Raport Henryka Tronowicza. Raport z zerami - obrona "Hobbita"

Henryk Tronowicz
Pragnę podziękować Internautom za przesłane maile. Zawieszona przez nas niedawno na portalu Naszemiasto.pl tabela ocen "9 filmów, 9 gustów", jednych bawi, innych drażni.

Pani Brygida (lat 23) w mailu kwestionuje - jako jej zdaniem niesprawiedliwy - rozdźwięk w ocenach filmu "Hobbit". W naszej tabeli dostał trzy "czwórki". Dostał też jednak "jedynkę"...

Szanowna pani Brygido! Na ekranach "Hobbit" trzyma się mocno. Broni się więc doskonale sam. Ja natomiast chciałbym bronić prawa do manifestowania gustów, ocen subiektywnych. Takiemu celowi służy nasza tabela. Warto powtórzyć tu zdanie - lekko licząc - tysiąc razy powtarzane: "Na kinie znają się wszyscy!". Przypomina się też inna pamiętna fraza: "Taka jest prawda, niestety!" (zdanie pochodzi z dialogu w "Łabędzim śpiewie", komedii Roberta Glińskiego).

Repetitio est mater studiorum. Sięgnijmy po myśl kolejną: "Film nie jest sztuką, film sztuką bywa". Czyżby myśl ta sugerowała jakiś wirtualny kompromis? Nie. Nie ma lekko. Awantura wisi na włosku. No bo nieuchronnie wyłania się pytanie o to, kiedy ekranowy fenomen bywa sztuką? Nie mówiąc już o tym, kto jest powołany do wydawania orzeczeń. Ale zostawmy tę retorykę. To przecież kwestia wrażliwości, gustu, znajomości dorobku X muzy. Wracajmy do naszej tabeli.

Pomysł konfrontowania opinii za pomocą symbolicznych ocen nie jest wcale nowy. Po Październiku '56 tabelę taką przekopiowano z Paryża do warszawskiego tygodnika "Film". Trawestując tytuł sławnego wówczas dramatu Sidneya Lumeta "12 Angry Men", nazwano ją u nas "Dziewięciu gniewnych ludzi". Rubryka ma charakter jakby niezobowiązującego rankingu. Lecz tak by się tylko zdawało. Oto bowiem w Peerelu - po roku 1968 - nieznani sprawcy tabelę z łamów "Filmu" wyrzezali (wróciła po Sierpniu '80). Na mieście mówiono, że gniewni recenzenci zanadto faworyzowali w tabeli filmy pochodzące z obszaru kultury... burżuazyjnej, a nie doceniali osiągnięć kinematografii Wielkiego Brata.

W dziejach wspomnianej tabeli niekiedy zdarzały się osobliwe zgrzyty. Kiedy w roku 1960 na polskie ekrany dotarł legendarny film Alaina Resnaisa "Hiroszima, moja miłość", ośmiu spośród "dziewięciu gniewnych" postawiło mu same szóstki. I wtedy z tego chóru wyłamał się recenzent dziewiąty, Zbigniew Pitera, który filmowi postawił... pałę.

Ktoś powiedział żartem, że kiedy ów zasłużony historyk i popularyzator kina "Hiroszimę" oglądał, akurat bolały go zęby... Potem tak drastycznych rozbieżności wśród dziewiątki warszawskich gniewnych nie pamiętam.

Możesz wiedzieć więcej!Zarejestruj się i czytaj wybrane artykuły Dziennika Bałtyckiego www.dziennikbaltycki.pl/piano

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie