Wybory 2020. W dniu wyborów można było bez trudu znaleźć w sieci wyniki sondaży. Na ile jednak dane z Bazarków były wiarygodne?

Redakcja
Wybory 2020. Na ile dane z Bazarków były wiarygodne? Lukasz Capar Polska Press
Od północy z piątku na sobotę aż do zamknięcia lokali wyborczych na terenie całego kraju obowiązywała cisza wyborcza. Za jej naruszenie, a zwłaszcza wcześniejszą publikację sondaży wyborczych, mogła grozić kara sięgająca nawet od pół miliona do miliona złotych. Równocześnie już od niedzielnego południa na Twitterze oraz niektórych stronach internetowych rozhulał się #Bazarek, na którym podawano ceny produktów spożywczych i przemysłowych, które miały odpowiadać poparciu procentowemu poszczególnych kandydatów.

Wybory 2020. Kto był kim na Bazarku?

Urzędujący prezydent Andrzej Duda na Bazarku przedstawiany był zamiennie jako Długopis lub Budyń. To ostatnie określenie pochodzi jeszcze z poprzednich wyborów prezydenckich, kiedy Andrzej Duda (Budyń) rywalizował z Bronisławem Komorowskim (Bigos). Rafał Trzaskowski najczęściej występował jako dżem. Ta nazwa wiąże się z pytaniem zadanym Trzaskowskiemu przez dziennikarza TVP, dociekającemu dlaczego prezydent Warszawy w rocznicę Bitwy Warszawskiej kupował dżem na jarmarku. Pojawiało się także określenie Czajka, od oczyszczalni ścieków, która uległa awarii za prezydentury kandydata PO.

Szymon Hołownia to Cytryny (kolor kampanijny kandydata) lub Talent. Krzysztofa Bosaka reprezentowały Konfitury lub Boso. Władysława Kosiniaka Kamysza: Ziemniaki lub Buraki, a Roberta Biedronia: Wiosła (od partii Wiosna).

Wybory 2020. Jak działał Bazarek?

Na Bazarku można się jednak pogubić. Obok danych bardzo zbliżonych do ostatecznych wyników wyborów, pojawiały się tam notowania dalekie od sondaży. Jak twierdzą politolodzy, ceny/wyniki mogą być kreowane przez sztaby wyborcze kandydatów, w celu zmotywowania swoich wyborców lub zdemotywowania zwolenników przeciwnika politycznego.

Pierwsze niedzielne, bazarkowe informacje dotyczyły wyników głosowania za granicami kraju. Podawano m.in. o zwyżce cen dżemu (39 zł), budyniu za 18 zł i cytrynach po 17 zł. Kilka godzin później Tomasz Zimoch na Twitterze napisał, że w obu Amerykach plus Azji Dżem kosztuje 35 zł, Cytryny 22 zł, Konfitury 14 zł, a Budyń 13 zł. Dziś już wiadomo, że choć kandydat Platformy zwyciężył w Austrii, Czechach, Hiszpanii, we Włoszech i ośmiu krajach Dalekiego Wschodu, to Andrzej Duda wygrał w Ameryce Północnej.

Także późniejsze ceny politycznych towarów znacznie różniły się między sobą. Według niektórych handlarzy z ryneczku, jeszcze przed godziną 17:00 Budyń przebił 50 złotych, inni informowali, że wieś wybiera spacery Boso, a Dżem w Warszawie kosztuje 57 złotych (tak naprawdę Rafał Trzaskowski zwyciężył w stolicy, ale z mniejszym poparciem, na poziomie 47,5 procent).

Wyniki wyborów 2020 na Pomorzu. Kogo wybrali mieszkańcy regi...

W porze obiadowej na twitterowym Bazarku pojawił się apel podpisany przez @Sondaże.PL, by rozsądnie podchodzić do cen produktów spożywczych, podawanych przez ludzi, którzy chcą tylko zrobić szum wokół samych siebie.

„Poczekajmy spokojnie na wieczorne rozliczenie kas” – można było przeczytać w apelu.

Bliższe realiom ceny pojawiły się na wyborczym ryneczku dwie-trzy godziny przed zakończeniem ciszy wyborczej.

– Widziałem tylko jeden Bazarek, od pewnego dostawcy, który był częścią exit pool prowadzonych do godziny 17:00 – mówi dr Bartosz Rydliński, politolog z Uniwersytetu Stefana Wyszyńskiego. – Należy jednak pamiętać, że wieczorem do wyborów poszły miasta liczące poniżej 50 tysięcy mieszkańców. Również południe Polski ruszyło na wybory po godzinie 17:00. Jaki wobec tego mają wpływ Bazarki na wyniki, które zobaczyliśmy o godzinie 21:00?

Tuż przed zamknięciem lokali wypłynęły wreszcie wyniki sondaży, które nie różniły się od podawanych przez stacje telewizyjne podczas wieczorów wyborczych. Były to prawdopodobnie kontrolowane przecieki. Skąd? Możemy się tylko domyślać.

Niezależnie od wiarygodności danych, Bazarki pokazują słabość prawa grożącego wysokimi karami za złamanie ciszy wyborczej. Przy czym robią to całkowicie bezkarnie, bo, jak twierdzą konstytucjonaliści, (w tym dr Joanna Juchniewicz z Katedry Prawa Konstytucyjnego i Nauki o Państwie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego) póki nie pojawią się w ofercie nazwiska kandydatów, póty nie można nikogo ścigać za podawanie wyników sondaży. Z założeniem, że wyniki są prawdziwe.

I tak w niedzielę, 12 lipca znów przyjdzie nam sprawdzać, ile Polacy gotowi są zapłacić za Dżem, a ile za Budyń. Smacznego!

Wybory prezydenckie 2020. Do urn ruszyli pomorscy politycy. ...

Szczepienia mają przyspieszyć. Szczepionki nie będą marnowane

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie