18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

I po co nam był ten Kinski? Kim był aktor związany z Sopotem?

Gabriela Pewińska
Klaus Kinski był wielbiony za swoje role filmowe, ale we wspomnieniach własnej córki odmalowany jest jako potwór wykorzystujący ją seksualnie
Klaus Kinski był wielbiony za swoje role filmowe, ale we wspomnieniach własnej córki odmalowany jest jako potwór wykorzystujący ją seksualnie fot. Wikipedia/cc/3.0/Georges Biard
Niemiecki aktor urodzony w Sopocie okazał się być bardziej kontrowersyjny niż sądzono. Co wobec tego myśleć o tablicy, którą przed laty upamiętniło go rodzinne miasto - sprawdzała Gabriela Pewińska

W Niemczech oburzenie - ukazały się wstrząsające wspomnienia córki zmarłego w 1991 roku Klausa Kinskiego. 60-letnia Pola, pierwsza córka znanego aktora, wyznała, że gdy była dzieckiem, ojciec wykorzystywał ją seksualnie. Zdecydowała się na zwierzenia, bo nie mogła znieść atmosfery sławy i uwielbienia, którą otoczony był jej słynny ojciec. Niemieckim mediom powiedziała: "Miałam już dosyć, gdy mówiono mi: Był geniuszem! Ubóstwiamy go!". Jego aureola z roku na rok stawała się coraz większa. Chciałam pokazać, kim był naprawdę. Przez wszystkie te lata czułam się jak więzień skazany na dożywocie".

Kościuszki 10 w Sopocie. Tu urodził się Klaus Kinski.

Zaczepiam Wojciecha Kassa. To on, jako rzecznik prasowy prezydenta Sopotu, był w 1994 roku inicjatorem tablicy upamiętniającej związek wielkiego aktora z Sopotem. Tablica wisi na ścianie domu przy Kościuszki 10, tu w 1926 roku Klaus Kinski przyszedł na świat. Kass postanowił uświetnić to wydarzenie. Zaczął szukać sopockich śladów artysty, w autobiografii znalazł fragment, gdzie ów napisał, że "urodził się w jakiejś dziurze prowincjonalnej". Gdy ten cytat ukazał się w mediach - tuż przed Dniami Kinskiego w Sopocie - od co bardziej zagorzałych obrońców moralności posypały się gromy: "Jak można czcić człowieka, który tak mówi o miejscu swojego urodzenia?!". Żelaznym kontrargumentem Kassa był wtedy cytat Henryka Sienkiewicza. Jak wynika z jego listów - kilkakrotnie bywał w Sopocie, o którym pisał, że więcej doń nie pojedzie, bo tam tylko "błota i słota"...

***

Po szokujących informacjach związanych ze wspomnieniami Poli Kinski dzwonię do Kassa i pytam:

- Nie głupio ci?

- Głupio, na pewno już bym go nie upamiętniał. Nie mam ochoty upamiętniać już żadnego aktora. Generalnie aktorów nie powinno się upamiętniać.

- Aktorów czy artystów w ogóle?

- Aktorów. Codziennie upamiętnia ich kino, reklama, media, tabloidy. Mało tego, media wydźwignęły ich do pozycji autorytetu, co przybiera dość karykaturalne formy. Kinski wobec córki postępował jeszcze gorzej, jak kreatura, zwyrodnialec. Gdy byłem rzecznikiem prezydenta Sopotu włączyłem się też w upamiętnienie innego aktora, ale pomysł i inicjatywa należały do Aliny Afanasjew, wówczas radnej.

- Mówisz o Cybulskim?

- Na uroczystości związane z Cybulskim przyjechał Andrzej Wajda i nieżyjący już Janusz Morgenstern, z którym zasiedliśmy w SPATiFie, gdzie Cybulski lubił wpadać i wypiliśmy po kilka głębszych.

- Ale Kinski był pierwszy, choć już wtedy wiedziałeś, że jest to postać kontrowersyjna.

- Jednak byłem wówczas dużo młodszy i ogromnie fascynowały mnie role, które zagrał u Herzoga. Te postacie wywodziły się wprost z niemieckiego romantyzmu, balansując na granicy szaleństwa i pragnienia niemożliwego. Wciąż byłem pod wrażeniem seminariów prof. Marii Janion, pod której skrzydłami pisałem pracę magisterską. W swoich słynnych transgresjach poruszała kwestie kina niemieckiego, w tym filmów Herzoga. To był czas, gdy fascynował ją wampiryzm i różne jego postacie - egzystencjalny, patriotyczny, intelektualny etc. Chyba nadal jestem pod urokiem demonicznego wdzięku pani profesor. Na tydzień przed uroczystościami upamiętniającymi Kinskiego, dotarł do Sopotu telegram jej autorstwa.

- Co napisała?

- "Gratuluję inicjatywy uczczenia pamięci Klausa Kinskiego. Prawdziwa kultura obejmuje także poczucie wspólnoty z wielkimi obywatelami regionu. Na to miano zasługuje fascynujący publiczność, ekscentryczny aktor o ogromnej sile wyrazu, twórca niezapomnianych kreacji, takich jak Nosferatu, Aquirre, Woyzek". Zwróć uwagę, pani profesor używa sformułowania: fascynujący publiczność…

***

Kwiecień 1994 roku. Wojciech Kass dobrze pamięta tamten dzień.
- Siedziałem w swoim pokoju w urzędzie i byłem kompletnie blady ze stresu. Myślałem, że mi serce pęknie. Strasznie to przeżywałem, bo tyle protestów, oburzenia... Niektórzy zaczęli złorzeczyć, że Kinski to narkoman, że miał pięć tysięcy kobiet, ekscentryk, szaleniec, deprawator! Zaprotestował nawet Kościół, organizacja kombatancka, pewna partia, sopoccy mieszczanie. Podniósł się wrzask: Jak można kogoś takiego upamiętniać tablicą, która, jakby nie było, jest wykwitem kultury mieszczańskiej. Wszyscy zdawali się mówić: Po co nam Kinski?!

Prezydent Sopotu Jan Kozłowski, wybrnął dyplomatycznie. I był na tej uroczystości pod domem rodzinnym aktora i nie był. Wszystko co się działo, śledził z balkonu kamienicy po przeciwnej stronie ulicy.

No a później pojawił się Jerzy Fudala. Zaproponował pomnik Kinskiego. Projekt zakładał, że przechodnie widzieliby na chodniku tylko stopy wyrzeźbionej figury, a żeby zobaczyć ją w całości, trzeba byłoby wejść pod ziemię niby do jakiejś nieprzyjemnej pieczary. Tam postać byłaby odpowiednio podświetlona. Fudala wymyślił sobie hasło: Wszystkie ścieki świata łączą się! Poprzez te ścieki, idea Kinskiego miałaby opłynąć cały świat... Nie wyszło. Z tego wszystkiego został dziś tylko pub.

- Czy u Pana za barem ostatnio mówiło się tylko o bulwersujących wyznaniach Poli Kinski? - pytam szefa sopockiego pubu Kinski Andrzeja Reichela.

- Próbowałem nawet wywołać temat. Goście tylko wzruszali ramionami. Zaczepiałem, prowokowałem rozmowę - nic. Cała ta sprawa przechodzi bez echa. Ważniejsze dla ludzi jest to, co robił, jego role filmowe, niż życie osobiste. Ja, gdy dowiedziałem się o książce Poli Kinski zadałem sobie jedno pytanie: Dlaczego teraz?

- Młodzi ludzie wiedzą, kim był?

- Tak naprawdę Kinski mało kogo dziś obchodzi, ale widząc odlane przez nas z brązu fragmenty jego książki, akt urodzenia, pytają o niego. Wielu zna jego filmy. W wyznania Poli nie wierzą albo ich to nie interesuje. Może mamy za dużo skandali wokół?

***

- Można sztukę oddzielić od życia? Bo chyba Kinski u Herzoga zachwyca cię nadal, bez względu na to, co napisała o nim córka? - pytam Wojciecha Kassa.

- Należy starannie oddzielać sztukę od życia. Artyści nie rozgraniczający tych dwóch sfer, kończą na ogół tragicznie i nieszczęśliwie. Wspomnienia córki nie przekreślają dorobku artystycznego Kinskiego, role, które zagrał w filmach Herzoga są nieprzemijalne. Z kolei człowiekiem był nikczemnym i marniutkim, tak przynajmniej wynika z jej książki. Nie wierzę jednak, żeby listy jego przywar nie równoważyła lista jego zalet i dobrych uczynków. A może jest ona niewykonalna z powodu tak błahego jak brak materiału? Tym gorzej dla Kinskiego, jeszcze jednego biesa z bogatej galerii kreatur Dostojewskiego, które rozbiegły się z kart jego książek do świata rzeczywistego, stając się zjawiskiem masowym.

- Dlatego nie chciałbyś więcej upamiętniać jakiegokolwiek aktora?

- W kulturze, której istotą jest karnawał wszyscy są aktorami, a Kinski jest tylko jednym z nich. Zresztą budował swoją legendę na wzór nowoczesny. Tak jak to robią dziś słynni muzycy rockowi. Im więcej skandalu, tym lepiej. We mnie pękło coś dla niego. Nie bardzo też interesowałby mnie nowy Kinski. Zresztą takich Kinskich dziś mamy pełno.

- Jedno jest pewne. Filmy Herzoga, w których grał, zostaną.

- Reszta to legenda popaprańca. Jerzy Markuszewski powiedział mi kiedyś: Jak to jest, że możesz być dobrym, szlachetnym człowiekiem, a kamera cię nie lubi? A możesz być kretynem, świnią, zdrajcą, a kamera ci to wszystko wybaczy i na zawsze pokocha?

- Kinskiego kamera lubiła.

- Było w nim coś demonicznego, choć jak się tak przyjrzymy, to jest to dość tani, kiczowaty demonizm. Demonizm, który już dziś nie straszy.

- Ale nie pozostawia obojętnym. Artyście wolno więcej?

- W żadnym wypadku! Więcej w robieniu zła? To zbyt proste. Być może dobro nie jest tak zmysłowe czy fascynujące, za to trudniejsze do czynienia. Wymaga bowiem wewnętrznej dyscypliny, budowania się od wewnątrz, świadomości i pracowitości duchowej. Sadzę, że jeśli bierze się sztukę na poważnie, w tym sztukę aktorską, trzeba również radykalnie i głęboko pracować na poziomie bytu. Psychofizyczna praca nad sobą zwłaszcza w przypadku artysty wydaje mi się konieczna.

- Tablicę w Sopocie ma aktor czy człowiek?

- Tablice i pomniki wystawiamy nie tyle ludziom, co zasługom tych ludzi, nie tyle człowiekowi, a roli jaką ten człowiek odegrał. To nie człowiek, a zasługi i role są nośne historycznie i społecznie. Społeczeństwo funduje artyście uznanie. Na co jednak artyście uznanie bez zrozumienia? Tak naprawdę wszystko, co możemy zrobić dla innych, to uszanować ich istnienie. Uszanować, to nie to samo, co zrozumieć, ale prawie tyle, co uwznioślić. W każdym razie społeczeństwo woli role niż prawdę o świecie i człowieku, która uwiera, zawstydza, irytuje i zmusza do wysiłku intelektualnego. Pewne jest, że gdy doszły do mnie rewelacje córki, która postanowiła sprzedać nam rodzinną tajemnicę, przypomniał mi się ów projekt pomnika, który miał zawisnąć w Sopocie.

- To raczej anty-pomnik autorstwa rzeźbiarza Jerzego Fudali.

- On mówił o wiele więcej niż konwencjonalnie mieszczańska tablica, chwytał mroczność osobowości Kinskiego i ustawiał w nie oczywistym ani jednoznacznym miejscu. Słowem, Kinski jako nietoperz śpiący w ścieku pod chodnikiem, którym spływają wody deszczowe wraz z wszelkim brudem świata. Kinski - taki człowiek spod ziemi. Być może każdy z nas ma w sobie takiego "człowieka spod ziemi"?

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zipo

artystę ale tez żołnierza wermachtu ,oraz jak się okazało pedofila ,co na to Sopot? po takim artykule tablica powinna być zlikwidowana .

P
Polihistor

Jeśli ktoś był zbokiem albo polakożercą, albo Polakiem-renegatem, wyrzekającym się polskości, ten - bez wątpliwości - na pomnik albo tablicę zasługuje.
Jeśli zaś miał rzeczywiste zasługi wobec kraju, albo i ludzkości - aaa, to już inna sprawa.
Jeszcze, nie daj Boże, dowiedziałaby się o nim gawiedź, i poczuła dumę z przynależności do narodu jeszcze 70 lat temu zupełnie normalnego. Ba! wylatującego ponad poziomy!

Dodaj ogłoszenie