Dr. Grzesiowsk: Ta bakteria może odpowiadać za 3-4 tysiące zgonów rocznie

rozmawiała Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Udostępnij:
Z dr. n. med. Pawłem Grzesiowskim, prezesem Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa i koordynatorem Programu Przeszczepiania Flory Jelitowej, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Czy inwazja groźnej bakterii, powodującej u pacjentów ciężką chorobę jelit, dotyczy tylko Pomorza?
Epidemia Clostridium nie dotyczy ani tylko Pomorza, ani tylko Polski. Wzrost zachorowań obserwowany jest w całej Europie od kilkunastu lat. W Polsce od 2010 roku liczba zarejestrowanych zachorowań wzrosła trzykrotnie - w 2014 roku do około 12 tysięcy, ale rzeczywista liczba może być nawet 3-4 razy wyższa. Nie mamy w pełni wiarygodnych danych.

Czytaj więcej na ten temat: Strach w szpitalach. Zabójcza bakteria zagraża pacjentom

Można z jej powodu umrzeć?
Śmiertelność w tej chorobie sięga średnio 10 procent, co oznacza, że co dziesiąty pacjent z przewlekłą biegunką wywołaną Clostridium umiera. Przy tej liczbie zachorowań, o której wspominałem, ta bakteria może odpowiadać nawet za 3-4 tysiące zgonów rocznie.

Jakim pacjentom zagraża ona najbardziej?
Typowy chory to osoba po 65 roku życia, z co najmniej dwiema chorobami przewlekłymi, dlatego śmiertelność jest tak wysoka. Przybywa jednak ludzi młodych, u których również coraz częściej rozpoznajemy biegunki wywołane tą bakterią. Nie tak dawno wykonywaliśmy przeszczep flory bakteryjnej u młodej kobiety, u której doszło do aktywacji Clostridium po ciąży. Pacjentka dostała antybiotyk, ponieważ miała jakieś poporodowe komplikacje. Dostała biegunki, której żadnymi lekami nie dało się zatrzymać. Uratował ją dopiero zabieg, o którym wspominałem. Zakażenia Clostridium są bardzo groźne, około 20 procent z nich ma charakter nawracający, co oznacza minimum jeden-dwa nawroty choroby, wymagające kosztownego leczenia specyficznymi antybiotykami - metronidazolem lub wankomycyną, czyli tak zwanym antybiotykiem ostatniej szansy. Problem w tym, że w wielu przypadkach jest to leczenie nieskuteczne. Początkowo chory czuje się lepiej, po czym biegunka nawraca . Miałem pacjentów, którzy byli po sześciu, siedmiu takich standardowych kuracjach, na dodatek bardzo wyniszczających. Co dziesiąty chory może wymagać operacji, ponieważ te bakterie potrafią uszkodzić jelita.

Szpital w Wejherowie ratuje takich pacjentów za pomocą mało znanej jeszcze w Polsce metody - przeszczepu flory bakteryjnej od zdrowego dawcy. Potocznie mówiąc, podaje się choremu kał osoby, która nie ma żadnych problemów z jelitami.

Bo to niezwykle skuteczna metoda leczenia choroby, za którą odpowiadają bakterie Clostridium. Przeszczepy tego typu wykonują w Polsce od 2012 roku trzy szpitale - w Wejherowie, Wołominie i Makowie Mazowieckim oraz jeden ośrodek ambulatoryjny w Warszawie. Robimy to w ramach projektu Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa. Od tego czasu przeszczep taki przeprowadzono u ponad 120 pacjentów, z 90-procentowym powodzeniem. W ubiegłym oraz bieżącym roku zabiegi takie wykonywaliśmy w ramach projektu w 20 szpitalach w całej Polsce, między innymi w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku, Kielcach, Rzeszowie, Wrocławiu. Zdobywa ona coraz więcej zwolenników.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie