Wystawa w sopockiej PGS. Roman Cieślewicz czyli guru w kawiarni

Gabriela Pewińska
Na fotografiach - rubaszny, silny facet. Aż słychać, że zaciąga z lwowska! Manierę potwierdza Zdzisław Schubert , kurator otwartej w PGS w Sopocie wystawy - "Roman Cieślewicz - legenda polskiego plakatu. Dzieło i postać". Ekspozycja to 130 obiektów (nie tylko plakaty) - pochodzących głównie z bogatych zbiorów Muzeum Narodowego w Poznaniu.

Cieślewicz (1930-96), nie tak dawno guru dla absolwentów paryskich uczelni artystycznych, gdzie w latach 70. był wykładowcą. Czy dziś jego prace inspirują młodych polskich artystów? - Cieślewicz należy na pewno do tych nielicznych klasyków, którzy przecierali ścieżki nowoczesnego widzenia graficznego świata - mówi Zdzisław Schubert. - A czy dziś inspiruje młodych? Obawiam się, że nie słyszeli nawet tego nazwiska! Testowano już studentów, pytając: Kto to jest Lenica. Na ogół nikt nie wiedział. Cóż, młodzi mało czytają, poza siedzeniem w internecie niewiele ich interesuje. Przesadzam?

Dla wielu zatem sopocka wystawa artysty będzie - jak te wcześniejsze, promujące twórczość Cieślewicza (choćby poznańska z lat 90.) - nie przypomnieniem, a odkryciem.

- Obejrzenie tych prac to zetknięcie się z bardzo świeżym spojrzeniem na sztukę - mówi Zdzisław Schubert. - Cieślewicz będąc za granicą chłonął jak gąbka wszystko, co go otaczało. Jego sztuka wciąż ulegała przeobrażeniom. Wystarczy przyjrzeć się pracom wykonanym w Polsce i tym we Francji, gdzie przeniósł się z żoną, rzeźbiarką Aliną Szapocznikow, po 1963 roku. Odkrył tam nowe tendencje wynikające z nowych technologii. Bardzo wciągnął się w nurt neokonstruktywizmu, który do dziś jest na świecie żywy. W każdej jego pracy widać niesłychaną siłę, charyzmę.

Twórczość tego artysty to też umiejętne połączenie pracy dla pieniędzy z tą niekomercyjną. Dzięki czemu pewnie czuł się spełniony i finansowo, i artystycznie. Elementy grafiki warsztatowej świetnie wykorzystywał projektując okładki pism. Wciąż fascynują te do tworzonego przezeń w latach 1959-63 ekskluzywnego pisma "Ty i Ja" (był jego redaktorem graficznym, po wyjeździe do Francji został grafikiem m. in. "Elle" i "Vogue"). Zastanawia częsty w jego pracach motyw czerwonej róży.- Nie zwierzał mi się z tego - śmieje się Zdzisław Schubert, i poleca tym, którzy wpadną do sopockiej PGS na wystawę mistrza, by szczególnie przyjrzeli się słynnemu plakatowi "Paryż - Moskwa" ("Chapeau bas dla Cieślewicza, że tak to sobie wymyślił!").
Jaki był prywatnie? Człowiek życzliwy, towarzyski i otwarty. Uwielbiał bywać. Miał gest. Przedpołudnia spędzał zwykle w kawiarniach. Tam: kawa, wino, ostrygi, interesy. I spotkania z młodymi ludźmi. Ponoć, z wdziękiem, promował wtedy siebie.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie