Wybory 2019. W kampanii wyborczej wpadka goni wpadkę. Kto zyska, a kto straci na błędach politycznych oponentów?

Karol Uliczny
Karol Uliczny
Karolina Misztal
Nawet najlepiej zaplanowana kampania nie zapobiegnie uderzeniom ze strony politycznych oponentów oraz potknięciom własnych działaczy. Zarówno PiS jak i KO zanotowały przed wyborami gigantyczne, wizerunkowe wpadki. Komu zaszkodziły bardziej?

Historia pełna jest politycznych porażek i nieoczekiwanych zwrotów na finiszu kampanijnych starć. Słynne „trzeba zmienić pracę i wziąć kredyt” wypowiedziane w 2015 r. przez prezydenta Komorowskiego, „Spie... dziadu” Lecha Kaczyńskiego z kampanii samorządowej w 2002 r. czy „trzeba było się ubezpieczać” Włodzimierza Cimoszewicz z 1997 r. - to niektóre przykłady kampanijnych katastrof.

Tegoroczna kampania, choć ślamazarna i przewidywalna, zgłasza do tej listy całą gamę pijarowych porażek. Nie ustrzegło się ich Prawo i Sprawiedliwość, budujące wizerunek partii kryształowej, stosującej bardziej wyśrubowane standardy od PO. W lipcu wyszło na jaw, że druga osoba w państwie woziła rządowym samolotem rodzinę oraz znajomych, do tego znacznie bardziej zaawansowanymi organizacyjnie lotami w statusie Head, a trzy tygodnie temu cały kraj zobaczył jak szef Najwyższej Izby Kontroli odbiera telefon do znanego w Krakowie kryminalisty, który w jego kamienicy urządził hotel na godziny.

Wierzę w inteligencję wyborców i ich zdolność do analizowania. W tych przypadkach widać adekwatną reakcję do zdarzenia i brak tzw. zamiatania pod dywan. Widać także kontrast z naszymi konkurentami, którzy po postawieniu zarzutów sekretarzowi generalnemu PO robili akcję „Murem za Staszkiem” - komentuje poseł PiS Marcin Horała, kandydujący w okręgu nr 26.

- Jak pokazują sondaże, wyborcy mają zdolność do trzeźwej oceny sytuacji. Trzeba trzymać się rozliczenia czterech lat rządów oraz planów na najbliższą kadencję. Ludzi interesuje jakie będą podatki, emerytury, polityka gospodarcza. Na sytuacje nieprzewidziane należy reagować, odpowiedzieć, ale nie dać się wykoleić pociągowi i zepchnąć dyskusji o ważnych kwestiach na boczny tor.

Jeszcze poważniejsze zarzuty obciążyły wiceministra Łukasza Piebiaka, zamieszkanego w aferę hejterską. Zastępca Z. Ziobry pożegnał się ze stanowiskiem, po tym jak w sierpniu „Onet” ujawnił treści jego rozmów z kobietą o pseudonimie „Emi”. A już na finiszu kampanii wyciekły nagrania ministra Ardanowskiego, z których wynika m.in., że ludzie z rekomendacji politycznej PiS, mają być lepsi od poprzedników. Ujawnianie kolejnych afer było dla partii sporym obciążeniem, ale nie nadszarpnęło jej pozycją.
Znaczący wkład do listy przedwyborczych wpadek odnotowuje Pomorze. Cały kraj usłyszał o „poje… z Tczewa” oraz całą feerię przekleństw wypowiadanych przez posła ze Starogardu Gd. Sławomira Neumanna. Nagrania z szefem klubu parlamentarnego były nieoczekiwanym i bolesnym ciosem. Tym bardziej, że telewizja publiczna zrobiła z nagrań tasiemiec i publikowała je w częściach. Kolejni członkowie PO odcinali się od stylu uprawiania polityki przez Neumanna, w efekcie czego musiał zrzec się swojej funkcji w Sejmie.

Politycy Koalicji Obywatelskiej nie zdążyli jeszcze ochłonąć po taśmach, a już musieli tłumaczyć się z zaskakującego zachowania byłego prezydenta RP. Zaproszenie na konwencję nie dającego się kontrolować Lecha Wałęsy, który najpierw skrytykował działania gospodarzy spotkania, nazwał pochowanego dzień wcześniej Kornela Morawieckiego zdrajcą, a po wszystkim zapowiedział, że poprze Polskie Stronnictwo Ludowe, było szczytem kampanijnego chaosu.

- Nie chciałabym oceniać w tych kategoriach, jednak wypowiedzi byłego prezydenta nie dodały nam głosów - ocenia Małgorzata Chmiel, kandydatka KO w okręgu nr 25. - Tego typu sytuacje na pewno wybijają nas z rytmu, jako kandydatów. W środę w Tczewie i Pruszczu pytano mnie o pana Wałęsę, a wolałabym rozmawiać o istotnych dla kraju sprawach. Co do pana Neumanna… To nie jest mój język, także w stosunku do konkurentów politycznych. Jednak nie porównywałabym jego słów ze sprawą pana Banasia czy marszałka Kuchcińskiego. Liczba afer PiS-u jest nieporównywalnie większa. Problem w tym, że ich wyborcy nie mają okazji dowiedzieć się o nich z publicznej telewizji.

Poseł Chmiel nie uważa, by na finiszu kampanii, jakieś zdarzenie było w stanie zmienić wcześniej ukształtowane preferencje. Jak mówi, w tegorocznej kampanii wyborcy są wyjątkowo zdeklarowani, nie tylko w stosunku do komitetów, ale także kandydatów.
Wizerunkowych potknięć nie ustrzegły się SLD i Koalicja Polska. Niefortunnie zaczęła Lewica, której nie udało się zarejestrować komitetu pod nazwą nawiązującą do koalicji.

W efekcie Adrian Zandberg czy Robert Biedroń zaczęli kampanię od wyjaśniania czy nie przeszkadza im start pod szyldem wyśmiewanego wcześniej SLD. Podobnie z Pawłem Kukizem, który zbratał się z ostro krytykowanym Polskim Stronnictwem Ludowym. Mniejszych wpadek było bez liku.

Na pikniku w Zbuczynie Jarosław Kaczyński zaprezentował się w hełmie strażackim, który założył odwrotnie. Wpadkę zaliczył były minister obrony narodowej, Bogdan Klich, który zaprezentował nowy hasztag wyborczy Platformy Obywatelskiej pn. #Twoj Szwab zamiast #Twoj Sztab, a kandydatki PiS na Podlasiu, Bernadeta Krynicka i Agnieszka Muzyk pokłóciły się o mikrofon podczas konferencji prasowej. Komu wyjdzie to na dobre, a komu odbije się czkawką?

Z którą partią ci po drodze? Test preferencji politycznych. Wybory do Sejmu i Senatu 2019

Dowiedz się więcej

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie