17 rocznica śmierci Zbigniewa Kosycarza

Redakcja
Maciej i Zbigniew Kosycarz
Maciej i Zbigniew Kosycarz Archiwum rodzinne
Z Maciejem Kosycarzem, gdańskim fotoreporterem, w 17 rocznicę śmierci jego ojca Zbigniewa rozmawia Dagmara Olesińska

Pana ojciec, Zbigniew Kosycarz, był wielkim fotoreporterem, a Pan idzie w jego ślady.
Właściwie można powiedzieć, że już poszedłem. 21 lat na stałe jestem w tym zawodzie. Ale już od lat 80. robiłem zdjęcia i pisałem do gazet, a gdy miałem sześć lat, robiłem pierwsze zdjęcia radzieckim aparatem lubitiel. Przyglądałem się pracy taty i mamy, bo ona też była dziennikarką, zajmowała się kulturą. Rodzice tworzyli taką parę. Ludmiła pisała artykuł, Zbyszek do niego robił zdjęcia. Nigdy nie chciałem wykonywać tego zawodu, jest on szczególnie ciężki. Mało ludzi ma tyle samozaparcia, by wytrwać w dziennikarstwie czy jako fotoreporter 5-10 lat. Ja znam tę pracę też z trochę innej strony. Taty nigdy nie było w domu. Raz w życiu byłem z nim na sankach i pewnie dlatego do dziś to pamiętam. Po 11 latach od jego śmierci zrobiłem coś, co nigdy mu się nie udało, bo brakowało czasu, czyli wydałem album. Zawsze zapowiadał, że zrobi to, jak odejdzie na emeryturę kolejnego roku, a kończyło się to zawsze tak samo - wracał do pracy. Do końca życia robił zdjęcia i zawsze zapowiadał, że wyda album, ale za niego zrobiłem to dopiero ja. Miało się skończyć na jednym, a jest już ich siedem, a jeszcze kilka się pojawi. Myślę, że mama i tata byliby ze mnie dumni. To są słowa ich znajomych. Ludzie też często mylą mnie z ojcem, bo nie kojarzą imienia Maciej, a Zbigniew. Miałem taką sytuację, że jechałem taksówką, rozmawiałem przez telefon na temat zdjęć i na koniec padło też moje nazwisko. Po chwili odwrócił się do mnie taksówkarz i powiedział "Panie, pan tak młodo wyglądasz, a od 1945 roku robisz tutaj zdjęcia".

Czytaj także: Maciej Kosycarz otrzymał Pomorską Nagrodę Artystyczną za 2010 rok

I nie przeszkadza to Panu? Dziś młodzi ludzie często się odcinają od dorobku rodziców i wolą robić wszystko po swojemu.

W pewnym wieku tak jest. Kiedy tata jeszcze żył i mylono moje imię, mówiąc "Zbyszku, Zbyszku", od razu dopowiadałem "Nie! Jestem Maciej." Dziś takich pomyłek już nie prostuję, a nawet cieszę się z tego, bo w ten sposób ojca ożywiłem. Nie żyje 17 lat, a od kiedy zacząłem wydawać albumy, na pocztę do ojca zaczęły przychodzić zaproszenia na wernisaże i na różne otwarcia.

Ile czasu trwa praca nad jednym albumem?
Pierwszy przygotowywałem 11 lat. Właśnie wybieram zdjęcia do kolejnego albumu, ale na razie jeszcze nie zdradzam, jaki on będzie. Mało kto wie, ale najbardziej intensywny okres pracy jest wtedy, gdy układam opisy do zdjęć.

I jak te miejsca rozpoznać?
Na mojej stronie można zobaczyć, że jest 40 zdjęć z lat 1945-1990 , których nie mogę rozpoznać. Wystarczy wpisać razem słowo "dorozpoznania". Ale jeżeli mam tych starych zdjęć 8 tysięcy, to 40 nierozpoznanych to nie jest aż tak dużo. Zadanie ułatwia mi to, że też jestem fotoreporterem. Pewne ulice znam na pamięć. Kiedyś znalazłem zdjęcie miejsca ze stoiskiem z książkami. Rozpoznałem, gdzie ono się znajdowało, po oknach drugiej kamienicy od lewej strony. Wiedziałem, że skądś je znam. To był róg ulicy Miszewskiego i alei Grunwaldzkiej we Wrzeszczu.
To wielka sztuka zrobić ze zwykłego wydarzenia czy uroczystości zdjęcie, które będzie ciekawe.

Ja mam na to jeszcze trochę inne spojrzenie. Staram się zdjęciu nadać wartość przyszłości. Dzisiaj nie zawsze może będzie miało wielki odbiór, ale zależy mi na tym, aby niosło coś ze sobą za 20-30 lat. Robię zdjęcia pod kątem przeniesienia w przyszłość. To też zauważam w pracy ojca.

Czytaj także: Maciej Kosycarz - łazik miejski


Czy gdy Zbigniew Kosycarz jeszcze żył i Pan robił już zdjęcia, dyskutowaliście na temat fotografii?

Ostatnie dwa lata przed śmiercią. Dlatego że wcześniej interesowało mnie zupełnie coś innego. Najpierw miałem wypożyczalnię płyt, później sklep muzyczny. Dużo też podróżowałem i pracowałem za granicą. Robiłem wiele naprawdę ciekawych rzeczy, dlatego mając około 20 lat, nie chciałem robić tego, co robił tata. On nad tym strasznie ubolewał, bo kto mógłby przejąć to wszystko i włożyć w to serce? Ja to robię. Znalazłem na przykład takie banalne zdjęcie, zwykłej ulicy Tkackiej. Datowane na 20 kwietnia 1964 roku, czyli na moje narodziny. Szybko je zeskanowałem, bo wiedziałem, że w dniu, kiedy tata je robił, ja przyszedłem na świat. Do zbioru zdjęć mojego ojca podchodzę z sercem, to coś osobistego, część mojej rodziny.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Antoni Jazgarz Butrykowski
"Egzegi monumentum..."! Wybudowałeś sobie pomnik cenniejszy od spiżu. Żyjesz w naszej pamięci, w pamięci wspaniałego syna wspaniałego ojca, w swoich i jego zdjęciach. Faktycznie, nie całkiem umarłeś! Nie każdemu jest to dane! Panie Maćku, ja też znalazłem zdjęcie mojej Żony autorstwa pańskiego Taty! Piękne zdjęcie. Powodzenia w życiu zawodowym oraz osobistym! Tata tam w górze pewnie też się uśmiecha, w trakcie kolejnego, rajskiego "wernisażu"!
w
wsad
Macku jestes debesciak, nie zlicze ilu to znajomych rozpoznalo sie na Waszych zdjeciach a ja znalazlem w 2 albumach fotki swojego sw pamieci Taty.
w
wersus
NON OMNIS MORIAR...
Dodaj ogłoszenie