Strach o miejsca pracy i... związkową solidarność

    Strach o miejsca pracy i... związkową solidarność

    Mariusz, Robert Kiewlicz

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    W trójmiejskich stoczniach nie najlepsze nastroje. Pracownicy z Gdańska i Gdyni boją się o swoje miejsca pracy, w napięciu czekają na decyzję Komisji Europejskiej i nie mogą pogodzić się z tym, że związkowcy z obu zakładów nie potrafią się porozumieć. W Gdańsku kończący zmianę pracownicy niechętnie odpowiadali na pytania o przyszłość firmy.
    - Będzie, co ma być - odpowiadali zrezygnowani stoczniowcy. - Teraz chyba nawet za późno na jakiekolwiek protesty. Wszystko już w rękach Komisji Europejskiej.
    Podobnie w Stoczni Gdynia. Nie było wczoraj innego tematu, jak groźba upadłości przedsiębiorstwa.

    - Pracujemy, ale kto wie, jak długo to jeszcze potrwa - mówi Adam Capr, hydraulik. - Dzisiaj każdy chodził po zakładzie przygnębiony. Jak stocznia upadnie i będą zwolnienia, to poszukam sobie innej pracy. Mam nadzieję, że z moim zawodem nie będzie to trudne.
    Wczoraj przed bramą stoczni pojawili się pracownicy firm rekrutujących stoczniowców do pracy za granicą.

    - To jest zaproszenie do Norwegii - pokazuje ulotkę Robert Ćwik, spawacz. - I na co mi przyjdzie po 30 latach pracy w gdyńskiej stoczni? Wcale nie uśmiecha mi się tułaczka po świecie. Tu mam mieszkanie i rodzinę, ale jak stocznia upadnie, to gdzieś będę musiał pracować.

    - Skandal, że polski rząd dopuścił do tego, by stoczniowcy byli zagrożeni bezrobociem - dodaje Roman Zaręba, monter kadłubów. - Na całym świecie jest boom na produkcję statków, a w Polsce to się nie opłaca. Mnie jest trudno to zrozumieć.

    Związkowcy z Gdyni są zdania, że dopóki nie ma ostatecznej decyzji Komisji Europejskiej - należy rozmawiać z potencjalnym pracodawcą.
    - Uzgodnienie warunków zatrudnienia dla stoczniowców to teraz dla nas najważniejsza sprawa - powiedział Jan Gumiński, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej.

    - Poza tym jeżeli decyzja Komisji Europejskiej będzie dla nas negatywna, to będziemy walczyć o miejsca pracy. Wyjdziemy na ulice Gdyni, Warszawy i Brukseli.
    Jeszcze większe przygnębienie i dezorientację wśród stoczniowców wprowadza nerwowa atmosfera pomiędzy związkowcami z obu stoczni.

    Stoczniowcy z Gdyni i Gdańska są pełni obaw, że kilku kolegów z Solidarności Stoczni Gdańsk "rozwaliło" cały plan prywatyzacji.
    - Ich głos może być znaczącym głosem. Jesteśmy jednak trochę zatroskani, że jest tak nieprzyjemna atmosfera - mówi Jan Trzaska, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Okrętowiec Stoczni Gdańsk.

    - Boją się połączenia. Każdy woli przecież, kiedy zakład jest samodzielny i nie musi się swoimi sukcesami dzielić z innymi.
    Co się dzieje ze związkowcami z Solidarności z obu trójmiejskich stoczni?
    - Mają inny punkt widzenia. Jednak nie jest to taki sam punkt widzenia, jaki ma załoga - odpowiada Trzaska.

    Wczoraj związkowcy z Solidarność Stoczni Gdańsk podczas spotkania z ISD, samorządowcami i przedstawicielami innych związków zawodowych trójmiejskich stoczni oraz przedstawicielem resortu skarbu, jako jedyni nie zgodzili się z przedstawionym planem restrukturyzacji Stoczni Gdynia i Gdańsk.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo