Raport z Tutką. Myślowy mętlik intelektualnych dysput

Henryk Tronowicz, publicysta
Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Wrednym wyjątkiem zatruć można każdą regułę. Ja na przykład, na przekór supozycji Gombrowicza, że nie było jeszcze takiego wyjaśnienia, które by nie było zaciemnieniem, lubię widzieć jasno w zachwyceniu. Póki więc prawo do manifestowania własnych upodobań przysługuje każdemu, z przywileju tego skwapliwie korzystam. Tych zaś wszystkich, którzy specjalizują się w łapaniu za słówka, chciałbym uprzejmie spytać: jeśli nie jestem za, to czy to znaczy, że jestem nieodwołalnie przeciw?

Dobrze ze szkolnej ławy pamiętam zacnego łacinnika, który wpajał nam zasadę, by widzieć lepsze, a wybierać gorsze. Uczony belfer uwielbiał Owidiusza. Ja nie ignoruję również Jana Tadeusza (dziekana wydziału mniemanologii stosowanej). Tyle że kopania się z koniem przy dochodzeniu do prawdy radzić nie śmiałbym nikomu.

Lubię piękno języka Marii Dąbrowskiej. Ale też lubię - warte namysłu - piękne Leśmianowe "Trupięgi". W "Przygodach człowieka myślącego" czytam: "W Polsce są dwa narody, mające wspólny język ust, ale nie ducha". A Leśmiana dręczyło pytanie "Jak ustalić w niebycie - byt ekonomiczny?". Myślowy mętlik w intelektualnych dysputach ma swój urok. Dorzucę drobiazg. Łamię sobie od lat głowę nad relatywizmem w utworze Jerzego Szaniawskiego "Profesor Tutka był dziennikarzem". Roztrząsana w nim kwestia domniemanego ludożerstwa kończy się sprzecznymi konkluzjami: "Właściwie niczego nie dowiedzieliśmy się: kapitan floty handlowej mówił, że go chcieli zjeść, profesor twierdził, że nie chcieli, bo to byli jarosze, a misjonarz dowodził, iż nie mogli być jaroszami, bo ich tam w ogóle nie było". I w tym rzecz. Kapitan pomylił archipelagi, wskazując wyspę bezludną.

Nad podobnymi dylematami dumam w tydzień po odejściu premiera śp. Tadeusza Mazowieckiego i pragnę cofnąć się pamięcią do tragicznej soboty 10 kwietnia 2010 roku. W związku z tym chcę przypomnieć pewną debatę, której słuchałem nazajutrz po katastrofie, oglądając program którejś ze stacji telewizyjnych. Przed kamery zaproszono grono polityków. Wśród gości zasiadł Tadeusz Mazowiecki. Panował, nie muszę przypominać, nastrój przygnębienia. I oto zanim Tadeusz Mazowiecki zabrał głos, przez dłuższą chwilę namyślał się z opuszczoną głową, po czym - jakby mówił do samego siebie - wypowiedział opinię (cytuję z pamięci):
- Moim zdaniem, ta sprawa nie zostanie nigdy wyjaśniona.
[email protected]

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zs
Zamach nie mozna wyjasnic bo jest duzo tajemnic poliszynela/Putn+Tusk/..z otwartymi tajemnicami!
P
Polihistor
Tak na marginesie ...
Czy Pan sam siebie rozumie?
Myślę, że wątpię, jak by ongiś powiedział nieoceniony Wiech.
Dodaj ogłoszenie