Obrona wrześniowych redut

Kmdr Eugeniusz Koczorowski
Obrona Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte w artystycznej wizji Eugeniusza Koczorowskiego
Obrona Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte w artystycznej wizji Eugeniusza Koczorowskiego Eugeniusz Koczorowski
Pod koniec sierpnia 1939 r., rzekomo z wizytą kurtuazyjną, przybył do Gdańska niemiecki okręt liniowy Schleswig - Holstein. Zacumowano go w kanale naprzeciwko Westerplatte, gdzie znajdowała się polska Wojskowa Składnica Tranzytowa. Nie trzeba było długo czekać, by okazało się, że okręt pełni w rzeczywistości rolę konia trojańskiego.

Samotna placówka

1 września o godz. 4.48 padła z pokładu pancernika pierwsza salwa armatnia nakierowana na teren składnicy. Tym samym rozpoczęły się działania wojenne. W ślad za ogniem okrętu ruszyły do boju oddziały lądowe złożone z kompanii szturmowej Kriegsmarine, kompanii SS Heimwehr Danzig oraz policji gdańskiej.

Oceniając swe siły, Niemcy byli przekonani, że salwy okrętu liniowego oraz natarcie oddziałów lądowych pozwoli niejako z marszu zająć niewielki teren składnicy. Broniła ją przecież nieliczna załoga, w dodatku, w porównaniu z siłą atakujących, skromnie wyposażona w broń, dysponująca jednym, jakoby symbolicznym, działem piechoty kal. 76 mm. Tymczasem po wysadzeniu bramy kolejowej i części muru okalającego składnicę, oddziały niemieckie wdarłszy się na jej teren, gdzie napotkały niezwykle silny i celny ogień karabinów maszynowych dwóch placówek obronnych: „Promu” i „Wału”. To one zaryglowały dalsze posuwanie się w głąb składnicy. Takiego obrotu sprawy zszokowani Niemcy się nie spodziewali. Na skutek ognia zaporowego ponieśli duże straty i zostali zmuszeni do wycofania się na pozycje wyjściowe. Ponowiono zatem ostrzał artyleryjski z pancernika celem zmiękczenia obrony i oczyszczenia przedpola atakującym na lądzie.

Uzyskawszy wsparcie z okrętu Schleswig-Holstein Niemcy ponowili atak, ale i on się nie powiódł, tym bardziej że ogień karabinów maszynowych polskich placówek wsparł pluton moździerzowy, który wyrządził duże straty wśród atakujących i spowodował ich kolejny odwrót. Tak zdecydowany opór obrońców wymógł skorygowanie ognia artyleryjskiego niemieckiego pancernika, co też wkrótce nastąpiło, powodując zniszczenie słabych umocnień placówki „Prom”. Ciężko ranny został dowódca placówki por. Pająk. Objąwszy dowodzenie chor. Gryczman zarządził ewakuację do Wartowni nr 1.

W międzyczasie obrońcy wiązką granatów zniszczyli wysunięty niemiecki karabin maszynowy wraz z całą jego obsługą. Wśród atakujących narastała wściekłość powodowana tak zawziętą obroną składnicy przez stronę polską i ponoszonymi stratami w stanie osobowym. Obsada placówki „Fort” równie skutecznie powstrzymywała atak Niemców. Działania bitewne przeniosły się także w okolice basenu amunicyjnego. Trwała tam zacięta walka z nacierającym oddziałem policjantów gdańskich, którą podjęły placówki: „Łazienki” i „Elektrownia”. W walce swój chrzest bojowy przeszło jedyne działo polskie, które celnym ogniem skutecznie wyłączyło kilka niemieckich gniazd karabinów maszynowych, po czym trafione pociskiem artyleryjskim zamilkło. Podobny los spotkał także działko przeciwpancerne wraz z obsługą. Nie oznaczało to jednak, że opór stawiany przez obrońców uległ osłabieniu. Przeciwnie, nawet się wzmocnił.

W tej sytuacji Niemcy wprowadzili do walki lotnictwo. Temu rodzajowi broni obrońcy nie mogli się oczywiście przeciwstawić nie mając w dyspozycji chociażby jednego działa przeciwlotniczego. Tak więc skutki użycia przez przeciwnika lotnictwa, które bezkarnie mogło bronią maszynową i bombami atakować wyznaczone cele, jak na ćwiczeniach, były do przewidzenia. 2 września kompletnemu zniszczeniu uległa Wartownia nr 5, gdzie śmierć poniosła cała załoga. Ucierpiał także budynek koszarowy, środki łączności przewodowej, a także stanowiska moździerzy. Dodatkowo do ostrzeliwania polskich stanowisk na Westerplatte włączyła się artyleria niemiecka z Brzeźna i Stogów. A jakby i tego było mało nieprzyjaciel użył do walki baterię ciężkich moździerzy, wspomaganą artylerią z torpedowca i okrętu bazy kutrów trałowych. Mimo takiej nawały ognia z powietrza, lądu i wody westerplattczycy wciąż trwali nieugięci na swych posterunkach, choć rosły straty w ich szeregach, a rannym nie można było zapewnić warunków szpitalnych.

Brak snu, ciepłej strawy, wyczerpanie fizyczne, które towarzyszyło obrońcom w ich beznadziejnej walce wobec wielokrotnej przewagi przeciwnika wyczerpywało obrońców. Według niektórych źródeł, dramatyczna sytuacja skłoniła dowódcę obrony majora Henryka Sucharskiego, odpowiedzialnego za los podległych mu żołnierzy, do próby przerwania beznadziejnej walki już 2 września. Załoga miała się przecież bronić tylko przez 12 godzin, do momentu przyjścia odsieczy, lecz mimo bezmiaru trudów nie zamierzała rezygnować z walki. Dała temu wyraz większością głosów w spotkaniu oficerów i części podoficerów ze swoim dowódcą. Wśród tych, którzy opowiedzieli się za dalszym stawianiem oporu był zastępca majora Sucharskiego, kapitan Dąbrowski.

Postawę żołnierzy Westerplatte można przyrównać do tej, którą w dalekiej przeszłości wykazali obrońcy Termopil. Niemcy szukali zaś najróżniejszych sposobów i środków, aby złamać nieugiętą postawą obrońców. Próbowali nawet podpalić okalające składnice lasy ropą rozlaną z cysterny. W tej sytuacji siódmego dnia obrony major Sucharski, nie mogąc liczyć na jakąkolwiek odsiecz, zdecydował się zaprzestać nierówną walkę. O godz. 10.15 wydał rozkaz poddania się.

Postawa obrońców Westerplatte, która przeszła do legendy zdumiała Niemców, a nawet samego Adolfa Hitlera, który wizytował teren składnicy po zakończonej walce.

Pomijając różne, niekiedy bardzo kontrowersyjne oceny zachowań majora Henryka Sucharskiego, przypuszczać można, że to jego zastępca, kapitan Dąbrowski, przyczynił się do tego, że działania bitewne kontynuowano do 7 dnia, tj. do momentu wyczerpania wszelkich możliwości obrony. Po zakończeniu wojny kapitan Dąbrowski przez pewien czas kontynuował służbę w Marynarce Wojennej. Awansowany do stopnia komandora podporucznika, następnie komandora porucznika, w 1949 r. został szefem Biura Dowódcy Marynarki Wojennej w Gdyni.

W 1950 r. uznany za inwalidę wojennego został zwolniony ze służby bez prawa do emerytury wojskowej. Zmarł w Krakowie w 1962 r.

Ostatnia reduta na Kępie Oksywskiej

Bohaterska postawa obrońców Westerplatte, jak również obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, którą Niemcy zaatakowali równolegle, dała wszystkim do zrozumienia, że podbój polskiego wybrzeża mimo ogromnej przewagi w stanie osobowym i sprzęcie bojowym Niemców nie nastąpi zbyt łatwo i spowoduje liczne straty po stronie agresora. Zgodnie z ustalonym planem, 1 września o świcie Niemcy rozpoczęli również działania lądowe w okolicy Orłowa. Ich 207 dywizja piechoty poszła z kierunku południowego na Gdynię, zaś oddziały gdańskie atakowały z kierunku północnego. Po to, aby spowolnić posuwanie się Niemców w głąb obszaru Pomorza w nocy z 3 na 4 września, płk. Stanisław Dąbek osobiście wyprowadził grupę, która złożona z kilku zebranych oddziałów uzyskała dość znaczny sukces zadając Niemcom straty w ludziach i sprzęcie.

Największe zagrożenie stwarzała jednak nieprzyjacielska 207 dywizja piechoty. Mimo zdobycia przez stronę polską dokumentacji taktycznej tej dywizji dotyczącej południowego kierunku jej działania, kolejne przeciwnatarcie nie dało skutecznego rezultatu. Tymczasem Niemcy podejmując działania ofensywne coraz bardziej okrążali Gdynię i Kępę Oksywską. Kierownictwo obrony podejmowało ad hoc próby wzmocnienia sił, tworząc naprędce batalion z pozostałych w odwodzie marynarzy i uzbrajając ich w przestarzałą broń.

Kolejny batalion utworzono z ochotników, dla których jednak zabrakło typowej broni. Uzbrojono ich więc w „piki” uzyskane ze znalezionych w magazynie portowym kos. I tak powstała słynna „kompania kosynierów”.

Determinacja obrońców Ojczyzny prowadziła, że sięgali do najróżniejszych pomysłów, w tym do budowy pociągu pancernego uzbrojonego w działo kal. 45 mm, dwa działa kal. 40 mm, 11 ckm-ów i 30 karabinów. Nazwano go „Smokiem Kaszubskim”. Dał się on Niemcom we znaki wspierając działania polskiej piechoty w okolicach Redy i Rumi. Dopiero trafiony bombą lotniczą zakończył swoją działalność.

Pomysłowość obrońców i ich chwilowe sukcesy nie mogły oczywiście powstrzymać naporu jednostek niemieckich, które dotarły do Kępy Oksywskiej. Otwarty teren kępy, na której brakowało silnych umocnień betonowych, a zwłaszcza silnych odwodów wsparcia, przybyłym z Gdyni resztkom oddziałów opuszczających miasto, nie rokowało możliwości dłuższego stawiania oporu. Pułkownik Dąbek gromadząc na Kępie Oksywskiej wszystkie dostępne mu siły, zdawał sobie sprawę, że tej reduty nie zdoła utrzymać. Zwłaszcza że nie dysponował artylerią przeciwlotniczą, a tym samym lotnictwo niemieckie oraz artyleria mogły bez przeszkód prowadzić ataki na pozycje polskie wspierając natarcie swojej piechoty. I chociaż broniony teren - na skutek dużych strat i trudności w przeciwstawianiu się kolejnym atakom - kurczył się z każdym dniem, to pułkownik Dąbek postanowił jednak prowadzić obronę do końca, tj. do wyczerpania wszystkich możliwości. Jeszcze Polacy podejmowali próby kontratakowania nacierających, ale była to jedynie determinacja powodowana bohaterstwem obrońców, niemogąca zmienić sytuacji frontowej. Tym bardziej że ataki Niemców dodatkowo zaczął wspomagać ogień artyleryjski okrętów rozlokowanych w pobliżu Zatoki Gdańskiej.

Jeszcze trwała zacięta obrona dawnych koszar Kadry Marynarki Wojennej (obecnie Akademii Marynarki Wojennej), w której atakujący ponieśli duże straty. Nie zmieniło to faktu, że był to już ostatni akt obrony, który zakończył się w Babich Dołach. Resztki oddziałów broniącej reduty oksywskiej dostały się do niewoli, którą postanowił ominąć jej bohaterski dowódca. Dowódca Lądowej Obrony Wybrzeża zginął bowiem śmierć samobójczą.

Trwająca 19 dni obrona, zrazu Gdyni, potem już tylko Kępy Oksywskiej, przeciwko przeważającemu wielokroć liczebnie wrogowi, wyposażonemu w artylerię, samochody pancerne, wspomaganemu z powietrza i z morza, na pewno zasługuje na szczególne uznanie, utrwalające bohaterską postawę polskiego żołnierza w obronie swojej Ojczyzny.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie