Maciej Kosycarz - łazik miejski

Gabriela Pewińska
Maciej Kosycarz
Maciej Kosycarz Przemek Świderski
Syn znanego fotografa Zbigniewa Kosycarza. Na pewno identycznie trzymają aparat. Uważa jednak, że najbardziej działa nazwisko.

Tak jak w tej anegdocie - jedzie taksówką i mówi do słuchawki telefonu: Proszę wysłać te zdjęcia do mnie, Maciej Kosycarz... Kończy rozmowę, a tu taryfiarz odwraca się i mówi: O, Kosycarz?! Pan w 1945 roku robił zdjęcia, a tak młodo wygląda!

Jest też anegdota, niejako, w drugą stronę. Jakiś czas temu był umówiony na zrobienie zdjęć w policji. Komisarz, z którym rozmawiał, uprzedził dyżurnego, że przyjdzie fotoreporter Kosycarz i żeby go wpuścić. Wchodzi, mówi "Kosycarz jestem", a dyżurny się uśmiecha: Tak, znam, znam, syn Macieja!

Po ojcu - tzw. łazik miejski. Tak samo obserwuje i przygląda się ulicy. Musi być z aparatem wszędzie i jest wszędzie, gdzie coś się dzieje. A ponieważ tyle się dzieje, a on nie może być w kilku miejscach naraz, zatrudnił do łazikowania innych fotografów i stworzył znaną w całej Polsce agencję fotograficzną.

***
Nie zarzeka się, że od dziecka chciał być fotografem. Chociaż często towarzyszył ojcu w jego wędrówkach z aparatem po mieście, wcale nie miał ochoty robić tego co on. Na szczęście, mu się odwidziało. Na szczęście, bo pewnie nie powstałoby to całe wspaniałe fotograficzne archiwum.

Prawdziwa kronika miasta. Dzieje Gdańska w fotografii od czasów powojennych. Maciej ojcowskie zdjęcia zarchiwizował. Właściwie archiwizuje do dziś, bo Kosycarz senior zostawił po sobie setki tysięcy negatywów.

- Segreguje je, chodząc po śladach swojego wielkiego taty - mówi fotoreporter Krzysztof Mystkowski. - Te miejsca, które przed laty odnalazł i uwiecznił jego ojciec, Maciej fotografuje na nowo. Myślę, że po to by być bliżej ojca. Dzięki Maćkowi zrozumiałem, jaką jeszcze wartość ma fotografia.

Zrozumiałem, że nie tyle ważne są wielkie wydarzenia, co życie zwykłych ludzi, ich codzienne sprawy. Jaka to radość, gdy po latach ci ludzie odnajdują siebie na tych zdjęciach.

- Szczęście towarzyszy Maciejowi od zawsze - mówi fotoreporter Robert Kwiatek. - Szczęście, bo miał ojca, który robił zdjęcia. Szczęście, bo ten ojciec miał syna, który całą tę schedę po nim przejął.

- Wielu było fotografów, którzy robili w Gdańsku zdjęcia tuż po wojnie, ale zdjęcia te trafiały na ogół albo do muzeum, albo leżą w prywatnych zbiorach. I świat zapomina o ich pracy. Maciej przywrócił do życia zdjęcia Zbigniewa Kosycarza.

Dziś, jeśli ktokolwiek szuka zdjęć Gdańska, czy tych nowych, czy starych, zacznie zawsze od Maćka. Jest jedynym w Gdańsku z takim archiwum, archiwum, które udostępnia innym. Dzięki niemu te zdjęcia żyją. Zresztą gromadzi też prace innych zapomnianych fotoreporterów. Budując swoją siłę, ożywia historię.

- Kiedy w Gdańsku zachodzą jakieś zmiany, coś zostaje zburzone, coś powstaje od nowa, to tam zawsze jest Maciej z aparatem. Za ileś lat jego fotograficzne archiwum będzie kopalnią wiedzy o tym mieście. Rejestruje każdy aspekt tych zmian. Czy to most na Słowackiego, którego już prawie nie ma, czy fabrykę Bałtyk, na miejscu której stoi dziś galeria handlowa. Świetny dokumentalista. Kronikarz - dodaje fotoreporter Grzegorz Mehring.

***
Kiedyś przeżywał coś, co nazywa się kompleksem ojca. Denerwowało go, gdy słyszał: O, to Maciej, syn Zbyszka. Od razu był najeżony. A teraz, gdy ktoś o nim tak mówi, duma go rozpiera. Podobnie jak Zbigniew, nigdy nie rozstaje się z aparatem. Przeogromna jest jego torba fotograficzna: długi obiektyw, krótki, lampy, baterie...

- A ojciec? - zastanawia się. - Ojciec miał po prostu Canona F1.
Ojciec... Pamięta, jak zawsze robił mu awanturę za... zimę.
Ojciec, no co ty! - prychał pogardliwie. Zima jak zima, co tu fotografować?! Pierwszy śnieg to pierwszy śnieg, wielkie mi rzeczy!
Co roku było jednak to samo.

Przyjeżdżał do redakcji, stoi w drzwiach. - Zrobiłeś zimę? Dostawał szału. - Afera, bo jakiejś tam zimy nie zrobiłem! - wspomina po latach Maciej. - Że śniegu, co pada, nie uwieczniłem, kogoś okutanego po czubek nosa stojącego na przystanku nie dostrzegłem, zasp, pierwszych płatków śniegu za oknem, ośnieżonych dachów i piaskarek, zasypanych samochodów, ludzi w szalach i rękawicach...

- Ojciec, zima jest co roku. I do tego taka sama! - tłumaczył. Jednak ojciec nie ustępował. - Zimę się robi zawsze - mówił stanowczo.
No i tę zimę musiał trzaskać. A dziś? Trzy płatki śniegu spadną, a wszystkie gazety dają to na pierwsze strony! Mówią o tym w telewizji i radiu! I on już teraz robi tę zimę co roku.

***
Ojciec nigdy nie uczył go robienia zdjęć od strony technicznej, po prostu zabierał go ze sobą i to była najlepsza szkoła. Pamięta te wyjazdy do dziś. Właściwie w swojej pracy zachowuje się tak samo jak ojciec.

Efektem pasji fotograficznej obu Kosycarzy - ojca i syna są dwa albumy "Fot. Kosycarz - niezwykłe, zwykłe zdjęcia". To ponad 60 lat zatrzymanej w kadrze historii Trójmiasta. Fotografie pokazują nie tylko wielkie wydarzenia, ale głównie życie codzienne Gdyni, Sopotu, Gdańska. Ludzi i fragmenty ich małej historii. Także miejsca, które tak się zmieniły w ciągu lat, że gdyby nie podpisy pod zdjęciami, trudno byłoby je rozpoznać.

Maciej Kosycarz - fotoreporter, archiwista
Nominowany za konsekwentną kontynuację kronikarskiej pracy swojego ojca, pieczołowite fotoreporterskie utrwalanie obrazu gdańskiej i pomorskiej codzienności, a także za przypominanie powojennej historii miasta i regionu w licznych wystawach oraz kolejnych edycjach albumu "Fot. Kosycarz"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie