Bez biletu nie znaczy za darmo, ale...

Piotr Dominiak
Decyzja radnych z Żor wszczęła w Polsce dyskusję na temat możliwości wprowadzenia darmowej komunikacji miejskiej. Bardzo dobrze, bo rozwiązania dotychczasowe to brnięcie w ślepą uliczkę. Problem jest skomplikowany i w felietonie nie sposób go opisać. Chcę jedynie zwrócić uwagę na kilka aspektów.

Odejście od opłat nie oznacza porzucenia ekonomii. Ta nie ogranicza się bowiem do analizowania transakcji rynkowych (czytaj: odpłatnych przez bezpośrednich użytkowników). Warto wykorzystać nawet tak proste elementy mikroekonomii jak "nadwyżka konsumenta". Jeżeli owa "nadwyżka" jest większa niż utrata przychodów z transportu publicznego w związku z obniżeniem cen biletów lub ich likwidacją, to nie można mówić, że darmowa komunikacja się nie opłaca, jest nieefektywna.

Obecne rozwiązania polegają na podwyższaniu cen biletów, których ceny i tak są poniżej kosztów. Podwyżki cen działają hamująco na popyt, tym mocniej, im w danym mieście łatwiej dostępne są inne możliwości przemieszczania się. W Polsce alternatywę dla większości mieszkańców stanowią samochody osobowe.

To korkuje ulice, przyczynia się do wzrostu zanieczyszczenia środowiska, stwarza problemy (w tym koszty dla miasta) z parkowaniem itd. itp. Korki spowalniają ruch autobusów i tramwajów, co jeszcze bardziej obniża ich atrakcyjność. Wskutek tego zdolności przewozowe publicznego transportu są mniej wykorzystywane, rośnie koszt jednostkowy. Redukuje się więc linie "nierentowne". Błędne koło.

Dzieje się tak dlatego, że podstawą podejmowania decyzji jest rachunek ekonomiczny, dobry - gdy rozpatrujemy efektywność pojedynczego przedsięwzięcia komercyjnego, zawodny - jeśli chodzi o projekty o szerokim oddziaływaniu. To wszystko nie oznacza, że likwidacja biletów może być wprowadzona bez jakiegokolwiek rachunku. Przeciwnie - trzeba liczyć znacznie więcej i szerzej, wykorzystując m.in. analizę kosztów i korzyści. Komunikacja bez biletów nie jest darmowa. I tak za nią zapłacimy. Trzeba tylko sprawdzić, czy suma kosztów prywatnych i publicznych będzie niższa w przypadku braku biletów od kompleksowych korzyści pojedynczych konsumentów i całej społeczności miejskiej.

Na świecie jest obecnie ponad 50 miast, w których komunikacja publiczna jest bezbiletowa. Najwięcej w USA i we Francji, czyli w krajach o bardzo różnych modelach kapitalizmu. Fakt, że na tej liście jest tylko kilka dużych miast (Seattle, Melbourne, Sydney, Perth), też powinien dawać do myślenia. Bo poza kwestiami ideologicznymi, mamy tu do czynienia z organizacją, techniką, rozliczeniami dopłat w przypadku dużych metropolii. Z tym że problemy występują także w przypadku biletów.

Czytaj więcej felietonów Piotra Dominiaka

W każdym razie nie powinno się traktować pomysłów likwidacji bezpośrednich opłat jako nierealnych, utopijnych czy komunistycznych. W opracowaniu na temat komunikacji miejskiej w Aubagne (koło Marsylii) porównano przejazdy autobusami do chodników. Te ostatnie są wszędzie traktowane jako "dobro publiczne" i nikt nie wpadł na pomysł pobierania opłaty za spacerowanie po nich. Są budowane i remontowane ze środków komunalnych. A to przecież też "miejska komunikacja". Gdzie tu przebiega granica pomiędzy dobrami publicznymi a prywatnymi? To nie jest porównanie całkiem demagogiczne. Zanim je odrzucimy, zastanówmy się dłuższą chwilę.

CZYTAJ INNE FELIETONY/ BLOGI:

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
ryłeczko
O.Nerwy puszczają kombatantowi z kryminału. Zdziecinniały to Jazgorz(chyba ksywka demoniczna) Jestem człowiekiem ugodowym, nawet wyciągnąwszy dłoń do Antoniego. Ale ciągle te chamstwo. Skąd masz tyle nienawiści w sobie, patrząc na twój wiek, to nie przystoi...
A
AJB
"Jasió", sieroto PO klawiszu, parchu nieskrobany, musisz sobie to zdziecinniałe ze sklerozy ryło moim nazwiskiem wycierać? Wstydzisz się swego "rodowego" miana, chamski pomiocie?
j
ja
1. Czy p. Redaktor dojeżdża do pracy KM?
Jeśli nie to czy będzie dojeżdżał darmową?
2. Czy pytania powyżej zadał kolegom z pracy?
3. Ja np. wolę samochód bo jest szybciej. A jeżdżę między naszymi "współpracującymi" miastami i mógłbym SKM ale "S" jest w tym skrócie chyba przez pomyłkę.
4. Dlaczego SKM nie jest włączona w bilet ZTM i zapycha się linia tramwajowa po Grunwaldzkiej?
K
Krytyk
w przeciwieństwie do służby zdrowia, której marności dopatrywał się w
jej "darmowości". Okazuje się, że i nawet profesorowie mogą się czegoś
jeszcze nauczyć. Nie trzeba być profesorem ekonomii aby "odkryć", że
"To wszystko nie oznacza, że likwidacja biletów może być wprowadzona bez jakiegokolwiek rachunku." No i po tym odkrywczym stwierdzeniu nic
konkretnego tylko takie sobie ble, ble, ... . Brak choć słowa skąd miałyby
pochodzić pieniądze pokrywające całkowite koszty komunikacji miejskiej
a przecież tego można by oczekiwać od profesora ekonomii. A może to
jednak oczekiwanie za duże!
A
AJB
H&M-Darmowe przejazdy???Ciekawe.Hulajnogą lub Luxtorpedą na Marsa w jedną stronę...
Dodaj ogłoszenie