Czy państwo prawa zostanie złożone na ołtarzu rewolucji?

Przemysław Kierończyk
W nadzwyczajnej sytuacji, grożącej całkowitym paraliżem sądu konstytucyjnego -  trybunał uznał za słuszne sięgnięcie po rozwiązania nader nieszablonowe
W nadzwyczajnej sytuacji, grożącej całkowitym paraliżem sądu konstytucyjnego - trybunał uznał za słuszne sięgnięcie po rozwiązania nader nieszablonowe Piotr Smoliński
Trybunał Konstytucyjny, jeżeli chce zachować niezależność od władzy ustawodawczej i wykonawczej, nie może zaakceptować „ustawy naprawczej”

Ostatnia środa przyniosła kolejną odsłonę trwającego już kilka miesięcy konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał swoim wyrokiem jednoznacznie zakwestionował grudniową „ustawę naprawczą”, autorstwa Prawa i Sprawiedliwości. Ze strony rządu natomiast płyną zapewnienia o tym, że ów wyrok jest jedynie opinią, która w żadnym wypadku nie zasługuje na publikację w Dzienniku Ustaw. I taki jest stan rzeczy dziś, najbliższa przyszłość przyniesie natomiast kolejne ważkie wydarzenia, czyli decyzję Komisji Weneckiej i jej ewentualne konsekwencje. Wiele wskazuje na to, że nie będzie ona szczególnie korzystna dla wersji wydarzeń przedstawianej przez siłę polityczną rządzącą obecnie Polską.

Nieszablonowe rozwiązania

Pomińmy w tej chwili ostatnie, dosyć niespójne poczynania rządu, którego członkowie gotowi są jednego dnia uznawać wysoki autorytet Komisji Weneckiej, drugiego deklarować coś innego, w tym samym czasie wnioskować formalnie o przełożenie posiedzenia TK i jednocześnie określać to posiedzenie jako całkowicie nieistotne spotkanie przy kawie i ciasteczkach. A przy okazji ekscytować się „przeciekami” (faktami bardzo nagannymi, ale przecież potwierdzającymi tylko oczywistość, że wyroków czy poważnych, wielostronicowych opinii nie pisze się podczas posiedzeń, na których się je ogłasza) i uznać się, bez jakichkolwiek skrupułów, za kompetentnych do oceny charakteru wyroku TK oraz decydowania o jego publikacji. Nawet jeszcze przed formalnym ogłoszeniem tego wyroku.

Pomińmy też fakt, że w nadzwyczajnej sytuacji, sprowokowanej z premedytacją przez władzę ustawodawczą, a grożącej całkowitym paraliżem sądu konstytucyjnego - TK uznał za słuszne sięgnięcie po rozwiązania nader nieszablonowe. Być może w dalekiej przyszłości będziemy porównywać je do słynnego kazusu Marbury versus Madison, początkującego ponad 200 lat temu drogę amerykańskiego Sądu Najwyższego do potęgi, którą stanowi dziś. Jednak dziś działania TK całkowicie bezdyskusyjne nie są. Skądinąd, podobnie jak dawna decyzja Sądu Najwyższego USA.

Wszelkie okoliczności sprawy będą zapewne wielokrotnie przytaczane i komentowane, zależnie od poglądów politycznych i prawnych komentatorów. Niezależnie od tego jedno jest oczywiste - sytuacja jest dziś całkowicie patowa. I wszystko wskazuje na to, że taki stan rzeczy będzie trwać nadal. O ile jeszcze w listopadzie, a może i w grudniu, istniały rzeczywiste szanse na kompromisowe wyjście z sytuacji, przy zachowaniu twarzy przez wszystkie strony konfliktu, dziś jakakolwiek forma ugody wydaje się perspektywą niezwykle odległą.

„Korygowanie” konstytucji

PiS najprawdopodobniej nie zrezygnuje z politycznej gratki, którą jest „uśmiercenie” trybunału. Sytuacja, w której nie ma instytucji realnie kontrolującej konstytucyjność działań ustawodawcy lub jej decyzje można dowolnie lekceważyć - jest dla rządzących komfortowa. Wykorzystując zręcznie pretekst, który stworzyła ongiś manipulacja, polegająca na nieprawidłowym wyborze dwóch sędziów w poprzedniej kadencji Sejmu, obrali oni drogę prowadzącą do pozbawienia trybunału znaczenia i niezależności. Prezes PiS, zdając sobie sprawę z tego, że nie dysponuje w Sejmie większością potrzebną do zmiany konstytucji, wybrał politykę jej dosyć dowolnego „korygowania” za pomocą ustaw zwykłych. Jest to tak naprawdę droga rewolucji. Władza rewolucyjna, w imię uznawanych przez siebie za słuszne wartości nadrzędnych, odrzuca dotychczasowe reguły gry. Nawet te zapisane w konstytucji.

Trybunał Konstytucyjny, jeżeli chce zachować sprawność działania i niezależność od władzy ustawodawczej i wykonawczej, nie może zaakceptować „ustawy naprawczej”. Jest bowiem oczywiste, że stanowi ona de facto ustawą „kagańcową”, pozwalającą w dowolnym momencie na całkowite zablokowanie działań TK. Opozycja nie może przyjąć propozycji „kompromisów”, polegających na politycznym podziale stanowisk w trybunale. Prowadzą one bowiem do faktycznej konwalidacji [ „uzdrowienia” wadliwej czynności prawnej - red.] naruszeń konstytucji dokonanych przez PiS, w tym prawdopodobnych deliktów konstytucyjnych.

Pomijając już sprawy wizerunkowe, byłoby to związane z wyzbyciem się przez opozycję ważkiej broni w przyszłości, w zmienionej sytuacji politycznej - możliwości pociągnięcia określonych polityków przed Trybunał Stanu. A poza tym „kompromisy” polegające na politycznym podziale stanowisk sędziowskich nie zmieniałyby przecież możliwości dowolnego blokowania działań TK przez PiS, które daje „ustawa naprawcza”.

Strony okopały się zatem na swoich stanowiskach. Co jednak z powodu tego faktu grozi nam, zwykłym obywatelom? O ile nie dojdzie do jakichś nadzwyczajnych wydarzeń, w rodzaju buntu społecznego czy skutecznego nacisku międzynarodowego, które nakłonią Jarosława Kaczyńskiego do korekty linii politycznej, lub a contrario - jakichś nadzwyczajnych faktów, które zmuszą Trybunał Konstytucyjny do uległości wobec PiS, niedługo obudzimy się w państwie z dualistycznym porządkiem prawnym. I jest to, niestety, wariant rozwoju sytuacji bardzo realny. Cofnięcie się PiS z rewolucyjnej drogi jest mało prawdopodobne, chociażby także ze względów prestiżowych. Jeżeli już - to prawdopodobna jest swoista gra na czas. Której zresztą już próbowano - sugerując odłożenie decyzji Komisji Weneckiej czy posiedzenia TK.

Rozchwianie systemu prawnego

Konsekwencje takiej sytuacji mogą być bardzo niekorzystne, zarówno z punktu widzenia pozycji międzynarodowej Polski, jak i - w dalszej perspektywie - kondycji finansowej naszego państwa. Natomiast w aspekcie wewnętrznym czeka nas najprawdopodobniej zmierzenie się z wyżej wspomnianym rozchwianiem sytemu prawnego. Trybunał swój wyrok z 9 marca 2016 roku traktować musi jako ostateczne rozstrzygnięcie wątpliwości dotyczących podstawy prawnej działania sądu konstytucyjnego i zmierzać będzie konsekwentnie do przywrócenia jego normalnego funkcjonowania. Należy zatem oczekiwać kolejnych rozstrzygnięć TK w sprawie wniosków o hierarchiczną kontrolę aktów prawnych, także pytań prawnych zadawanych przez sądy, czy naszych skarg konstytucyjnych.

Pozornie jest to wiadomość bardzo dobra dla mieszkańców Rzeczypospolitej. Wbrew propagandowym opowieściom, krytycznemu nagłaśnianiu, często bez większego zrozumienia, wyłącznie wybranych decyzji TK, np. w sprawie OFE, orzecznictwo trybunału jest generalnie korzystne dla obywateli. I dodajmy - bardzo trudno uznać, że jest ono sprzyjające wyraźnie konkretnym opcjom politycznym.

„Powrót do życia” instytucji działającej bardzo często w interesie zwykłych ludzi będzie jednak prawdopodobnie tylko częściowy. Trybunał wznowi działalność orzeczniczą, ale jego wyroki - pod pretekstem niewłaściwego składu, bo przecież nieopartego na „ustawie naprawczej” - nie będą przez rząd publikowane i przezeń uznawane. Będziemy zatem wkrótce funkcjonować w dwóch równoległych, sprzecznych ze sobą rzeczywistościach prawnych. I de facto od uznaniowej decyzji konkretnego organu państwowego, instytucji samorządowej, sądu itp. będzie zależeć, którą rzeczywistość te instytucje wybiorą sobie za podstawę działań.

Czy ustawę w wersji uchwalonej przez większość parlamentarną, czy po kontroli dokonanej przez TK? Czy obywatel będzie miał np. podstawy do wznowienia postępowania i weryfikacji wyroku w swojej sprawie w związku z decyzją TK, czy nie? Albowiem - zdaniem rządu - wyroku owego „nie będzie”, zatem nie będzie także jego skutków w skali makro (dla aktu prawnego) i mikro (w stosunku do decyzji zapadłych na podstawie wadliwego aktu).

Należy przy tym pamiętać, że już dziś sądy w praktyce mogą uwzględniać decyzje trybunału, nawet przed ich formalnym wejściem w życie. Wystarczy podać przykład orzeczenia TK weryfikującego (skądinąd na korzyść obywateli) przepisy dotyczące kar za nielegalną wycinkę drzew. Mimo że TK zadecydował, że zakwestionowane przepisy utracą moc dopiero po pewnym czasie od publikacji wyroku, sądy decyzję trybunału zaczęły uwzględniać wcześniej. Teraz będziemy mieć do czynienia z nieco inną sytuacją, bo najprawdopodobniej wyroki TK nie będą publikowane, ale możemy przypuszczać, że sędziowie będą skłonni niekiedy bardziej się przejmować autorytetem prawnym TK niż członków rządu.

Rola prawników - skończona

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że agresywna retoryka polityków jest tylko preludium do ewentualnych realnych negocjacji i ustępstw. Ale to nadzieja bardzo wątła. Per saldo doszliśmy już do sytuacji, gdy rola prawników, próbujących zjawisko ocenić i opisać przynajmniej z zachowaniem minimalnego jurydycznego obiektywizmu - już się właściwie skończyła. Pole do popisu i komentowania sytuacji mają raczej reprezentanci socjologii, politologii, jak również dziennikarze, ekonomiści, psychologowie społeczni. A przede wszystkim społeczeństwo. To ono musi ostatecznie ocenić, czy wynik ostatnich wyborów legitymizuje do przeprowadzenia rewolucji, czy tylko do „zwykłych” rządów. I czy projekt rewolucji realizowanej przez PiS i jego przywódcę jest na tyle atrakcyjny, by na jej ołtarzu poświęcić trybunał. I przy okazji ideę państwa prawa.

Autor jest prawnikiem konstytucjonalistą. Tytuł i środtytuły pochodzą od redakcji

============01 Tytuł Egyp 48 R (7061701)============

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Erddill

"Trybunał Konstytucyjny, jeżeli chce zachować niezależność od władzy ustawodawczej i wykonawczej, nie może zaakceptować „ustawy naprawczej”
Panie hmmm redaktorze ,zakladam ,ze zna Pan definicje i znaczenie slowa niezaleznosc . To Panskie zaklinanie rzeczywistosci jest godne teorii tw Bolka , roznica ,ze Pan te "logiczne " wywody za pensje (lub zlecenie) on za "szczesliwe" kupony lotka .

P
Polihistor

W "Dzienniku Bałtyckim"?

X
XYZ

bo inaczej grozi nam jego zupełna samowola. Powinien zależeć od wyborców za pośrednictwem
Sejmu bądź od nich samych bezpośrednio w trybie referendalnym. Za koniecznością takiej zależności
świadczy stronnicze i aroganckie zachowanie się jego obecnego przewodniczącego.

Dodaj ogłoszenie