Powrót do szkoły we wrześniu czy zdalne lekcje? MEN: Decyzja o otwarciu szkół pod koniec sierpnia. Będzie druga fala epidemii koronawirusa?

Natalia Grzybowska
Natalia Grzybowska
Powrót do szkół we wrześniu możliwy? Rodzice pytają o pierwszy dzwonek 1.09.2020 Fot. Lukasz Kaczanowski/Polska Press
Czy uczniowie wrócą od września do szkół? MEN poinformował, że dyrektorzy placówek mają dostać nowe uprawnienia - to oni będą decydować o przejściu na zdalną edukację w razie kolejnej fali zakażeń koronawirusem. Nie są tym pomysłem zachwyceni. Temat budzi wiele wątpliwości. Rodzice pytają, czy dzieci od 1.09.2020 będą uczyć się w szkolnych ławkach i znów zdalnie? Pytań jest więcej niż odpowiedzi.

Powrót do szkół we wrześniu? To możliwe, ale nie ma pewności!

Zarówno nauczyciele, jak i samorządowcy uważają, że oddanie decyzji o zamykaniu placówek w ręce dyrekcji jest próbą odsunięcia od siebie odpowiedzialności MEN za ewentualne zakażenia w szkołach. - Po raz kolejny chce się zrzucić na nas odpowiedzialność za decyzje polityków - mówią z rozgoryczeniem. - Nie może być tak, że ministerstwo przygotuje suche regulacje, zrzucając obowiązek ich realizacji na szkoły i samorządy.

Stanowisko rządu w sprawie powrotu uczniów do szkół jest niejasne. MEN poinformowało, że placówki oświatowe od września mają wrócić do standardowego modelu nauczania. Ale szef resortu zdrowia Łukasz Szumowski podkreślił, że nie jest to przesądzone. Czy zatem 1 września w klasach faktycznie pojawią się uczniowie? Tym bardziej że organizacja standardowych zajęć lekcyjnych w reżimie sanitarnym będzie niezwykle trudna.

- Przyjmując, że na jednego ucznia wymagany będzie 1,5-metrowy odstęp i minimum trzy metry kwadratowe, to w przypadku większych klas zajęcia musiałyby się odbywać w salach gimnastycznych lub na zmiany - mówi nauczyciel z jednego z pomorskich liceów.

Na temat szczegółów swego planu minister milczy, podczas gdy sytuacja epidemiczna się pogarsza.

Trwa głosowanie...

Czy uczniowie powinny wrócić do szkół od września?

Nowy rok szkolny 2020/2021. Jak będzie wyglądała nauka od września?

Za nami półmetek wakacji. Wszystko wskazuje na to, że od września uczniowie wrócą do szkół. Decyzję o ich ewentualnym zamknięciu z powodu zakażenia minister edukacji chce zostawić dyrektorom placówek, którzy porad mają zasięgać w Głównym Inspektoracie Sanitarnym. Część z nich obawia się przerzucenia na nich takiej odpowiedzialności, zwłaszcza że sytuacja epidemiologiczna się pogarsza.

- Chcemy, aby uczniowie od września wrócili do tradycyjnej nauki w szkołach - napisał na Twitterze minister Dariusz Piontkowski. - Pracujemy nad przepisami, które zagwarantują bezpieczeństwo uczniów po powrocie do szkół. Gdyby pojawiło się ognisko epidemii czy realne zagrożenie dla zdrowia uczniów i nauczycieli, chcemy, aby dyrektor, po zasięgnięciu opinii GIS, mógł szybko zareagować. Ważna będzie również rola kuratora.

Nie jest to pierwsza wypowiedź ministra dotycząca wrześniowego powrotu dzieci do szkół. Na początku lipca w rozmowie z „Gazetą Prawną” zauważył, że otwarcie przedszkoli i żłobków nie przyczyniło się do podwyższenia liczby zakażeń w Polsce. Uważa również, że otwarcie szkół także nie powinno przysłużyć się pogorszeniu stanu epidemicznego. Tymczasem liczba zakażeń w Polsce wrasta.

Niejasne stanowisko rządu w sprawie powrotu do szkół

Stanowisko rządu w sprawie powrotu uczniów do szkół jest niejasne. O szczegółach swego planu minister edukacji milczy. Wciąż nie wiadomo, w jakich okolicznościach dyrektor mógłby podjąć decyzję o zamknięciu placówki. Nie wiadomo także, dlaczego Główny Inspektorat Sanitarny miałby jedynie głos doradczy.

Dlatego dyrektorzy mają sporo wątpliwości, nie chcą brać na swoje barki decyzji o ewentualnej zmianie trybu nauczania. Padają więc propozycje, aby decydowały o tym sanepid lub kuratorium oświaty. Dariusz Piontowski przekonuje jednak, że najlepszą wiedzę na temat tego, co dzieje się w szkołach, mają dyrektorzy. Kuratorium opiniowałoby tylko taką decyzję.

Zdaniem ministra to najbardziej racjonalne rozwiązanie, które pozwoli na szybkie działanie na szczeblu lokalnym. W myśl obecnie obowiązujących przepisów sanepid może nakazać zamknięcie szkoły w przypadku, gdy dojdzie w niej do zakażenia, ale nie decyduje o tym, że nauka powinna być kontynuowana w formie zdalnej. Natomiast MEN może zdecydować o zdalnej edukacji w przypadku całego kraju, województwa czy gminy, ale nie ma kompetencji, by nakazać takiego działania konkretnej placówce. Te przepisy mają jednak ulec zmianie.

Według prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza przerzucanie odpowiedzialności na dyrektora szkoły to pomysł chybiony, bo może wzmocnić narastającą frustrację wśród kadry kierowniczej.

- To byłyby kolejne zadania i obowiązki zrzucone na nich w ostatnich miesiącach - komentuje Broniarz.

Podkreśla również, że dyrektorzy nie mają kompetencji, by oceniać poziom zagrożenia epidemiologicznego.

- Czy żeby zamknąć szkołę, wystarczy jeden chory uczeń? A może jeden członek jego rodziny? - pyta.

I chociaż prezes ZNP zazwyczaj trzyma się teorii, że „im mniej ministra w szkole, tym lepiej”, to w tym przypadku, mimo braku wiedzy na temat sytuacji w konkretnej placówce MEN powinien być odpowiedzialny za danie wsparcia jej organom zarządzającym.

Zgadza się z nim Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, zrzeszającej około 5 tysięcy dyrektorów i liderów oświatowych:

- Zawsze lepsza jest większa autonomia dyrektorów na miejscu, w placówce - mówi. - Ale takie decyzje zawsze mają drugie dno. W ten sposób minister niemal całkowicie uwalnia się od odpowiedzialności. Na kogo spadnie gniew rodziców, którym każe się znów zabrać dzieci do domów? Przecież presja opinii publicznej na normalny powrót do szkół jest olbrzymia - podkreśla i dodaje: - Jeżeli minister edukacji zadecyduje, że kurator ma brać udział w podejmowaniu decyzji o zamknięciu szkół, to musi dać gwarancję, że ta współpraca będzie odbywała się sprawnie. Konsultacje muszą być szybkie i merytoryczne. - Konieczność posiadania opinii kuratora przed zamknięciem szkoły nie może być utrudnieniem, musi być realną pomocą - dodaje.

Jak na razie nie wiadomo jeszcze, jak ma być zorganizowana edukacja w szkołach w czasie trwającej epidemii. Będzie to o tyle bardziej istotne, że jesienią wrócą typowe dla tego okresu choroby, w tym grypa, której objawy ciężko jest odróżnić od tych charakterystycznych dla koronawirusa. Według informacji „DGP”, ministerstwo nie zamierza jednak utrzymywać limitów 12 uczniów na oddział czy wprowadzać systemów zmianowych. Byłoby to zresztą niezwykle trudne, bo wtedy zabrakłoby w szkołach zarówno miejsca, jak i nauczycieli prowadzących zajęcia. Zwłaszcza w szkołach średnich, do których uczęszcza obecnie podwójny rocznik.

Chociaż powrót do szkół obarczony jest ogromnym ryzykiem, kontynuowanie zdalnego nauczania, powszechnie krytykowanego zarówno przez uczniów, ich rodziców, jak i grono pedagogiczne, może mocno pogłębić nierówności w dostępie do publicznej edukacji - wszak jej jakość nie powinna zależeć od przepustowości łącza internetowego w domu czy też od sprzętu komputerowego jakim dysponuje uczeń.

- Wszyscy zgodzimy się z tym, że nawet najlepsze i najnowocześniejsze technologie nie zastąpią bezpośredniego kontaktu i nie stworzą przestrzeni do nawiązywania relacji oraz budowania więzi, które powstają w szkolnych murach - zaznacza rzeczniczka Ministerstwa Edukacji Narodowej Anna Ostrowska.

Nauka zdalna od września? MEN pracuje nad nowymi narzędziami online

MEN zapewnia jednak, że pracuje nad udoskonaleniem narzędzi on-line do nauki zdalnej, tak aby nauczyciele i dyrektorzy mogli korzystać z tych rozwiązań - tak jak dotychczas, jako uzupełnienie metod ich codziennej pracy. Rozwija też platformę edukacyjną epodreczniki.pl i wprowadza nowe funkcjonalności, tak aby dostosować to narzędzie do potrzeb placówek.

Tymczasem Zarząd Główny ZNP zwrócił się z apelem do ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego o niezwłoczne podjęcie działań, które przyczynią się do stworzenia systemowych rozwiązań w zakresie zdalnego kształcenia na wypadek, gdyby rząd znowu zamknął szkoły.

- Nauczyciele tęsknią za swoimi uczniami. Ale dzisiaj nie wiemy, jaka będzie sytuacja epidemiczna jesienią i być może będziemy musieli zmierzyć się z drugą falą epidemii koronawirusa - podkreśla Sławomir Broniarz, szef ZNP. - Dlatego nie zgadzamy się, aby jesienią w sytuacji ponownego zamknięcia szkół przez rząd, edukacja zdalna miała wyglądać tak, jak przez ostatnie trzy miesiące, czyli by jej ciężar został przerzucony tylko i wyłącznie na barki rodziców i nauczycieli.

MEiN szykuje zmiany w statusie nauczyciela

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek Major

Minister P. wyszedł naprzeciw ministrowi S. i powiedział że masek nosić w szkołach nie trzeba. Po 200 osób na korytarzu, a kontrole masek robią w samochodach. Jesteście zabawni

n
nauczyciel świetlicy

A jak będzie wyglądać praca w świetlicy? Jak zachować dystans w niewielkiej sali świetlicowej , kiedy na swoje popołudniowe lekcje czekają uczniowie dwóch klas, czyli ok 40 dzieci, a po południu także dwie klasy, po zakończonych swoich lekcjach, czyli też ok 40 uczniów. Jeśli nie będzie jakiegoś nauczyciela i uczniowie będą zwolnieni z lekcji ( np. angielskiego), to kolejna klasa kierowana jest do świetlicy. I wtedy w sali świetlicowej są uczniowie trzech klas.

Dodaj ogłoszenie