reklama

Grzegorz Majchrzak: Prałat to bohater, ale był agentem

Grzegorz Majchrzak, historyk IPNZaktualizowano 
Grzegorz Majchrzak
Grzegorz Majchrzak
Ujawnianie niechlubnych kart życiorysów znanych Polaków budzi kontrowersje. Padają argumenty o niszczeniu autorytetów i niepotrzebnym budzeniu upiorów. Pojawia się przy tym tendencja do wypowiadania opinii na temat publikacji, których się nie czytało.

Jak też jest niestety w przypadku tekstu Pani Barbary Szczepuły zatytułowanego "Czy ks. Jankowski, legenda opozycji, to Delegat?" ("Polska Dziennik Bałtycki", 14.10).

Gdyby jego autorka zadała sobie trud choćby pobieżnego przejrzenia tej publikacji nie pisałaby o niszczeniu księdza Jankowskiego. Owszem, książka, której jestem autorem, poświęcona jest opisaniu przypadku kontaktu operacyjnego "Delegat" vel "Libella", czyli stosunkowo krótkiego fragmentu bogatego i ciekawego życiorysu gdańskiego kapłana. Obszerne fragmenty szkicu poprzedzającego dokumenty w tej sprawie dotyczą przynoszącej zasłużoną chlubę działalności księdza Jankowskiego.

Mowa jest zatem o tym, że przed Sierpniem 1980 r. odprawiał nabożeństwa w kolejne rocznice Grudnia 70. A przede wszystkim o jego zaangażowaniu po wprowadzeniu stanu wojennego, dzięki czemu zupełnie zasłużenie stał się legendą opozycji i jednym z najbardziej znienawidzonych przez władze PRL kapłanów.

To wszystko nie przekreśla jednak faktu, że od grudnia 1980 r. do maja 1982 r. był traktowany przez SB jako kontakt operacyjny i w tym czasie przekazał szereg cennych informacji, które mogły być wykorzystywane do walki z Solidarnością. Tu jedno ważne wyjaśnienie - z zachowanych dokumentów (oryginalne dossier "Delegata"/"Libelli" zostało zniszczone) nie wynika absolutnie, aby od księdza Jankowskiego bezpieka uzyskiwała jakiekolwiek dane na temat podziemia. Owszem, ostatnie informacje od KO "Libella" pochodziły z maja 1982 r., ale dotyczyły okresu sprzed 13 grudnia 1981 r. - konkretnie pobytu w Polsce i kontaktów z działaczami Solidarności Juana Fernandeza Krohna, byłego zakonnika i lefebrysty, który kilka dni wcześniej w Fatimie próbował dokonać zamachu na Jana Pawła II. A poprzednie (z końca grudnia 1981 r.) wizyty księdza Jankowskiego u internowanego przywódcy Solidarności Lecha Wałęsy.

Wszystkie inne informacje uzyskane najpierw od "Delegata", a później "Libelli" pochodziły z okresu legalnej działalności związku. Piszę o tym tak szczegółowo, gdyż skrótowa informacja o spotkaniach księdza Jankowskiego z prowadzącym go oficerem SB w latach 1980-1982 jest nieprecyzyjna i może czytelników wprowadzić w błąd. Można oczywiście zadać pytanie, czy książka o przypadku księdza Jankowskiego powinna powstać i czy nie powstała zbyt wcześnie. W mojej ocenie powinna, a powstała zbyt późno.

Po głośnych artykułach Piotra Adamowiczach i Andrzeja Kaczyńskiego w "Rzeczpospolitej" w 2006 r. sprawa stała się, jak pisze Pani Szczepuła, głośna. A krąg podejrzanych, których wskazywał również sam ksiądz Jankowski, o czym Pani redaktor chyba zapomina, liczył kilka osób.

Już po to, aby te osoby, a zwłaszcza nieżyjącego już profesora Romualda Kukołowicza - jednego z dwóch głównych podejrzanych- oczyścić z niesłusznych podejrzeń, należało rzecz całą opisać. Przeciwko argumentowi o rzekomym niszczeniu księdza Jankowskiego świadczy też fakt, że z publikacji, której jestem autorem, wynika, że najcięższe zarzuty stawiane gdańskiemu kapłanowi już kilka lat przed artykułem Adamowicza i Kaczyńskiego przez antyklerykalne pismo "Fakty i Mity" nie mają potwierdzenia w dokumentach.
Wbrew stwierdzeniom tego mało wiarygodnego pisma ksiądz Jankowski ani nie donosił na ukrywającego się Bogdana Borusewicza, ani też nie został wydelegowany w Sierpniu 80 do Stoczni Gdańskiej przez SB z kazaniem napisanym przez jej funkcjonariuszy. Do strajkujących Jankowski udał się na polecenie biskupa gdańskiego, a tym kapłanem, który sam nie bał się pójść do potrzebujących go robotników, był ksiądz Hilary Jastak. Warto o tym pamiętać - nie po to, aby umniejszać rzeczywiste zasługi księdza Jankowskiego, ale gwoli historycznej prawdy.

I na koniec pozwolę sobie zacytować fragment podsumowania mego szkicu: "Oczywiście kontakty ks. Henryka Jankowskiego z Ryszardem Berdysem, zastępcą naczelnika Wydziału IV KW MO w Gdańsku, nie przekreślają zasług gdańskiego kapłana dla wolnej, niepodległej Polski. Stanowią jednak fragment jego życiorysu. Fragment wstydliwy. Duchowny w poprzednich latach nie chciał o nim mówić i zaprzeczał (choć ostatnio zdecydowanie mniej kategorycznie) swym kontaktom z Berdysem. Szkoda, że nie udało się poznać wersji ks. Jankowskiego, który dziś już nie pamięta wydarzeń z lat 1980-1982. Pozostaje nam zatem tylko wersja wynikająca z dokumentów".

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie