Wojna i zdjęcia. Premiera filmu "Tajemnice Joachima" w Gdyńskim Centrum Filmowym

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
19 lutego o godz. 18 w Kinie Studyjnym Gdyńskiego Centrum Filmowym odbędzie się premiera filmu dokumentalnego pt. „Tajemnice Joachima" . To historia gdynianina, Joachima Joachimczyka, autora ponad tysiąca zdjęć z Powstania Warszawskiego.

Z Andrzejem Ciecierskim, reżyserem filmu dokumentalnego „Tajemnice Joachima” rozmawia Gabriela Pewińska

Dlaczego to Joachim Joachimczyk stał się bohaterem twojego filmu?
To postać znana w Gdyni. Głównie dlatego, że był uczestnikiem i fotografem Powstania Warszawskiego. Był też ostatnim komendantem gdyńskiego Tajnego Hufca Harcerzy. Wiedziałem o nim co nieco, ale na dobre zacząłem się nim interesować, gdy – przypadkiem - jego fotografia stała się bohaterką mojego wcześniejszego filmu o dwójce bohaterów powstania Elżbiecie Tatarkiewicz – Skrzyńskiej z Sopotu i i Januszu Preyssie z Gdyni. Wzruszający obrazek: sanitariuszka podaje powstańcowi kromkę chleba z marmoladą. Sygnowano - „Joachim”. Przygotowując tamten dokument spotkałem się ze szwagierką fotografa, okazało się, że mieszka w Gdyni, też była w powstaniu, dziś ma 99 lat i będzie gościem premiery mojego filmu. Wtedy, po wizycie u niej, postanowiłem zgłębić temat Joachima Joachimczyka, choć filmów o powstaniu nakręcono już wiele...

Ale Joachimczyk nie był bohaterem żadnego z nich.
A - jak się kazało - jego życiorys to gotowy scenariusz filmowy. To historia do sfilmowania nie tylko z racji jego udziału w powstaniu. Jego losy powojenne i przedwojenne są równie ciekawe. Przed wojną z Chojnic przyjeżdża do Gdyni, gdzie pracuje w Izbie Handlowej i działa na rzecz gdyńskiej Polonii. W 1939 roku zostaje uczestnikiem kampanii wrześniowej w rejonie Gór Świętokrzyskich, tam dostaje się do niewoli, skąd w brawurowy sposób ucieka. Niebawem wraz z ukochaną, poznaną jeszcze w Chojnicach są już w Warszawie, gdzie w 1941 roku biorą ślub. Wkrótce Joachimczyk przystąpi do Armii Krajowej, gdzie przeszkolą go na potrzeby wydziału propagandy jako fotoreportera i operatora kamery.

Znał się na tym?
Był amatorem, choć z zamiłowaniem do malarstwa, sztuki w ogóle i ze zdolnościami plastycznymi. Przed wojną malował obrazy, ale był też kuśnierzem, robił wspaniale torby, paski, wyjątkowo piękną galanterię ze skóry.

Skąd tytuł „Tajemnice Joachima”?
Są tajemnice, które nosił w sobie do końca życia. Był szalenie zamknięty w sobie. Nigdy nie zwierzał się, nawet najbliższym, nie rozmawiał ani o tym co robił w czasie wojny, ani o planach, jakie miał, wiele jego tajemnic pozostało tajemnicami do końca.

Któreś udało ci się w filmie rozwikłać?
Owszem, ale niech przed premierą to też pozostanie tajemnicą (śmiech). Mogę zdradzić tylko tyle, że w zupełnie niebywały sposób pomagał Żydom. Ze prowadził w tym celu rozmaite konspiracyjne gierki. Ale wróćmy do czasu powstania. I do jego zdjęć z tamtego czasu. Fotografuje głównie Śródmieście, Powiśle, Czerniaków. Mnóstwo fotografii! Całe serie! Jeden obraz utrwala czasem w kilku ujęciach. Pewnie nie do końca był pewny, czy zdjęcie jest udane, wolał zrobić więcej klatek. Po upadku powstania trafia do niewoli. Do obozu w Niemczech, skąd niebawem mają ich wywieźć w inne miejsce. Tuż przed wywózką zamienia się mundurem z jednym z oficerów wyższej rangi. Od pilnującego więźniów włoskiego żołnierza kupuje za ostatni z powstania żołd niezbędnik z pilnikiem w roli głównej. W pociągu zrobi nim dziurę w drzwiach, by przepiłować kłódkę z drugiej strony wagonu. Ucieka. Przez Norymbergę dociera do Wiednia. Nawiązuje kontakt z łącznikiem AK i czeka na papiery, które pozwolą mu wrócić do Gdyni. Nie mogąc się ich doczekać ryzykuje, rusza bez dokumentów, koleją, przez Berlin.

Jak uda mu się bez szwanku dojechać na miejsce?
Ponoć nie bez znaczenia była tu jego szarmancka postawa wobec kobiet... U siostry na Świętojańskiej melduje się w grudniu 1944 roku. To wtedy szwagier Joachima uszyje ten słynny plecak z podwójnym dnem, w którym przewożone będą Rosjanom tajne plany, dzięki nim duża część Gdyni nie zostanie zniszczona.

Są tajemnice, które nosił w sobie do końca życia. Był szalenie zamknięty w sobie. Nigdy nie zwierzał się, nawet najbliższym, nie rozmawiał ani o tym co robił w czasie wojny, ani o planach, jakie miał, wiele jego tajemnic pozostało tajemnicami do końca.

Zdjęcia z powstania to jego kolejna tajemnica.
Kiedy skończyło się powstanie, dużą część fotografii i niewywołanych negatywów ukrył w podłogach, zamurował w ścianach. Nie mógł, oczywiście przewidzieć, że Warszawa zostanie kompletnie zniszczona. W 1945 roku przyjeżdża do stolicy, by materiały odszukać. Musiałby mieć chyba buldożery, by do czegokolwiek się dokopać. Ale udało mu się odzyskać dużą część zdjęć i negatywów, które ukrył w pałacyku przy Alei Róż. Jakim cudem wywiózł te zdjęcia, skoro stacjonowało tam wtedy wojsko radzieckie, też pozostaje zagadką. Wszystko to przywozi do Gdyni, chowa w domu na Kamiennej Górze. Córce oznajmia, że ma ukryty skarb. Skarb leżał nienaruszony do lat 70. Wtedy to jeden z wykładowców łódzkiej filmówki, Władysław Jewsiewicki inicjuje akcję poszukiwania fotografów i filmowców Powstania Warszawskiego. Apeluje w tej sprawie w popularnym wtedy programie Świadkowie. Prosi: „Ktokolwiek wie, kto to jest Joachim”... Próbował dociec, kto kryje się pod pseudonimami, którymi sygnowali materiały, pojedyncze zdjęcia odnalazł w domowych archiwach powstańców. Po tej akcji przyjaciele Joachimczyka skontaktowali się z nim radząc, by sam się ujawnił.

Dlaczego tak długo się ukrywał?
Wiedział, że mówienie o tym, że był szefem gdyńskiego Tajnego Hufca Harcerzy,który pomagał Rosjanom jest dla niego bardziej bezpieczne niż to, że był fotoreporterem Powstania Warszawskiego. Ale w końcu zdekonspirował się. Odkopał skarby. Zrobił piękny skórzany album, do którego wkleił pięćset zdjęć. Opisał je. Jako fotoreporter prowadził szczegółową dokumentację. Dziś jego zeszyt z zapiskami z tamtych dni to dokument dla historii bezcenny. Kiedy przywiózł album na spotkanie z prof. Jewsiewickim, ten nie wierzył własnym oczom. Wtedy znalezienie pojedynczych zdjęć z powstania było już odkryciem. Te pięćset, do tego szczegółowo opisanych, było prawdziwą sensacją. A przecież Joachim miał ich dużo więcej! Do końca bał się, że władza ludowa będzie chciała zniszczyć te materiały. Chciał nawet wywieźć je za granicę. Ale w maju 1981 roku nagle umiera, u siostry w Sopocie. Na zawał serca.

Gdzie ostatecznie trafiły jego zdjęcia?
Wszystkie uratowane negatywy i zdjęcia są dziś w Muzeum Powstania Warszawskiego. Ta kolekcja ponad tysiąca fotografii należy do największych w muzeum. Znaczną ich część ma też w zbiorach Archiwum Państwowe w Warszawie.

Co robił Joachim Joachimczyk po wojnie?
Czego nie robił! Pracował w zakładzie kuśnierskim w Gdańsku. W Sopocie miał firmę, która robiła pasy transmisyjne do maszyn. Potem został nauczycielem, w gdyńskiej szkole odzieżowej, gdzie uczy kuśnierstwa, kaletnictwa, rymarstwa. Skończył studia ekonomiczne. Stworzył od podstaw zespół szkół chemicznych w Gdyni. Był tam bardzo lubianym dyrektorem. Długie lata nikomu nigdy o swojej wojennej przeszłości nie opowiadał. Wiedział, że im mniej mówi o sobie tym lepiej. W opowieściach tych, którzy go znali, jawi się jako człowiek odważny i utalentowany. Malował, jeździł na nartach, na motorze, brał udział w rajdach samochodowych, był pierwszy, który miał w Gdyni mercedesa, wędkował, polował, hodował nutrie i warzywa. Kochał karty. Regularnie jeździł też do sopockiego kasyna. Wraz z siostrą w jedną noc potrafili przegrać wszystko, co mieli przy sobie. Nigdy nie demonstrował, że z racji jego wojennych dokonań cokolwiek mu się należy, że ktoś powinien mu za coś dziękować, choć pewne jest, że uratował życie wielu ludziom. Moi rozmówcy, jego rodzina, przyjaciele mówią, że rzadko wracał do wspomnień, niechętnie opowiadał o tym, co przeżył. Jego córka dowiedziała się, że był w Powstaniu Warszawskim dopiero, gdy miała 11 lat. Gdy został zaproszony do szkoły, gdzie się uczyła, na lekcję historii.

19 lutego o godz. 18 w Kinie Studyjnym Gdyńskiego Centrum Filmowym odbędzie się premiera filmu dokumentalnego pt. „Tajemnice Joachima" . To historia gdynianina, Joachima Joachimczyka, autora ponad tysiąca zdjęć z Powstania Warszawskiego. Dziś możemy oglądać je w Muzeum Powstania Warszawskiego. Po filmie zaplanowano spotkanie z reżyserem Andrzejem Ciecierskim. Wstęp na pokaz wolny, ale obowiązują zapisy. Zgłoszenia należy przesyłać na adres: [email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie