reklama

Pomorscy tatusiowe mówią: sprawdzam!

Dorota AbramowiczZaktualizowano 
Dostępność badań genetycznych na ojcostwo może zrewolucjonizować naszą obyczajowość, ale też doprowadzić do wielu dramatów.

Porodówka w jednym z pomorskich szpitali. Na świat przychodzi zdrowy, śliczny chłopiec. Pielęgniarka podaje syna matce, ta patrzy uważnie w twarz dziecka, przytula je, a potem... wybucha niepohamowanym śmiechem.

- Aż się zanosiła - wspomina pielęgniarka. - Zlecieliśmy się do niej, zaczęliśmy ją uspokajać. Myśleliśmy, że to jakiś poporodowy atak histerii. Wreszcie kobiecina zdołała z siebie wydusić, że mąż przez osiem lat oskarżał ją o bezpłodność. A jej wystarczył jeden skok w bok, by dać mu pięknego i zdrowego syna.

Według Robina Bakera, autora książki "Wojna plemników", co dziesiąte dziecko na świecie jest wychowywane przez mężczyznę nieświadomego faktu, iż to nie on jest biologicznym ojcem. Polskie laboratoria, oferujące niepewnym tatusiom testy na DNA, powołują się na krajowe badania Rafała Płoskiego z Akademii Medycznej w Warszawie, który twierdzi, że w naszym kraju dotyczy to siedmiu do ośmiu proc. dzieci. 
Być może niedługo już dane te zostaną zweryfikowane, częściowo za sprawą rozwoju techniki, częściowo - nowego prawa.

Liczy się wiedza

Jeszcze do czerwca tego roku, czyli do wejścia w życie znowelizowanych przepisów kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, mężczyzna mógł podważyć swoje ojcostwo tylko przez rok od momentu uznania dziecka. Po tym okresie z takim pozwem mógł wystąpić jedynie prokurator. Nierzadko mężczyźni dysponujący prywatnie wykonanymi testami DNA, wskazującymi, że niesłusznie płacą alimenty, nie mogli się przebić przez barierę określaną dwoma słowami: "dobro dziecka".

Od trzech miesięcy nowe przepisy zezwalają mężczyznom na sądowne kwestionowanie swojego ojcostwa aż do momentu, w którym dziecko osiągnie pełnoletność.

- To oznacza rewolucję - twierdzi mec. Roman Nowosielski. - Badania genetyczne znane są od 15 lat, teraz tę wiedzę w pełni uwzględnia prawo.
- Oświadczenie o uznaniu ojcostwa jest obecnie oświadczeniem wiedzy, a nie jak było do tej pory, oświadczeniem woli - mówi sędzia Monika Langowska, przewodnicząca V Wydziału Rodzinnego i Nieletnich w Sądzie Rejonowym Gdańsk Południe.

- Celem ustawodawcy było takie uregulowanie pochodzenia dziecka, by odpowiadało ono stanowi faktycznemu oraz by unikać fikcyjnych "uznań" ojcostwa. Wcześniej mogło dojść do sytuacji, gdy ojciec biologiczny występował z powództwem o ustalenie ojcostwa, a w trakcie procesu inny mężczyzna uznawał dziecko, za zgodą matki, przed kierownikiem USC. To zamykało ojcu biologicznemu prawo do 60 dziecka. 
Wydaje się jednak, że na nowych przepisach skorzystają nie tyle ci, którzy będą chcieli się do dziecka przyznać, co przeciwnie - ci którzy uznają, że zostali w ojcostwo wrobieni.

Trzęsienie ziemi

Informacja o zmianie prawa dotarła do tych, którzy nigdy nie byli pewni, oraz do tych u których się pojawił cień wątpliwości. Nierzadko zasiany przez podejrzliwe mamusie, ciotki, które nijak nie mogą się dopatrzyć podobieństwa dziecka do ukochanego syna lub bratanka. I "delikatnie" sugerowały, że warto to sprawdzić.

- Zainteresowanie jest znacznie większe niż jeszcze wiosną tego roku - mówi dr Karolina Rudzińska z wykonującego testy DNA Genetica.pl. - Wcześniej mieliśmy około 80 zleceń miesięcznie, dziś jest ich znacznie ponad sto. Zgłaszają się do nas osoby z całego kraju, zdarzają się też klienci z zagranicy.
Drgnęło również w sądach, chociaż zdaniem specjalistów, prawdziwe skutki ustawy poznamy dopiero w przyszłym roku. Nowelizacja KRiO daje mężczyźnie sześć miesięcy - od uzyskania przez niego wiadomości podważających ojcostwo - na wycofanie się z bycia tatą.

- Przez cały ubiegły rok do sądów z okręgu gdańskiego trafiło 29 wniosków o unieważnienie uznania dziecka - mówi sędzia Przemysław Banasik, rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku. - Tylko do września tego roku mamy już 32 takie sprawy.

O szczegółach spraw, z oczywistych względów, sędziowie nie mówią. Za to niezbyt szczegółowo opowiadają, już nieoficjalnie, o prywatnych dramatach, dotykających całe rodziny.

- Najbiedniejsze są dzieci - wzdycha jeden z sędziów rodzinnych. - W końcu nie są niczemu winne, a tu się nagle dowiadują, że tata nie jest tatą. Niedawno zajmowaliśmy się podobną sprawą. Matka, ojciec, dwie córki w wieku szkolnym. Nagle ojciec się dowiaduje, że mama wozi dziewczynki do obcego mężczyzny i każe im nazywać go tatą. Okazało się, że to tamten jest biologicznym ojcem. Rozwód, zaprzeczenie ojcostwa, pozew o zwrot alimentów...

Inny prawnik stwierdza krótko: - To trzęsienie ziemi. Cały dotychczasowy świat dziecka wali się w gruzy. Pół biedy, gdy problem dotyczy dziecka żyjącego z matką, na które "ojciec" tylko płacił alimenty. Gorzej, jeśli wiedza uderza w dziecko mieszkające przez lata z matką i "ojcem".

Można przynieść szczoteczkę


Wrzucam w wyszukiwarkę hasło "ojcostwo testy" i po kilku sekundach wyskakują strony laboratoriów oferujących badanie DNA. Dziesięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt... Do wyboru, do koloru. Walka na ceny (anonimowe badanie DNA można wykonać już za ok. 800 zł), oferty dojazdu do domu klienta, obietnica przekazania wyników w 10 dni. "Istnieje również możliwość wykonania badania ekspresowego, realizowanego w ciągu 5 dni roboczych w cenie zwiększonej o 50 proc. względem badania podstawowego lub priorytetowego badania ekspresowego wykonywanego do 3 dni roboczych w cenie zwiększonej o 100 proc." - reklamuje się jedna z firm. Deklarowana pewność badania, w zależności od oferenta - od 98 do 100 proc. I obok informacja - ostrzeżenie, że co dziesiąte badanie wykazuje, że dziecko nie jest spokrewnione z "ojcem".

Niektóre laboratoria radzą, jak nieoficjalnie ominąć zgodę matki na pobranie materiału genetycznego dziecka. Wystarczy dostarczyć szczoteczkę do zębów, włos, chusteczkę, pieluchę, piżamkę.

- Tego typu testy nie mogą być dowodem w sądzie, zresztą nie każdy chce je tam przedstawiać - tłumaczy dr Karolina Rudzińska. - Niektórzy chcą to pozostawić tylko dla siebie.

- Tak zwane anonimowe badania nie są dowodem w sprawie uznawanym przez sąd - potwierdza sędzia Monika Langowska. - Wyniki badań DNA są uznawane przez sąd, jeżeli zostały sporządzone w sposób rzetelny i przez instytuty do tego powołane. Najczęściej gdańskie sądy kierują strony na badania w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku.

Ot, mała pomyłka


Z dużym dystansem do informacji podawanych przez prywatne laboratoria o skali zjawiska "fałszywego ojcostwa" podchodzi prof. Ryszard Pawłowski, kierownik laboratorium genetyki sądowej Zakładu Medycyny Sądowej GUMed.

- Reklama dźwignią handlu - stwierdza profesor. - Trzeba brać pod uwagę, że testy DNA wykonują ludzie, którzy mają pewne podejrzenia co do swego ojcostwa. 
Prof. Pawłowski mówi, że pobieranie próbek bez wiedzy osoby badanej jest naganne i niezgodne z prawem. Tymczasem taki tatuś na spacerze daje dziecku gumę, potem zawija w papierek i wysyła do badania. 
Polska Temida przymyka jednak oko na prywatne testowanie DNA. Wytyczne Sądu Najwyższego, uznającego proceder za nielegalny, nie przekładają się na konkretne przepisy. We Francji, o czym ostatnio informowały media, nawet za wykonywanie testów DNA za granicą można na rok pójść do więzienia oraz zapłacić 15 tys. euro grzywny. 
Polskie Towarzystwo Medycyny Sądowej co roku wydaje atesty potwierdzające rzetelność pracy laboratoriów. W ubiegłym roku o certyfikat wystąpiło tylko... jedno prywatne laboratorium.

- Przekazano nam pięć próbek, z tego dwie nie były zbadane poprawnie - mówi prof. Pawłowski. - Należy się wobec tego zastanowić nad jakością badań w pozostałych placówkach, które nie chcą się poddać atestacji. Wyniki badań przysłanej do laboratorium szczoteczki lub włosa mogą być zafałszowane, a skutki - makabryczne! Przekonanie o "stuprocentowej pewności" może zniszczyć małżeństwo, rodzinę, sprawić wiele bólu. Tymczasem laboratoria powstają jak grzyby po deszczu, zakładane przez osoby, które traktują je jako lokatę kapitału. Niekoniecznie są to lekarze. Prezesem firmy wykonującej testy genetyczne jest np. Kamil Sipowicz, partner Kory, wokalistki grupy Maanam. 
Wcześniej Sipowicz zwierzał się w wywiadach dla kolorowych gazet, że testowi DNA zawdzięcza syna. Szymon - owoc romansu z piosenkarką - przyszedł na świat, gdy Kora była żoną Marka Jackowskiego.

Globalna uczciwość i prywatne cierpienie

W dramacie "Dzika kaczka" Henryka Ibsena ujawnienie prawdy o pozamałżeńskim dziecku niszczy na pozór spokojną, normalną rodzinę. I doprowadza do tragedii - samobójstwa dziecka, Jadwini, odrzuconej przez mężczyznę, którego przez lata uznawała za ojca. Jakie będą skutki dochodzenia do prawdy w polskich rodzinach?

- Można to przyrównać do skutków wybuchu wulkanu - mówi psycholog, dr Elżbieta Zubrzycka. - Zmusi niektóre rodziny do tego, by stanąć twarzą w twarz z problemem. Jednak prywatne cierpienie jest ceną za globalną uczciwość. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni muszą sobie zdawać sprawę z konsekwencji swoich zachowań. I z tego że oszustwo prędzej czy później może wyjść na jaw. A człowiek ma prawo do prawdy. Poza tym macierzyństwo i ojcostwo to nie tylko kwestia genów. Ludzie adoptują dzieci, kochają je. Jak swoje...

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie