Gdzie tu hodować świnie? Spór o chlewnie w Nosalinie i Janiewicach [REPORTAŻ]

Tomasz Turczyn
Mirosław Szczepanek z Nosalina chciałby wybudować większą chlewnię, ale nie ma na to zgody sąsiadów
Mirosław Szczepanek z Nosalina chciałby wybudować większą chlewnię, ale nie ma na to zgody sąsiadów Ryszard Pietrasz
Inwestycja będzie potężna, to i smród też - mówią mieszkańcy wsi, i sprzeciwiają się, by sąsiedzi zbudowali chlewnię.

W dwóch gminach powiatu sławieńskiego trwa w najlepsze świńska wojna. W Nosalinie, gmina Postomino, Mirosław Szczepanek chce powiększyć chlewnię, ale weto stawiają mieszkańcy i wójt Janusz Bojkowski. Dużą chlewnię chcą wybudować też Elżbieta i Mariusz Kucharscy, ale we wsi Janiewice na terenie gminy Sławno. Tu emocje też są ogromne, ale z tą różnicą, że zgody nie chcą wyrazić mieszkańcy aż pięciu pobliskich wsi: Żukowa, Brześcia, Gwiazdowa, Janiewic i Łętowa. Osią konfliktu jest smród, którego się boją ludzie.

U nas jak w sanatorium

- Nikt nie ma nic przeciwko chlewni, ale nie powinna ona stać we wsi - mówi Wioletta Łysko, sołtys Janiewic. - Niech ją wybudują poza nią.

Państwo Kucharscy trzeci raz rozpoczęli procedurę, gdzie chcą uzyskać pozwolenie na budowę. Chcą w chlewni trzymać 350 loch i 2500 warchlaków, a te mają być hodowane od urodzenia do około 30 kilogramów.

- Jesteśmy rolnikami i chcemy rozwijać swoją gospodarkę - mówią. - Chcemy żyć i pracować w Polsce.

Społeczność wyraziła sprzeciw dla inwestycji podczas zebrania w świetlicy wiejskiej w Janiewicach, w którym uczestniczyli też państwo Kucharscy i wójt gminy Sławno - Ryszard Stachowiak.

- Inwestycja jest potężna i smród też będzie potężny - wytyka Krzysztof Jędrzejczyk z Brześcia. - Gnojowica nas zaleje. Boimy się o ujęcie wody pitnej.

80-letnia Zdzisława Cieśla też nie chce chlewni. Jej gospodarstwo graniczy z ziemią państwa Kucharskich.

- Mam dzieci, wnuki, które się cieszą, jak do mnie przyjadą. Mówią, że tu jest sanatorium. Jeśli powstanie wielka świniarnia, to będzie tylko trucizna. Jedna rodzina jest przeciwko pięciu wsiom. Raz się starali o chlewnię, drugi raz i teraz znów? Co to jest? Nie można z tym zrobić porządku? Niech budują chlewnię gdzieś, gdzie nikomu nie przeszkadzają.

Kucharscy odpowiadają, że dyskutować owszem mogą, ale z najbliższymi sąsiadami. Podczas spotkań z szerszym gronem debata jest jednostronna i bezsensowna.

- Cokolwiek byśmy nie powiedzieli, to jesteśmy zakrzykiwani - mówi Elżbieta Kucharska.

Kotlet nie śmierdzi

Decyzja o wybudowaniu czy niewybudowaniu chlewni należy do wójta, ale wcześniej trzeba m.in. przygotować raport oddziaływania na środowisko.

- Procedura rozpoczęła się trzeci raz i uważam, że można było do tej pory znaleźć działkę, która była by mniej konfliktową - stoi na takim stanowisku wójt Stachowiak. - Zaproponowałem lokalizację, która będzie bardziej odsunięta od wsi - dodaje.

Mariusz Kucharski odpowiada, że nowa lokalizacja jest na gruncie, który należy do jego brata oraz, że znajduje się tylko 200 metrów od składowiska odpadów śmieci w Gwiazdowie.

- To miejsce jest nie do przyjęcia, a z drugiej strony nie mam działki, która by była neutralna - argumentuje Kucharski. - Zawsze komuś chlewnia będzie przeszkadzała. A z drugiej strony - gdzie mam ją wybudować? W mieście? Przecież wieś zawsze była związana z produkcją rolną. Dlatego nie wycofują swojego wniosku o pozwolenie na budowę w Janiewicach.

Podkreśla też, że czuje się tak, jakby mieszkańcy zrobili na niego nagonkę. A ci nie myślą spasować. Z wyjątkiem Brunona Sikorskiego. Emerytowany rolnik z Żukowa idzie pod prąd opinii wsi...

- Są młodzi chcą się rozwijać. Czemu im tego bronić? - pyta. - Przecież kotlet schabowy ze świniaka na talerzu nikomu nie śmierdzi.

Ale to odosobnione stanowisko.

- W Nosalinie jest podobna sytuacja, jak u nas, i skontaktowaliśmy się z tamtejszą wioską - informuje sołtys Wioletta Łysko. - Chcemy się wspierać, aby nie dopuścić do tych inwestycji.

Czy wójt trzyma z wyborcami?

Mirosław Szczepanek z Nosalina mówi, że z chlewni utrzymuje rodzinę.

- Jestem rolnikiem i chcę nim być - argumentuje. - Mam budynki gospodarskie z lat 70. i chcę postawić nowe - nowoczesne. Muszę zwiększyć liczbę świń, gdyż zmusza mnie do tego ekonomia. Po prostu mniejsze chlewnie się nie kalkulują.

Wójt Janusz Bojkowski wydał negatywną decyzję w sprawie chlewni pana Szczepanka. Ten odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, ale SKO utrzymało postanowienie. Rolnik nie odpuścił i zwrócił się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a ten uchylił decyzję wójta z powodu braku Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego dla Nosalina. Na tym się nie skończyło. Procedura odwoławcza jest w toku.

- Walczę z gminą ponad dwa lata - mówi Szczepanek.

Jego sąsiad Jerzy Liński załamuje ręce i wytyka, że pan Szczepanek prowadzi niechlujnie gospodarkę.

- Mam zdjęcia. Często-gęsto gnojowica płynie. Co będzie, gdy chlewnia będzie dużo większa? - pyta Liński. - Boimy się tego. Boimy się odoru. To tykająca bomba ekologiczna.

Szczepanek ripostuje, że z Lińskim ma sąsiedzki konflikt, i twierdzi, że jego słowa są przesadą.

- To jest hodowla żywych zwierząt i musi ją czuć, ale można to ograniczyć i od tego są nowe rozwiązania i technologie.

Wójt Bojkowski też proponował odsunięcie chlewni od wsi.

- Ta lokalizacja jest na torfach i nie wchodzi w grę - odpowiada Szczepanek.

Jacek Wrotniak, jako jeden z nielicznych rolników z Nosalina, solidaryzuje się z Mirosławem Szczepankiem.

- Jesteśmy po zebraniach wiejskich, które są jednostronne i ludzie wywierają nacisk na nich na władzę gminy - uważa Wrotniak. - To prosta arytmetyka. Jedna rodzina za i wiele przeciw. A ci i ci są wyborcami wójta. Wiadomo było, jaka będzie decyzja wójta z góry.

- Nie można tego problemu sprowadzać do poziomu „zwykłej arytmetyki wyborczej” - odpiera Janusz Bojkowski. - Sprawa jest złożona. Wójt - oprócz tego, że musi działać w granicy prawa - powinien mieć też ma uwadze opinie i dobro mieszkańców. Jeżeli planowana inwestycja wywołuje ich protesty, to należy rozważyć, czy są one uzasadnione. Wydaje się, że można znaleźć rozwiązanie kompromisowe, które pozwoli na realizację planowanej inwestycji, minimalizując lub wręcz eliminując jednocześnie obawy mieszkańców.

Wykurzyć rolnika ze wsi?

Ryszard Arszyło, kolejny z hodowców trzody chlewnej z Brześcia (gm. Sławno), podkreśla, że nie może być tak, że mieszkańcy paraliżują inwestycje rolników.

- Pan wójt mówi też, że plan może zostać zmieniony z naciskiem na to, że będzie w nim zapisana dopuszczalna wielkość dla chlewni - dodaje Elżbieta Kucharska. - Uważamy, że będzie to krzywdzące nie tylko dla nas. Odbije się to rykoszetem również na innych producentach rolnych. Ograniczenie w nowym planie zagospodarowania przestrzennego dopuszczalnej wielkości hodowli zwierząt doprowadzi w dalszej perspektywie do wymierania hodowli zwierząt w gminie Sławno. Takie działania hamują i odbierają szansę na rozwój polskich gospodarstw rolnych.

Hodowcy zauważają też, że część mieszkańców im zazdrości, że chcą inwestować, że posiadają drogie traktory.

- Tylko nikogo nie interesuje, że mamy na to wszystko potężne kredyty - mówi Jacek Wrotniak. - Jak tak dalej pójdzie, to rolników na polskiej wsi nie będzie. I tak jest nas mało - kwituje.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie