Zdjęcia z miłości, czyli "Gdańsk odchodzący"

    Zdjęcia z miłości, czyli "Gdańsk odchodzący"

    Gabriela Pewińska

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Grupa fotografów z Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego stała się nieoczekiwanie kronikarzami umierającego miasta. Blisko dwa lata wędrowali po Gdańsku w poszukiwaniu utraconego piękna architektury, w poszukiwaniu prawdziwego Gdańska bocznych ulic.
    Swój projekt ratowania tego, co się jeszcze da uratować, przynajmniej na fotograficznej kliszy, nazwali "Gdańsk odchodzący". Nakładem Oficyny Wydawniczej FINNA ukazał się właśnie album pod tym tytułem.

    "Nie ma znaczenia, czy prezentowane zdjęcia pretendują do miana fotografii artystycznej czy dokumentalnej. Wszystkie są wyrazem miłości do naszego miasta" - czytamy we wstępie.

    Gdańsk odchodzący, czyli domy sprzed lat. Sprzed wieków. Z większości nic już nie zostało. Na ich miejscu powstało nowe, inne. Te, które jeszcze istnieją, podpierają się na rusztowaniach jak o lasce. Czas bezwzględnie zabija okna, gzymsy, klamki, futryny i parapety, drzwi, dachy, progi, schody, okna. To wszystko zostanie. Ale na fotografiach.

    - Za kilkanaście lat będą w Gdańsku miejsca, które tak się zmienią, że ich nie poznamy - mówi Adam Fleks, prezes Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego. - Nie wszystkie zdążyliśmy uwiecznić. Zniknęła np. ulica mojego dzieciństwa - Orzeszkowej we Wrzeszczu. Nie ma tam już ani mojego domu, ani całej pierzei ulicy. Cieszę się, że zdążyłem zrobić zdjęcia tym nieistniejącym już budynkom jeszcze w latach 80.

    Projekt "Gdańsk odchodzący" fotograficy z GTF zaczęli realizować w 2006 roku. Wyruszyli z aparatami najpierw na ulicę Wronią - sentymentalną krainę wspomnień wielu gdańszczan. - Także i moich - dodaje Adam Fleks. - Ulica o tyle ciekawa, że odwiedzamy ją co kilka miesięcy, i za każdym razem wygląda inaczej, robi się coraz więcej pustego miejsca. Wyburzane są kolejne domy.

    Te proste budynki z XIX wieku, z pruskiego muru, budowane może z materiałów nie najlepszej jakości, w których może nie mieszkało się najwygodniej, ale miały swój urok, teraz niszczeją. Może rzeczywiście nie dało się ich uratować, ale na szczęście można ocalić ich obraz. I próbujemy to robić. Uwieczniamy to, co odchodzi, zatrzymujemy w kadrze każdy drobiazg. Za pięć, za dziesięć lat nie będziemy pamiętać, że takie domy istniały. Z domu przy Dworcowej 22 zostało już tylko piaszczyste podwórze i wjazd do bramy prowadzący donikąd.

    Prezentowane w albumie zdjęcia to prace 32 autorów, członków Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo