Ladie's Jazz Festival. Maciej Farski: Publiczność to wielka wartość tych koncertów

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Ladies Jazz Festival 2019 - koncert Beth Hart. Karol Makurat
Chcę się zobaczyć ze wszystkimi, którzy przyjadą na Ladies’Jazz Festival do Gdyni. Będziemy mieć fantastyczne, polskie gwiazdy – mówi Maciej Farski, współorganizator tej imprezy. Pytamy go o termin gdańskiego Siesta Festivalu, o stan muzycznej branży, a on opowiada o tym, dlaczego w Gdyni zdarzyło się zafałszować Madeleine Peyroux i po co ludzie przyjeżdżają do Trójmiasta.

Będzie 11 Siesta w Gdańsku?
Bardzo byśmy chcieli. Na razie ogłosiliśmy Ladies’Jazz Festival...

Skoro tak, to jest nadzieja, że będzie i Siesta.
Ja taką nadzieję mam. Gdyński festiwal zrobiliśmy w całkowicie polskiej wersji, bez uszczerbku na jakości. Jestem o tym święcie przekonany. Wystarczy spojrzeć na nazwiska. A Siesta? Kto z Polaków mógłby wystąpić na festiwalu o takim profilu muzycznym, kulturowym? Zagrać fado na przykład? Owszem niedawno pojawiła się znakomita płyta polskiej grupy Bastarda Trio z Joao de Souzą, Portugalczykiem od lat mieszkającym w Polsce. Oni pokazali, że można grać fado inaczej.

Ale weźmy też pod uwagę słowa jednego z braci Moutinho, Eldera, które wypowiedział w Gdańsku nad Motławą, że fadista może być tylko Portugalczykiem, urodzonym i wychowanym wyłącznie Lizbonie i to jedynie w dwóch określonych dzielnicach tego miasta. Przyznam jednak, że staraliśmy się, nadal się staramy i jesteśmy blisko ogłoszenia i terminu koncertów i gwiazd, które wystąpią w Gdańsku.

Dwa koncerty, Richarda Bony i Andrei Motis zostały przełożone z ubiegłego roku na wrzesień 2021…
Przekładane były już chyba po pięćset razy... Umowy na koncert Andrei Motis podpisywaliśmy zanim Andrea została mamą. Dziś dla niej świat wygląda inaczej, gdy czuje dotyk rączek swojego dziecka, jego zapach, ogląda jego uśmiech. A może być i tak, że ona będzie bała się podróżować w takich czasach? To dotyczy wszystkich. Skąd mamy wiedzieć, że artyści, którzy wylądują na polskich lotniskach nie będą musieli spędzić na nich kilku tygodni kwarantanny?

W kwietniu 2019 roku, przed dziewiątą odsłoną Siesta Festivalu mówił pan, że te koncerty to jakby przedsmak do wakacji. Od kilku miesięcy jesteśmy przekonywani, pada takie zdanie wielokrotnie, że „z wirusem musimy nauczyć się żyć”. Tylko jak to zrobić?
Rany boskie, jaki to był piękny świat! A jak się nauczyliśmy życia z koronawirusem? Okazało się, że maseczki jednorazowe można wykorzystywać kilkanaście razy, a zamiast 20 gr kosztują niemal 10 złotych. To przerysowanie, ale to wszystko wpływa na festiwale. Całkowicie realne mogą być rozważania fanów, którzy co roku kupowali bilety – czy mnie na nie stać? Może taki ktoś nie ma pracy, albo zaraz ją straci? Może trzeba ograniczyć ekstrawagancje – płyty, książki, festiwale?

Oczywiście tęsknimy za tym wszystkim, i może nawet wybraliśmy się w zeszły weekend ze znajomymi na piwo i pocałowaliśmy się w policzki. Być może zaszumiało nam w głowach. Ale potem wróciła „normalność”. I ktoś może się zastanawiać: „chciałbym być na festiwalu, ale może zaoszczędzę parę złotówek?

A zakupy w sklepie kosztują coraz więcej, mimo że nie kupuję nic więcej, niż to co zwykle. Przykład kolejny z naszego, organizacyjnego podwórka – Ladies’Jazz Festival jest w lipcu, a mamy czerwiec. Normalnie trwałaby już dawno kampania promocyjna, a teraz nie ma czasu by powiadomić wszystkich. Jakkolwiek się okaże, skąd się wziął koronawirus, to jednak wywołuje wstrętne choróbsko. Mówiąc o przystosowaniu się do warunków przypomina mi się książka „Wyborny trup” Agustiny Bazterriki – straszna wizja świata, w której ludzie wybijają wszystkie zwierzęta na ziemi, by uniknąć śmiertelnej choroby, którą one przenoszą. Ale nadal ludzie pozostają mięsożerni, zatem w państwach usankcjonowany zostaje kanibalizm. Cwany jestem, że to mówię, bo niebawem mam drugą dawkę szczepionki i być może będę mógł nawet pójść na koncert, który organizuję… Właśnie, czemu nie szczepionki? Mimo że nas przyjęcie dawki może nas trochę sponiewierać, to będziemy zabezpieczeni, może na chwilę, może na trochę dłużej, ale zawsze.

W Gdyni rozpoczyna się Ladies' Jazz Festival. To już 15. edy...

Ale już w pandemicznej edycji Siesty we wrześniu 2020 r. ludzie w maseczkach tańczyli na widowni festiwalu, a jeden z występujących, Yami, mrugał do publiczności mówiąc, że jego zespół zastosuje polską wódkę po koncercie, jako swego rodzaju profilaktykę antycovidową…
Bo to jest trochę taka abstrakcja. Kupujemy bilety na festiwal, przyjeżdżamy do Trójmiasta, gdzie jest super. To jest region, który oferuje plaże, wspaniałe lasy, fantastyczne tereny do jeżdżenia rowerem, spacerów, obserwowania ptaków. Co roku jestem w Trójmieście – specjalnie nie mówię Gdańsk, Gdynia, Sopot bo dla wielu przyjezdnych jest to jedno trój – miasto. Nawet jeśli jestem krótko, to widzę jak się zmienia, mimo wielu problemów przecież. Dziś Świętojańska w Gdyni to jest: knajpka, knajpka i jeszcze raz knajpka. Jedna lepsza, druga gorsza, w jednej będę dziś, w drugiej jutro. Ale nie bank, bank, bank i wszystko zamknięte o 17, jak jeszcze niedawno, kiedy zniknęła z krajobrazu kultowa kawiarnia Cynamon, w której piłem kawę i robiłem prasówkę lokalnych gazet kupionych w kiosku, którego też już nie ma. Świętojańska przestaje być trupem. Jeszcze niedawno trupem była Piotrkowska w Łodzi, w której studiowałem. Tam po 17 było jak na amerykańskich westernach, tyle że zamiast krzaków ulicą wiatr pędził foliowe torebki. Podsumowując, wydarzenia kulturalne przyciągają turystów i pozwalają miastom zarobić, przy okazji dają ludziom radość.

Kilka dni temu przeczytałem rozmowę z jedną z przewodniczek turystycznych, która powiedziała, że polska turystka po lockdownie nie istnieje. Jak jest z branżą koncertową?

Trudno ocenić w jakiej branża jest kondycji. Koncerty generalnie nie są jeszcze ogłaszane. Problem będzie z dużymi festiwalami z zagranicznymi artystami. Wydaje się, że im mniejsza skala tym łatwiej. Z drugiej strony artyści żyją z tego, że są z publicznością. Ostatnio nie zarabiali, a mieli wydatki, niekoniecznie na fanaberie typu trzeci samochód w miesiącu i kolejne buty, którymi można pochwalić się w kolorowym magazynie. Ogromne tragedie spotkały ludzi, którzy zajmowali się zapleczem technicznym koncertów. Znam takich, którzy zainwestowali potężne pieniądze w listopadzie 2019 r. w nowe kolumny na przykład. I co? Bank spłacił im leasing? Nie. Zabrał sprzęt i sprzedał za pół darmo. Nikt z tymi ludźmi nie dyskutował, nie reprezentował ich żaden związek zawodowy.

Mniej nowych płyt się ukazało.
Płyty największych są gotowe i czekają lepszych czasów na wydanie (podobnie jak np. superprodukcje filmowe z Hollywood). Zamówiłem jakiś czas temu płytę grupy Bass Astral x IGO. Szczycę się poniekąd, że znałem jej muzykę jako jeden z pierwszych w Polsce. Niedawno przyszło ze sklepu powiadomienie, o przesunięciu terminu jej dostarczenia – po raz siódmy. Ma być w sierpniu, a czekam na nią od zeszłego roku. Płyty z nowym materiałem są poniekąd pretekstem dla artystów do nowej trasy koncertowej. Bo to na trasach zarabiają. I takich przypadków z przekładaniem nowych płyt jest od diabła i trochę. Miałem ostatnio dość zawiły proces myślowy – szukałem na płytach pewnych nagrań Fisza i Emade. Nie znalazłem ich bo one fizycznie się jeszcze nie ukazały. Słyszałem je w radiu, w internecie, ale nie na płycie – trudno jest nawet je nazwać singlami. Brzmi to może śmiesznie, ale jak to porównać do sytuacji nastoletniego dziecka, które prawdopodobnie do końca życia będzie musiało się leczyć z poczucia winy, że być może przyniosło ze szkoły zarazę, na którą zmarło jedno z jego rodziców, albo babcia, albo ktokolwiek inny. W tej skali brak koncertów i płyt to jakieś drobiazgi. Z drugiej strony rozmawia pan z człowiekiem, który z tego żyje i chciałby żyć bezpieczniej niż ostatnio.

Zapowiadanej na dziesiąty jubileusz książki o gdańskim Siesta Festivalu…

… Nie skończyłem. Został ostatni rozdział. Użyłbym sformułowania „mgła pocovidowa”. Czas był trudny, nie wiadomo było, czy jubileuszowa Siesta się odbędzie.

Wiosną tego roku, gdy był już termin tegorocznego Ladies’Jazz Festival w Gdyni, zagwarantował pan przyszłej publiczności emocje.
Jesteśmy niemal pewni, że ten festiwal się uda. Polskie wykonawczynie wcale nie są gorsze niż zagraniczne. Metka „made in Poland” nie oznacza w tym przypadku „kupuj bo polskie”, tylko „dobre bo polskie” albo jeszcze lepiej, „kupuj polskie bo dobre”. Będziemy mieć w Gdyni fantastyczne gwiazdy. Ludzie kochani – słuchajmy ich, póki możemy! Dziś robimy wielkie festiwale pamięci Zbigniewa Wodeckiego, a parę lat przed śmiercią on musiał grać w małych miasteczkach, żeby zarobić. Jeździł na te występy z sympatią, bo to był „fajny kolo” i dla wszystkich grał równo – za każdym razem chciał dać doskonały koncert. A ileż to osób dopiero teraz mówi z podziwem o Krzysztofie Krawczyku? Pamiętajmy o naszych artystach póki są i możemy im powiedzieć jacy są świetni. Weźmy na przykład Reni Jusis (wystąpi w Gdyni – red.), może zaryzykujmy i jej posłuchajmy, bo ma nowy, znakomity program? Może z racji tego, że długo bawiła się muzyką klubową zaprezentuje jazz, który nie będzie „total utra retro” dla babci? A może będzie dla wszystkich? Dla babci i wnuczki, całej rodziny? Kto jeszcze niedawno przypuszczał w Polsce, że będzie to w ogóle możliwe?

Nowy materiał Reni na pewno jest świetny…

I chce pan spytać czy to jazz? Moim zdaniem jazz jest dziś wszędzie, odkąd na festiwalu jazzowym w Montreux wystąpili Deep Purple i Talk Talk. Przez kilka lat zastanawiałem się czy zaprosić do Gdyni Madeleine Peyroux. Uwielbiam jej płyty, ale na kilku koncertach, które słyszałem zdarzało się jej zafałszować. Ale w Gdyni, na żywo, opadła mi szczęka. Ona powiedziała: „nie chcę odsłuchów, chcę poczuć reakcję ludzi, chcę poczuć jak ta sala pracuje”.

Każdy dźwięk był dla mnie i każdego, kto był na widowni. To dziwaczna myśl, ale doceniłem wartość tego koncertu może właśnie dlatego, że pani parę razy „nie trafiła” z dźwiękami. Perfekcyjnie jest na płycie, a na scenie była Madeleine, fenomenalnie zajmująca się publicznością, bardzo ciepła osoba. Śpiewała tylko dla nas. W tym roku też będziemy mieć takie panie.

Ladies’ Jazz Festival 2017 w Gdyni i Wejherowie [ZDJĘCIA]

A Tanita Tikaram?
Będzie w przyszłym roku, tak jak Karen Souza. Cały czas w to wierzę. Karen mieszka w Argentynie. Bilety lotnicze dla niej i jej zespołu i obsługi to jest odpowiednia kwota. Dziś na sali mogącej pomieścić 1000 osób może być 250. Czy dlatego bilety na taki koncert muszą być cztery razy droższe? A co z przyjemnością? Takiej bez konieczności kalkulowania, racjonalizowania? Jak mówiłem wyżej, festiwale w Trójmieście są właśnie po to, by dać radość. Rano idziesz na plażę, do miasta, zjeść rybę, pływasz statkiem. Wieczorem zmieniasz podkoszulek, wcale nie musisz mieć wykrochmalonej koszuli pod krawatem, i idziesz ze znajomymi na koncert do świetnej sali, z doskonałą akustyką i niesamowitym programem. Oglądacie i komentujecie – ale super, albo – ale słabo, ale ona się postarzała, nie słyszałem tej piosenki…

Tak jak powinno to być...
Rozmawiamy o sprawach trudnych, a z drugiej strony cały czas wokół rozrywki, która może przecież sprawić sporo frajdy. Spotkamy się na koncercie, spojrzymy na siebie, nawet jeśli będziemy w maskach. Ale po wyjściu z sali będziemy mogli je zdjąć. Okaże się wtedy, że nasze wizyty u dentysty się przydały, a paniom pomalowanie ust fajną, karminową szminką sprawi radość - długo nie można było tego zobaczyć, bo na twarzach były maski. Faceci ubiorą marynarki, uprasują koszule po lockdownie, bo jak przez ostatnie miesiące wszystko załatwiało się z domu, przez komputer, to nie trzeba było tego robić. I nikt nie zwracał uwagi, że nosimy klapki a broda jest za długa i się pod maseczką zmierzwiła. A może trzeba będzie kupić nową koszulę, swojej kobiecie nową sukienkę? Chcielibyśmy się przecież dobrze poczuć na koncercie.

Czekam, by się zobaczyć ze wszystkimi, którzy w poprzednich latach byli z nami i czują, że bez Ladies’Jazz Festival i Siesta Festival czegoś by im brakowało. Publiczność to wielka wartość tych koncertów, a zazdrości nam jej wielu organizatorów. Będę miał ogromną frajdę, kiedy będę mógł tych ludzi widzieć kolejny raz. Tego chcę, żebyśmy się spotkali po wszystkich, zwycięskich lockdownach i nie daj Bóg przed kolejnymi. Cześć, cześć – fajnie wyglądasz, dobrze, że jesteś, jesteśmy. A potem niech nam zagrają.

Ladies’Jazz Festiwal 2021

  • 26 lipca – „Tribute to Maria Koterbska” z udziałem Doroty Miśkiewicz, Anny Serafińskiej, Beaty Przybytek, Grażyny Auguścik, Moniki Borzym. Godz. 20.00, Filharmonia w Wejherowie
  • 27 lipca - Koncerty Finalistek Grand Prix 2021. Godz. 17.00, Konsulat Kultury w Gdyni
  • 29 lipca - Reni Jusis - projekt „Je Suis Reni”. Godz. 17.00, Teatr Muzyczny w Gdyni (Scena Duża)
  • 29 lipca - Stanisława Celińska. Godz. 20.00, Teatr Muzyczny w Gdyni (Scena Duża)
  • 30 lipca - Ladies’Jazz śpiewa bossa novy z udziałem Krystyny Stańko, Natalii Capelik, Kingi Hornik, Dominik Czajkowskiej, Irki Zapolskiej. Godz. 17.00, Teatr Muzyczny w Gdyni (Scena Duża)
  • 30 lipca - Ania Dąbrowska. Godz. 20.00, Teatr Muzyczny w Gdyni (Scena Duża)
  • 31 lipca Ewa Bem i Goście. Godz. 20.00, Teatr Muzyczny w Gdyni (Scena Duża)

Trwa sezon na arbuzy. Jak wybrać najlepszego?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie