WYBORY 2011: Senator Dorota Arciszewska chce wrócić do Sejmu

Ryszarda Wojciechowska
Dorota Arciszewska-Mielewczyk chce znów być posłem
Dorota Arciszewska-Mielewczyk chce znów być posłem Tomasz Bołt
Dorota Irvina Arciszewska-Mielewczyk - senator Prawa i Sprawiedliwości. Parlamentarzystka z kilkunastoletnim stażem. Przez dwie kadencje zasiadała w Sejmie. Teraz kończy drugą kadencję w Senacie. Zapowiada jednak, że znowu zamierza wrócić do Sejmu. Bo poseł... więcej może.

Jest jednym z bardziej wyrazistych senatorów. Ale przede wszystkim dlatego, że stała się - jak to określili dziennikarze - polskim biczem na Erikę Steinbach - szefową niemieckich wypędzonych. To dzięki tej "krucjacie" pani senator przebiła się do medialnej i tym samym masowej świadomości.
W tej chwili też częściej w mediach zabiera głos jako prezes Stowarzyszenia Powiernictwo Polskie, niż jako senator.

W mijającej kadencji parlamentu przede wszystkim wyraziście i ostro komentowała stosunki polsko-niemieckie albo po raz kolejny protestowała przeciwko Erice Steinbach. Senator Arciszewska-Mielewczyk głośno wypowiadała się, na przykład, na temat decyzji sądu w sprawie majątku rodzin Moskalików i Głowackich w Nartach na Mazurach. Sąd zdecydował, że ten majątek polskie rodziny muszą zwrócić Agnes Trawny, która przed laty wyemigrowała z rodzicami do Niemiec (Powiernictwo Polskie rozpoczęło potem zbiórkę pieniędzy dla polskich rodzin i uzbierało 50 tysięcy złotych). Kiedy przed dwoma miesiącami Erika Steinbach zapowiedziała swój przyjazd do Rumi, senator nazwała tę wizytę prowokacją i wezwała do uznania Niemki w Rumi za persona non grata.

Pytana o to, czy nie za bardzo koncentruje się na sprawach polsko-niemieckich, kosztem innych ważnych spraw w Senacie, odpiera zarzuty, twierdząc, że ta jej stowarzyszeniowa działalność również łączy się z funkcją senatora.

W Senacie wybrała bowiem Komisję Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą, która nie koncentruje się tylko na polsko-niemieckich związkach, ale także zajmuje się niełatwą polityką polsko-litewską czy polsko-białoruską. Na tym froncie rzeczywiście można odnotować jej monity do MSZ w sprawie sytuacji Polaków na Litwie, zwłaszcza kiedy obywatele Litwy polskiego pochodzenia walczyli o możliwość oryginalnej pisowni swoich nazwisk.

W tej kadencji Senatu Dorota Arciszewska-Mielewczyk była także członkiem Komisji Gospodarki Narodowej, ale zrezygnowała z udziału w niej, twierdząc, że poseł opozycyjny może być tutaj tylko kwiatkiem do kożucha. I że nie chciała się podpisywać pod bublami, jakie stamtąd wychodziły. Gospodarkę zamieniła na Komisję Spraw Zagranicznych.

Jeśliby oceniać jej pracę na podstawie liczby oświadczeń, to plasuje się w grupie tych... składających ich sporo. Te oświadczenia są na różne tematy, m.in. w sprawie ocenzurowania w Senacie wystawy o zaolziańskich ofiarach Katynia. Jest oświadczenie skierowane do ministra spraw zagranicznych w sprawie komiksu o Chopinie czy inne, skierowanie do premiera w sprawie statusu prawnego mniejszości polskiej w Niemczech oraz w sprawach zadośćuczynienia za krzywdy wojenne doznane przez obywateli polskich ze strony Niemiec podczas II wojny światowej.
Ale jest także oświadczenie w sprawie pozbawienia oficera rezerwy osobnej kwatery stałej czy w sprawie Państwowej Inspekcji Sanitarnej, co dowodzi jej wszechstronności w formułowaniu oświadczeń.

Jeden z tabloidów umieścił Dorotę Arciszewską-Miele- wczyk na liście dziesięciu najbogatszych senatorów w Polsce (zajęła ósme miejsce, nie bez pomocy męża, kontrowersyjnego biznesmena Krzysztofa Mielewczyka). Uznana przez naszych Czytelników za najbardziej wpływową kobietę w Gdyni.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Ostatnia deska ratunku

Z senator Dorotą Arciszewską-Mielewczyk rozmawia Ryszarda Wojciechowska

Złośliwi mówią, że gdyby Eriki Steinbach nie było, to Pani by ją wymyśliła.
To naprawdę gruba złośliwość, niewarta nawet komentowania.

No dobrze, to jaka jest, Pani zdaniem, rola senatora?
Taka jak rola posła. Polega przede wszystkim na tworzeniu prawa. Ale prawdę powiedziawszy, wyborcy nas często postrzegają jako te ostatnie deski ratunku. Przychodzą do nas osoby, które traktują nas trochę jak kancelarię prawną, doradztwo podatkowe czy biuro trudnych spraw. Interweniujemy wtedy osobiście. Mnie się udało pozytywnie załatwić 70 spraw spośród 300 interwencji. Z tego się bardzo cieszę.

Ale jednak Pani uznała, że lepiej być posłem niż senatorem. I po dwóch kadencjach znowu zamierza wystartować do Sejmu.
Ale tylko dlatego, że Sejm, moim zdaniem, ma więcej inicjatywy ustawodawczej. Tam się jednak więcej dzieje. Wszystko, co ma związek z nowym prawem, w Sejmie się właściwie zaczyna. Media też bardziej koncentrują się na pracy posłów niż senatorów i przez to łatwiej wyjść do wyborców ze swoimi pomysłami i inicjatywami.

Czyli w Sejmie ma się większą władzę niż w Senacie?
Tu nie o władzę chodzi, tylko o większy wpływ na kształtowanie rzeczywistości, tej prawnej.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Dodaj ogłoszenie