedy jednak było wciąż ciepło.

Groźby formułowane konkretnie, wobec siebie lub ogólnie – wobec Polaków – tłumaczyła, że słyszała od pracodawcy prawie codziennie.

Obrońca wskazał, że tylko na jednym z nagrań dokonanych przez Płażyńską, jego klient odwołuje się do nazizmu i związanych z tym okresem rzeczy, podczas gdy Nitek nagrywała go przez kilkadziesiąt dni. Autorka nagrań relacjonowała z kolei, że nie zawsze mogła włączyć nagrywanie, źle się czuła jego dokonując i bała się reakcji szefa, a w firmie siedziała też plecami do wejścia, co utrudniało jej niepostrzeżone włączenie rejestracji dźwięku w telefonie. Zaznaczyła, że nie użyła dyktafonu, ponieważ G. miał przeszukiwać torebki pracowniczek.

Adw. Piotr Malach zwrócił uwagę, że wypowiedzi o Hitlerze, Cyklonie B, partyzantach czy komorach gazowych pojawiają się wyłącznie w zeznaniach Nitek-Płażyńskiej – nie u innych pracowników, a ta tłumaczyła, że pozostali świadkowie opowiadając o sytuacji śledczym do protokołu, wciąż pracowali w firmie G. Mieli więc plątać się w zeznaniach i twierdzić, że głos pracodawcy, wcale nie był jego głosem, a kiedy indziej twierdzić, że nie traktowali jego słów poważnie. Przekonywała też, że tego typu retoryki Hans G., używał także w firmie gdzie pracował wcześniej, jednak tamte zdarzenia przedawniły się.

Pełnomocnik Hansa G. zaznaczył, że podczas pierwszego spotkania z prokuratorem Nitek-Płażyńska nie wskazała w ogóle na fakt, że czuła się zagrożona (ten wątek pojawić się miał w śledztwie dopiero po roku – twierdził mec. Malach). Kobieta w odpowiedzi wskazywała, że chodziło o długi okres i szeroki zakres zarzutów – oprócz obrażania Polaków, chęci ich zabijania, chodzić miało m.in. o molestowanie seksualne.

Adwokat wskazał też, że gdyby świadek rzeczywiście była tak roztrzęsiona i obawiała się o swoje zdrowie i życie, to w pierwszym kroku zgłosiłaby na policji czy prokuraturze, właśnie to, a nie powiedziała o tym dopiero po roku śledztwa. Natalia Nitek-Płażyńska tłumaczyła z kolei, że protokoły z postępowania i zeznania początkowo dotyczyły nagrań, na których nie było wprost sformułowanych konkretnie wobec niej gróźb, a śledztwo było długotrwałe i metodycznie zajmowano się w nim kolejnymi wątkami, ona zaś „interes publiczny przedkładała nad swój interes”.

Kolejny termin rozprawy zaplanowano na początek marca.

Kryzys wieku średniego. Skąd się bierze i czy dotyka wszystkich?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie