Długa kolejka do kasy, nieodpowiednie dopasowanie promocji i brak towarów na półce — to trzy obszary, które najczęściej przeszkadzają europejskim, w tym polskim konsumentom. Tylko w Polsce na półkach dwóch sieci, Lidla i Biedronki, w ubiegłym roku pojawiło się o ponad 20% więcej artykułów. Produktów przybywa, ale jak podaje firma Roland Berger, na sklepowych półkach w Europie brakuje średnio 7% towarów. Dla producentów i retailerów oznacza to jedno: duże straty, bo z analiz wynika, że w takiej sytuacji, klient najczęściej zmienia sklep.

Agencja Badania Rynku SESTA podała, że w 2017 asortyment sieci Lidl i Biedronka urósł o ponad 20%. Mimo inwestycji w nowe produkty i poszerzanie asortymentu, sklepy coraz częściej borykają się ze zjawiskiem „out of stock” – czyli z brakiem produktów na półce. Jak pokazują dane firmy doradczej Roland Berger, w europejskich sklepach brakuje około 7% towarów, który powinien być na półce, ale z różnych powodów go tam nie ma.

Badanie Optimal Shelf Availability nie pozostawia złudzeń — brak produktów na półce to milionowe straty dla całej branży handlowej, począwszy od producentów, na sieciach skończywszy. Bardziej niż pusta półka, klientom przeszkadzają tylko długie kolejki do kas i nieodpowiednio dopasowane promocje.

Jeżeli klient nie znajdzie na półce produktu, którego w pierwszej kolejności szuka, kupuje zamiennik lub produkt o innej gramaturze. Zrobi tak odpowiednio 37% i 16% konsumentów. Jednak ponad 40% klientów, którzy przyszli do sklepu i nie znaleźli szukanego produktu, wyjdzie z pustymi rękami. – Statystyki nie pozostawiają złudzeń - sklep ma trzy szanse. Jeżeli klient po trzeciej wizycie nie znajdzie tego, czego szuka, to prawdopodobieństwo, że zmieni sklep, wynosi aż 70%. — mówi Wojciech Stramski szef firmy Lab4Motion, która dostarcza usługi pozwalające na badanie dostępności oraz lokowania na półkach, w oparciu o analizę obrazu stałego ze zdjęcia.

Spożywce półka nie leży

A jakich produktów najczęściej brakuje? Według analiz półek w sklepach w Europie wynika, że najbardziej narażone na syndrom „out of stock” są produkty szybko rotujące i promocyjne. Jak pokazują dane, brakuje przede wszystkim produktów spożywczych — świeżych gotowych posiłków i słodyczy — w obu przypadkach, współczynnik „out of stock” sięga aż 15%. Dalej są lody (11%), a także detergenty i mocne alkohole (po 10%). Z analizy wynika, że zjawisko braku towarów na półce jest zależne od pory dnia czy sezonu, np. większe braki notowane są w godzinach popołudniowych, gdy jest więcej klientów. — To oczywiście średni poziom, ale bywają kategorie produktowe, w których braki na półkach sięgać mogą nawet 20%. Gdzie leżą przyczyny? Głównie po stronie branży, która nie rozumie potrzeb klienta, nie zna jego zachowań. Drugim powodem jest niewłaściwie ulokowany asortyment na półce lub też jego brak, chociaż tak naprawdę, jest w magazynie sklepu – czyli w zasięgu klienta. Jednak pracownik nie zdążył uzupełnić półki – tłumaczy ekspert rynku i prezes Lab4Motion.

– Szacuje się, że przeprowadzenie ręcznego audytu 2,5 tysiąca produktów może zająć nawet 5 godzin i jest narażone na błędy. W przypadku, gdy w sklepie jest dostępnych 15 tys. produktów, weryfikacja każdego zajmuje około 30 godzin. – W takim tempie potrzeba co najmniej dwóch osób pracujących w pełnym wymiarze godzin przez cały tydzień. Innymi słowy – stałe monitorowanie takich ilości artykułów jest niewykonalne. Zajmuje zbyt dużo czasu i jest drogie. A przez to, nie jest wykonywane tak często, jak powinno. Odpowiedzią jest wdrożenie technologii, która na bieżąco będzie monitorować półkę sklepową – tłumaczy Wojciech Stramski.

Jak wynika z analiz, pracownicy weryfikujący półkę sklepową ręcznie, robią to z dokładnością na poziomie 70%-75%. Gdy tę samą półkę sprawdza system bazujący na rozpoznaniu zdjęć, dokładność wzrasta nawet powyżej 98%.