Teresa Kamińska: Pomorze powinno mieć ośrodek leczenia oparzeń [ROZMOWA]

rozm. Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Archiwum PP
Pomorski Oddział Narodowego Funduszu Zdrowia nie jest zainteresowany finansowaniem ośrodka leczenia oparzeń na Pomorzu. Szansą mogłoby być unijne dofinansowanie. Jak je zdobyć? - Trzeba stworzyć ośrodek, który jednocześnie świadczyłby usługi dla pacjentów, a z drugiej prowadził działalność naukowo-badawczą - mówi Teresa Kamińska, prezes zarządu Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Z Teresą Kamińską, prezesem zarządu Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Pamięta Pani tragiczny pożar w gdańskiej Hali Stoczni?
Pamiętam bardzo dobrze i to niejako podwójnie. Tę tragedię przeżywałam prywatnie, bo zetknęłam się z nią poprzez relacje osób bliskich i znajomych. Przeżywałam też "służbowo", pełniłam wówczas funkcję dyrektora Ośrodka Analiz i Promocji Zdrowia w gdańskim Urzędzie Wojewódzkim. Oparzonych rozlokowano w kilku trójmiejskich szpitalach, bo nie wszyscy zmieścili się w Klinice Chirurgii Plastycznej i Leczenia Oparzeń Akademii Medycznej w Gdańsku, najciężej poszkodowani trafili do wysokospecjalistycznego ośrodka w Siemianowicach Śląskich.

Poleciała ich Pani odwiedzić?

Polecieliśmy tam śmigłowcem sanitarnym, stan oparzonych budził nasz ogromny niepokój, kilka ofiar tragicznego pożaru w Gdańsku walczyło tam przecież o życie. Pamiętam, że byłam pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu lekarzy i pielęgniarek, którzy się nimi opiekowali. Uznaliśmy, że to szczęście w nieszczęściu, że taki ośrodek w ogóle w Polsce jest. Szkoda tylko, że tak daleko od Pomorza.

Doktor Tadeusz Podczarski, wtedy dyrektor Wydziału Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego, snuł plany utworzenia dodatkowego, poza ośrodkiem akademickim oddziału leczenia oparzeń w którymś z podległych mu szpitali. Nic z tych planów nie wyszło.
Doskonale pamiętam, bo ówczesnemu wojewodzie Maciejowi Płażyńskiemu bardzo zależało, by w Trójmieście powstał podobny ośrodek jak w Siemianowicach. Na pewno zwiększyłoby to bezpieczeństwo mieszkańców naszego regionu.

Od tamtej pory minęło 18 lat i nic... Nie tylko nie powstało centrum, ale zlikwidowano jedyny pododdział leczenia oparzeń w uniwersyteckim szpitalu.
Z tego, co wiem, Pomorski Oddział Narodowego Funduszu Zdrowia nie był i nie jest zainteresowany kontraktowaniem tego rodzaju świadczeń na Pomorzu, natomiast płaci za leczenie oparzonych pacjentów z Pomorza leczonych w innych ośrodkach - w Siemianowicach czy w Gryficach.

To dobrze?
Ja tego nie rozumiem. NFZ dysponuje naszymi składkami i ma ustawowy obowiązek zapewnić nam dostęp do świadczeń tu, na miejscu, a nie tylko w Siemianowicach Śląskich czy innym ośrodku oddalonym od Trójmiasta o kilkaset kilometrów. Bo przecież śmigłowiec nie jest w stanie przetransportować oparzonego w każdych warunkach i o każdej porze dnia i nocy. Nie lata między godziną 23 a 6 rano, nie startuje, gdy jest mgła itd. A wówczas NFZ nie gwarantuje nam dostępności do takiej terapii, choć jest to jego obowiązek.

Gdańsku musi powstać taki oddział, bo mamy rafinerię, stocznie, różnego typu zakłady chemiczne, stadiony, lotniska itd.

Jednym słowem Pomorze powinno mieć własny ośrodek leczenia oparzeń?
Podpisuję się pod tym projektem obiema rękami. W Gdańsku musi powstać taki oddział, bo mamy rafinerię, stocznie, różnego typu zakłady chemiczne, stadiony, lotniska itd. Ryzyko, że pożar o tak ogromnych rozmiarach jak ten sprzed 18 lat może się powtórzyć, jest bardzo duże.

Czy jednak jego pomysłodawczyni, dr Hanna Tosińska-Okrój nie porywa się z motyką na księżyc?
Absolutnie nie, jak już mówiłam, NFZ musi mieszkańcom Pomorza taką opiekę zapewnić.

Ponoć firmy z Pomorza partycypują w kosztach utrzymania ośrodka w Gryficach...
To powinny dokładać do utrzymania podobnego ośrodka w Gdańsku. Dla przykładu - Lotos, Energa, stocznie, zakłady energetyczne.

Ale jak zdobyć pieniądze na jego utworzenie?

Wybudowanie pawilonu nie jest wielkim problemem, moim zdaniem to powinno być jednak coś innego niż tylko sam oddział. Trzeba stworzyć na jego bazie ośrodek, który jednocześnie świadczyłby usługi dla pacjentów, a z drugiej prowadził działalność naukowo-badawczą. Taki ośrodek badawczo-rozwojowy powstał w województwie kujawsko-pomorskim i wspaniale się rozwija. Myślę o "Plastice" utworzonej na bazie dawnych Zakładów Materiałów Opatrunkowych. Można by w naszym ośrodku leczenia oparzeń jednocześnie wprowadzać innowacyjne technologie, wykorzystać nanotechnologów i biotechnologów, których na naszym terenie kształcimy. A więc połączyć funkcje usługową i akademicką. Dobry pomysł i zespół profesjonalistów pozwoli pozyskać fundusze.

Z Unii Europejskiej też?
Na budowę siedziby dla takiego ośrodka pieniędzy nie dostaniemy jeśli nie pokażemy, co się będzie w nim działo. Program jego funkcjonowania jest więc ważniejszy od murów. Zdrowie jest jednym z priorytetów Unii Europejskiej. Mamy więc dwa lata na opracowanie takiego projektu.

Możesz wiedzieć więcej! Zarejestruj się i czytaj wybrane artykuły Dziennika Bałtyckiego www.dziennikbaltycki.pl/piano

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.