Gdynia: Ofiary Grudnia'70 czują się niedoceniane

Agata Cymanowska, Szymon Szadurski
- To wstyd, że nie zaproszono nas na film - mówi Jan Gumiński, postrzelony w 1970 roku
- To wstyd, że nie zaproszono nas na film - mówi Jan Gumiński, postrzelony w 1970 roku Tomasz Bołt
Wielkie wzburzenie wśród niektórych bohaterów strajku z grudnia 1970 roku wywołał dobór osób zaproszonych na prapremierę filmu "Czarny czwartek". W przedpremierowym pokazie wyświetlanym w ubiegłym tygodniu w hali widowiskowej w Gdyni nie wzięli udziału m.in. stoczniowcy postrzeleni 40 lat temu przez wojsko w drodze do pracy. Osoby, które z grudniowych wydarzeń ledwie uszły z życiem, mówią krótko: to skandal.

Inni bohaterowie strajków w Gdyni, wśród nich gość ze Stanów Zjednoczonych, twierdzą, że dostali się na projekcję filmu kuchennymi drzwiami, dzięki uprzejmości urzędniczki gdyńskiego ratusza. Organizatorzy projekcji do błędu jednak się nie przyznają, zrzucając winę jeden na drugiego.
Przedpremierowy pokaz "Czarnego czwartku", filmu o masakrze grudniowej, organizowali, przy współpracy z władzami Gdyni, producenci spektaklu. W trakcie kręcenia zdjęć produkcję konsultowano merytorycznie z pobitymi i rannymi w grudniu 1970 roku. Mimo to na widowisko w gdyńskiej hali zabrakło m.in. Jana Gumińskiego, Ziemowita Marca i Stanisława Stenki - stoczniowców wymienionych w akcie oskarżenia przeciwko sprawcom masakry grudniowej na pierwszym miejscu wśród żyjących poszkodowanych.

17 grudnia 1970 roku Marzec dostał kulę w plecy, ledwo przeżył, do dziś nosi w ciele fragmenty ołowiu. Gumiński, postrzelony w kolano, spędził wiele dni w szpitalu, w jednym pokoju ze Stenką. Do końca życia nie odzyska pełnej sprawności w nodze.

- To przykre, że takich osób jak my nie zaproszono na film -mówi Gumiński. - Dzwoniłem w imieniu własnym i kolegów dopytywać się o zaproszenia, w Wydziale Kultury Urzędu Miasta Gdyni usłyszałem jednak, że oni wejściówek nie mają, żebym dzwonił do producenta. Dodzwoniłem się więc do pana Kazimierza Beera, który produkował widowisko. Od niego z kolei dowiedziałem się, że bilety mają przedstawiciele rodzin ofiar Grudnia '70. Ostatecznie wejściówek nie dostaliśmy.
Jan Gumiński, razem z Ziemowitem Marcem, dzień po prapremierze filmu składali w imieniu poszkodowanych robotników kwiaty pod pomnikiem Ofiar Grudnia '70.

- Rozmawialiśmy o tej sytuacji, było nam przykro - mówi Gumiński. - Zaproszono mnóstwo urzędników i oficjeli, a o nas zapomniano.

Upokorzeni czują się też Włodzimierz Ilnicki i Jerzy Kowalczyk z komitetu strajkowego gdyńskich zakładów pracy z 1970 roku. W nocy z 15 na 16 grudnia podczas pamiętnych wydarzeń aresztowano ich, przeszli brutalne represje. Kowalczyk, bestialsko pobity, do dziś jest na rencie. Obaj zaproszeni zostali na 16 grudnia przez Instytut Pamięci Narodowej do Muzeum Miasta Gdyni na promocję albumu "Zbrodnia bez kary. Grudzień 1970 w Gdyni". Ilnicki, któremu w obawie przed represjami udało się w 1974 roku uciec do USA, przyleciał na uroczystości z Filadelfii. W publikacji opisani są jako bohaterowie Grudnia '70, nic więc dziwnego, że rozpierała ich duma. Czar jednak prysł krótko po promocji, kiedy próbowano wyprosić ich z autobusu wiozącego gości do hali w Gdyni.
- Zapytano nas o zaproszenia, których nie mieliśmy - mówi Kowalczyk. - Na szczęście zlitowała się nad nami pracownica Urzędu Miasta Gdyni i widząc tę niezręczną sytuację, oddała nam swoje wejściówki. Poczuliśmy się jednak jak żebracy.

Joanna Grajter, rzecznik Urzędu Miasta Gdyni, tłumaczy tymczasem, że ze względu na wielkie zainteresowanie filmem projekcję i tak przeniesiono z 650-osobowej sali Teatru Muzycznego do hali, gdzie mogło się pomieścić 1 tys. osób.

- Ale chętnych i tak było znacznie więcej, nie dziwię się więc, że ci, których nie zaproszono, czują niedosyt - mówi Grajter. - Jednak to nie my odpowiadaliśmy za ostateczną listę zaproszonych.
Pretensjami stoczniowców zdziwiony jest też Kazimierz Beer, współproducent widowiska z firmy NordFilm.

- Zaproszeni byli m.in. ekipa realizująca film, aktorzy, sponsorzy, rodziny osób pomordowanych - mówi Beer. - Jednak ja nie mam wiedzy, kogo należałoby zaprosić, a kogo nie. Konsultowałem się z przedstawicielami postrzelonych w 1970 roku osób, w tym z Adamem Gotnerem. Przekazałem też mu pewną pulę wejściówek na widowisko.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie