Sierpień '80. Długopis Wałęsy - obiekt pożądania

Ilona TruszyńskaZaktualizowano 
Jan Górka: jeśli chodzi o rozmiar, to na świecie są pewnie długopisy większe. Ale to ten jest historyczny. I przez to właśnie największy. fot. Ilona Truszyńska
Na początku lat 80. kosztował 120 zł. Była to wówczas równowartość 1 dolara na czarnym rynku, czyli bardzo dużo. Cena nie grała jednak roli, bo po Sierpniu' 80 każdy chciał go mieć. Rzecz o długopisie, którym Lech Wałęsa podpisał Porozumienia Sierpniowe, i jego twórcach.

Przedsiębiorstwo Ludwika Górki z Myślenic nie nadążało z produkcją. - Takiej reklamy wartej miliony złotych nie mogła sobie zapewnić żadna firma. Dla Ludwika Górki pierwszym przełomem był rok 1960. Wtedy założył firmę i wtedy urodził się jego syn Jan. Firma przez lata produkowała produkty piśmiennicze. Jan, obecny właściciel firmy, od najmłodszych lat pomagał ojcu w zakładzie. - Gdy chciałem kupić sobie rower, to pracowałem - wspomina. - Dostawałem 5 złotych na godzinę za montaż długopisów. Z czasem przestawała to być jednak dla mnie frajda. Koledzy wyjeżdżali na wakacje, a ja miałem "wakacje" na miejscu. Ale jakoś trzeba było sobie radzić.

Po wyborze Jana Pawła II na Papieża Ludwik Górka wpadł na pomysł, by rozpocząć produkcję 40-centymetrowych długopisów z wizerunkiem Ojca Świętego.

- Ta koncepcja nie była od razu taka oczywista ze względów moralno-etycznych. Ojciec się zastanawiał, czy wykorzystanie wizerunku Ojca Świętego w długopisie będzie na miejscu - wspomina Jan Górka. - Rozmawiał więc z księżmi i stwierdzili, że jeśli będzie to podane w odpowiedni sposób, to nie ma problemu. Później pojechałem na pielgrzymkę do Watykanu i okazało się, że tam wizerunek Papieża jest na przeróżnych wyrobach. Ale u nas było mimo wszystko zupełnie inne podejście. Jeśli ksiądz powiedziałby - nie, to nikt by się nie przeciwstawił.

Na szczęście produkcja się rozpoczęła i firma rodzinna przez lata dobrze funkcjonowała, ale prawdziwy szał zaczął się w sierpniu 1980 r.

- Gdy długopis pojawił się jako ważny rekwizyt przy porozumieniach gdańskich, to sprzedaż wzrosła gwałtownie - wspomina Jan Górka. - To była promocja warta miliony, zwłaszcza w czasach, kiedy nie było reklam. To była dla nas po prostu darmowa reklama, która tak naprawdę trwa do dziś.

Pojawieniem się długopisu w ręku Wałęsy był zdziwiony Ludwik Górka, zdziwieni byli też działacze z Pomorza. Niektórzy uważali go nawet za zbędny element, inni mówili, że to cyrk i doszukiwali się ukrytego znaczenia. Tymczasem wcale go nie było.

- To był przypadek, w natłoku zdarzeń, ktoś mi go podarował' nawet nie wiem kto. Kiedy przyszło do podpisywania, miałem go i po prostu użyłem - wspomina Lech Wałęsa. - Długopis był z wizerunkiem Ojca Świętego, który nas zjednoczył, dodawał nam sił i wiary, by zmieniać oblicze tej ziemi i dzięki temu najbardziej pasował do sytuacji. To było bardzo ważne porozumienie. Wymusiliśmy przecież zgodę na zalegalizowanie niezależnego od partii związku zawodowego. Od tego się wszystko zaczęło. Bez tego związku nie żylibyśmy dzisiaj w wolnej demokratycznej Polsce.

Jan Górka miał wtedy 20 lat. O całej sprawie dowiedział się kilka tygodni po fakcie.

- Studiowałem wtedy i akurat w sierpniu byliśmy z przyjaciółmi w pracy w NRD - wspomina. - Niemcy wypytywali nas, co się teraz dzieje w Polsce, ale wtedy nie było telefonów komórkowych, więc też nie byliśmy na bieżąco i dawaliśmy im zdawkowe odpowiedzi. Później, gdy na początku września wracaliśmy do Polski, okazało się, że nie możemy wracać przez Świnoujście i Szczecin, bo granica jest zablokowana. Wracaliśmy więc inną drogą. Dopiero w domu, z gazet dowiedziałem się o porozumieniach. Cieszyłem się z przebiegu wydarzeń, no i z naszego długopisu. Ojciec był dumny. Pamiętam, że po dwóch tygodniach dostał jakiś włoski tygodnik. Na okładce był Wałęsa z rodziną. Jedno z dzieci trzymało długopis. Tytuł był przetłumaczony tak: "Lech Wałęsa - człowiek, który nie bał się Breżniewa". To była jedna z gazet, którą tata trzymał w domu jako niemal relikwię przez długie lata.

Wtedy nastała złota era długopisu Górki. Każdy chciał go mieć, ale nie każdy mógł. - Nie nadążaliśmy z produkcją - mówi Jan Górka. - To było związane z niezbyt dużym zaawansowaniem technologicznym maszyn. Można było wyprodukować najwyżej kilkaset sztuk dziennie. Tata wiedział, że to jest taki rok, że wszyscy będą brali od nas towar. Ale powtarzał też, że przyjdzie taki czas, że to my będziemy musieli prosić, żeby brali. Dlatego stawialiśmy na stałą współpracę.

Długopis z Papieżem, w tym dużym rozmiarze i w mniejszym, można było kupić m.in. w kiosku na Jasnej Górze, w Niepokalanowie czy na Górze św. Anny. Ale produkowali też takie same długopisy, tylko że z innymi zdjęciami, np. z widokówką z Kołobrzegu czy Gdańska. W sumie było ok. stu projektów.

W tym czasie Ludwik Górka zdecydował się osobiście podziękować Lechowi Wałęsie. Jesienią 1980 r. pojechał więc z bratem Józefem do Gdańska. - Zabrali kilkadziesiąt długopisów, by podarować Wałęsie, ale do spotkania nie doszło, bo był poza Gdańskiem - opowiada Jan Górka.
Po jakimś czasie zainteresowanie długopisem faktycznie wygasło. - Po zmianie sytuacji polityczno-ekonomicznej musieliśmy zmienić profil produkcji na galanterię kosmetyczną i zabawkarską. Pojawiło się dużo konkurencji, nie mogliśmy przecież konkurować cenowo z towarem piśmienniczym sprowadzanym z Chin. Zaczęliśmy produkować też kubki, grzebienie, mydelniczki, a nawet zabawki dla dzieci - mówi Jan Górka.

Produkcja długopisu z Papieżem była wznawiana już tylko okazjonalnie, np. przy okazji papieskiej pielgrzymki w 1991 roku. Długopisy 5 lat temu zamówiła także TVP. Andrzej Wajda przygotowywał wówczas projekt etiud związanych z Solidarnością. Tę o długopisie reżyserował Piotr Trzaskalski.
Ludwik Górka zmarł w 2006 r. W rezultacie nigdy nie udało mu się spotkać z Lechem Wałęsą. Udało się jego synowi, Janowi Górce. A wszystko dzięki temu, że pojawiła się kolejna okazja do wznowienia produkcji długopisów. - 28 sierpnia w Gdańsku odbędzie się II Maraton Sierpniowy, a w jego ramach Puchar Świata dla rolkarzy. W zestawie startowym będą długopisy wyprodukowane przez firmę pana Górki - tłumaczy Adam Domiński, zięć Lecha Wałęsy i jego były asystent. - Pomyślałem sobie, że to będzie fajny symbol i przypomnienie tamtego wydarzenia, a przy tym szansa na aktywizację osób niepełnosprawnych, które będą te długopisy składać. Pan Górka zgodził się wyprodukować 1000 długopisów. Ustaliliśmy, że dostarczy je w częściach, a złożą je podopieczni Fundacji "Sprawni Inaczej".

Górka długopisy do Gdańska przywiózł osobiście. Przy okazji spełnił marzenie ojca - spotkał się z Lechem Wałęsą. - Spotkaliśmy się niedaleko plaży. Pan prezydent przyjechał na rowerze i na dzień dobry zasugerował, że może też powinienem zacząć jeździć - śmieje się Górka. - To bardzo rozluźniło atmosferę. Prezydent podpytywał, czy nie wiem, jak do niego trafił ten długopis, ale tego już chyba się nie da ustalić. Było sympatycznie. Choć nie stresowałem się spotkaniem, to jednak było to wyjątkowe przeżycie, bo przecież niecodziennie się spotyka taką osobę!

Dziś Jan Górka z powodzeniem prowadzi firmę przejętą po ojcu i gdy czasem ktoś zapyta go o długopis z wizerunkiem Ojca Świętego, to bez zbędnej skromności przychodzi mu do głowy jedna myśl - to najbardziej znany długopis na świecie.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

b
bezrobotny

niezupelnie o taką wolność walczyli...

f
florek

Jestem szczęśliwym posiadaczem takiego dlugoposu .Juz sfatygowany ,plastk troche popekal ,a;e ...wymieniam wkład i nadal pisze .
Mam 34 lata i mieszkam w Elblągu ,mieście ,ktorym pochodzi student ,ktorego zabili w Gdańsku ,a którego pamięc jest uwieczniona w piosence o Janku Wiśniewskim .Ten zabity stydent przez UB to elblążanin Zbyszek Godlewski .Jest w Elblagu ulica jego imienia .Do dzis żyje jego matka ,kobieta dużo po 80dziesiatce .To byly ważne czasy dla Polski ,dzieki którym dziś możemy być wolni ,wyjeżdzac i wracać za granice ,być w UE .Ale to nowe pokolenie jakoś nie pamieta ,lub nie chce pamietac ,że to nasi ojcowie ,wojkowie ,ciotki wywalczyli nam te wolnośc .Lech Wałęsa to jest super gośc .ktory nie bal sie powiedziec NIE ,obecnek wladzy komunistycznej i jednej slusznej idei Partii KC PZPR Należy mu sie szacunek i uznanie .*miałem kiedyś okazje z Nim porozmawiac zypelnie przypadkiem w gdansku )

Dodaj ogłoszenie