Wstrzymany mały ruch graniczny. Ludzie tutaj mieli zarobek. Komu to przeszkadzało?

Piotr PiesikZaktualizowano 
archiwum PP
Dwaj panowie siedzący na tarasie baru o wdzięcznej nazwie „U Jolki” w Gronowie w zasięgu wzroku mają przejście graniczne między Polską a rosyjskim obwodem kaliningradzkim. Widzą to samo, co internauci na podglądzie z kamer zainstalowanych we wsi oraz przed granicą. Kompletną pustkę.

- Spójrz pan, co się tutaj dzieje - mówi jeden z mężczyzn.

- Raczej, co się nie dzieje! - ripostuje drugi. - Ledwie raz na długi czas przejedzie jakiś samochód. Bryndza kompletna! A przecież tutaj większość ludzi żyło z granicy. Parkingi urządzali, firmy zakładali, na rosyjską stronę po paliwo jeździli. A teraz komuś w Warszawie ubzdurało się, że jakieś niebezpieczeństwo nam grozi? Niechby tutaj wcześniej przyjechali! Jakoś nikogo nie widzieliśmy...

Koresponduje z tym obraz okazałej tablicy informacyjnej przy szosie S7 na wysokości Elbląga, gdzie sprawdzić można czas oczekiwania na odprawę graniczną. We wszystkich trzech kategoriach pojazdów - osobowych, ciężarowych i autobusów zero.

Czego nie widać ze stolicy

Mieszkańcy Gronowa suchej nitki nie zostawiają na decyzjach polityków, którzy zawiesili ułatwienia w przekraczaniu granicy z obwodem kaliningradzkim. Niewiele ponad miesiąc upłynął - tzw. mały ruch graniczny zawieszono 4 lipca - a już wyraźnie odczuwa się straty. Przede wszystkim finansowe.

Przejście w Gronowie z dnia na dzień opustoszało. Od początku tego roku granicę na uproszczonych zasadach przekroczyło 2,7 miliona ludzi, z tego połowę stanowili Polacy. Szosą z Gronowa w kierunku Braniewa z rzadka przejeżdża samochód, niemal każdy z nich ma lokalną rejestrację. Trzydziestka dziewiątka - obwód kaliningradzki ma na tablicy rejestracyjnej liczbę 39 - sporadycznie.

Na rogatkach Braniewa, przy drodze wylotowej w kierunku Kaliningradu sześć dużych supermarketów obok siebie. Niemal wszystkie sieci handlowe tu się ulokowały. Nie licząc mniejszych sklepów w sąsiedztwie. Za to rozległe parkingi niemal puste, choć trafiam na kilka rosyjskich samochodów.

Rosły kierowca białego SUV-a przedstawia się jako Oleg. Wyraźnie irytuje go pytanie o zawieszenie małego ruchu granicznego.

Polacy nie wyjdą dobrze na tym, niech pan spojrzy dookoła. Jeszcze kilka tygodni temu było tutaj mnóstwo samochodów z Rosji, ludzie robili tutaj zakupy. Opłacało się im, opłacało się wam. Ja i tak przyjadę, mam sprawy służbowe w Polsce i wizę, ale nic dobrego nie wychodzi, kiedy politycy zaczynają takie pomysły wprowadzać.

Znacznie życzliwiej wypowiada się Igor, który przyłącza się do rozmowy. Jego zdaniem, ktoś w Warszawie spojrzy w końcu na „słupki liczb” i granicę ponownie otworzy.

- Przecież to czysty zysk dla wszystkich. A słyszałem, że wasze władze tu na Pomorzu już protestują.

Janina pracuje w jednym z pobliskich supermarketów. Nie ukrywa, że zaczyna się obawiać o pracę. Po oficjalne informacje odsyła do menedżera, jednak nie odmawia komentarza.

- To prawda, że w niektóre dni padaliśmy ze zmęczenia, kiedy wielu Rosjan przyjeżdżało na zakupy. Na dodatek nie wszyscy z nich byli grzeczni, przeważnie czym bogatszy, tym bardziej arogancki. Ale obroty były duże, to nie baliśmy się żadnych redukcji. Na samych ludziach z Braniewa i okolicy tyle sklepów obok siebie się nie utrzyma.

Identyczne zdanie ma Joanna Makowska, stojąca przed niewielkim sklepikiem z odzieżą w centrum Braniewa. Właściciel już jej zapowiedział, że jeśli granica z obwodem kaliningradzkim nie zostanie wkrótce otwarta, albo obniży jej pensję, albo będzie musiał zwolnić.

Daleko od granicy

Granicę z obwodem kaliningradzkim przekroczyć można w dwóch miejscach - w Gronowie, gdzie prowadzi wspomniana droga z Braniewa (od miasta do przejścia granicznego jest ledwie sześć kilometrów) oraz w Grzechotkach, dokąd dojechać można dawną niemiecką autostradą. Pamiętam jeszcze z lat PRL betonową nawierzchnię i zerwane mosty nad rzekami, kiedy tej szosy niemal nikt nie używał. Teraz to dobrej klasy droga, jednak uczęszczana głównie przez kierowców ciężarówek. Tutaj zawieszenie małego ruchu granicznego jest właściwie niewidoczne.

- Na drodze tak, ale w okolicy jest zupełnie inaczej, aż by się pan zdziwił - kontruje Zenon Fandrejewski, mieszkający koło Wierzna. - Ludzie jeździli po paliwo, niektórzy pewnie też papierosy chowali. Że to przemyt? Zależy, jakie ilości kto przewozi... W takim regionie jak nasz to wielu ofert pracy pan nie znajdzie. To co się dziwić, że z granicy niektórzy żyli? A teraz gorzej... Nie każdy ma dzieci, żeby po pięćset złotych ekstra co miesiąc wpadało - śmieje się mój rozmówca.

Na rogatkach Elbląga tzw. witacz w dwóch językach - po polsku i rosyjsku, choć przecież krajem unijnym jesteśmy. Widać dobrze, na kogo region nastawiony jest. Kilka miesięcy temu oddano do użytku rozbudowane centrum handlowe Ogrody. Oficjalnie tego raczej nie mówiono, lecz klienci z obwodu kaliningradzkiego byli poważnym argumentem za powiększeniem oferty handlowej. Tymczasem na rozległym, krytym parkingu „trzydziestek dziewiątek” jak na lekarstwo.

- To prawda, wyraźnie widać spadek liczby Rosjan - potwierdza Malwina Jerzyk, pracująca w jednym z dużych sklepów odzieżowych. - Są dobrymi klientami, często jeżdżą całymi rodzinami, dużo kupują. Dość dobrze znam rosyjski, więc mogę się porozumieć, większość to bardzo sympatyczni ludzie. Na razie nie mamy żadnych informacji, żeby firma miała kłopoty, tutaj przyjeżdżają klienci z całego Elbląga, wielu z Malborka. Ale jak tak dalej pójdzie, to może być różnie...

Obok zapakowanego zakupami samochodu dwoje uśmiechniętych, młodych ludzi - Wiera i Eduard z Kaliningradu. Mają wizę, dlatego wstrzymanie małego ruchu granicznego przyjęli ze spokojem, lecz znają ludzi, dla których to spory uszczerbek w kieszeni.

- Wiele towarów w waszych sklepach jest tańszych niż u nas, wiele ma lepszą jakość. My kupujemy twaróg, mięso, wędliny, sprzęt elektroniczny. A Polacy u nas paliwo i papierosy. Pewnie to się jakoś wyrównywało (śmiech). My bardzo lubimy jeździć do Trójmiasta, macie tam bardzo dobre teatry. Szczególnie Teatr Muzyczny w Gdyni odwiedzamy - dodaje Wiera, znakomicie mówiąca po polsku, choć z charakterystycznym akcentem.

Według danych służb celnych klienci z obwodu kaliningradzkiego zrobili w ubiegłym roku na Pomorzu zakupy za 286 milionów złotych. Kto lekką ręką odpuści takiego nabywcę? A przecież doliczyć do tego trzeba wydatki w restauracjach, barach. Tylko nie na stacjach benzynowych, bo akurat nasze ceny są wyższe.

Stulitrowy bak

Tajemnicą poliszynela było, że od chwili uruchomienia małego ruchu granicznego we wrześniu 2012 roku wielu mieszkańców przygranicznych powiatów zaopatrywało się na stacjach benzynowych w obwodzie kaliningradzkim w paliwo, po powrocie spuszczając z baku i sprzedając po niższych cenach niż w oficjalnych sieciach. Bywało, że cena była nawet o 2 złote niższa. Teraz podaż drastycznie spadła, więc sprzedający żądają od 3,20 do 3,50 zł za litr benzyny. I tak prawie złotówkę niżej, więc nabywców nie brakuje. Dużym powodzeniem cieszyły się dzięki temu pewne modele samochodów z dużymi zbiornikami paliwa. Szczególnie jedna z wersji volkswagena passata, fabrycznie wyposażona w stulitrowy bak. Inne auta przerabiano.

- Miesięcznie można było na tym zarobić do dwóch tysięcy złotych - ocenia Henryk, mieszkaniec Malborka, który jeździł do Kaliningradu po paliwo. - Ale to było ryzykowne, bo z jednej strony pogranicznicy cię zbyt często widzieli, a po tamtej stronie różne ciemne typy próbowały haracze wymuszać. Ja odpuściłem, ale nie brakowało takich, którzy kilka samochodów mieli.

Przez granicę przepływały również spore ilości papierosów. Choć to zabronione, wielu starało się przy tej okazji zarobić. Tylko w 2015 roku celnicy przejęli 1,7 miliona paczek nielegalnych papierosów, a przecież nie sposób wykryć wszystkiego.

Drastyczne ograniczenie kontaktów z obwodem kaliningradzkim widać nawet...na wodzie. W marinach Pętli Żuławskiej cumowało coraz więcej rosyjskich jednostek. Nawet w stronach nieobjętych małym ruchem granicznym liczono na korzyści, np. w powiecie sztumskim pracowano nad reaktywowaniem szlaku żeglarskiego Wisła - Niemen i udziałem mariny w Białej Górze w tym przedsięwzięciu. Wspólne ożywienie tej dziedziny turystyki wyznaczały Regaty Trzech Marszałków (dla Rosjan Regaty Trzech Gubernatorów) organizowane od siedmiu lat na Zalewie Wiślanym. Między polskimi portami a Kaliningradem rywalizowało po około trzydzieści załóg polskich i rosyjskich.

Jeszcze w czerwcu delegacja samorządu Nowego Dworu Gdańskiego uczestniczyła w obchodach Dnia Rybaka w mieście Swietłyj w obwodzie kaliningradzkim, z którym posiada umowę partnerstwa. Przed rokiem liczna drużyna z miasta Zielenogradsk (partner gminy Stegna) przyjechała do Jantaru na Mistrzostwa Świata w Poławianiu Bursztynu. W tym roku jantar wyławiano już po zawieszeniu małego ruchu granicznego, Rosjan zabrakło.

No właśnie, Nowy Dwór Gdański - miasto położone na najbardziej uczęszczanej przez Rosjan trasie pomiędzy Gronowem a centrami handlowymi wokół Trójmiasta. Tutejsze parkingi przed supermarketami również obyć się muszą bez Rosjan.

- To bezmyślność, czyli coś gorszego niż głupota, żeby tak ograniczyć ruch na granicy - nie owija w bawełnę Franciszek Małkiewicz, nowodworzanin. - Jestem starszym człowiekiem, nie mam dobrych wspomnień z pobytu w Rosji, ale mamy już inne czasy. Dobrze znam rosyjski, więc czasem rozmawiam z przyjezdnymi, to już inaczej myślący ludzie. Czy tam w Warszawie myśleli, że na wizytę papieża terrorystów nam przyślą? A tutaj ludzie naprawdę zarobek mieli. Co zarobili, to wydali albo zainwestowali. Komu to przeszkadzało?

Znajdą sposób

Niektórzy nie wytrzymują i załatwiają wizy, uprawniające do przekroczenia granicy z obwodem kaliningradzkim. Zresztą wszyscy Rosjanie, z którymi rozmawiałem, takie wizy mieli. Owszem, to kosztuje, lecz wtedy można się nie oglądać na decyzje polityków. W rozmowach przewija się ponadto przekonanie, że wreszcie w Warszawie ktoś pójdzie po rozum do głowy i mały ruch graniczny przywróci.

To całe zamieszanie może być też okazją do nieoczekiwanych korzyści. Kiedy wprowadzano w 2012 roku ułatwienia w przekraczaniu granicy dla mieszkańców kilku powiatów, tamta decyzja wzbudziła wielkie oburzenie w powiecie sztumskim.

- Małym ruchem granicznym objęto wtedy powiat nowodworski - to oczywiste, malborski - jak najbardziej, ale dlaczego w tym obszarze znalazł się na przykład powiat pucki, natomiast sztumski już nie? - pyta Leszek Tabor, burmistrz Sztumu. - Nikt kompletnie z nami nie rozmawiał o tej sprawie, nie było żadnych konsultacji. O terenie objętym małym ruchem granicznym dowiedziałem się z „Dziennika Bałtyckiego”. W czym jesteśmy gorsi niż Puck? Może teraz politycy w Warszawie pochylą się nad tematem i powiększą obszar małego ruchu granicznego?

Zamieszanie bywa naprawdę spore, co ciekawe są tacy, którym zawieszenie ruchu granicznego uprościło życie. By pozostać w powiecie sztumskim - ośrodki kultury w Mikołajkach Pomorskich i Dzierzgoniu nawiązały ciekawą współpracę z analogicznymi instytucjami w obwodzie kaliningradzkim. Prawdziwą furorę na Powiślu zrobili zwłaszcza młodzi tancerze z miejscowości Partizanskoje. Członków Bractwa Rycerzy Ziemi Sztumskiej fascynują pozostałości warowni krzyżackich.

- My od początku musimy wyrabiać wizy, dlatego wstrzymanie małego ruchu granicznego nas nie poruszyło, wręcz przeciwnie, uprościło sprawę. Bo wcześniej mogło się zdarzyć, że połowa przyjezdnego zespołu musiała mieć wizy, połowa nie. Do naszego powiatu niektórzy nie mogli wjeżdżać, w razie kontroli Straży Granicznej byliby natychmiast odstawieni na granicę. Teraz wizy obowiązują wszystkich. Liczę, że doczekam czasów, kiedy w ogóle zostaną zniesione - komentuje Arkadiusz Dzikowski, mistrz Bractwa Rycerzy Ziemi Sztumskiej.

Nadzieja w mediach społecznościowych, które już nieraz pokazywały swoją siłę. Na Facebooku staraniem grupy mieszkańców terenów przygranicznych powstał profil Żądamy Przywrócenia Małego Ruchu Granicznego z Rosją. Na razie ma jednak niespełna trzysta lajków.

Współpraca: Tomasz Chudzyński

polecane: Komentarze ze sztabów wyborczych po ogłoszeniu wyników sondażowych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
GUS

niż Rosjanie w Polsce.

g
gość2

Nauka na WUML nie poszła w las.

c
czerwona banda

Piesik chce sprzedac sznurek czerwonym bo kasa bedzie ? a Lenin mowil oni sprzedaja nam sznurki na ktorych beda powieszeni.............

J
Jozef z Bazin

mysle ze celnikom. Dz.B znalazl sobie temat zastepczy w sezonie ogorkowym, slaba to gospodarka co opiera sie na przemycie.

d
darom

Ale za to moga kupis cegielke na budowy pomnikow

G
Gość

W Dzienniku Toaletowym znowu judza bo wstrzymany jest maly ruch przemytniczy dla szarej strefy ktora nie placi podatkow !

Dodaj ogłoszenie