Zakończył się Festiwal Dwa Teatry 2011

Ryszarda Wojciechowska
Zbigniew Zamachowski:  - Ja się boję seriali. Zagrać dobrze - źle. Zagrać źle - jeszcze gorzej
Zbigniew Zamachowski: - Ja się boję seriali. Zagrać dobrze - źle. Zagrać źle - jeszcze gorzej Tomasz Bołt
Jedni mówią, że temu festiwalowi zanika już puls. Inni przekonują, że ten pacjent jeszcze długo pożyje. Swoją diagnozę wystawia też festiwalowa publiczność. A ta przez ostatnie dwa dni wypełniała w Sopocie sale ze spektaklami i słuchowiskami, dając dowód, że teatr wygrywa nawet ze słońcem.

Dobrze było, ale za mało
Ale w kuluarach festiwalu przewijały się jednak obawy, czy w przyszłości będzie z czego tworzyć konkurs? Bo już w tym roku nie było festiwalowej preselekcji w przypadku telewizyjnych spektakli. I pokazano wszystko, co telewizja ostatnio wyprodukowała. A zamówienia w tym półroczu przez TVP na spektakle też nie robią wielkich nadziei. Ale zobaczymy.
Podczas tej 11 edycji festiwalu Dwa Teatry tradycyjnie więc oglądano, słuchano i nagradzano. Zachwycano się aktorskimi kreacjami na żywo i na ekranie. W konkursie znalazło się ponad dziesięć spektakli telewizyjnych, m.in. "Czarnobyl. Cztery dni w kwietniu" ze Zbigniewem Zamachowskim w roli głównej, przypominającym dramatyczne dni po katastrofie elektrowni atomowej, zwłaszcza spór władzy o to, czy poinformować społeczeństwo zagrożone promieniowaniem. Można było obejrzeć również "Boulevard Voltaire" (scenariusz i reżyseria Andrzej Bart) z Ewą Wiśniewską i Januszem Gajo- sem, który pokazuje trudne polsko-żydowskie problemy. W konkursie znalazła się także m.in. "Dolina nicości" na podstawie powieści Bronisława Wildsteina czy "Sztuka bez tytułu" Antoniego Czechowa. Różne światy, różni autorzy i różne tematy, można powiedzieć.

Podobnie było ze słuchowiskami radiowymi. Niebanalna historia kryminalna Krzysztofa Czeczota, spotkanie pisarza Trumana Capote'a z jego przyjaciółką Marilyn Monroe, opowieści o świecie miejskiej biedoty Daniela Odiji czy historia z... przyszłości, dziejąca się w 2047 roku - to niektóre tematy konkursowych słuchowisk.

Jak zawsze tłumy ciągnęły na spotkania z teatralnymi gwiazdami na żywo. W tym roku najmocniej błyszczał Jerzy Trela. I nie tylko dlatego, że wręczono mu Wielką Nagrodę Festiwalu Dwa Teatry. Ale to aktor wielki i skromny. A takich publiczność festiwalowa kocha najbardziej. Trela udowodnił, że łatka, którą mu przypięto (- mówią o mnie mruk - wyznał szczerze) jest nieprawdziwa. Chętnie wspominał rolę Stalina w sztuce, reżyserowanej przez Kazimierza Kutza, w której partnerował Tadeuszowi Łomnickiemu. Przyjął ją na cztery tygodnie przed realizacją spektaklu, po kimś, kto zrezygnował. Na miesiąc przed premierą dostał 204 strony maszynopisu i... nogi się pod nim ze strachu ugięły. Kiedy chciał uciekać, Kutz użył argumentu nie do odrzucenia, przypominając, jak podczas ich wcześniejszej współpracy matkował mu i był dla niego wyrozumiały. Trela nie miał więc wyjścia. Kiedy już po spektaklu jeden z krytyków zapytał go: Skąd się w panu wzięło to żelazne spojrzenie patrzące na Łomnickie- go?, odparł: Ze strachu przed Łomnickim. Opowiedział też anegdotę o tym, jak przygotowywał się do roli starego wiarusa.

- Nie chciałem być gorszy od Solskiego - mówił aktor. Wyszedł więc na podwórze teatru, żeby się wytarzać w kałużach i wyglądać jak wiarus. Wytarzawszy się, poczuł jakiś nieprzyjemny zapach, a w oknie teatru ujrzał tarzających się z kolei ze śmiechu kolegów, którzy wiedzieli, że wcześniej zajechała tu jakaś wycieczka. I panowie z tej grupy oddali się zbiorowemu opróżnianiu pęcherzy. A on się w tym wytytłał.

- Raz więc byłem artystą ekstremalnym - żartował Trela.

Zbigniew Zamachowski, też gwiazda festiwalu, mówił m.in. o tym, że kiedy jako dziecko biegał z patykiem po podwórku tuż po serialu "Pan Wołodyjowski", nawet przez myśl mu nie przeszło, że sam będzie kiedyś grał tego bohatera. Pytany o zbliżające się w lipcu 50. urodziny, odpowiedział, że nie ma powodu do narzekań. - Uśmiecham się do tego, co mi się udało zrobić - tłumaczył.
I na koniec festiwalowe nagrody. Grand Prix przyznano spektaklowi "Kontrym" i słuchowisku "Somosierra". Nagrody za reżyserię otrzymali Andrzej Bart ("Boulevard Volta- ire") oraz Tomasz Man (słuchowisko "Sex machine"). Za najlepszą rolę kobiecą nagrodzono Ewę Wiśniewską (zagrała w dwóch spektaklach: "Boulevard Voltaire" i "Napis"), a w kategorii najlepsza rola męska znowu zwyciężył Janusz Gajos ("Boulevard Voltaire"). Za role w słuchowisku radiowym nagrodzono Jadwigę Jankowską-Cieślak ("Sex machine") i Mariusza Bonaszewskiego ("Król Edyp" i "Kiedy nie mogę uciec").

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie