Miłość w czasach niepokoju [ROZMOWA]

rozm. Gabriela Pewińska
Elżbieta Tatarkiewicz-Skrzyńska: - Życzę młodym, by ich miłość była piękna!
Elżbieta Tatarkiewicz-Skrzyńska: - Życzę młodym, by ich miłość była piękna! Gabriela Pewińska
Martwił się, gdy długo nie wychodziłam za mąż - o swoim słynnym stryju filozofie mówi Elżbieta Tatarkiewicz-Skrzyńska.

Patrzę na to zdjęcie zrobione w czasie Powstania Warszawskiego. Chłopak, któremu podaje Pani chleb z marmoladą, to może była Pani wielka miłość?
Nie, ten chłopak nie był moją miłością, ale w czasie powstania, z racji śmiertelnego niebezpieczeństwa, które wisiało nam nad głową, byliśmy bardzo czuli dla siebie, byliśmy bardzo blisko siebie. Na każdym kroku okazywaliśmy sobie miłość. Te spontaniczne powstańcze śluby... Kilka dni temu w Muzeum Emigracji oglądałam film, w którym bardzo już stary Jan Nowak-Jeziorański z przejęciem opowiadał o swoim ślubie z Jadwigą Wolską. Pobrali się właśnie w czasie powstania. W niedużej kapliczce na Wilczej, do ołtarza szli po tłuczonym szkle z wybitych wojenną zawieruchą okien. Uroczystość trwała kilka minut i odbyła się między pogrzebami innych powstańców. Ktoś podarował pannie młodej kwiatek zerwany z jakiegoś ocalałego balkonu - niosła go niczym ślubny bukiet. To ich małżeństwo było bardzo piękne i trwałe. Takie były też inne powstańcze miłości. Niebezpieczeństwo, strach, wszechobecność śmierci niesłychanie zbliża ludzi. Zawarte na gruzach Warszawy związki były tak trwałe również dlatego, że budowano je na szacunku do tego, co się przeżyło. A to silny fundament.

Z czułością podaje Pani temu chłopakowi sporą pajdę. Nie żałowała Pani marmolady...
(śmiech) Okazywaliśmy sobie serce, a prawie się nie znaliśmy. Tylko z pseudonimów.

Miłość... Pani stryj, Władysław Tatarkiewicz, był filozofem, na pewno dużo wiedział o miłości.
Napisał słynną książkę „O szczęściu”. Wydawałoby się, że miłość i szczęście to pojęcia tożsame. Tymczasem w tej obszernej publikacji nie ma rozdziału o miłości! Jest tam tylko krótki fragment o tym, że największym szczęściem na ziemi jest miłość, że warto dla niej żyć.

Cóż dodać więcej?
A stryj dodaje! Kwituje myśl: „Tak dowodzą poeci”. A w dalszych słowach powołuje się na starą pieśń angielską: „Kochaj mnie trochę, ale kochaj długo”.

W kwestii uczuć dawał Pani jakieś rady?
Długo nie wychodziłam za mąż. Troszkę się tym niepokoił. Dyskretnie zagadywał. Zniecierpliwiona spytałam: - Ale jaki ten mąż ma być? A on wyliczył uważnie: - Dobry. Z dobrego domu. Inteligentny. Przystojny. I pamiętaj - w tej kolejności!
Cóż miałam zrobić? Mogłam tylko stryja posłuchać. Posłuchałam. I dobrze na tym wyszłam! Miałam bardzo dobrego męża. Nasze życie było udane. Ale myśmy się raczej przyjaźnili, świadczyliśmy sobie dobro. Muszę pani coś szczerze wyznać. Otóż nie uważam, żeby miłość była najwyższą wartością. Dla mnie największą wartość stanowi dobro właśnie, przyjaźń, może jeszcze - piękno.

A miłość?
Dlaczego mam tak chłodny stosunek do miłości? Z kilku powodów. Choćby z tej przyczyny, że dzieje ludzkości mówią o tym, jak wiele było zbrodni, nieszczęść z racji niewłaściwie ulokowanych uczuć. Z tych znanych miłosnych historii jedna jest, według mnie, naprawdę wstrząsająca, wzruszająca, piękna, mimo że tak dramatyczna. To miłość Abelarda i Heloizy.
A inny filozof, Erich Fromm, twierdził, że kochać to przede wszystkim dawać. A nie brać. Jeśli naprawdę kocham jakąś osobę, kocham wszystkich. Kocham świat. Kocham życie.

Kiedyś miłość była inna?
Była czymś intymnym. Nie było zwyczaju eksponowania uczuć. Moi rodzice stanowili dobre, trwałe małżeństwo, ale nie widziałam, by publicznie demonstrowali czułość wobec siebie. Na pewno bardzo nas kochali, ale to było raczej wyczuwalne niż okazywane. Rezerwa właściwa tamtemu pokoleniu... To się trochę zmieniło w czasie wojny. Wojna nauczyła nas manifestować miłość.

Pani uległa słowom stryja, a o szalonej miłości, za młodu, nie marzyła Pani?
Czy szalona miłość jest warunkiem niezbędnym do szczęścia? Można się spierać. Ja nie jestem w uczuciach spontaniczna, nie oczekuję też tego od innych. Najbardziej cenię sobie przyjaźń. Dobro, które dostaję od innych ludzi i to, którym się dzielę.

Ale Pani wychowała się na wspaniałych poetach, na romantykach! Maturę zdawała Pani na tajnych kompletach, w dodatku z Mickiewicza!
Któryś z adoratorów powiedział mi kiedyś: Elu, jak będziesz czytała tyle książek, to nigdy za mąż nie wyjdziesz (śmiech). Gdyby nie mój stryj, to nie wiadomo, jak by ze mną było. Może skończyłoby się na książkach o miłości?

Z reguły to nie wystarcza...
Byłam bardzo nieśmiała. Do mnie pasuje powiedzenie Boya-Żeleńskiego: „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”. W moim życiu kilkakrotnie takie sytuacje miały miejsce. Raz czy dwa kochałam się bez wzajemności. Ale to mija.

Są i tacy, którym nie mija. Czasem niespełniona miłość zostaje w człowieku na całe życie. Męczy.
Nie mam do życia żalu, że szalona miłość mnie ominęła, że na taką nie trafiłam. Spotkałam na swojej drodze człowieka wspaniałego, dobrego, wartościowego, człowieka, który bardzo mnie kochał. Ja też go bardzo kochałam. Miał niezwykle ciężkie życie - wychodząc za niego za mąż, chciałam mu stworzyć nowe, lepsze, szczęśliwe. I tak się stało. Kiedy zmarł, pięć lat byłam pogrążona nie tyle w żałobie, co w smutku. W tęsknocie. Ale nie w pustce. Dlaczego? Jest taka opowieść, jak to księdza Tischnera oprowadzano po cmentarzu. Chodził, chodził, rozglądał się, wreszcie powiedział: To nie tu... Ja to rozumiem. Tam spoczywa ciało, tam leży proch, kości, ale duch naszych zmarłych jest gdzie indziej. Jest z nami.

To co to właściwie jest ta „wielka” miłość?

Ludzie często mylą miłość z oczarowaniem. A oczarowanie to silne uczucie, czasem nie do odparcia. Ale przemija. Są przypadki, kiedy mężczyzna co prawda kocha żonę, ale ma też kochankę. A tymczasem prawdziwa miłość to jest wierność. Wierność ma znaczenie. Choć nie jest to takie oczywiste dla wszystkich, jak się okazuje, zachować wierność w miłości. Dziwi mnie, gdy słyszę, że małżeństwa są dziś tak nietrwałe, że wielu młodych, zanim weźmie ślub, chce dać sobie czas, pomieszkać razem, na wszelki wypadek, bo a nuż ta miłość przeminie. Nie wierzą w nią już na starcie!

Władysław Tatarkiewicz przeżył wielką miłość?

Stryj ożenił się z Teresą Potworowską. O cioci mówiło się, że jest angielska z usposobienia. Ale ona - zawsze dwa kroki za stryjem... Byli bardzo zgodnym małżeństwem. O stryju mówiło się w Warszawie, że mimo iż uwielbiał swoje uczennice, kochał tylko żonę i był jej wierny. Przeżył ją ledwie trzy lata. To była naprawdę dobrana para. Stryj, który prawie ogłuchł na starość, mawiał, że słyszy tylko trzy osoby: żonę - z ruchu warg - i swoje ukochane dwie bratanice. No ale my, mieszkając z naszą niedosłyszącą babcią, nauczyłyśmy się mówić wyraźnie. Świetna szkoła dykcji.

Dlaczego profesor nie napisał książki o miłości?
Cenił wszelkie przyjemności życia. I z nich korzystał. Jeździł konno, grywał w brydża, uwielbiał kino. Opowiem pani epizod, który wiele mówi o mądrości stryja. Kiedy umarła moja mama, bardzo cierpiałam. Stryjostwo zaprosiło mnie do siebie. Przyjechałam natychmiast, jeszcze nocnym pociągiem, potrzebowałam pocieszenia, rozmowy. Następnego dnia siedzimy przy śniadaniu, stryj studiuje program kin i teatrów w gazecie, nagle mówi do żony: Reniu, ty zabierzesz Elę do teatru, a ja pójdę z nią do kina. Oniemiałam! Byłam tak zdruzgotana śmiercią matki, że nie w głowie mi były żadne rozrywki. No ale cóż, poddałam się... Po dwóch tygodniach takich wypadów czułam się o niebo lepiej! Smutek oczywiście nie minął, ale pozwalał żyć. Podobne metody stosowałam, wspierając moją przyjaciółkę po śmierci męża, a także kuzynkę po śmierci jej ukochanego.
Mój stryj i ta jego nieokiełznana radość życia, ta mądrość życia! I elegancja życia! Kiedy przyjeżdżałam służbowo do Warszawy, zawsze zatrzymywałam się u stryjostwa. Nigdy nie widziałam stryja w porannych pantoflach. Do śniadania siadał w bonżurce, i zawsze obuty!

Jest jakieś lekarstwo na bezpowrotnie utraconą miłość?
Czas. I świadomość, że ci nasi kochani nieobecni są wśród nas... Ale zaraz, rozmawiamy o miłości, a pani w ogóle nie pyta mnie o walentynki!

Pani obchodzi walentynki?!
Jeśli ten dzień wyzwolić od taniej reklamy, może to być naprawdę ożywcze święto! Tym bardziej dziś - w czasach niepokoju, lęku, wrogości - takie publiczne okazywanie sobie miłości ma specjalne znaczenie. Z piedestału moich 92 lat uśmiecham się do młodych zakochanych i życzę im, by ich miłość była piękna, by trwała...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie