Pijani kierowcy za kratkami. Szmerek, trzy promile, trzy lata w kryminale

Tomasz Słomczyński
Policjanci przy pracy. Niemal codziennie w ten sposób kontrolują trzeźwość kierowców. Robią to na głównych trasach i na drogach dojazdowych, popularnych wśród kierowców skrótach
Policjanci przy pracy. Niemal codziennie w ten sposób kontrolują trzeźwość kierowców. Robią to na głównych trasach i na drogach dojazdowych, popularnych wśród kierowców skrótach Tomasz Bołt
"Pięć piw, wczoraj o osiemnastej". "Zabrakło wódki, trzeba by skoczyć". "Przestawiałem auto z posesji kolegi". Historie pijanych kierowców są banalne. Jednak nie brzmią śmiesznie, lecz przerażająco.

Dwie są strategie. Pierwsza, żeby jechać w korku, wtedy można próbować się przecisnąć w sznurze aut i nie dać się złapać. Jest ryzyko, że będą zatrzymywać, ale jest też szansa, że akurat nie nas. Druga strategia jest taka, żeby jechać opłotkami, tu nie powinni stać.

Prawda jednak jest taka, że stoją zarówno przy opłotkach, jak i na głównych trasach. Sierżant Kamil Gancarz i posterunkowy Paweł Górski robią to od lat i znają te strategie.

14 stycznia, wtorek, godz. 7.40. Skrót z obwodnicy, wokół ogrody działkowe. Na pierwszy rzut oka - nic tędy nie jeździ. A jednak, co chwilę:
- Dzień dobry, kontrola trzeźwości.
Dmuchnięcie.
- Dzień dobry, kontrola trzeźwości.
Dmuchnięcie.
- Dzień dobry...

Alkomat jest tak skonstruowany, że najpierw wystarczy niezbyt mocne dmuchnięcie, bez dotykania ustami, w stronę otworu - wystającej rurki. Jeśli nie ma nic na rzeczy (w wydychanym powietrzu), zapala się żółta dioda. Można jechać.

W mieście nie łapią

Zakład Karny w Gdańsku Przeróbce. Grzegorz ma 43 lata, na wolności prowadził własną działalność gospodarczą. Branża: wentylacje. Bardzo dobrze się wiodło, jeździł wypasionym passatem.

Wtedy pływali na łajbie. Skończyła się wódka. Dobili do brzegu, samochody stały na parkingu w Ostródzie. Wszyscy byli wypici, ale padło na niego. Do sklepu był kilometr. Jeszcze ktoś powiedział: "kurczę, przecież masz wypite". "Dobra, jakoś dam radę". Dojeżdżał już do sklepu. Jeden dziewiętnaście promila. Trzymali go godzinę, samochód zabrali na lawetę, jak wypuścili, kupił wódkę w sklepie, wziął taryfę i wrócił na łajbę dalej pić. No bo co? Spokojnie, za jazdę po pijaku zawsze są zawiasy. Potem dobrowolnie poddał się karze, dostał rok w zawieszeniu na trzy. Nawet nie był w sądzie, przyszło pismo, że ma wyrok.

Minęły dwa lata.
To był piątek, zaczął po pracy, z kumplami. Ktoś miał przyjechać, zawieźć na inną imprezę, ale trzeba było czekać na niego całe pół godziny. W mieście policja nigdy nie łapie. Postanowił, że podjedzie dwa kilometry, będzie szybciej.
Mylił się. Okazało się, że w mieście też łapią. Jeden i dwie dziesiąte promila.

Dostał rok i dwa miesiące, już bez zawiasów, odwołał się. Myślał, że się wywinie. Nic to nie dało. Napisał o odroczenie wyroku. Poszedł na rozprawę, przysłowiowej szczoteczki do zębów nie miał przy sobie.

Zaraz po wyjściu z sali sądowej podchodzą policjanci, zakładają obrączki, "pan pójdzie z nami". - Szok totalny. Biała plama w życiorysie, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Odcięty od wszystkiego, koniec, zamykają. Ciężko opisać.

Odwiesili mu pierwszy wyrok, teraz Grzegorz w sumie ma do odsiadki dwa lata i dwa miesiące. Został mu jeszcze rok.
Pierwsze trzy miesiące w kryminale to tzw. dojazd. Trzeba jakoś się dostosować. Różnie to przechodzą osadzeni, dla Grzegorza to był koszmar. Coś strasznego.

- Nie myślałem, że popełniłem przestępstwo. Tylko że mam pecha, jakiegoś, kurczę, gigantycznego pecha, że znowu mnie złapali. No i co oni chcą ode mnie? Gdzieś tam sobie wypiłem, ale przecież nikomu krzywdy nie zrobiłem, to co - ja przestępca jakiś jestem?

Rozpoczął terapię.
- Postawili mi diagnozę, że jestem uzależniony od alkoholu. O co im chodzi? Że ja jestem jakiś alkoholik? Co oni mi tu wkręcają?
Był październik ubiegłego roku.

Tych kilka metrów

Adam pracował na budowach, zostały mu niecałe dwa lata w kryminale.
Pił przez cały tydzień. Nie, żeby jakoś dużo. Skoczył na piwko po pracy, i tyle.

Tego dnia na budowę nie szedł, na podwórku naprawiał samochód. Nigdy nie zrobił prawa jazdy, a samochód kupił dla syna. I miał szmerek, bo kilka piwek od rana poszło. Zrobił auto, trzeba było do kolegi skoczyć po coś tam.

Spanikował na skrzyżowaniu, bo nadjeżdżał inny samochód. Dodał gazu. Za skrzyżowaniem był zakręt. Nie wyrobił, zjechał na chodnik. Zatrzymał auto.

Wysiada z samochodu, patrzy, kobieta leży. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Była lekko potłuczona.
Poczekał na policję.

Trzy promile. Odkładało się przez cały tydzień. Dostał dwa lata w zawieszeniu.

A potem to był już czysty przypadek. Auto, które naprawiał, miał zostawione u sąsiada na podjeździe. Była noc. Kolega mówi: "zostaw kluczyki, rano ci samochód podrzucę". "Daj spokój to kilka metrów jest".

Akurat przejeżdżali. Capnęli przed domem kolegi, jak ruszał. Kazali dmuchnąć. Odwiesili tamte dwa lata, dodali jeszcze jeden. Teraz zostało mu jeszcze niecałe dwa lata odsiadki.

Auto poproszę pod dom

3 stycznia sierżant Kamil Gancarz otrzymał zgłoszenie o tzw. ujęciu obywatelskim. Na Trakcie św. Wojciecha ktoś zatrzymał się na czerwonym świetle, wysiadł z samochodu, podszedł do drugiego auta, otworzył drzwi i zabrał kluczyki kierowcy. A potem zadzwonił na policję.

Ten, któremu zabrano kluczyki, jechał wężykiem. Tłumaczył, że ma na nockę do pracy, więc usiadł za kółkiem. Tylko, że była trzynasta. Nie bardzo kojarzył, co się w ogóle dzieje. Dzień wcześniej zrobił z żoną tylko połóweczkę. Ale w wydychanym powietrzu miał dwa promile. A że była dopiero trzynasta? Zaskoczenie. Również oburzenie: "Co będzie z moim autem?" "Zostanie odholowane na policyjny parking". "Jak to na policyjny parking? Dlaczego nie pod dom?".

Kierowcy różnie mówią tuż po złapaniu. Jest kilka sposobów tłumaczeń. Pierwsza: "Cooo? Jaaa? To niemożliwe!". Druga: "Ale to były tylko dwa piwka!". Trzecia, najgorsza: "No i co z tego? Ch... mi zrobicie!".

Do czwartej kategorii najczęściej zaliczają się kierowcy w wieku 18-25 lat, często bez prawa jazdy.

Ostatnio jeden taki na Oruni potrącił pieszego. Na miejscu wzrusza ramionami, nie robi na nim wrażenia widok leżącej na chodniku kobiety, której udzielana jest pomoc medyczna. No bo co? W poślizg nie można wpaść? Każdemu może się zdarzyć poślizg. Zero skruchy. Chłopak był po narkotykach. Jechał dużo za szybko.

Tacy często nie wyrażają zgody na badanie alkomatem, trzeba ich wtedy wieźć do szpitala MSW na krew. Zdarza się, że jest przy tym szarpanina.
Zdarza się też, że kierowca kalkuluje: nie dmuchnę, pojadę na krew, zyskam pół godziny, zawartość mi spadnie, wywinę się. Był taki, co dmuchnął pierwszy raz, a drugi raz dmuchnąć się nie zgodził (zawsze powtarza się badanie alkomatem po piętnastu minutach). Zażądał przejażdżki na pobranie krwi. Po pierwszym dmuchnięciu miał niecałe 0,5 promila - to oznacza wykroczenie. Pół godziny później z krwi wyszło ponad 0,5 - to już przestępstwo. Trzeba było dmuchać od razu, nie kombinować, z krwi może wyjść więcej promili niż z wydychanego powietrza.

Daleko od samochodów

Grzegorz na brak pieniędzy nie mógł narzekać. W momencie zatrzymania - krach. W biznesie nie ma zlituj się ("pod tym względem jest gorzej niż w kryminale"). Kończył inwestycję. I nie dokończył. Kary umowne, kary za każdy dzień zwłoki, nie wykonana gwarancja, osiem osób straciło u niego pracę. Konta w banku zablokowane, żadnej możliwości wzięcia kredytu, widmo pozwów, długi. Być może się podniesie, jeśli przyjaciele pomogą. Póki co, jest bankrutem.

Adam co prawda ma pracę, rodzinę, ma dokąd wracać - ale to dziś. Co będzie za dwa lata? Nie wie. Nie wie co z nim będzie, jak wyjdzie na wolność. Czy będzie pił? Bardzo trudne pytanie. Czy będzie prowadził samochód po pijaku? Na pewno nie. Od samochodów będzie się trzymał daleko.

Pięć wczorajszych piwek

14 stycznia, wtorek, godz. 8.10. Na wyjeździe z Gdańska taśmociąg. Sierżant Kamil Gancarz z lizakiem przy drodze, auta przed nim zjeżdżają na bok, można wygodnie zatrzymać samochód na czymś w rodzaju parkingu. Tu stoi posterunkowy Paweł Górski z alkomatem.
- Dzień dobry, kontrola trzeźwości.
Żółta dioda, żółta dioda, żółta... Czerwona.
Jest. Nie trwało to nawet kilku minut.

Nieduży czerwony mercedes (A klasa) zjeżdża na bok. Kierowca wygląda na inteligenta, przed czterdziestką, okulary, niski, przestraszony, z laptopem.
0,21 miligrama na litr, czyli ok. 0,4 promila. Katastrofy nie ma. Gdyby miał 0,2 promila, pojechałby dalej. Gdyby miał powyżej 0,5 promila, popełniłby przestępstwo. A tymczasem - tylko wykroczenie.

0,4 promila - to niewiele. W wielu krajach Europy nie byłoby sprawy. To na przykład tyle, ile miał w wydychanym powietrzu Przemysław W., który w 2011 roku wjechał w Straszynie na chodnik i potrącił 5-osobową rodzinę. Wcześniej pokłócił się z dziewczyną i wypił piwo, żeby odreagować. Zabił 6-letniego chłopca.

Tymczasem ten z czerwonego mercedesa mówi, że wypił wczoraj pięć piw. Mówi, że o osiemnastej.

Siadają w radiowozie. Zaczyna się papierkowa robota. Policjanci zabierają prawo jazdy, wypisują wezwanie na przesłuchanie. Wtedy będzie czas na tłumaczenia.

Człowiek, który teraz niewiele mówi, wygląda na przestraszonego, otrzyma z powrotem prawo jazdy za co najmniej pół roku, a może być, że dopiero za trzy lata. Być może jeszcze raz będzie musiał zdawać egzamin. Zadecyduje o tym sąd.
- Nie wiem, jak będę do pracy dojeżdżał, muszę coś wykombinować - mówi.

Zapłaci grzywnę. Nawet do pięciu tysięcy złotych.
- W budowie mam dom, zaciągnięty kredyt, żona nie pracuje, dwójka małych dzieci.

Nie będzie łatwo. Mówi:
- A może to i dobrze, że mnie złapali...
- Jak to dobrze? Dlaczego pan tak mówi?
- Bo jeszcze bym kogoś potrącił.
Zaskoczenie policjantów. Taka postawa to rzadkość.

Zabiera plecak, laptopa, zamyka samochód i znika za zakrętem. Idzie na piechotę wzdłuż drogi do Żukowa.

Dlaczego pije w poniedziałek?

Adam i Grzegorz są po terapii, którą - jako alkoholicy, przeszli za murami.

Adam:
- Teraz już wiem, że jestem alkoholikiem. Tak, teraz już wiem... Terapia dała dużo do myślenia, oj dała.

Grzegorz:
- Trzy miesiące więzienia by wystarczyło. To są te pierwsze trzy, najgorsze, koszmarne miesiące. Potem jest już coraz lepiej i nie ma sensu trzymać kogoś tu dłużej. Ale sam areszt nie załatwi tematu. Jeśli ktoś siada za kierownicą po pijaku, to znaczy, że ma problem z alkoholem. Więc nie powinno być żadnych zawiasów, tylko od razu, przy pierwszej wpadce, trzy miesiące odsiadki plus diagnoza i terapia. Bo moim zdaniem każdy, kto wsiada za kółko po alkoholu, ma problem. Wtedy powinna być diagnoza i leczenie. Nie dochodziłoby do tego, do czego dochodzi później. Bo terapia zmienia wszystko.

Tu, na Przeróbce siedzi również Piotr (pił od rana, 4 promile, w wypadku zginęły dwie osoby, w tym jego siostrzeniec, dostał 8 lat). Nic nie pamięta, a o tym, że był wypadek, dowiedział się następnego dnia od pielęgniarki w szpitalu.

- Terapia po części pomaga. Człowiek musi usiąść i zastanowić się nad sobą. Czy jestem alkoholikiem, czy nie? Zawsze twierdziłem, że nie jestem, bo nie piję przecież tanich win, tylko dobre piwo, chodzę do pracy, daję pieniądze do domu. A terapia, wiadomo... Pranie mózgu.
Ppor. Agnieszka Szultka pracuje jako psycholog w zakładzie karnym w Gdańsku Przeróbce, ukończyła również studia podyplomowe z zakresu psychologii transportu: - Osoby, które trafiają do naszego zakładu karnego, po drugim czy trzecim wyroku, kiedy wcześniejsze były orzekane w zawieszeniu, często nie wiedzą o tym, że mają problem z alkoholem. Zdarza się, że trzęsą się na całym ciele i starają się wmówić wszystkim, że mają nerwicę, a tymczasem są to objawy neurologiczne wynikające z długotrwałego uzależnienia.

Opowiadam pani psycholog o zdarzeniu, którego byłem świadkiem - o człowieku z czerwonego mercedesa, który wypił pięć piw i miał następnego dnia 0,4 promila.

- Ja bym się zastanowiła, dlaczego ten człowiek w środku tygodnia wypił pięć piw skoro wiedział, że następnego dnia jedzie do pracy samochodem. Zastanowiłabym się, czy taka osoba nie powinna zostać poddana diagnozie.

I co dalej?
- Jeżeli okazałoby się, że ktoś taki pije ryzykownie, powinien wziąć udział w programie edukacyjnym, natomiast jeżeli okazałoby się, że w tym przypadku mamy picie tzw. szkodliwe, niech weźmie udział w programie o większej intensywności, dla osób z problemem alkoholowym nie będącym jeszcze nałogiem. Jeśli zaś ktoś taki jest uzależniony, powinien zostać skierowany na terapię. W mojej ocenie to powinno być obowiązkowe dla takich osób, które wsiadły za kierownicę po spożyciu alkoholu. Poddanie się diagnozie i wzięcie udziału w programach edukacyjnych czy terapii można by uczynić np. warunkiem zawieszenia kary. Z doświadczenia wiem, że wiedza na temat wpływu alkoholu na organizm jest u wielu ludzi niewielka i dlatego nie doceniają oni jego zgubnego działania. Edukacja i leczenie mogłyby ograniczyć tzw. recydywę.

Patrzeć na chorego na wózku

Grzegorz:
- Może nie powinienem tego mówić ale teraz, po początkowym, najgorszym okresie, ja już tu nie cierpię. Bo z jakiego powodu ja tu mam cierpieć? Oglądam telewizję, gram w ping-ponga, czytam książki, słucham radia, dobrej muzyki. Za to moja rodzina cierpi. Dzieci czekają. Są telefony, są listy. Płaczą. "Kiedy wrócisz?"

Adam:
- Można karać tak, że jeśli człowiek ma pracę, niech odrabia przez pięć lat, w każdą sobotę i niedzielę, niech pomaga ludziom po wypadkach takim, co na przykład jeżdżą na wózku. Jak człowiek by patrzył na to, co mógł zrobić, albo co zrobił... Jak ja bym miał się co tydzień z taką osobą widywać, to byłaby dla mnie jeszcze większa kara niż siedzenie w więzieniu. I rodzina nie byłaby ukarana.

Kciuk tirowca

Paweł Górski i Kamil Gancarz dziennie sprawdzają kilkudziesięciu albo i kilkuset kierowców.
Godzina dziewiąta trzydzieści. Ludzie do pracy już dojechali. Coraz mniejszy ruch.

Policjantów mija ciężarówka. Odgłos klaksonu, kierowca pokazuje kontrolującym policjantom wyciągnięty w górę kciuk.
- Czujemy, że teraz, kiedy tyle mówi się o pijanych kierowcach, ludzie nas popierają.

Ale nie zawsze. Podczas WOŚP jeden starszy pan wykrzyczał swoje pretensje: "No i po co łapiecie pijaków na drogach? Po co? Przecież i tak ich potem wypuszczacie!".

Oni ich łapią, ale nie oni dają kary w zawieszeniu. Tego już temu panu nie było sensu tłumaczyć.

Pora wracać na komendę. Wynik z dziś: dwie godziny pracy i jeden kierowca z wykroczeniem. I jeszcze kilkudziesięciu innych kierowców, którzy będą wiedzieć, że niespodziewana kontrola trzeźwości zawsze może się przydarzyć. Że łapią również w mieście. Na głównych trasach, i na opłotkach.

Imiona osadzonych w zakładzie karnym zostały zmienione.

Alkohol i statystyki

Statystyki wskazują, że z roku na rok maleje ilość wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców. W 2013 roku wywołali 2101 wypadków, w których śmierć poniosło 265 osób. W 2012 w 2336 wypadkach zginęło przez nietrzeźwych 206 osób. W latach poprzedzających było znacznie gorzej: 2011 r. - 4972 wypadków, 2010 r. - 4524, 2009 r. - 5346, 2008 r. - 6375, 2007 r. - 6503, 2006 r. - 6392, 2005 r. - 6798, 2004 r. - 6929, 2003 r. - 6913.

Te dane wskazują, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców spadła o 70 proc. (z prawie 7 tys. w 2003 roku do 2,1 tys. w roku 2013).

t.slomczynski@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

http://www.polskatimes.pl/panel/material/edycja/1812858.html

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie