W Polsce na pasach ginie rocznie kilkuset pieszych. Zmiana przepisów była koniecznością statystyki

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Rocznie w Polsce ginie kilkuset pieszych
Rocznie w Polsce ginie kilkuset pieszych Waldemar Wylegalski/Polska Press
Na przejściach dla pieszych w Polsce ginie co roku kilkuset pieszych a ponad 1000 jest rannych. Choćby z tego powodu, zmiana przepisów była konieczna, nie ma co do tego wątpliwości - mówi Mikołaj Krupiński, rzecznik Instytutu Transportu Samochodowego.

Od dziś, za nie zatrzymanie się przed przejściem dla pieszych, do którego zbliżają się piesi, kierowcy grozi mandat. U sporej grupy kierowców, szczególnie te zmiany w przepisach ruchu drogowego, wzbudzają kontrowersje.

Zmiana przepisów podyktowana jest tym, że według statystyk prawie połowa potrąceń pieszych przez samochody w Polsce ma miejsce na przejściach dla pieszych. Właśnie na pasach, gdzie pieszy powinien być bezpieczny, ginie kilkaset osób rocznie, a ponad tysiąc zostaje rannych. Stąd te zmiany. Przepisy takie, które zaczynają obowiązywać u nas, są od lat przestrzegane w krajach Unii Europejskiej. Zgodzę się, że od kierowców będą wymagały więcej niż dotąd - muszą być bardziej skoncentrowani dojeżdżając do przejścia dla pieszych, zwracać większą uwagę na to co się dzieje w obrębie pasów, baczniej obserwować sytuację nie tylko na samych pasach, ale też w ich pobliżu. Wymogi dotyczące odpowiedzialności i obowiązku kierowców są też większe niż pieszych. U tych uczestników ruchu zmienia się w nowych regulacjach najmniej, ale to nie oznacza, że piesi mogą sobie wchodzić na przejście bezwarunkowo, bez zwrócenia uwagi na to, co się dzieje na przejściu. Muszą zachować szczególną ostrożność. Wtargnięcie na jezdnię wprost pod nadjeżdżające auto, w dodatku w czasie korzystania z telefonu lub innego urządzenia zaburzającego percepcję i skupienie, jest zabronione i zagrożone karami. Pamiętajmy też, że piesi nie mają pierwszeństwa na przejazdach tramwajowych.

Podam przykład z ostatniego weekendu, z jednej z zatłoczonych dróg w pobliżu marketów - dwoje pieszych dyskutuje niedaleko przejścia. Stoi, na przejście nie wchodzi, ale kierowcy byli zdezorientowani, poirytowani...

Rozumiem - nie wiedzieli co zrobić, a zapewne niektórzy z kierowców chcieli przepuścić pieszych i się zatrzymywali. Pamiętajmy, że przepis mówi o przepuszczaniu pieszych "w ruchu". Jeżeli pieszy jest w ruchu, jest mniej niż metr od przejścia, rozgląda się i mam zamiar wejść na przejście, to przepis staje się czysty i klarowny. Podkreślę jednak raz jeszcze, pieszy nadal ma obowiązek zachować szczególną ostrożność przy wchodzeniu na pasy. Musi się rozejrzeć, bez względu na to, co mówi nowelizacja przepisów. Z drugiej strony oby kierowcy nie byli nadgorliwi, nie zatrzymywali się, gdy widzą, że piesi są pięć metrów od przejścia, bo to może zaburzyć ruch na drodze, irytować kierowców innych pojazdów. Stąd kampania edukacyjna autorstwa Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, która ma wkrótce ruszyć. Ona wyjaśni jak wszyscy, zmotoryzowani, niezmotoryzowani, powinniśmy zachowywać się na drogach po nowelizacji przepisów.

Na kursie na prawo jazdy instruktor tłumaczy chyba każdemu "przed przejściem noga z gazu"...
To dobry nawyk. Wolniej znaczy bezpieczniej. Kierowca ma więcej czasu na hamowanie, redukowanie prędkości - całą reakcję gdy np. na przejście wejdzie pieszy, którego wcześniej nie zauważył i uniknięcie potrącenia. A pieszy ma większą szansę na przeżycie.

Nowelizacja likwiduje też możliwość poruszania się 60 km na godzinę w terenie zabudowanym w godzinach nocnych.

To był archaizm. Jedyny taki przepis w całej Europie, który jeszcze obowiązywał. Za tę zmianę pochwaliła nas Europejska Rada ds. Bezpieczeństwa Transportu. Od 23 do 5 rano prawa fizyki są takie same jak w pozostałych częściach dnia. To zmiana na lepsze. To będzie także ułatwienie dla służb mundurowych dbających o bezpieczeństwo na drogach, choćby z wyskalowaniem radarów i innego sprzętu pomiarowego. Teraz już tylko do jednej wartości.

Tyle, że w terenie zabudowanym i tak mamy problem z utrzymywaniem ograniczenia do 50 km/h.

Tak. Nasze badania to potwierdzają - kierowcy przyspieszają zaraz po minięciu kontroli lub fotoradaru. Nadmierna prędkość nadal jest drugim najważniejszym czynnikiem przyczyniającym się do wypadków na polskich drogach. Kierowcy przyzwyczaili się, że można jeździć szybciej w mieście, niż przepisy nakazują. Tymczasem przypomnę - szanse na przeżycie pieszego po zderzeniu z samochodem jadącym powyżej 50 km/h dramatycznie maleją.

Na autostradach i drogach ekspresowych trzeba będzie, pod groźbą mandatów, zachowywać odpowiedni dystans. To również ma związek z próbą ograniczenia prędkości na polskich drogach?

Następstwa wypadków do których dochodzi z prędkościami autostradowymi są dużo tragiczniejsze, niż np w terenie zabudowanym. Na zachodzie Europy za jazdę na zderzaku są surowe kary. Obowiązek utrzymywania dystansu za czytelną i prostą zasadę - odległość do poprzedzającego pojazdu na wynieść tyle ile połowa rozwijanej prędkości. Ten przepis powinien przynieść skutek w postaci poprawy statystyk zdarzeń drogowych.

Uwaga nad Polskę nadciągają upały

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie