reklama

Łosie na drodze S7. Znane ze Skandynawii ostrzeżenia teraz na Pomorzu. GDDKiA radzi uważać

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Tablica ostrzegająca kierowców przed łosiami na trasie S7 w okolicach Nowego Dworu Gdańskiego Tomasz Chudzyński
Przed łosiami na trasie S7 przestrzega kierowców Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Te potężne zwierzęta są w stanie rozerwać płot zabezpieczający drogę.

Uwaga na łosie - tablice tej treści pojawiły się wzdłuż trasy S7 na Pomorzu. Na początku roku doszło na żuławskim odcinku „eski” do kilku przypadków zderzenia tych wielkich zwierząt z autami osobowymi.

Duże tablice informacyjne przestrzegają kierowców jadących S7 przed łosiami. Zarządca trasy - Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad - umieścił oznakowanie tej treści w okolicach Nowego Dworu Gdańskiego, przy węzłach drogowych Cedry Małe i Dworek. Newralgiczny odcinek, na którym mogą pojawić się zwierzęta, liczy 16 km. Ostrzeżenia o podobnej treści znajdują się również na odcinku „eski” w okolicach Elbląga.

- Podjęliśmy decyzję o dodatkowym oznakowaniu drogi S7 dość nietypowymi tablicami. Mają informować kierowców o możliwości napotkania na drodze łosia - tłumaczy Piotr Michalski, rzecznik gdańskiego oddziału GDDKiA.

Niespełna rok temu na świeżo oddanym do użytku kierowców odcinku S7 od Koszwał do Kazimierzowa doszło do kilku zderzeń aut z łosiami, które wtargnęły na jezdnię z żuławskich pól. Zwierzęta padły, ale kierowcy i pasażerowie aut uczestniczących w wypadkach nie odnieśli poważnych obrażeń. Zniszczenia pojazdów i zagrożenie dla życia i zdrowia kierowców były jednak znaczne.

- Mamy nadzieję, że już nigdy nie dojdzie do zderzenia pojazdu ze zwierzęciem. Natomiast ostrzec kierujących pojazdami musimy, żeby swój styl jazdy i prędkość dostosowali nie tylko do warunków atmosferycznych, warunków ruchu, ale też możliwości spotkania z nietypowym dużym zwierzęciem.

Projektowanie żuławskiego odcinka S7 rozpoczęto ponad dekadę temu, gdy łosie na te tereny województwa pomorskiego się nie zapuszczały. Jednak ich liczba rośnie, jest ich sporo na Żuławach i w innych regionach kraju. Zwierzęta te lubią się przemieszczać, szukają sposobu na pokonanie drogowych korytarzy. - Napotkanie tego zwierzęcia na Żuławach jeszcze parę lat temu było nie do wyobrażenia - mówi Piotr Michalski. - Niemniej żuławski odcinek trasy S7, podobnie jak inne trasy ekspresowe i autostrady, został wyposażony w przejścia dla zwierząt, umożliwiające im bezpieczne pokonywanie drogi.

Nocne zderzenie samochodów osobowych z łosiem na S7 w Kiezma...

Dodajmy też, że S7 zabezpiecza z obu stron płot, który ma powstrzymywać zwierzęta przed wchodzeniem na trasę. GDDKiA nie planuje modernizować go, wzmacniać pod kątem obecności łosi.

- To wygrodzenie, które służy obecnie, pozostanie. Ono znacząco poprawia bezpieczeństwo na drodze, niemal całkowicie zapobiega przedostawaniu się zwierząt na jezdnię - podkreśla Piotr Michalski.

- Należy też podkreślić, że nie ma możliwości całkowitego wygrodzenia trasy - są przecież węzły drogowe, skrzyżowania. Niestety, zdarzają się także dewastacje. Łosie to duże, masywne zwierzęta, których tradycyjne ogrodzenie stosowane wzdłuż dróg, skuteczne wobec saren, dzików, jeleni, może nie zatrzymać. Łoś może taki płot rozerwać lub przeskoczyć. Fizyczne zwiększenie wysokości płotu wzdłuż drogi nie zmieniłoby wiele, co podkreślają eksperci zajmujący się ochroną przyrody.

Czytaj także

W 2018 r. na polskich drogach w wypadkach z udziałem dzikich zwierząt życie straciło 12, a poważne obrażenia odniosło 187 osób. Policjanci podkreślają, iż wielu takich zdarzeń kierowcy mogli uniknąć, gdyby zwracali uwagę właśnie na znaki drogowe. Warto jednak dodać, że w świetle różnych interpretacji oznakowanie tras może być także podstawą do wypłacenia odszkodowania (lub odmowy) za straty powstałe w wyniku zderzenia z dzikim zwierzęciem. Np. ustawa o drogach publicznych nakłada odpowiedzialność na zarządców dróg (jeżeli uznamy, że nie dopełnił on swoich obowiązków), a prawo łowieckie, w określonych przypadkach, na nadleśnictwa, a nawet koła łowieckie.

- Odpowiedzialność nie musi zawsze leżeć po stronie zarządcy drogi. Winne może też być nadleśnictwo, które nie poinformowało o miejscach, w których znak ostrzegający przed zwierzętami na drodze powinien stanąć - informuje Bartosz Salwiński z portalu mfind.

Jesteś świadkiem wypadku? Daj nam znać! Poinformujemy innych o utrudnieniach. Czekamy na informacje, zdjęcia i wideo!

Śledź na bieżąco nasz raport 24h/dobę:

INFORMACJE DROGOWE z województwa pomorskiego

Śmiertelne wypadki na Pomorzu w 2019 r.:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Łosi ci u nas dostatek.

To tzw, psiarze których podopieczni ganiają się po polskich drogach powodując najwięcej wypadków.

Dodaj ogłoszenie