Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Jerzy Borowczak: Będą jeszcze stawiać Wałęsie pomniki

rozmawiała Barbara Szczepuła
Przemek Świderski
Będę podtrzymywał Lecha na duchu, bo nie zasługuje na to, co Kiszczakowa, IPN i politycy PiS razem z prezydentem mu zgotowali - mówi Jerzy Borowczak

Co teraz będzie z Lechem Wałęsą?
Te okropne podejrzenia ciągną się za Lechem już od wielu lat. Gdy był prezydentem, zarzucano mu, że zniszczył swoją teczkę. Skoro ją wtedy zniszczył, to skąd Kiszczak miał te dokumenty, które teraz jego żona podrzuciła do IPN? A może to są dokumenty przygotowywane przez esbeckich fałszerzy dla Komitetu Noblowskiego? Może jest to zemsta Kiszczaka zza grobu? Miał się za co mścić. Pamięta pani, jak Wałęsa ograł PZPR? Wyciągnął Jóźwiaka z SD i Malinowskiego z ZSL i zaproponował im utworzenie rządu z Mazowieckim. Załatwił Kiszczaka, który marzył o premierostwie. Także Jaruzelski musiał szybko skończyć swoją karierę prezydenta. Pamiętam taki rysunek, bodaj Andrzeja Mleczki: Wałęsa trzęsie drzewem, a spadają z niego generałowie.

Ale dziś sytuacja jest inna. Ujawniono dokumenty, o których nieuprzedzeni do Wałęsy historycy, na przykład profesor Andrzej Friszke, mówią, że są autentyczne.

Pytanie - czy te dokumenty zawierają prawdę? Dzwonią do mnie ludzie, dziś już pod osiemdziesiątkę, którzy kiedyś pracowali na W-4 i których nazwiska znalazły się w tych dokumentach. Mówią: - Lechu donosił? No, co ty? Nigdy nie odczuliśmy żadnych represji! Zobaczyli w telewizji Heńka Jagielskiego…

…który powiedział, że nigdy Wałęsie nie przebaczy.
No właśnie. Ale przecież on był od 1955 roku tajnym współpracownikiem, TW „Rak”. Napisał o tym Cenckiewicz w jednej ze swoich książek. Mogę panią skontaktować z kolegami, których „Rak” sypał. Wskutek tych donosów byli wzywani na przesłuchania, straszeni, ktoś trafił do aresztu….

Lech Wałęsa pisze na blogu: „Nie ja was zdradziłem, to wy mnie zdradziliście”. Kogo ma na myśli?
Pewnie tych, którzy ufają tym esbeckim papierom. Ja nie wierzę, by ktoś szantażem lub groźbą zmusił go do współpracy. Kiedyś pogadałem sobie z tym kapitanem Graczykiem…

Gdzie? Kiedy?
Na urodzinach Lecha, pewnie z osiem lat temu. - To jest kapitan Graczyk, który rozmawiał ze mną w 1970 roku - przedstawił go Lechu. Tłum ludzi, pijemy drinka, a ja go pytam: - Jak to, panie Graczyk, wtedy wyglądało? On mi powiedział, że brali pieniądze na Wałęsę. Wspominał, że zgubił pieniądze, które zbierał na syrenkę… Nie wymyśliłem tego teraz, bo o tym, co usłyszałem od Graczyka, opowiadałem panu Wajdzie, gdy kręcił film o Wałęsie. Można sprawdzić.

W dokumentach Kiszczaka są donosy na kolegów podpisane „Bolek”.
Są donosy, a tym, na których „Bolek” donosił, nic się nie stało. Jagielski za pijaństwo został przeniesiony z W-4 na W-3. Oto cała prawda o nim. Heniek Lenarciak w filmie Brauna powiedział, że coś podejrzewali…, ale dlaczego przypomniał sobie dopiero po latach, na planie filmowym, a nie powiedział kolegom z Solidarności, gdy wybierali Wałęsę szefem? Dlaczego nie w stanie wojennym? Dlaczego nie podczas strajków 1988 roku? Pracował spokojnie do emerytury. Kaziowi Szołochowi, który już nie żyje, też się nic złego nie stało, tak samo Romanowi Bontorowi, Ryśkowi Jańcy i innym. Alojzy Suszek na przykład należał do PZPR, a został szefem Solidarności na W-4 i zawsze był blisko z Wałęsą. Więc oni wszyscy pracowali spokojnie w stoczni, a Wałęsę ze stoczni wyrzucili! Pracował w małym zakładzie, jakimś Zrembie czy Elektromontażu. To, moim zdaniem, potwierdza słowa Wałęsy, że agentem nie był. Dlaczego SB miałaby się pozbywać dobrze ulokowanego TW?

Jest jednak zobowiązanie do współpracy podpisane imieniem i nazwiskiem oraz pseudonimem „Bolek”. Fałszywka?
Coś tam może było, bo sam Wałęsa w „Drodze nadziei” powiedział, że coś podpisał, ale nie uwierzę, że SB go złamała, że donosił na kolegów. Może Graczyk mu podsunął jakiś papier i Wałęsa podpisał, nie czytając dokładnie. Trzeba pamiętać, że to były lata 70., nikt nie wiedział, jak się zachowywać w kontaktach z esbekami, że nie należy rozmawiać, że nie można niczego podpisywać. Skąd miał wiedzieć o tym młody elektryk z Popowa?

Podrobione, aż śmierdzi - pisze Wałęsa z Ameryki.

Myślę, że tak już będzie: jedni będą wierzyli, że donosił, inni - że nie, że to esbecka sprawka. Grafolodzy muszą to zbadać, także nieuprzedzeni historycy, a tych jakoś mało...

Wśród papierów Kiszczakowej jest też donos na Lecha Wałęsę, że w 1971 roku domagał się tablicy upamiętniającej zabitych stoczniowców.
No widzi pani, dyrekcja nie miała z nim lekko. Krzyczał na zebraniach, że władza źle rządzi, że nie ma mydła, a jakiś TW pisał sprawozdania. W WZZ nigdy o agentach nie rozmawialiśmy. O zatrzymaniach, owszem, o tym, kogo pobili, ale nigdy nie słyszałem, by Ania Walentynowicz, Andrzej Gwiazda, Krzysiek Wyszkowski czy Leszek Kaczyński sugerowali, że Wałęsa to agent.

Anna Walentynowicz w stanie wojennym w internacie już o tym mówiła.
Ktoś jej podrzucił te informacje, żeby Wałęsę kompromitować. Zapewne SB. To znana sprawa.

A co z tą motorówką, którą jakoby przywieziono Wałęsę do stoczni w pierwszym dniu strajku sierpniowego? Znów się o tym mówi. Ma to być koronny dowód jego działalności agenturalnej także w latach 80.
Pani Ania Walentynowicz zaczęła o tym rozpowiadać dopiero gdzieś w roku 1984 czy 1985… A ja na własne oczy widziałem, jak było w tę sobotę, 16 sierpnia. Stałem na koparce, przyszedł dyrektor Gniech i mówi: - Skoro już wybraliście komitet strajkowy, to do roboty! Po nazwiskach do majstrów się zwrócił, by zabierali swoich ludzi, a on porozmawia z komitetem strajkowym. Nie wiedziałem, co robić, rozglądam się i widzę biegnącego od płotu, od strony przychodni stoczniowej, Lecha Wałęsę. Od płotu!

Kiedyś na plebanii u księdza Jankowskiego Anna Walentynowicz opowiadała Tadeuszowi Fiszbachowi, że Lecha Wałęsę przywieziono motorówką. Fiszbach na to: - Jeśli motorówką, to pewnie była to motorówka Marynarki Wojennej. Walentynowicz opowiadała potem, że Fiszbach też wiedział o motorówce i poświadczył. On to potem prostował.

Politycy prawicy i historycy z nią związani cieszą się: - Anna Walentynowicz miała rację! Wałęsa był „Bolkiem”!
Dla mnie zawsze pozostanie wielkim człowiekiem. Dużo dla Polski zrobił i należy mu się za to szacunek. Nawet jeśli miał jakiś epizod współpracy z SB, należy wyważyć jego zasługi i błędy. Znowu ma się przyznawać? Mówił przecież: - Nie wyszedłem z tego czysty. Na kogo, proszę pani, on miał donosić? Przecież wtedy w stoczni, która zatrudniała tysiące pracowników, nie było żadnych opozycjonistów! Strajk zaczęło trzech robotników: Felski, Prądzyński i Borowczak. A wcześniej? Ludzie się bali jak cholera. Gdy pytałem starszych kolegów w stołówce, gdzie są groby stoczniowców zabitych w grudniu roku siedemdziesiątego, to ode mnie uciekali. Nikt nie chciał o tym rozmawiać. Trzęsie mnie ze złości, gdy teraz słyszę radnego Strzelczyka z PiS, który mówi: - Wałęsa nie zakończył współpracy z SB w 1976 roku. Współpracował jeszcze w roku 1980. Dowodem ma być zakończenie strajku w sobotę, 16 sierpnia! Jak tu z takim gościem dyskutować?

Mam pretensję do historyków, że nie opisali tego strajku minuta po minucie. Na początku był dwudziestokilkuosobowy komitet, był tam Krówka, był Mechliński, młodzi ludzie, młodsi nawet ode mnie. Dyrektor szybko zauważył, że nie jest to komitet reprezentatywny dla załogi i zarządził przez radiowęzeł: - Proszę się rozejść na wydziały i wybrać na każdym wydziale po trzy osoby! W biurze projektowym wybrali dobrze: Koziatka, Szablewskiego i Merkla. Ale z innych wydziałów weszli tacy, których wskazał kierownik. Jak dyrektor przyszedł w tę sobotę i ich zobaczył, zgodził się nagle na dwa tysiące podwyżki i na tablicę upamiętniającą Grudzień’70 w Sali BHP. - Natomiast sprawę pomnika odkładamy, bo jego budowa nie leży w moich kompetencjach - oznajmił. - Będziemy zgłaszać ten postulat do wyższych władz…

No i co mieliśmy zrobić? Obiecaliśmy wprawdzie innym zakładom, że strajku nie zakończymy, sam jeździłem do Polifarbu w Oliwie i obiecywałem, że będziemy z nimi, dopóki władza nie spełni ich postulatów... Dziś łatwo się mądrzyć, ale proszę pamiętać, że między dyrektorem a robotnikami była wtedy przepaść. Dyrektor był panem życia i śmierci. Borusewicz, Wałęsa i ja zastanawialiśmy się przed Salą BHP, co robić. Gdy wróciliśmy, koledzy mało nas nie pobili: - Gdzie łazicie, kurwa? Dają podwyżki, idziemy do domu! - Wałęsa mówi: - Jestem demokratą, głosujemy. I przegłosowali zakończenie strajku. Zanim dyrektor Gniech odciął nam radiowęzeł, ogłosił: - Kto do osiemnastej nie opuści stoczni, nie dostanie tych dwu tysięcy!

Żeby pani widziała, co się działo! Bałem się, że połamią sobie ręce i nogi, że się pokaleczą, przedzierając się przez płoty! Jeden przez drugiego. A teraz winny jest Wałęsa! Pytam: dlaczego szefem Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego nie wybrano Gwiazdy, Kołodzieja, Lisa ani nikogo innego? Wszyscy wołali: - Lechu, Lechu! Nikt nie miał wątpliwości. Także Jagielski nie miał zastrzeżeń, a przecież tam był. W stanie wojennym wyjechał do Niemiec, siedział tam sobie jak u Pana Boga za piecem i wrócił dopiero po latach, już do wolnej Polski.

Czy Wałęsa powinien przeprosić kolegów?
Nie wiem, Jagielski się tego domaga.

PiS chce usunąć nazwisko Lecha Wałęsy z nazwy lotniska Rębiechowo.
Poseł Jaworski podlizuje się prezesowi Kaczyńskiemu. Liczy na nagrodę za gorliwość.

A może chodzi o to, by wykreować nowego bohatera w miejsce Wałęsy, zniszczyć III RP?
Jest coś na rzeczy. Niszczą przecież Wałęsę od lat. Gdy niedawno klub PiS wymyślił specjalną uchwałę sejmową oddającą hołd prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w dziesiątą rocznicę zaprzysiężenia, zaproponowałem, by uczcić jednocześnie prezydenta Lecha Wałęsę, bo mijała właśnie 25 rocznica jego zaprzysiężenia. Jarosław Kaczyński się nie zgodził.

Argumentował, że Wałęsa żyje.
Wygłaszając laudację, poseł Sasin twierdził, że w Sierpniu’80 Lech Kaczyński był doradcą Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i autorem 21 postulatów. Tak przecież nie było. Zaprotestowałem. Lech Kaczyński był w sierpniu w stoczni dwa razy po kilkanaście minut.

Wybiera się Pan do prezydenta Wałęsy, gdy wróci ze Stanów?
Odwiedzę go, gdy tylko wróci. Wypijemy herbatę, porozmawiamy o tych oszczerstwach, będę podtrzymywał go na duchu, bo nie zasługuje na to, co mu zgotowali Kiszczakowa, IPN i politycy PiS razem z prezydentem Dudą. Lech Wałęsa ma wielkie zasługi dla naszej wolności. Będą mu kiedyś stawiać pomniki, jak Piłsudskiemu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki