"Layla" w Teatrze Atelier: Recital Andre Hübnera-Ochodlo na zakończenie Spotkań z Kulturą Żydowską

Tomasz Rozwadowski
Andre Hubner-Ochodlo, w tle - Adam Żuchowski
Andre Hubner-Ochodlo, w tle - Adam Żuchowski Wiesław Czerniawski
Recital pieśni żydowskich Andre Hübnera-Ochodlo, "Layla", zamknął w ostatnim dniu sierpnia tegoroczną edycję Międzynarodowych Spotkań z Kulturą Żydowską i, zarazem, sezon 2012 w Teatrze Atelier.

Kto spodziewał się wieczoru klezmerskiego, mógł wyjść zawiedziony, z kolei słuchacze odczuwający przesyt muzyki klezmerskiej mogą żałować, jeśli z tego powodu opuścili wieczór w Atelier.

Założyciel i szef sopockiej sceny zbudował "Laylę" z wybranych wierszy klasyków dwudziestowiecznej poezji żydowskiej, Abrahama Sutzkevera, Itziga Mangera, Rokhl Korn, Lajzera Ajchenranda, Peretza Markisha, Dvoyre Fogel, Itziga Fefera i Kadyi Molodowsky, natomiast do napisania muzyki do poszczególnych utworów zaprosił współczesnych polskich kompozytorów. I to był pomysł znakomity, tworzący nową jakość, żywą i inspirującą.

Wśród autorów muzyki do spektaklu znaleźli się uznani mistrzowie, Zygmunt Konieczny i Jerzy Satanowski, oraz kompozytorzy młodsi - Ewa Kornecka, Marek Czerniewicz, Piotr Mania oraz Adam Żuchowski, kierownik muzyczny Teatru Atelier i szef zespołu Odom Trio, które partnerowało Ochodlo na scenie.

Piosenek było osiemnaście, kompozytorów sześcioro, nikt więc nie zdominował swoją osobowością recitalu, za to każdy wniósł swoją indywidualność. A Żuchowski, jako aranżer, scalił poszczególne utwory stylistycznie.

Na scenie znaleźli się więc Andre Ochodlo, Adam Żuchowski, pianista Zdzisław Kalinowski i perkusista Piotr Maślanka. Dyskretne światło, minimalistyczne wizualizacje i w tle cztery podświetlone na niebiesko akwaria starczyły za scenografię.

Wszystkie wiersze były śpiewane w języku oryginału, czyli jidysz, barierę językową pokonano odtwarzając pomiędzy poszczególnymi utworami polskie przekłady wierszy lub ich fragmentów. Z jednej strony łatwiej było wczuć się w nastrój pieśni, z drugiej - recytacje rozbijały jednak tok widowiska i wydłużyły go do blisko dwóch godzin. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że rozwiązania idealnego nie ma.

W większości tekstów zagłada Żydów czai się w tle, w nielicznych wychodzi na pierwszy plan, jednak "Layla" nie jest spektaklem martyrologicznym, w każdym razie nie tylko. Hekatomba oraz masowe deportacje i wywrócenie porządku życia tych, którzy przeżyli, ukazane są jako tragiczny, obiektywny fakt. Tym, co przetrwało, jest miłość, którą przesycony jest ten recital.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie