Pobity Mikołaj prawie umarł, a oczyszczony z zarzutów Przemysław odsiedział 5 miesięcy. Sprawa głośnego pobicia pod klubem we Władysławowie

Jacek Wierciński
Jacek Wierciński
Magdalena Gębka-Scuffins
Udostępnij:
5 miesięcy spędził w areszcie, a później tylko dzięki wpłaceniu 15 tysięcy złotych poręczenia majątkowego wyszedł na wolność, choć wciąż musiał się regularnie meldować na komisariacie policji. Przez ponad rok nad Przemysławem J. wisiała groźba nawet 8 lat więzienia. Dziś okazuje się, że nie ma żadnych dowodów, by mężczyzna uderzył obywatela Ukrainy zmasakrowanego w sierpniu 2019 roku pod klubem we Władysławowie, a śledztwo wobec niego zostało umorzone.

23-letni Mikołaj – obywatel Ukrainy mieszkający we Władysławowie na półrocznej wizie pracowniczej, wskutek pobicia został przewieziony przez śmigłowiec LPR do szpitala. W śpiączce spędził 18 dni. Jego życie było zagrożone, a po wybudzeniu nie potrafił mówić, z otoczeniem porozumiewając się tylko na piśmie i ze zdjęć na nowo uczył się rozpoznawać najbliższych. O dramatycznej sytuacji chłopaka i jego rodziny obszernie pisaliśmy tutaj.

Jako sprawców ataku, do którego doszło wczesnym rankiem w poniedziałek 26 sierpnia 2019 roku przed klubem Czarny Koń we Władysławowie, wytypowano Przemysława J. i Pawła G. Obaj mężczyźni usłyszeli m.in. zarzut zagrożonego karą do 8 lat więzienia pobicia, którego następstwem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Łysy Przemysław siedział i milczał. Kim był brunet?

Napaść mogła mieć podłoże ksenofobiczne, bowiem - według niektórych relacji – Mikołaj wraz z 19-letnim bratem zostali napadnięci, gdy rozmawiali po ukraińsku na papierosie przed lokalem przy ul. Sportowej, gdzie się wcześniej bawili. Druga wersja wydarzeń jest taka, że awanturę sprowokowali bracia w obraźliwy sposób zwracając się do kobiet pod klubem.

Niezależnie od faktycznego przebiegu zdarzenia, finał bójki, która rozpoczęła się od użycia wobec braci gazu łzawiącego przez jednego z ochroniarzy, był przerażający: obrzęk lewej półkuli mózgu, złamanie kości skroniowej, krwiak przymózgowy - to tylko kilka z długiej listy urazów, jakich doznał.

Tymczasem Przemysław J. długo konsekwentnie odmawiał składania wyjaśnień w przeciwieństwie do Pawła G., którego „za kaucją” zwolniono do domu. Dopiero po kilku miesiącach przyznał śledczym, że brał udział w szarpaninie przed Czarnym Koniem. W swojej relacji przekonywał jednak, że on Mikołaja tylko odciągnął na bok za ramię i starał się oddzielić go od Pawła G., gdy mężczyźni ewidentnie chcieli się bić. Miał również wymierzyć kilka ciosów uczestnikom bójki, ale nie poszkodowanemu Ukraińcowi, którego – jak twierdził – nie widział leżącego na ziemi, bitego.

Dopiero po kilkunastu miesiącach śledztwa i 5-miesięcznym aresztowaniu Przemysława J. prokuratura zdecydowała o odstąpieniu od zarzutów i umorzeniu. Jak zaznacza jego obrońca, adwokat Janusz Kaczmarek, na nagraniu z monitoringu – analizowanym klatka po klatce – nie było widać uderzeń rzekomo zadanych Mikołajowi przez J., a osoby obciążające go w zeznaniach miały w tym interes. Przede wszystkim jednak sprawcy w Przemysławie nie rozpoznał sam poszkodowany, gdy już poczuł się trochę lepiej. Miał wtedy powiedzieć, że łysy w sierpniu 2019 r. J. w ogóle go nie uderzył i podać rysopis napastnika – nieustalonego do dziś - bruneta.

Skarb Państwa zapłaci za traumę?

Choć umorzenie jeszcze się nie uprawomocniło, a – jeśli policja dokona nowych ustaleń – sprawa może zostać podjęta na nowo, nie sposób nie zadać pytania o faktycznego napastnika i o ewentualną rekompensatę dla mężczyzny, który przed oczyszczeniem z zarzutów, 5 miesięcy spędził za kratami.

- Jestem przed rozmową z klientem i jego rodziną na ten temat, ale nie jestem przekonany czy zdecydują się ubiegać o zadośćuczynienie. Zdarza się, że osoby po tak traumatycznym doświadczeniu, chcą już tylko spokoju i unikają jakiejkolwiek styczności z organami ścigania czy sądami – zaznacza mec. Janusz Kaczmarek. - Po 3 miesiącach aresztu sąd rejonowy zdecydował się go przedłużyć. Naszą gorycz wzbudza fakt, że - mimo materiału dowodowego wskazującego na olbrzymie wątpliwości, na które zwróciliśmy uwagę w zażaleniu - sąd okręgowy pozostawił Przemysława J. w izolacji. Wątpliwości były na tyle poważne, że kilka dni później prokurator sam ten areszt uchylił - dodaje.

Niezbędne aresztowanie, a potem domniemanie niewinności

- Tymczasowe aresztowanie musiało być zastosowane z 3 powodów. Podejrzany Przemysław J. został rozpoznany jako sprawca pobicia podczas czynności okazania przez brata pokrzywdzonego, którego zeznania zostały uznane za wiarygodne. Pokrzywdzony w chwili podejmowania decyzji w tej sprawie znajdował się w szpitalu w stanie krytycznym, bezpośrednio zagrażającym życiu, i nie mógł zostać przesłuchany. Trzecia, równie ważna okoliczność, jest taka, że pan Przemyslaw. J. od początku konsekwentnie odmawiał składania wyjaśnień, zarówno na policji, w prokuraturze, jak i przed sądem. Prokurator nie mógł zatem poznać i zweryfikować ewentualnej linii obrony podejrzanego. Wobec zagrożenia życia pokrzywdzonego i grożącej podejrzanemu surowej kary oraz obawy matactwa, aresztowanie w mojej ocenie było niezbędne. Sam uchyliłem tymczasowy areszt, kiedy uznałem, że dalsze stosowanie najsurowszego środka zapobiegawczego nie jest konieczne

– tłumaczy prokurator Jacek Chmielewski, pełniący obowiązki Prokuratora Rejonowego w Pucku, który osobiście prowadził postępowanie.

I dodaje: - Umorzenie postępowania wynikało m.in. z tego, że pokrzywdzony, który częściowo odzyskał zdrowie, podczas czynności okazania nie rozpoznał Przemysława J. jako sprawcy. W toku śledztwa przesłuchaliśmy wszystkich ustalonych świadków, przeanalizowaliśmy nagrania z monitoringów. Na podstawie zebranego materiału dowodowego nie byliśmy w stanie w sposób pewny i jednoznaczny ustalić, kto z uczestników zdarzenia zadał pierwszy cios pokrzywdzonemu, o który był podejrzany pan J. Nie każde tymczasowe aresztowanie zastosowane w sprawie, która kończy się umorzeniem, jest oczywiście niesłuszne. W niniejszej sprawie powstały nie dające się usunąć wątpliwości co do sprawstwa Przemysław J., które zgodnie z zasadami procedury karnej należało rozstrzygnąć na korzyść podejrzanego.

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie