Kim był Walerian Borowczyk, scenarzysta i reżyser pikantnego filmu "Dzieje grzechu"?

Henryk Tronowicz
"Dzieje grzechu", 1975 r. W ciągu dwóch tygodni po premierze film w Polsce obejrzało ponad milion widzów. Ćwierć wieku później wybuchł skandal. Aktorka występująca w roli głównej oskarżyła reżysera o molestowanie materiały prasowe
Kim był Walerian Borowczyk, autor książki "Co myślę patrząc na rozebraną Polkę"? Był artystą wybitnie wrażliwym czy wybitnym artystą egotystą? Nakręcił 60 filmów. W tym słynne "Dzieje grzechu". Film z 1975 roku uchodzi za najbardziej pikantne dzieło w kinematografii polskiej. W ciągu dwóch tygodni obraz obejrzało ponad milion widzów.

Walerian Borowczyk wyjechał z kraju do Francji wkrótce po uzyskaniu Grand Prix za film "Dom" na Konkursie Filmów Eksperymentalnych w Brukseli w czasie głośnej wystawy Expo '58. Nagroda wynosiła 10 tys. dolarów. Współautorem dzieła był Jan Lenica, z którym Borowczyk kręcił błyskotliwe filmy animowane wcześniej. Obaj zgarniali prestiżowe nagrody na światowych festiwalach.

W czasie ostatniego Festiwalu Filmowego w Gdyni odbyła się retrospekcja kilku zrekonstruowanych cyfrowo dawnych filmów animowanych Borowczyka. Osobno pokazano także - zrealizowany w roku 1968 we Francji, a z polskich ekranów nieznany - debiut fabularny reżysera: "Goto, wyspa miłości". We wspomnieniach Borowczyk podaje, że w oczach generała Franco był to film "haniebnie antyfaszystowski". Natomiast w Komitecie Centralnym PZPR w Warszawie zapadł inny wyrok: "To film perfidnie antykomunistyczny". I tytuł wykreślono z listy zakupów.

Twórczość filmowa Borowczyka - stwierdzano zgodnie na Zachodzie - nie mieści się w jakiejkolwiek filmoznawczej klasyfikacji. Wybitny paryski krytyk Marcel Martin pisał: "Talent Borowczyka przekracza wszelkie znane kategorie sztuki kina". W roku 1971 Borowczyk zainspirował się tragedią "Mazepa" Juliusza Słowackiego i na jej podstawie nakręcił przejmujący film kostiumowy "Blanche". Z kolei niebywałego rozgłosu przysporzyły reżyserowi "Opowieści niemoralne" (1974). W paru plastycznie wysmakowanych nowelach Borowczyk opowiada najpierw historię uwiedzenia młodej dziewczyny przez jej nieco starszego kuzyna i odkrycie przez dziewczynę zmysłowości erotycznej; w "Teresie Filozofce" fanatyczna religijność przeistacza się w wyrafinowane doznanie rozkoszy zmysłowej; "Elżbieta Batory" to hrabina, przedłużająca swą młodość przy pomocy kąpieli we krwi młodych dziewcząt; i wreszcie "Lukrecja Borgia", historia kazirodczego związku brata, siostry i ojca, przerywana płomiennymi kazaniami Girolamo Savonaroli, który oskarża o rozwiązłość rodzinę papieską i innych dostojników Kościoła.

Rok po premierze "Opowieści niemoralnych" Borowczyk sfilmował w kraju "Dzieje grzechu" według powieści Stefana Żeromskiego. Film uchodzi za najbardziej pikantne dzieło w kinematografii polskiej tamtych lat. W ciągu dwóch tygodni po premierze zostało obejrzane przez ponad milion widzów. Ćwierć wieku po premierze, kiedy pamięć o filmowych "Dziejach grzechu" zaczęła w naturalnym trybie wygasać, znienacka wybuchł skandal. Oto Grażyna Długołęcka, aktorka, która w "Dziejach grzechu" wcieliła się w postać Ewy Pobratymskiej, oskarżyła Borowczyka w publicznym wystąpieniu o "chory seksualizm", jaki reżyser miał wobec niej demonstrować w czasie pracy nad filmem. Borowczyk stanowczo zarzuty odrzucił i - co więcej - konflikt podgrzał, nazywając aktorkę "rozhisteryzowaną nimfomanką" (przebieg wydarzeń opisał paręnaście lat temu w książce "Moje polskie lata").

W jeszcze innej książce "Anatomia Diabła" (1993) Borowczyk zapowiedział, że napisze księgę pod tytułem "Co myślę patrząc na rozebraną Polkę". Nadmienił przy tym: "Wzbudzę mą księgą wrzask zaciekłej furii". Artysta słowa dotrzymał. Zapowiedziany tom ukazał się w Polsce, niestety, rok po śmierci autora. Zaciekłej furii nie wzbudził.

W przedmowie Borowczyk ujawnia zastosowany chwyt: "Drogi czytelniku! Muszę Cię na wstępie zapewnić, że patrząc na siedemdziesięcioletnią Polkę ubraną w kożuch z baraniej skóry wyprawionej w Makowie Podhalańskim, myślałem to samo, co patrząc na młodą rozebraną Polkę". I wyjaśnia: "Taki, a nie inny tytuł książki powstał głównie, by zadowolić tych Polaków, moich Rodaków, którym głupcy wmówili, że Walerian Borowczyk nic innego w życiu nie robi, jak tylko patrzy na rozebrane kobiety".

Księga liczy stron 500. Jednakże z tych pięciuset - 320 stron zajmują ilustracje, fotosy z filmów, m.in. "Dom", "Goto, wyspa miłości", portrety Ligii Borowczyk, reprodukcje dyplomów, własne rysunki i szkice artysty. Fotek obnażonych niewiast w książce nie zamieszczono. Na wstępie księgi czytamy: "Od wieków do dobrego tonu należy potępianie wszystkiego, co posiada znamiona żądzy miłosnej". A dalej: "Myśl, choćby przelotna, o seksualnej radości wzbudzać ma w człowieku strach. Moralny człowiek ma być przeświadczony przez całe życie, że przyjemność jest synonimem zła". Problemom erotyzmu czy pornografii na ekranie autor poświęca niewiele uwagi. Pornografia jest według Borowczyka terminem pozaartystycznym: "Należy do terminologii prawnej, czyli policyjnej. Lista rzeczy zakazanych zmienia się z epoki na epokę, z kraju na kraj". Za film najbardziej niemoralny w historii kina uważa Borowczyk "Królewnę Śnieżkę": "To najbardziej perfidna pornografia, zamaskowane zło. Film ten przez swoją anegdotę przemyca deprawację seksualną. Zasługuje na wyklęcie przez Ojca Świętego".

Natomiast nielitościwie w tomie rozprawia się z postawami niektórych krajowych kolegów po fachu. Nie przebiera w słowach. Na przykład po premierze dokonanej przez Jerzego Kawalerowicza adaptacji powieści Henryka Sienkiewicza "Quo vadis", czytamy: "Kawalerowicz i jego okrutni producenci zakpili z religii, z Papieża i narodu". Arcybiskup Tadeusz Gocłowski w jednej z gazet napisał: "Jeśli artysta kpi z religii i Papieża, to jest jego zdanie, ale świadczy, że jest kiepski. Jeśli zaś obraża naród, to jest obrazoburczy". Pomstuje Borowczyk: "Jak można unieruchomionemu Papieżowi pokazywać nagą modelkę z pikantnymi wianuszkami wokół kostek w bezwstydnej pozie, związaną w jedno z lubieżnym bykiem!".

Filmową adaptację "Pana Tadeusza" potraktował Borowczyk jako czyn niemoralny. Zresztą co rusz w książce, niemal obsesyjnie, zgłasza jakieś - nie zawsze jasne - pretensje wobec reżyserskiej postawy Andrzeja Wajdy.

Jak na jednego z mistrzów artystycznego kina erotycznego, Borowczyk okazuje w swoich sądach powściągliwość i umiar. Reżyser nie wyjechał z kraju za sprawą cenzury. Po wielkim odniesionym w Brukseli triumfie "Domu", artysta był zasypywany propozycjami od baronów kina z całego świata. Z jednym z nich podpisał umowę na pięcioletnią współpracę. Tydzień później Borowczyka zagadnął urzeczony jego piorunującą wyobraźnią producent z Izraela, który gotów był utworzyć specjalnie dla Borowczyka studio filmów animowanych. Zmuszony do odmowy Borowczyk oświadczył, że nie jest Żydem, a po wtóre jest związany pięcioletnim kontraktem... Na to izraelski producent odparł, że nie jest rasistą, paszport może załatwić w ciągu miesiąca, a tylko kłopot z tym pięcioletnim kontraktem... W końcu producent pogodził się z sytuacją i skonstatował: - Skoro Izrael czekał na Borowczyka cztery tysiące lat, to i te pięć lat jeszcze może zaczekać...

Apeluję do dyrekcji Festiwalu Filmowego w Gdyni o retrospektywę głównych fabuł Borowczyka. Roczek można zaczekać.
[email protected]

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie