reklama

Gdański Tydzień Demokracji. Słabnący puls liberalnej demokracji

Jarosław ZalesińskiZaktualizowano 
Od 12 do 18 września trwa Gdański Tydzień Demokracji. Termin nieprzypadkowy, ponieważ zbiega się w czasie z Międzynarodowym Dniem Demokracji 15 września. W trakcie wydarzenia przewidziano m.in. otwarte debaty, konferencję z udziałem ekspertów i naukowców, warsztaty oraz pokazy filmowe i specjalny koncert międzynarodowego zespołu Baltic Sea Philharmonic. W poniedziałek można było uczestniczyć w specjalnym panelu „Zagrożona demokracja? Zagrożona Europa? Przyczyny, objawy, perspektywy”, który odbył się w ECS.

Aleksander Kaczorowski, jeden z uczestników poniedziałkowego panelu w Europejskim Centrum Solidarności, zorganizowanego pod hasłem „Zagrożona demokracja? Zagrożona Europa? Przyczyny, objawy, perspektywy”, opowiedział słuchaczom smaczną anegdotę o Viktorze Orbanie. Otóż obecny premier Węgier, a wtedy polityk przegranego w wyborach 2002 r. Fideszu, wypłakiwał się na jakimś prywatnym spotkaniu na ramieniu słowackiej aktorki i dyplomaty Magdy Vášáryovej, użalając się, że jako węgierski polityk „nie może być liberałem”. Bo jako liberał - przegrywa wybory.

Anegdota dobrze pasowała do przebiegu dyskusji, w której zastanawiano się głównie nad tym, na ile demokracja liberalna pozostaje atrakcyjna dla Polaków, szerzej - dla obywateli Europy Środkowo-wschodniej, jeszcze szerzej - dla Europejczyków, najszerzej zaś - dla człowieka Zachodu.

Punktem wyjścia rozmowy była prezentacja ostatniego raportu amerykańskiej Fundacji Freedom House, analizującego zachowywanie standardów demokracji w różnych krajach. W ciągu ostatniej dekady linie pokazujące „poziom demokracji” w krajach Europy Środkowowschodniej łagodnie opadają, a w przypadku Węgier - krzywa ostro pikuje. Polska w tym zestawieniu zajmuje dzisiaj piąte miejsce, po krajach bałtyckich i pomiędzy Czechami i Słowacją.

Dlaczego od dekady obserwujemy spadek wartości demokratycznych? - zastanawiał się Vytis Jurkonis, pracownik litewskiego biura Freedom House. I przypomniał, że w 2004 r. sukcesem zakończyły się starania grupy państw tego regionu o członkostwo w Unii. Po tej dacie demokratyzacyjny impuls osłabł. A w zamian pojawiły się nowe wyzwania: kryzys uchodźczy, korupcja i malejące zaufanie do instytucji publicznych.

Aleksander Kaczorowski, eseista i pisarz, dodał do tej listy kryzys samego projektu europejskiego. Dominika Wielo- wieyska, dziennikarka „Gazety Wyborczej”, mówiła o kryzysie elit, nieprzestrzegających czasem podstawowych standardów, co tak naocznie pokazała choćby afera podsłuchowa.

- To naiwne - skomentował to Sławomir Sierakowski z „Krytyki Politycznej”. - Kryzys elit jest tylko pochodną procesów społecznych. Owe procesy zdaniem Sierakowskie-go to m.in. skrajna indywidualizacja i idąca w ślad za tym społeczna atomizacja. - Więzi społeczne rozpuszczają się - mówił socjolog. - Zanika solidarność. Trudno w takiej sytuacji przekonywać do wartości liberalnych. Liberalizm jest najnu- dniejszą ideą świata. Donald Trump zawsze będzie dla ludzi bardziej przekonujący niż Hillary Clinton. - Ludzie czują się dziś pozostawieni sami sobie, stąd ich frustracja - od innej strony opisywał procesy społeczne Adam Szostkiewicz z „Polityki”. - Sprzeciw wobec elit, wobec wielokulturowości i poprawności politycznej, wykorzystuje „alternatywna prawica”, która zna emocje zwykłych ludzi.

Do tego rejestru Grzegorz Miecugow z TVN24 dodał jeszcze zbiorową tęsknotę za „wielką ideą”, bardziej rozpalającą wyobraźnię niż ciepła woda z kranu, oraz skłonność do obciążania winą za niepowodzenia „innego”.

Gdy Adam Szostkiewicz do swoich ocen dołączył prognozę, przypominając, że w Ameryce wybory może wygrać Donald Trump, we Francji - zapowiadająca referendum w sprawie członkostwa w UE Marine Le Pen, zaś w Niemczech sukces wyborczy może odnieść konkurująca z CDU partia AfD - po audytorium powiało chłodem. - Zostaniemy, jak w 1939 roku, sami pomiędzy Putinem a Niemcami i Francją oraz Ameryką Trumpa - prorokował Szostkie- wicz. - W odpowiedzi na to mamy tylko tromtadrację.

Polscy uczestnicy panelu, co widać po nazwiskach i redakcjach, związani byli z jednym medialno-światopoglądowym kręgiem. - Jesteśmy jedną kliką - żartował Sierakowski. - Łączy nas minimum liberalne. Inni tego minimum nie akceptują. A to minimum jest dzisiaj zagrożone.

Zapewne dyskusja, otwierająca zorganizowany przez miasto Gdańsk Gdański Tydzień Demokracji (potrwa do najbliższej niedzieli), byłaby barwniejsza, gdyby spotkali się w niej przedstawiciele różnych opcji, ale - jak to powiedział Szostkiewicz - „po drugiej stronie spotkania wyglądają podobnie”. To zresztą, że zamiast dialogu mamy dziś wzajemne wykluczanie, samo w sobie było jakąś recenzją stanu polskiej demokracji.

- Za pięć lat możemy być na topie - powiedział jednak w ostatnim słowie Vytis Jurkonis.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie