W niedzielę ingres arcybiskupa Tadeusza Wojdy, nowego metropolity gdańskiego. "Księże arcybiskupie, życzę odwagi!"

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Arcybiskup Tadeusza Wojda, nowy metropolita gdański. Jego ingres odbędzie się w niedzielę 28 marca 2021 r. Wojciech Wojtkielewicz
- Każdą sprawę, która budzi wątpliwości, należy rzetelnie wyjaśnić, bez tego arcybiskupowi Wojdzie trudno będzie sprawować posługę w Gdańsku – mówi Justyna Zorn, aktywistka katolicka, która organizowała protesty świeckich katolików m.in. w sprawie tuszowania pedofilii wśród duchownych i domagała się odwołania abp. Głódzia.

W niedzielę odbędzie się ingres nowego arcybiskupa gdańskiego Tadeusza Wojdy. W archidiecezji Gdańskiej jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy Kościoła w Polsce. A do tego dochodzą problemy nierozwiązane przez poprzednika – abp. Sławoja Leszka Głódzia. Ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski mówi, że archidiecezja gdańska to stajnia Augiasza i nikt nie chciał zacząć jej sprzątać. Czy to nie jest przesadne stwierdzenie? Jaki, według pani, powinien być pierwszy ruch nowego arcybiskupa?

Do mnie, i innych świeckich katolików, też dochodziły słuchy, że wielu biskupów, którym zostało zaproponowane to stanowisko, odmawiali. Jest wiele prawdy w tym co mówił ks. Isakowicz-Zaleski o stajni Augiasza. Przecież protesty naszego środowiska wynikały właśnie z niezgody na to, co działo się w archidiecezji za czasów abp. Głódzia – począwszy od podejrzeń o tuszowanie pedofilii, przez zarzuty o znęcanie psychicznie nad duchownymi, aż do niejasności dotyczących finansów archidiecezji.

Tych spraw, które trzeba wyjaśnić, jest naprawdę dużo. Ciężko jest ważyć, co jest ważniejsze i od czego nowy arcybiskup powinien zacząć. Jego działalność w kierunku uzdrowienia archidiecezji powinna miech charakter dwutorowy. Po pierwsze, przydałyby się rekolekcje lub jakaś forma terapii grupowej dla księży. Ich środowisko w Gdańsku jest bardzo podzielone. Są wśród nich tacy duchowni, którzy prawdopodobnie kupowali sobie parafie i tacy, którzy bardzo mocno ucierpieli, bo nie dali sobie złamać kręgosłupa moralnego. Po drugie, arcybiskup powinien spotkać się z ofiarami księży, którzy dopuścili się przestępstw seksualnych i pracują na terenie archidiecezji. Do takiego spotkania powinno dojść już dawno, za czasów abp. Głódzia, ale to się nie stało. Taki krok dokonany przez abp. Wojdę rozpocząłby dobrą praktykę, byłby symbolicznym ukłonem w stronę pokrzywdzonych i przejawem troski o te osoby.

Nowy arcybiskup twierdzi, że będzie dążył do wyjaśnienia wszystkich trudnych spraw dotyczących pedofilii wśród duchownych. Co dokładnie powinien zrobić hierarcha w tym kierunku?

Dobrą rzeczą byłoby powołanie komisji w archidiecezji, w której znalazłyby się osoby świeckie. Mamy przykłady z innych państw, w których powoływano takie komisje. Składały się one z samych świeckich lub ze świeckich i duchownych. Te komisje zajmowały się aferami pedofilskimi lub finansowymi i ich funkcjonowanie oceniano bardzo pozytywnie. Udział świeckich mógłby być szerszy. Obecnie osoby poszkodowane przez księży mogą zgłaszać nieprawidłowości do kurii. Problem w tym, że zgłoszenia przyjmują księża. To trudna sytuacja dla ofiar. Psychologowie twierdzą, że osoba poszkodowana może wręcz doznać powtórnej traumatyzacji. Dlatego takie zgłoszenia powinna przyjmować przygotowana do tego osoba świecka. Biskupi mają ogromną władzę w swoich diecezjach i mogą zrobić naprawdę dużo, żeby na swoim terenie wprowadzić tego typu zmiany. Tak naprawdę nie muszą się zasłaniać odgórnymi wytycznymi episkopatu.

Czy arcybiskup Wojda powinien wyjaśnić sprawę nieżyjącego prałata Henryka Jankowskiego, który jest oskarżany o pedofilię? Niektórzy gdańszczanie prałata zawzięcie bronią i nie dają wiary oskarżeniom. Inni wręcz przeciwnie. Pamiętamy, że jego pomnik został przewrócony, a niedawno ruszył proces w tej sprawie.

Tak, arcybiskup Wojda powinien zająć się sprawą prałata. To jest sprawa publiczna, która bulwersuje społeczeństwo i która zraniła wiele osób. Nie można jej przemilczeć i stwierdzić, że jeśli już prałat nie żyje, to nie będziemy tej sprawy ruszać. Osobom pokrzywdzonym należy się sprawiedliwość, a wiernym prawda o prałacie.

Co więcej, rok temu nuncjusz apostolski zapewniał nas, że została powołana komisja historyczna, która sprawę wyjaśni. Mamy informację, że komisja powstała, ale tylko na papierze. Nie wiadomo, kto w niej jest i co komisja już ustaliła. Niestety, mam wrażenie, że powołano ją tylko po to, by przekazać informację opinii publicznej, że coś się robi w tej sprawie. Wygląda na to, że to tylko zasłona dymna, a nie realnie działająca komisja. Nowy arcybiskup powinien wyjaśnić sprawę prałata, ale też wszystkie inne, o których w ostatnim czasie słyszeliśmy. Musimy dowiedzieć się konkretnie, czy oskarżani księża rzeczywiście są przestępcami, czy ich działalność tuszowano, czy też prawda jest zupełnie inna. Trzeba zacząć słuchać osób pokrzywdzonych, głęboko wsłuchać się w to co mają do powiedzenia, z otwartym sercem i empatią.

Toczy się postępowanie kanoniczne, które ma wyjaśnić, jak arcybiskup Głódź traktował podejrzanych o przestępstwa pedofilii. Pojawiły się wobec niego zarzuty, że je tuszował. Czy nowy arcybiskup może i powinien coś zrobić w sprawie abp. Głódzia, który obecnie jest arcybiskupem seniorem w archidiecezji gdańskiej?

Osobą, która prowadziła wstępne powstępowanie w sprawie abp. Głódzia, jest kardynał Kazimierz Nycz. Papieski dekret "Vos Estis Lux Mundi", zawierający wytyczne dotyczące prowadzenia tego typu spraw, mówi, że wyjaśnienie ich powinno trwać 3 miesiące. Zatem po 3 miesiącach napisałam do nuncjatury z pytaniem o wynik postępowania w sprawie abp. Głódzia. Otrzymałam jedynie informację, że obecnie sprawa toczy się w Kongregacji ds. Biskupów w Watykanie. I wszelkie pytania należy kierować do Watykanu, a nuncjatura nie posiada żadnych informacji. Byłoby dobrze, gdyby nowy arcybiskup dowiedział się, co dzieje się z tym postępowaniem i jasno informował na jakim jest ono etapie, kto je prowadzi, jakie są wyniki dotychczasowego dochodzenia. Istnieje obawa, że postępowanie będzie bardzo długo trwać albo że sprawa zostanie zamieciona pod dywan.

Styl komunikacji instytucji kościelnych woła o pomstę do nieba, właściwie tej komunikacji nie ma. Był taki moment, że władze kościelne wydawały oświadczenia o wszczętych postępowaniach w sprawie duchownych. Pomyślałam, wow, coś się zmieniło, wreszcie wierni otrzymują informacje. Niestety, obecnie sytuacja jest taka jak wcześniej - znów trudno dowiedzieć się czegokolwiek, brakuje przejrzystości.

Mam wrażenie, że w oczach hierarchów wierni nie są podmiotami. Nie jesteśmy traktowani jak zbiór poszczególnych osób, tylko jak szara masa, z którą nie trzeba się liczyć, nie trzeba jej informować, nie należy jej się jawność i transparentność. Mamy chodzić do kościoła i nie zadawać żadnych pytań. To jest bardzo smutne. To nie przystaje do obecnych czasów i wymaga radykalnej poprawy. W prawie kanonicznym świecka osoba pokrzywdzona przez duchownego cały czas ma status świadka, a nie strony. A to znaczy, że nie ma wglądu do akt. Najlepszym przykładem jest tu sprawa księdza Drymera, która toczyła się w drugiej instancji przed Gdańskim Trybunałem Metropolitarnym przez kilkanaście lat. Osoba poszkodowana nie zna wyroku, bo – według prawa kanonicznego - nie jest stroną, a świadkiem.

Obawiam się, że nowy arcybiskup, nawet gdyby chciał, nie jest w stanie dokonać tak głębokich zmian. Spójrzmy na prymasa Wojciecha Polaka. To osoba, która niewątpliwie chce zrobić dużo dobrego na rzecz ofiar pedofilii, ale ma związane ręce i jest tłamszony przez niektórych biskupów.

Prymas jest bardzo osamotniony w tej walce i nie ma odpowiedniego zaplecza. Natomiast Gdańsk jest miejscem, od którego bardzo często wypływały pozytywne zmiany i to może też dotyczyć Kościoła. Jeśli nowy arcybiskup tylko chciałby iść w kierunku zmian, to w Gdańsku jest odpowiednia atmosfera. Tu wieje wiatr zmian. Z całego serca życzę arcybiskupowi takiej zwykłej cywilnej odwagi do zmierzenia się z problemami, do zerwania z klerykalizmem, kolesiostwem i źle rozumianym „dobrem Kościoła”. Dobro Kościoła to jest też dobro wiernych, dobro skrzywdzonych przez Kościół, a nie tylko dobro księży czy dobro instytucji kościelnych. Mam wrażenie, że biskupi patrzą na Kościół jak na markę stworzoną przez nich samych dla siebie. A przecież to wspólnota, w której my - zwykli ludzie nie będący duchownymi, też jesteśmy.

Arcybiskupowi Głódziowi zarzuca się mobbing i psychiczne znęcanie nad kapłanami. Sprawa utknęła w nuncjaturze. Bez wątpienia spowodowała poważne reperkusje wśród gdańskich duchownych. Niektórzy z nich zarzucili księżom stawiającym zarzuty Głódziowi, że rozbijają Kościół i są nielojalni. My dziś dokładnie nie wiemy, kto rzeczywiście ten Kościół rozbija.

Ta sprawa powinna być jak najszybciej wyjaśniona, powinniśmy wiedzieć, kto tu został poszkodowany. Księży, którzy zarzucali abp. Głódziowi mobbing, nie łączy z biskupem stosunek pracy, nie mogą się odwołać do prawodawstwa świeckiego, pozostały im tylko instytucje kościelne. Sprawy biskupów rozstrzygają biskupi. Mam wrażenie, że lojalność wobec innego biskupa jest dla nich dużo ważniejsza niż Ewangelia. To jest bardzo trudna sytuacja i obawiam się, że bez wyjaśnienia tej sprawy trudno mówić o zdrowej atmosferze wśród gdańskich duchownych. Wiele wskazuje na to, że księży, którzy zostali skrzywdzeni na różny sposób, oskarżono niesprawiedliwie o stawianie nieprawdziwych zarzutów.

Kwestia podziału wśród duchownych ma też inny wymiar. Mamy księży bardzo konserwatywnych, którzy nie widzą potrzeby zmian w Kościele i takich, którzy o te zmiany apelują. Sprzeciwiają się m.in. łączeniu Kościoła z polityką. Twierdzą, że protestujących przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego trzeba otoczyć troską i ich wysłuchać. Duchowni, którzy chcą zmian w Kościele, podpisali się pod tzw. listem 27 księży. Są wśród nich również duchowni gdańscy. Niektórzy konserwatywni księża bardzo ostro krytykują ich postawę. Ten podział może być wyzwaniem dla nowego arcybiskupa.

Wszyscy, w tym duchowni, mamy prawo różnić się i mieć swoje zdanie. Taki podział jest czymś naturalnym. Ważne jest to, żeby szanować odmienne poglądy innych osób, słuchać ich i dobrze wzajemnie się traktować. Niestety, w Kościele często jest tak, że do jedności dąży się po trupach.

Do tej pory arcybiskup przewodził Kościołowi białostockiemu. Wydaje się, że archidiecezja gdańska jest zupełnie inna.

Nie jestem socjologiem, ale sądzę, że większość wiernych archidiecezji gdańskiej nie jest tak konserwatywna jak w archidiecezji białostockiej.

Poza tym, w Gdańsku prężnie działają świeccy katolicy. Arcybiskup Głodź nie podejmował dialogu z pani środowiskiem. Dziś ten ruch jest znacznie szerszy. Niedawno powstał Kongres Katolików i Katoliczek. Mówi się o tym, że pierwsze spotkanie tego ruchu odbędzie się w Gdańsku. W jednej z prawicowych gazet przeczytałam tak: „Kongres jest ukrytą opcją niemiecką i chce stać się alternatywą dla Kościoła Katolickiego w Polsce”.

Arcybiskup Głódź nie rozmawiał z nami. Mam nadzieję, że zupełnie inną postawę przyjmie abp Wojda. Dobrym krokiem, który mógłby wykonać arcybiskup, byłoby zwołanie synodu diecezjalnego podczas którego wszyscy, duchowni i świeccy, mieliby okazję wypowiedzieć się na temat swoich bolączek i nadziei oraz wizji Kościoła w Polsce. Gdyby arcybiskup chciał wejść w dialog i byłby otwarty na szerokie porozumienie z osobami z różną wrażliwością, to synod diecezjalny byłby najlepszym rozwiązaniem. Tego typu inicjatywy były w Polsce podejmowane np. w Łodzi, na Śląsku. Takie synody mogą trwać nawet latami i mogą przynieść dobre owoce. W końcu synod to przestrzeń na działanie Ducha Świętego, także poprzez osoby świeckie.

Świeccy katolicy nie są żadną ukryta opcją czy alternatywą dla Kościoła. My jesteśmy częścią Kościoła. Na nas też spoczywa odpowiedzialność za nieprawidłowości, do których dochodzi w Kościele. Nie możemy być wobec nich obojętni, musimy coś robić. Przejawem takiego sposobu myślenia były nasze protesty w Gdańsku przeciwko abp. Głódziowi. Nie tylko na Pomorzu świeccy protestowali. Podobne demonstracje odbywały się też m.in. w Krakowie czy na mniejszą skalę w Poznaniu.

Niektórzy mają obawy dotyczące stosunku nowego arcybiskupa do osób LGBT. Według nich, słowa hierarchy spowodowały eskalację nienawiści podczas marszu równości w Białymstoku w 2019 r. Dodajmy, że to był jedyny marsz równości w tym mieście. W Gdańsku marsze równości odbywają się od lat i chodzą w nich również homoseksualni katolicy. Co mają te osoby myśleć o nowym arcybiskupie?

Osoby nieheteronormatywne, również wierzące i chodzące do kościoła, patrzą na nowego arcybiskupa z dużą dozą ostrożności. Być może warto by było powołać duszpasterstwo osób nieheteronormatywnych i ich rodzin w naszej archidiecezji. Te osoby i ich bliscy są w trudnej sytuacji, należy ich wspierać, a nie piętnować. Ze statystyk wiemy, że osoby LGBT dużo częściej popełniają samobójstwa ze względu na szykanowanie ich lub ostracyzm społeczny. Wsparcie ich byłoby pięknym, chrześcijańskim gestem. Mam nadzieję, że arcybiskup pokaże, że jednak nie ma uprzedzeń do mniejszości seksualnych i że jest otwarty na ewangelizację tego środowiska i ich rodzin. W Gdańsku będzie miał dużo szans, żeby to pokazać.

Arcybiskup Wojda zapowiedział już, że zamieszka w Oliwie, bo chce być jak najbliżej kurii i wiernych. Czy to jest dobry prognostyk?

To sprawia dobre wrażenie. Przyznam jednak, że straciłam nadzieję na trwałe polepszenie komunikacji instytucji kościelnych z wiernymi. Oczywiście cieszę się, że pojawiają się drobne, pozytywne sygnały, ale moje nadzieje dotyczące nowego arcybiskupa są bardzo stonowane.

Pani środowisko chciałoby się spotkać z nowym arcybiskupem. Jeśli do spotkania dojdzie, to co powie pani hierarsze?

Że cały ten bagaż, który odziedziczył po abp. Głódziu trzeba rozpakować. Każdą sprawę, która budzi wątpliwości, należy rzetelnie wyjaśnić. Bez tego trudno będzie sprawować posługę. Niedopowiedzenia, niejasności i tajemnice z przeszłości będą ciągnęły tę archidiecezję w dół, trudno będzie ją rozwijać, budować coś nowego. W rozmowie poruszyłabym problem mobbingu, o który oskarżany był abp Głódź, ale też pedofilii w archidiecezji. Finanse archidiecezji też są niejasne. Najwięksi przeciwnicy abp. Głódzia mówią, że przynajmniej był dobrym zarządcą i wyprostował finanse archidiecezji. My tego dokładnie nie wiemy. W 2014 r. komornik zajął kościół św. Jana, parafie składały się na pokrycie tego długu. Obecnie nie wiadomo, co z tym długiem się dzieje. Nie wiemy też, czy dług Stella Maris zniknął, bo ministerstwo rozłożyło go na raty czy też go anulowało, a może tylko anulowało odsetki? Wiernym należą się wyjaśnienia również w tych sprawach.

W wodach śródlądowych ubywa tlenu. To niebezpieczne

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie