Z Pomorza na "Pomorze"

    Z Pomorza na "Pomorze"

    Zdjęcie autora materiału

    Dziennik Bałtycki

    Z Henryką Krzywonos-Strycharską, matką chrzestną statku Polskiej Żeglugi Morskiej SA w Szczecinie "Pomorze", rozmawia Jacek Sieński
    W czerwcu powiadomiłem Panią telefonicznie o wyjeździe do Chin, w których zbudowany został statek "Pomorze" dla Polskiej Żeglugi Morskiej.
    W momencie odebrania telefonu z redakcji byłam w Szczecinie, w którym wtedy nakręcano o mnie film i to akurat przy siedzibie PŻM. Zaskoczona tą informacją nie pomyślałam nawet o tym, aby wejść do ich budynku. Bardzo się ucieszyłam, bo wizyta w Chinach stanowiła dla mnie podróż życia. Chciałabym bardzo podziękować wszystkim tym, którzy oddali głosy na moją osobę w plebiscycie "Polski Dziennika Bałtyckiego" na matkę chrzestną "Pomorza".

    Jak przebiegała podróż do Chin?

    Niestety, spotkała mnie nieprzyjemna przygoda. Leciałam z Amsterdamu do Pekinu samolotem Lufthanzy w towarzystwie dyrektora ekonomicznego PŻM. Nagle pojawił się przy mnie niemiecki kapitan samolotu i zażądał paszportu, który dosłownie wyrwał mi z ręki. Zarzucił mi po chamsku, że paliłam papierosa w toalecie i to dwukrotnie, choć tego nie zrobiłam. Nie pomogło wyjaśnienie dyrektora, który zaświadczył, że wcześniej nie opuszczałam fotela. Obawiałam się awantury na lotnisku, bo nie byłam zwykłą turystką. Nie przeprosiłam kapitana, co sugerował personel samolotu, bo byłam niewinna i nie uginam się pod naciskiem. Tuż przed lądowaniem w Pekinie paszport mi zwrócono.

    Celem Pani pobytu było ochrzczenie statku. Jak odbywa się taka uroczystość w Chinach?
    Z Pekinu pojechaliśmy do Tianjin. Zakwaterowano nas w hotelu i prawie natychmiast odwieziono do stoczni Xingang. W odpowiedniej kreacji i zgodnie ze zwyczajem w kapeluszu, zakupionym dla mnie przez rodzinę w Londynie, musiałam wdrapać się po wysokim, stromym trapie na statek "Roztocze", który jest jeszcze budowany, z niego przejść na cumujące obok "Pomorze". Przywitałam się z naszymi marynarzami. Chińczycy wymagali, abym tradycyjną formułę "Płyń po morzach i oceanach..." wypowiedziała po angielsku. Nauczyłam się jej, ale powtórzyłam ją też po polsku, co wyraźnie wzruszyło załogę statku z jej kapitanem Krzysztofem Wierzchoniem. Zdołałam także od razu rozbić butelkę szampana o nadbudówkę. Statek poświęcił znany mi dobrze ksiądz Ireneusz Dampc z Jastrzębiej Góry, przebywający w Chinach i opiekujący się tam chorymi na AIDS. Po chrzcie odbyło się oficjalne przekazanie statku armatorowi i podniesienie polskiej bandery. Załoga mojego chrześniaka otrzymała ode mnie Gryfa Pomorskiego, będącego herbem Pomorza, krzyż i książkę "Nasz piękny Gdańsk" z dedykacjami Lecha Wałęsy, Pawła Adamowicza i moją. Będę utrzymywać stały kontakt z załogami "Pomorza", co jest moim obowiązkiem jako matki chrzestnej.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo