reklama

"Ja twojej wdzięczności jeszcze nie poczułem". Co sfilmowała kamera ukryta w torebce?

Tomasz Słomczyński, Robert Gębuś
Rys. Bartłomiej Brosz
Dlaczego miejski urzędnik zarządzający mieszkaniami należącymi do gminy zamiast do biura, zapraszał lokatorkę do ustronnego pomieszczenia z kanapą, czy to nie dziwne, że zamknął się z nią tam na klucz, i co sfilmowała ukryta przez kobietę w torebce kamera - wyjaśniają Robert Gębuś i Tomasz Słomczyński.

W miasteczku mieszkają Ewa P., Zdzisław F. i Tadeusz B.
Ewa dostała od władz miasteczka przydział na mieszkanie, ale zobowiązała się zrobić tam remont.
Zdzisław był kierownikiem w miejskiej spółce, która zarządza mieszkaniami i nadzoruje remonty.
Tadeusz jest w tej spółce prezesem.

Ewa mówi, że miała już tego dość. Postanowiła wziąć ze sobą kamerę. Bała się, że nikt jej nie uwierzy, że Zdzisław wpycha swoją rękę w jej spodnie.

Zdzisław zaprzecza, by wpychał rękę w spodnie Ewy. I twierdzi, że wszystko jest intrygą Tadeusza.

***

Film, który nagrała Ewa w lipcu 2012 roku: Wchodzi do gabinetu. Kierownik każe usiąść. Nic nie mówi, nie patrzy na kobietę. Jest bardzo zajęty. Spogląda w papiery, gdzieś dzwoni. Tak jakby Ewy nie było w gabinecie. W końcu:
- To co, może pojedziemy tam, czy jak?
- Kiedy? Teraz? Na Jagiellońską? - pyta Ewa.

Przy ul. Jagiellońskiej jest mieszkanie socjalne, które Ewa przed trzema laty otrzymała "za remont". Oznacza to tyle, że będzie mogła tam zamieszkać, jeśli je wyremontuje. Remont trwa trzeci rok. Prace nadzoruje kierownik Zdzisław F.

W kadrze Zdzisław F. trzyma w dłoni białą kopertę. W niej są klucze do mieszkania. Uderza kopertą w dłoń.
Tego dnia Ewa musi iść do lekarza. Umawiają się na telefon około 14.00.
Kierownik wyznaczy miejsce - przed budynkiem przy ul. Lutosławskiego. Budynek jak najbardziej urzędowy, zarządzany przez spółkę.

***

Do jego wnętrza wiedzie niepozorne, wąskie wejście. Tuż po przekroczeniu progu, po lewej stronie mieszczą się drzwi - niewielkie, jeszcze bardziej niepozorne, jakby do piwniczki albo magazynu.

Za nimi znajduje się kanciapa. Nic się tu nie zmieniło od czasu, kiedy nagrywany był film: kanapa, krzesło, stolik. To wszystko.
Nie widywano tu Zdzisława. Mógł wchodzić niepostrzeżenie - tak, żeby go nie widywano.

***

Film - ciąg dalszy: Zdzisław F. wchodzi pierwszy do pomieszczenia, w którym stoi kanapa. Po chwili, za nim, wchodzi Ewa.
Zdzisław F. zamyka drzwi od środka na zamek.
- Drzwi zamknięte?
- Tak.
- A czemu?
Fragment nagrania jest w tym momencie nieczytelny.

Nie ma tu żadnego biurka, żadnych papierów, niczego, co mogłoby wskazywać na urzędowy charakter pomieszczenia.

Mija siedem minut rozmowy - głównie o tym, co należy zrobić, by Ewa mogła się wprowadzić, oficjalnie zamieszkać, żeby remont mógł zostać uznany za zakończony.

Zdzisław siedzi na kanapie. Ewa stoi.
Ewa siada w końcu na brzegu kanapy, najdalej od Zdzisława, jak tylko można.
- Inaczej nie mogę, mam jedyne wyjście: oddać lokal i do widzenia - stwierdza Zdzisław. Dodaje, że to, co teraz robi, to "tylko czysty ukłon w stosunku do Ewy". Ale sprawy mogą się potoczyć nie po myśli Ewy - bo zaraz potem stwierdza: - W tej chwili daję [lokal - przyp. red.] do referatu mieszkaniowego i dają nowego człowieka.

Zdzisław F. tłumaczy, że jedyne, na co może pójść, to to, że codziennie będzie dawał i odbierał klucze. Żadnych fachowców żeby nie było na mieszkaniu. Będzie przyjeżdżał co dzień po klucze na Jagiellońską i osobiście na miejscu je od Ewy odbierał.
Siedzą na kanapie.
- No dobra, to możemy tam podjechać, zobaczyć - mówi Ewa.
- Wcześniej...

Zdzisław przysuwa się do Ewy na kanapie. Siedzi teraz w odległości około pół metra od niej. Jego dłoń przesuwa się w stronę Ewy. Znika poza kadrem.

Czy rzeczywiście wylądowała po wewnętrznej stronie jej uda, jak twierdzi ona sama? Przedramię, widoczne na filmie, jest wysunięte tak, że faktycznie dłoń Zdzisława może być w pobliżu jej uda, być może kolana.
- Ale... - mówi Ewa, kiedy ręka Zdzisława zbliża się do jej ciała.
- Co "ale"? - pyta Zdzisław, nie cofając dłoni.
- Ale panie kierowniku... - odpowiada Ewa.

Zapada milczenie. Zdzisław nie cofa ręki. Patrzy w oczy Ewie, która odwzajemnia spojrzenie, widać, że sytuacja jest bardzo krępująca.
- Myślałam, że tam najpierw pojedziemy - mówi Ewa, brzmi to trochę jak zachęta.
- No dobra, pojedziemy, możemy jechać - Zdzisław wstaje z kanapy.

***

Spotkanie na przedmieściach miasteczka, obok boiska sportowego, rozmawiamy w samochodzie. Ewa - krągła blondynka, zaczyna opowiadanie od pierwszego spotkania ze Zdzisławem F.

- Kilka lat temu wprowadziłam się do mieszkania, które wynajęła mi jedna dziewczyna, ale jak się potem okazało, nie miała do niego żadnego tytułu prawnego, mieszkanie było miejskie. Poszłam do spółki. A oni zaczęli mi mówić, że grozi mi eksmisja. Wtedy też poinformowano mnie, że mój syn jest ciężko chory. Jeszcze nie wiedziałam, że to jest rak złośliwy z przerzutami. Jasne było, że nie może mieszkać w zagrzybionym mieszkaniu. Straciłam pracę. Umówiłam się na spotkanie w urzędzie. Zapadła decyzja, że w pierwszej kolejności dostanę propozycję mieszkania socjalnego, że mieszkanie będzie mi przedstawione szybciej niż innym.

- I tak, w czerwcu 2009 roku Zdzisław F. zaczął mi przedstawiać mieszkania do remontu, w których miałam zamieszkać. Ale to nie były mieszkania. W budzie dla psa są lepsze warunki.

- W końcu pokazał mi mieszkanie przy ulicy Jagiellońskiej. I powiedział, wtedy po raz pierwszy, że jak się nie zdecyduję, to skończę w interwencji kryzysowej albo w piwnicy z jednym oknem i jednym kranem.

- Do zrobienia był remont, według kosztorysu przygotowanego przez spółkę, miał kosztować 19 tysięcy złotych. Spółka zrobiła część remontu. Ja wydałam ponad 10 tysięcy złotych.

- I zaczęło tak się to ciągnąć, w sumie przez trzy lata - od 2009 do 2012 roku. Raz słyszałam, że jak się nie wyrobię w terminie, to stracę mieszkanie. Innym razem mówił, że mam się wstrzymać z remontem, że może coś innego dostanę, że są lepsze lokale.

- Kierownik mnie wzywał do siebie, gadał jakieś bzdury, że się możemy dogadać, żebym się spotykała z nim poza godzinami jego pracy, że wszystko jest kwestią dogadania, że moglibyśmy pójść razem na kawę, pojechać gdzieś. Tak, chodziło o seks. Bo "jestem fajna, cycata, mam czym oddychać... Więc moglibyśmy sobie pomóc nawzajem". To były jego słowa.

- Do tej kanciapy zaprowadził mnie po raz pierwszy we wrześniu 2011 roku. Siedzieliśmy na kanapie, jego ręka zaczęła wędrować po mojej nodze, ja powiedziałam, że nie życzę sobie takiego zachowania, bo nie przyszłam tutaj załatwiać prywatnych spraw w ten sposób.

- Potem mówił, że albo się z nim spotkam i porozmawiamy, albo oddaje sprawę dalej i to się wtedy dla mnie źle skończy. I że to ma być albo w tę, albo w tę, i że on też musi wiedzieć, co ma robić. Powiedziałam, że się nad tym zastanowię. Wyszłam od niego z biura. Usiadłam na ławce i płakałam. Nie wiedziałam, co mam z tym zrobić. Postanowiłam, żeby następnym razem zabrać ze sobą kamerę i go nagrać.

Ewa podsumowuje:
- W tej sprawie nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie zrobiłam niczego, czego mogłabym się wstydzić. Nie dawałam mu nigdy żadnych nadziei, nigdy do niczego między nami nie doszło, poza tym że mnie molestował.

Spotkanie dobiegło końca, odjeżdżamy spod boiska, we wstecznym lusterku widzimy oszukaną i skrzywdzoną przez kierownika spółki kobietę.

***

Film, ciąg dalszy: Z kanciapy przy ul. Lutosławskiego przyjechali do mieszkania przy ul. Jagiellońskiej. Widać, że jest ono tuż po remoncie. Mówią o tym, co jeszcze tu trzeba zrobić. Ewa stwierdza, że z posprzątaniem, położeniem gumoleum nie będzie żadnego problemu.

Kierownik podchodzi do Ewy, która trzyma przewieszoną przez rękę torebkę zawierającą kamerę.
Widać zbliżenie na brzuch Zdzisława F. Poła jego marynarki przesłania cały kadr. Oznacza to, że stoi bardzo blisko Ewy.

Głosy z offu:
- A teraz jest problem? - pyta Zdzisław F.
Ewa:
- Teraz?
Zdzisław F.:
- No.
Ewa:
- No nie wiem, to zależy, co się rozumie przez problem... Ale, panie kierowniku!

Zdzisław F. robi krok do tyłu. W tym momencie widać przez moment jego cofającą się od Ewy dłoń.
Ewa:
- Chciałabym mieć wszystko załatwione...
Zdzisław F. przerywa:
- Ble, ble, ble. Jeszcze nie masz wszystkiego załatwionego.
Ewa:
- No właśnie, to jest problem...

Zdzisław stoi obok Ewy, blisko. Trzyma ręce w kieszeniach.
- To nie jest problem. Dla mnie to nie jest problem. Z mojej strony zostało załatwione wszystko.
- Jestem bardzo zadowolona i wdzięczna.
- Dobra, dobra, frazesy to nie dla mnie.

Widać, jak ręka Zdzisława znowu wędruje w stronę Ewy. Nie wiemy, w stronę której części jej ciała. Jeśli jest tak, że Ewa - jak mówi - trzyma torebkę przewieszoną przez przedramię, na torebce zaś jest kamera, to ręka Zdzisława F. jest najprawdopodobniej wyciągnięta w stronę brzucha Ewy, jego dolnej części.
- Tak... no właśnie... - mówi Zdzisław F.

Widać, jak wyciągnięta ręka porusza się nieznacznie. Ewa powie, że wtedy trzymał dłoń w jej spodniach.
- Ale panie kierowniku! - Ewa jest oburzona.
- No co?
- Panie kierowniku! No proszę!

Zdzisław ręki nie cofa.
- Panie kierowniku, no ja bardzo pana proszę!
- Teraz kierowniku, tak?

Ręka cały czas jest wyciągnięta w stronę Ewy.
- No bo ja nie wiem, jak mam się do pana zwracać. Bo ja nie chcę...
- No co nie chcesz?
Zdzisław F. cofa rękę.
Stoi obok. Teraz trzyma ręce w kieszeniach spodni.

Ewa prosi o klucze do mieszkania, mówi, że chce posprzątać, powynosić.
- Dobra, słuchaj, krótka piłka. Spotykasz się ze mną, obojętnie kiedy, jestem do dyspozycji, robimy, co swoje, i dostajesz klucz.
Mija kolejnych pięć minut rozmowy o tym samym: co jeszcze trzeba zrobić w mieszkaniu, co już jest zrobione, czy jest zaciek, czy niedomalowane.

Ewa po raz kolejny zapewnia o swojej wdzięczności.
- Jeszcze tego nie czuję - odpowiada Zdzisław, trzymając ręce w kieszeniach.
Spotkanie dobiegło końca. Wsiedli do samochodu, jadą do centrum miasteczka, po chwili Ewa wysiada.
Koniec filmu.

***

Spotkanie ze Zdzisławem F. Kancelaria prawna, od czasu do czasu do pomieszczenia wchodzi znajomy Zdzisława - prawnik.
- Czy kiedykolwiek czynił pan uwagi dotyczące wyglądu, seksualności, biustu pani Ewy?
- Być może… Każdej kobiecie można powiedzieć, że ładnie wygląda.
- Czy mówił pan, że jest "cycata"?
- Nie, ja nie używam takiego języka.
- Że "ma czym oddychać"?
- Nie… Też nie.

- Czy pan mówił: "zrobimy swoje, dogadamy się"? Użył pan takich sformułowań?
- Nie odpowiem, bo nie pamiętam takich przypadków.
- Czy w kontekście sprawy mieszkania pani Ewy sugerował pan oczekiwania dotyczące seksu, poprzez słowa: "zrobimy swoje", "dogadamy się", "ty mi pomożesz, ja ci pomogę", "pomóżmy sobie nawzajem"?
- Raczej nie, nie przypominam sobie takich przypadków.

Wyciągamy komputer, pokazujemy Zdzisławowi fragmenty filmu, scena po scenie.
- Najpierw państwo spotkaliście się w pana gabinecie w spółce, a następnie w budynku przy ulicy Lutosławskiego.

Zdzisław ze skupieniem, w milczeniu wpatruje się w ekran.
- Dlaczego pan zaprowadził panią Ewę do tej kanciapy?
- Ponieważ od dłuższego czasu prezes głosił, że są podsłuchy.
- Co w rozmowie z panią Ewą mogłoby panu zaszkodzić, nawet jeśli miałoby być podsłuchiwane?
- Trudno mi odpowiedzieć w tej chwili.
- Dlaczego pan zamyka drzwi do kanciapy od wewnątrz?
- Żeby nikt nam nie przeszkadzał.
- Kto tam mógł wejść? Gdyby ktoś podczas waszej rozmowy z panią Ewą zajrzał do środka, to uważa pan, że byłoby to przeszkadzanie w rozmowie?

- Nie wiem... Uważam, że byłoby to rzeczywiście dziwne…
- Dlaczego?
- Dlatego że ja niecodziennie tam bywałem. To nie było miejsce mojej pracy.
- Sam pan mówi, że zostałoby to odebrane jako dziwne… Co dokładnie? Że jest tam pan...
- Z osobą postronną, jakąś tam…
- Czy to znaczy, że nie chodziło o to, żeby panu przeszkadzano, tylko o to, żeby nie było świadków?
- Można i tak to ująć.

Kolejny fragment filmu.
- Siedzicie teraz na kanapie, rozmawiacie. Pan wyraźnie przysuwa się do pani Ewy. Pani Ewa twierdzi, że w tym momencie trzyma pan jej rękę na udzie…
- No nie wiem… Nie jestem przekonany co do tego.
- Tak było czy nie?
- Nie.
- Czy nie uważa pan, że cała ta sytuacja jest dwuznaczna, niestosowna?
- Nie... Można rozmawiać z kimś przez długość kanapy, a można rozmawiać tak jak ja z panem teraz. To jest dwuznaczna sytuacja?
- Nie jesteśmy sami, a ja nie jestem kobietą i nie jesteśmy zamknięci na klucz od wewnątrz.
- No nie szkodzi…

Kolejny fragment filmu - mieszkanie na Jagiellońskiej.
- Powiedział pan nam, że pani Ewa cały czas miała klucze do mieszkania. To dlaczego ona na filmie prosi pana o klucze?
- Nie wiem.
- Proszę zwrócić uwagę na tę sytuację.

Marynarka przesłania cały kadr, pani Ewa zaraz krzyknie: "Ale panie kierowniku!".
- Co pan wtedy robił?
- Nie jestem pewien...
- Pani Ewa mówi, że w tym momencie pana ręka była w jej spodniach.
- Ooo!
- Widać na filmie, że stoi pan blisko pani Ewy z ręką wyciągniętą w stronę jej brzucha.
- Nie brzucha. To jest zwykła manipulacja.
- Kamera jest w torebce...
- Nie, no panie…

Teraz na filmie Ewa krzyczy: "No proszę, panie kierowniku, bardzo pana proszę!".
- O co pana prosi?
- Nie wiem. Tu mogłem po prostu dotknąć jej ramienia. Ja z tą kobietą prawie cztery lata byłem w ciągłym kontakcie. To nie jest tak, że kogoś na ulicy spotkałem.

Kolejne ujęcie z filmu:
- Proszę zinterpretować swoje własne słowa: "Zrobimy co swoje, dostaniesz klucze". Co pan miał na myśli? Co znaczy: "zrobimy swoje"?
- Zrobimy robotę do końca… Nie wiem. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na tak szczegółowe pytania. Bo to są zdania wyrwane z kontekstu.
- Niczego nie wyrywamy z kontekstu.

Oglądamy dalej.
- Pani Ewa mówi: "jestem bardzo wdzięczna". A pan odpowiada: "jeszcze tego nie czuję". Co powinna zrobić, żeby pan poczuł jej wdzięczność?
- Złe pytanie. Nie wiem.
- Nie uważa pan, że to wszystko razem brzmi dwuznacznie?
- Może pan to tak odbierać.
- Ale czy według pana, tak to może brzmieć? Czy według pana, tak to może zostać odebrane?
- Nie.
- Według pana, nie ma tu dwuznaczności?
- Nie.
- Czy między panem a Ewą P. doszło do zbliżenia, seksu?
- Nie.

***

Kolejny raz odsłuchujemy film, wiele wypowiedzi jest nieczytelnych. Czasem, kiedy słowa wypowiadane są półgębkiem, na zwyczajnym sprzęcie słychać tylko szum i bełkot. Potrzebny jest lepszy sprzęt. Kolejne odsłuchania.

- Dobra, słuchaj, krótka piłka. Spotykasz się ze mną, obojętnie kiedy, jestem do dyspozycji, robimy co swoje i dostajesz klucz.
- Dobra...
- Żeby nie było znów takich sytuacji.
- Nie, nie, nie. Naprawdę się nie spodziewałam, że tak to wygląda, że tutaj jest tyle rzeczy zrobionych... [to o wyremontowanym mieszkaniu - przyp. red.].
- Wszystko masz gotowe.
- No właśnie, super.

(Krótki fragment rozmowy dotyczący tego, gdzie należy podłączyć kuchenkę gazową).
- Mam takie pytanie, bo kiedyś pan napomknął...
- Mów normalnie, przez "ty", przecież żeśmy, no... Pieprzysz się ze mną, to mi mów przez "ty".
- No ja nie wiem, po prostu mi głupio, krępuję się.

***

Czy to znaczy, że wcześniej, zanim Ewa nagrała film, coś między nimi było? Konkretnie: czy się "pieprzyli"?
Ewa:
- Absolutnie nie. Powtarzam: nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie wiem, dlaczego tak powiedział, o tym "pieprzeniu". Przecież gdyby było tak, że robiłabym to z nim, to nie wzięłabym ze sobą kamery, nie nagrywałabym go, nie jestem idiotką.
Zdzisław:
- Nic podobnego. Tu chodziło o to, że Ewa tak długo, trzy lata "pieprzy się" ze sprawą remontu mieszkania, że nie może tego tematu zakończyć.

***

Zdzisław F. nazywa Ewę oszustką, która chciała wyłudzić remont mieszkania. Bo dostała je "za remont", potem nie wykonała remontu, trwało to trzy lata, teraz twierdzi, że włożyła w to mieszkanie ponad 10 tys. zł, a to - zdaniem Zdzisława F. - jest nieprawdą.
Zwolniony kierownik twierdzi, że Ewa w swoim działaniu "jest inspirowana" przez prezesa spółki Tadeusza B. Że wszystko jest elementem jakiejś rozgrywki, w którą my, dziennikarze, zostaliśmy wplątani.

- Dlaczego prezes spółki miałby wymyślać takie intrygi?
- Dla własnej obrony, żeby mnie zniszczyć. On wie, że ja jestem w posiadaniu wielu kompromitujących go informacji, że mam na niego kwity. Dlatego to robi. A możecie mi powiedzieć jedną rzecz? Skąd Ewa miała kamerę?
- Nie możemy tego powiedzieć. Obowiązuje nas tajemnica źródła informacji dziennikarskiej.
- To już odpowiedzieliście. Oczywiście, że dostała ją od Tadeusza B. To wszystko jasne. Sami widzicie, że to jest próba zniszczenia mnie.

Były kierownik przyniósł na spotkanie niepodpisane doniesienie do prokuratury na prezesa Tadeusza B.
Wynika z niego, że prezes spółki dopuścił się licznych nadużyć finansowych: kupił drogi samochód i oddał rodzinie urzędników mieszkanie na lewo.

Spotkanie ze Zdzisławem dobiegło końca. Żegna nas człowiek skrzywdzony przez podłą intrygę, sprzedajną kobietę i złego prezesa.

***

Kolejne spotkanie: tym razem z prezesem spółki Tadeuszem B., w jego gabinecie.
- Piszą na mnie doniesienia, bo rozwaliłem układ, ich spółdzielnię, z której żyli i domy sobie pobudowali. Uderz w stół, a nożyce się odezwą.

Dowiadujemy się, że Zdzisław odszedł za porozumieniem stron, potem wszczęto kontrolę. Jej wyniki "były porażające", więc zmieniono kwalifikację zwolnienia na dyscyplinarkę.

- Jak objąłem stanowisko prezesa, to się zorientowałem, jakie wałki się tu robi. Rzesza wykonawców przycinała na robotach budowlanych. Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale powiem tylko, że tu, w tym gabinecie, w zębach, z płaczem zwracali kasę. W ciągu trzech lat, od kiedy jestem prezesem, zwolniłem 24 osoby, to jest czwartą część stanu pracowników. Oni się teraz mszczą, chcą odzyskać swoje strefy wpływów. Chcą odzyskać kurę, co znosi złote jajka.
- Tu jest dużo spraw jeszcze bardziej śmierdzących niż sprawa pani Ewy i Zdzisława F., ale nie mogę o nich z wami rozmawiać.

Pytamy, jak to może być, żeby remont trwał trzy lata, władze spółki o tym nie wiedziały, a kierownik zachowywał się jak feudalny władca.
- Kierownik w spółce, taki jak na przykład Zdzisław, może się czuć na swoim rejonie panem i władcą. Nie powinno tak być, ale niestety, to jest możliwe. Mogą być takie sytuacje, na przykład jak się ktoś zdecyduje wziąć mieszkanie do remontu, podpisuje umowę, że np. w ciągu trzech miesięcy zrobi remont. Jak się ten okres przedłuża, kierownik trzyma łapę na kluczach do mieszkania i nikogo o tym nie informuje, to nikt nie wie...

- Panią Ewę poznałem ostatnio, już po zwolnieniu Zdzisława F., kiedy przyszła i opowiedziała mi tę całą historię. Nic nie wiedziałem o tym, że jest od trzech lat problem z mieszkaniem na Jagiellońskiej. Byłem przekonany, że remont dawno się zakończył i że ktoś tam mieszka. Po spotkaniu z nią sporządziłem notatkę służbową, którą niezwłocznie przekazałem oficerowi policji.

Spotkanie dobiega końca. Mocny uścisk dłoni zadowolonego z siebie szeryfa.

***

Sprawdzamy w miejscowej prokuraturze - rzeczywiście, doniesienie na Tadeusza B. wpłynęło, jak poinformował szef prokuratury: - Wszczęto śledztwo w sprawie wyrządzenia znacznej szkody majątkowej spółce przez jej prezesa Tadeusza B., poprzez niedopełnienie obowiązku zajmowania się sprawami majątkowymi spółki. Obecnie śledztwo jest w toku, nikomu nie przedstawiono zarzutów.

***

Po dokonaniu nagrania Ewa już nigdy nie spotkała się ze Zdzisławem F., który dzwonił do niej i nalegał na spotkanie. W mieszkaniu na Jagiellońskiej ktoś już mieszka, choć z formalnego punktu widzenia, przydziału na to mieszkanie Ewa nigdy nie straciła. Twierdzi, że włożyła w remont ponad 10 tys. zł i że w spółce (za kadencji Zdzisława F.) faktury zaginęły. Nie wie, co dalej będzie. Liczy na to, że jakieś mieszkanie od spółki jednak dostanie. Liczy też na to, że w jakiś sposób odzyska 10 tys. zł.

Zdzisław F. prosi, żeby przemyśleć "odstąpienie od tematu". Stwierdził, że jeśli opublikujemy ten materiał, to "on się nie podniesie". Jego życie rodzinne i osobiste, jak sam stwierdził, jest w naszych rękach.

Policja bada sprawę molestowania pani Ewy.

***

W miasteczku co piąty mieszkaniec mieszka w zasobach komunalnych. Dwadzieścia procent mieszkańców jest w jakiś sposób uzależnionych od łaski administratorów, kierowników i prezesa spółki.

***

Imiona bohaterów reportażu, jak i nazwy ulic, zostały zmienione. Nagranie zostało zrobione przy pomocy dziennikarzy, do których zwróciła się Ewa P. Obecnie jest własnością stacji telewizyjnej.

Tomasz Słomczyński,
Robert Gębuś

t.slomczynski@prasa.gda.pl
r.gebus@prasa.gda.pl

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie