WYBORY 2011: Senator Edmund Wittbrodt - działa, uczy, chodzi twardo po ziemi

Barbara Szczepuła
Dla senatora Edmunda Wittbrodta to już czwarta kadencja
Dla senatora Edmunda Wittbrodta to już czwarta kadencja Grzegorz Mehring
Prof. Edmund Wittbrodt jest Kaszubą z Rumi, a jednocześnie Europejczykiem co się zowie. - Dobrze reprezentował Polskę w Konwencie Europejskim - ocenia Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Przypomnijmy, że to właśnie konwent, którego członkiem był senator Wittbrodt, przygotowywał traktat lizboński. Było z tym potem trochę nerwów, bo najpierw Francuzi nie przyjęli go w referendum, potem zacięło się w Holandii i Irlandii, a wreszcie prezydent Kaczyński zwlekał z jego podpisaniem. Senator Wittbrodt, człowiek niesłychanie spokojny, zaczął się już niepokoić, ale w grudniu 2009 roku odetchnął z ulgą, bo traktat lizboński wszedł w życie. Przyznaje - ma satysfakcję.

Wszystko na temat WYBORÓW 2011

W szkole i jako student Wydziału Mechaniczno-Technologicznego Politechniki Gdańskiej był prymusem, od lat jest profesorem, w pierwszej połowie lat 90. był rektorem PG. W latach 80. zaangażował się w Solidarność. Jako prodziekan bronił w stanie wojennym studentów i pracowników swojego wydziału przed relegowaniem z uczelni i innymi szykanami.

Wielu znajomych zdumiało się więc, gdy w ubiegłym roku, tuż przed jubileuszem 30-lecia uczelnianej Solidarności, rozstał się nagle z panną "S"! Poszło o to, że ówczesny szef NSZZ Solidarność oficjalnie poparł kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta. Prof. Wittbrodt, który poważnie traktuje politykę, wypisał się ze związku, bo uznał, że jako senator PO nie może "stać w rozkroku". Ale legitymacji, którą ma od 1980 roku, wydrukowaną jeszcze za granicą, nie oddał, bo to zbyt droga pamiątka.

A do Platformy Obywatelskiej zapisał się, gdy ludzie PiS zaczęli lżyć inteligentów, nazywać ich wykształciuchami i łże-elitą. Powiedział sobie: basta! Był to też znak sprzeciwu wobec egzotycznej koalicji PiS z Lepperem.

Choć jest senatorem już czwartą kadencję, cały czas pracuje naukowo na politechnice, wykłada, ma doktorantów, pisze książki. Chce chodzić po ziemi.

Pracy naukowej nie porzucił nawet wtedy, gdy został ministrem edukacji w rządzie Jerzego Buzka. Były premier, dziś szef Parlamentu Europejskiego, pozytywnie ocenia swoją współpracę z profesorem Wittbrodtem: - Dobrze zna się na sprawach nauki, innowacji i szkolnictwa wyższego. A senator mówi mi o swoim autorskim projekcie zmian w prawie o szkolnictwie wyższym, o wprowadzeniu nowego systemu płacowego w szkołach wyższych, który funkcjonuje do dziś.

Jako minister powołał też Państwową Komisję Akredytacyjną, która monitoruje szkoły wyższe i w trosce o jakość nauczania może nawet cofnąć uprawnienia uczelni, w której stwierdzi nieprawidłowości. Postarał się też o pieniądze na budowę biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego i rozbudowę Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu oraz Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku.

I choć czasu ma mało, bo przewodniczy w Senacie Komisji Spraw Unii Europejskiej, jeździ po Europie, a w Polsce propaguje Unię Europejską, stale współpracuje z senacką Komisją Nauki i Edukacji, bo czuje się przede wszystkim profesorem. Jego najmłodsza wnuczka Majka zacznie w tym roku edukację. Jako pięciolatka.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Z senatorem Edmundem Wittbrodtem rozmawia Barbara Szczepuła

Mówi się czasem, że senatorowie nie mają nic do roboty.

To niesprawiedliwa opinia. Nie można uogólniać. Są senatorowie, którzy ciężko pracują, są i tacy, którzy się nie przemęczają. Ale to przecież część wyborców woli celebrytów…

Pan należy do tych najpracowitszych. Przewodniczy Pan jednej z ważniejszych senackich komisji - ds. UE.
W ostatniej kadencji kluczowa była ratyfikacja traktatu lizbońskiego i uregulowanie sposobu współpracy rządu z Sejmem i Senatem w sprawach unijnych. Rozpatrywaliśmy około 1500 regulacji prawnych. Pilnujemy, by UE nie zawłaszczyła zbyt wiele kompetencji.

Wszystko na temat WYBORÓW 2011

A co senator Wittbrodt zrobił przez cztery kadencje, bo zasiada Pan w tej izbie od 1997 roku, dla swojej małej kaszubskiej ojczyzny?
Będąc ministrem edukacji w rządzie Jerzego Buzka, dużą wagę przywiązywałem do edukacji regionalnej, wsparłem wydanie kaszubskiego elementarza, sprzyjało to nauczaniu języka kaszubskiego. W 2005 roku uchwaliliśmy ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym. Umożliwiło to pozyskiwanie środków przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Organizujemy w parlamencie wystawy promujące kulturę kaszubską i Kaszuby, by przekonać wątpiących, że nie mamy nic wspólnego z "zakamuflowaną opcją niemiecką".

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Dodaj ogłoszenie