O rybach wiedział wszystko. Opowieść o Stanisławie Rutkowiczu, twórcy fundamentalnej „Encyklopedii ryb morskich” [archiwalne zdjęcia]

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
Pracownicy MIR uczestniczyli w zagranicznych konferencjach naukowych. Stanisław Rutkowicz (drugi z lewej) w Rabacie Archiwum rodzinne
Rysunku w drohobyckim gimnazjum trzynastoletniego Staszka uczył sam Bruno Schulz. I choć Stanisław Rutkowicz po przyjeździe do Gdyni w 1949 r. został wybitnym ichtiologiem, twórcą pierwszej na świecie, fundamentalnej „Encyklopedii ryb morskich”, nigdy nie porzucił sztuki. Malował morze i ryby.

O rybach wiedział wszystko. Już niespełna pół wieku temu przeczuwał, że bogactwo mórz nie jest nam dane na zawsze. We wstępie do „Encyklopedii ryb morskich” napisał: „Ani liczba gatunków, ani obfitość ryb morskich nie jest nieograniczona, ani zasoby nie są niewyczerpalne. Gwałtownie przyrastające zaludnienie i przeludnienie naszego globu nieuchronnie prowadzić będzie w bliższej i dalszej przyszłości do drapieżnej i być może nadmiernej eksploatacji wszelkich jadalnych surowców, w tym również ryb morskich”.

Dziś, gdy morza zanieczyszczono plastikiem, zjadanym przez ryby, na Bałtyku wytrzebiono dorsza, a z wód Zatoki Puckiej wyławiane są ryby bez oczu warto opowiedzieć o autorze tych słów, wybitnym ichtiologu, Stanisławie Rutkowiczu. Naukowcu i artyście. - Niech to będzie także opowieść wynikająca z tęsknoty za ojcem - mówi Katarzyna, córka Stanisława.

Nigdy tam nie wracaj

Zdjęcia wykonano w latach 30. XX wieku w pobliżu Drohobycza. Ośmioosobowa rodzina, na tle młyńskiego koła, z powagą patrzy w obiektyw. Na innym już piętnaście osób, w tym sześcioro dzieci. - Nawet nie wiem, kim oni są - twierdzi Katarzyna. - Wiem tylko, że wielu z nich zginęło.

Stanisław urodził się w Stebniku niedaleko Drohobycza w 1922 roku. Był synem sztygara, pracującego prawdopodobnie w tamtejszej kopalni soli. Jan Rutkowicz był dobrze opłacanym fachowcem i stać go było na gruntowne wykształcenie synów - Andrzeja i Stanisława.

W sprawozdaniu za rok 1934/1935 dyrekcji Gimnazjum Państwowego im. Króla Władysława Jagiełły w Drohobyczu czytamy, że na 41 uczniów klasy I a, tylko dwóch, w tym Stanisław Rutkowicz - otrzymało notę: „postęp bardzo dobry”.

W klasie I a zajęć praktycznych i rysunku uczył pisarz, malarz, rysownik Bruno Schulz. I tak los zetknął Stanisława, rodzinnego „nadwrażliwca”, z autorem „Sklepów cynamonowych”, który także był osobą skromną i wyjątkowo wrażliwą. Schulz nie przepadał za swoją pracą. Nie radził sobie z uczniami, narzekał w listach do przyjaciół na szkolne obowiązki. Jednak Staszka, syna sztygara, nauczył podstaw rysunku na tyle dobrze , by ten, już jako dorosły mężczyzna, tworzył akwarele, duże obrazy olejne i ilustrował publikacje naukowe.

- Ojciec z sympatią wspominał Schulza - mówi córka. - Jednak do czasów młodości na Ukrainie niechętnie wracał. Była to spora trauma. Po wejściu wojsk sowieckich w 1939 roku rozpoczęły się wywózki polskiej ludności. Dziadek Jan został ostrzeżony przez sąsiada Ukraińca, że w nocy NKWD przyjdzie po jego rodzinę. Błyskawicznie spakowali rzeczy na furmankę i zaczęli uciekać na zachód. Nie wiem, jak udało im się dotrzeć do Krakowa.

W Stebniku pozostała cała rodzina. Babcia Teresa, bracia, siostry, kuzyni, wujkowie. Ich imiona, wiek, losy były dla dzieci ichtiologa tematem tabu. Córki słyszały tylko lakoniczny komunikat - zginęli.

W materiałach na temat ludobójstwa na Kresach Wschodnich znajduję informację, że w grudniu 1943 roku banderowcy dwukrotnie dokonali mordów we wsi Stebnik. Zginęło 25 osób, w tym pięcioro dzieci.

Katarzyna ma świadomość, że na zdjęciach jest zamordowana w 1943 r. rodzina ojca. Chciałaby poznać ich imiona, nazwiska, znaleźć groby. Zobaczyć, gdzie mieszkali babcia z dziadkiem, gdzie ojciec chodził do szkoły. Nie może jednak tego zrobić.

- Tuż przed śmiercią, w gdyńskim szpitalu, ojciec wymógł obietnicę, że nigdy nie pojadę na Ukrainę - wzdycha Katarzyna. - Muszę jej dotrzymać.

Z Krakowa do Gdyni

Nie zachowało się też wiele informacji o życiu Rutkowiczów podczas okupacji w Krakowie. Wiadomo, że starszy Andrzej trafił do obozu jenieckiego i został w Austrii. Ojciec pracował w kopalni soli w Wieliczce. W dokumentach Stanisława zachowało się zaświadczenie, że w latach 1939-1945 był dobrym patriotą i sprawował się bez zarzutu.

Po wojnie rozpoczął studia na Wydziale Rolniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Musiał się sam utrzymywać. - Znalazłam zdjęcie taty, który, jako halabardnik, statystował w Teatrze Starym podczas spektaklu z Aleksandrą Śląską w roli głównej - mówi córka.

W 1949 r. z dyplomem ukończenia studiów wyższych ze specjalizacją z hydrobiologii Rutkowicz wysiadł na dworcu w Gdyni. Miał skierowanie do pracy w Morskim Instytucie Rybackim, najstarszej polskiej placówce badań morza. „Do czasu uzyskania pokoju na mieście” pozwolono mu zamieszkać w Domu Rybaka.

Skąd ta Gdynia?

- Przeczytał na UJ ogłoszenie, że w Olsztynie będzie tworzony Wydział Rybacki - twierdzi Katarzyna. - A że tata zawsze chciał być naukowcem, postanowił połączyć pracę w MIR-ze z doktoratem w Olsztynie.

Doktorat na temat dynamiki stada dorsza bałtyckiego na tle biologii i ekologii gatunku obronił dziesięć lat później. Był już wtedy mężem i ojcem, mieszkał z rodziną w mieszkanku przy ul. Szenwalda w Gdyni.

W 1964 r. znający sześć języków obcych Rutkowicz, już jako autor kilkudziesięciu prac z dziedziny ichtiologii, został skierowany do pracy w Departamencie Rybołówstwa Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO ) w Rzymie. Wrócił do Polski po pięciu latach, na własną prośbę. - Ciągnęło go do lasów, grzybów, rodziny i głównie pracy naukowej - mówi córka.

Rocznik Kolumbów

Ta praca była dziełem życia - pierwszą na świecie „Encyklopedią ryb morskich”, opisująca i ilustrująca ponad tysiąc gatunków ryb Atlantyku z przyległymi morzami, Pacyfiku, Oceanu Indyjskiego, wzbogacona mapami występowania poszczególnych gatunków. Ichtiolog nadawał niektórym rybom polskie nazwy, używane do dziś, sam namalował też kilkaset ilustracji do książki. Bo dawny uczeń Schulza nie porzucił pracy artystycznej - nadal, w wolnym czasie, tworzył obrazy z morzem w tle. - Ojciec znał osobiście marynistę Antoniego Suchanka - wspomina Katarzyna. - Często obserwował go przy pracy nad brzegiem w Orłowie.

Czytaj także

Stanisław Rutkowicz nie doczekał wydania swojej encyklopedii. Zmarł przedwcześnie w 1977 r.

- Trzeba przywrócić pamięć takim ludziom, jak mój tata - mówi Katarzyna. - Pokoleniu Kolumbów, urodzonych w latach 20. XX wieku. Wielu z nich zabrała wojna, inni przeżyli po to, by służyć Polsce tak, jak umieli. Ojciec nigdy nie należał do partii, nie zajmował się polityką. Uważał, że najważniejsza jest nauka, która ma służyć kolejnym pokoleniom. I przestrzegać , byśmy nie byli zbyt pewni, że zasoby, z których, jako ludzie, korzystamy są niewyczerpalne. Jak widać, jego słowa nadal się sprawdzają.

Z książek Stanisława Rutkowicza jeszcze dziś uczą się studenci.

O rybach wiedział wszystko. Opowieść o Stanisławie Rutkowicz...

60 sekund biznesu: W Polsce sięgajmy po rzeczy polskie

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krol KiK

Facet z ikra

Dodaj ogłoszenie