Rejsy po gospodarce. Ilu Chińczyków więcej?

Piotr Dominiak
Piotr Dominiak
Piotr Dominiak Archiwum DB
Władze Chin ogłosiły oficjalny koniec polityki „jednego dziecka”. Wprowadzono ją na początku lat 80. w obawie przed niemożnością opanowania szybkiego przyrostu ludności tego ogromnego kraju. W 1964 roku Chińczyków było niespełna 700 mln, w 1980 - już prawie 990 mln. Czyli w ciągu 16 lat przyrost o niemal 300 mln.

To sprawiło, że zdecydowano się na drastyczne posunięcie, jakim niewątpliwie było prawo do posiadania tylko jednego dziecka. Co prawda, nigdy nie było ono powszechne, obowiązywało ludność miejską, niektóre regiony były z niego w ogóle wyłączone.

Polityka jednego dziecka obowiązywała ponad 30 lat. Trudno oszacować, o ile mniej dzieci przyszło na świat w jej wyniku. Szacunki są mocno rozbieżne, ale nawet te ostrożne podają liczbę paruset milionów ludzi. Liczba ludności Chin cały czas rośnie (choć wyraźnie wolniej niż 2-3 dekady temu), sięgając obecnie około 1,4 mld osób. Gdyby nie ograniczenia, byłoby więc może nawet około 2 mld Chińczyków. Różnica w liczbie ludności Chin i Indii wynosiła w 1980 roku prawie 300 mln, obecnie skurczyła się do niespełna 100 mln. Efekt ilościowy został więc osiągnięty. Jednak koszt demograficzny jest już wysoki.

Społeczeństwo Chin się starzeje - mediana wieku wynosiła w 1975 roku 20,2, a obecnie przekracza 36 lat. Gwałtownie obniżyła się tzw. stopa dzietności (liczba dzieci na 1 kobietę w wieku rozrodczym). Najpierw - pomiędzy połową XX wieku i końcem lat 70. - spadła „w naturalny sposób” (czyli bez rygorystycznych ograniczeń) z ponad 6 do 3; ale potem w wyniku polityki jednego dziecka obniżyła się poniżej 2 (poziom 2,1 zapewnia zastępowalność pokoleń) w 2000 roku. To grozi odwróceniem piramidy wieku w przyszłości. Mówi się głośno o zjawisku 4-2-1 - gdy jeden wnuczek/wnuczka będzie w wieku produkcyjnym i będzie musiał/ła utrzymywać dwoje starszych rodziców i czworo dziadków (Chińczycy żyją coraz dłużej). Ogromne wyzwanie indywidualne, ale również społeczne i polityczne.

Efektem porzucanej obecnie polityki jest zupełnie nienaturalna relacja płci. Na 100 kobiet przypada 117 mężczyzn. Jeśli już mamy mieć jedno dziecko, to niech to będzie chłopiec - rozumowali Chińczycy - bo będzie mu łatwiej utrzymać rodziców, szybciej znajdzie pracę i wyższe wynagrodzenie. I mieli na to rozmaite sposoby. Demografowie szacują, że obecnie jest w Chinach 32-36 mln mężczyzn więcej niż można byłoby oczekiwać. To grupa równa ludności Polski.

Proporcji płci ani dzietności nie da się szybko poprawić. To będzie długi proces. Luzując politykę jednego dziecka w 2013 roku, spodziewano się, że obejmie ona 11 mln par. Ale o zgodę na drugie dziecko aplikowało tylko 1 milion z nich. Warto o tym pamiętać, mając na uwadze oczekiwania wobec polityki prorodzinnej w Polsce.

Czytaj więcej z kategorii: Rejsy po gospodarce

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

..........

oooooooożółtychoooooooooooooooskośnych

Ś
Śledź

O czym jest ten felieton?
Nie wiem czy jest to zamierzone ale moim zdaniem jest to ilustracja wpływu doktryny na procesy społeczne. Doktryny mamy słuchać i nie dyskutować. Niezależnie od tego kto ją (bezrefleksyjnie, koniunkturalnie, podstępnie, kłamliwie, ...) głosi. Państwo, właściciel, korporacja... Nie potrafimy zarządzać? Sprzedajmy. Nie ma ludzi do pracy? Znajdziemy tańszych. Monopol sieci pustoszy rynek? Widać tak musi być... A co dalej? Jakie skutki? Nie ważne. Proste rozwiązania. A może prostackie?
Bo i tak rachunek dostanie kto inny.

j
j

Chińczycy żyją w prowincjach (prefektury), puszczając miliard bąków to niezły metan wybuchowy.

Dodaj ogłoszenie