W czwartek Asseco Prokom gra w Tel Awiwie

Paweł Durkiewicz
Przemek Świderski
Koszykarze Asseco Prokomu są ostatnio w dołku. W złym stylu przegrali cztery mecze z rzędu, w niczym nie przypominając zgranej i ambitnej ekipy z poprzedniego sezonu. W czwartek w kolejnej kolejce Euroligi gdynianie zagrają w Tel Awiwie ze słynnym Maccabi i o przełamanie kryzysu będzie niezwykle trudno. Jeśli polski zespół przegra, zakończy pierwszą rundę gier fazy grupowej bez jednego choćby zwycięstwa.

Ostatnie występy mistrzów Polski były widowiskami trudnymi do oglądania. Choć przed sezonem potencjalną słabością drużyny wydawała się raczej obrona, z każdy kolejnym meczem okazuje się, że prawdziwą bolączką Asseco Prokomu jest słabo funkcjonujący atak. Tendencje amerykańskich graczy (zwłaszcza typowanego na gwiazdę Bobby'ego Browna) do boiskowego egoizmu, a także rozczarowujące statystyki skuteczności sprawiają, że gdyńska ofensywa pozostaje niewydolna. W czterech dotychczasowych spotkaniach Euroligi ekipa trenera Tomasa Pacesasa zgromadziła łącznie 30 asyst, co daje tragiczną wręcz średnią 7,5. Niewiele mniej, bo przeciętną 6,3 kluczowych podań notuje najlepszy w tym elemencie... zawodnik europejskiej ekstraklasy Vassilis Spanoulis z Olympiakosu Pireus. Wniosek jest prosty - nie sposób wygrywać mecze w sporcie zespołowym (a zwłaszcza na tak wysokim poziomie), gdy niemal wszyscy gracze obwodowi chcą brać zdobywanie punktów na własne barki.
Poprawa musi nastąpić szybko - w czwartek przed gdynianami zadanie z gatunku "mission impossible". W gorącej hali Nokia Arena w Tel Awiwie staną do boju z bardzo silnym zespołem Maccabi. Na długiej liście sukcesów rywali Asseco Prokomu jest m.in. 5 tytułów najlepszej drużyny Starego Kontynentu (ostatni triumf w Eurolidze miał miejsce w 2005 roku), aż 48 mistrzostw Izraela i 37 krajowych pucharów. Jednak mimo ogromnego budżetu i ściąganych do zespołu znanych nazwisk, w ostatnich latach Maccabi ma problemy nie tylko w Europie, lecz także w swojej lidze. W poprzednim sezonie tytuł sensacyjnie odebrała im ekipa Hapoelu Gilboa Galil. W celu powrotu do europejskiej czołówki władze klubu ściągnęły latem cenionego trenera Davida Blatta, znanego z prowadzenia reprezentacji Rosji. Kadrę zawodniczą zasilili Amerykanie Jeremy Pargo i Richard Hendrix oraz doskonale znany polskiej ekipie potężny grecki środkowy z afrykańskimi korzeniami Sofoklis Schortsanitis (przyszedł Olympiakosu). Po rocznym pobycie w Caja Laboral Vitoria do zespołu powrócił dynamiczny skrzydłowy reprezentacji Izraela Lior Eliyahu. Trzon drużyny tworzą rozgrywający Doron Perkins, obrońca Chuck Eidson oraz znakomicie rzucający z dystansu David Blu (przed zmianą nazwiska znany jako Bluthenthal).
Tydzień temu Maccabi (po czterech kolejkach bilans 3-1) w niecodziennych okolicznościach wygrało na wyjeździe z BC Chimki. Choć jeszcze na 17 sekund przed końcową syreną Rosjanie prowadzili punktem i mieli piłkę, gracze Blatta zdołali odmienić losy meczu: najpierw kluczowy przechwyt zaliczył Chuck Eidson, a decydującą o wyniku "trójkę" trafił Blu.
- Bez wątpienia są w dobrej formie i grają bardzo dobrą, atletyczną koszykówkę. Dysponują dużą siłą zarówno pod koszem, jak i na obwodzie. W klubie z Tel Awiwu mają wielkie ambicje, o czym najlepiej świadczą ich letnie transfery. Sprowadzili wielu młodych ambitnych i głodnych sukcesu koszykarzy - chwali przeciwnika trener Pacesas.
Dzisiejsi rywale mieli okazję zagrać ze sobą w okresie przedsezonowym przy okazji turnieju o Puchar Śląska. W finale wrocławskiego turnieju zdecydowanie lepsi okazali się Izraelczycy, którzy zwyciężyli 83:65. Najskuteczniejszymi graczami meczu byli Blu i Eliyahu (po 18 punktów).
Wiarę w dobry wynik w dzisiejszym meczu ma Adam Hrycaniuk, który wierzy, że euroligowy sezon nie jest jeszcze stracony.
- Jedziemy walczyć z całych sił i choć będzie to trudne starcie dla mnie i moich kolegów, spróbujemy wygrać. Moim zdaniem kluczowa będzie nasza defensywa - mówi środkowy Asseco Prokomu.
Początek spotkania w czwartek o 20 czasu polskiego. Bezpośrednia transmisja, jak zwykle, na antenie Canal + Sport.

Woods znalazł klub
Dobiegło końca długie poszukiwanie nowego klubu dla byłej gwiazdy Asseco Prokomu Qyntela Woodsa. Amerykański skrzydłowy, który poprowadził gdyński klub do czołowej ósemki drużyn w Europie, a sam został uznany za najlepszego niskiego skrzydłowego sezonu 2009/2010 w Eurolidze, podpisał kontrakt w lidze rosyjskiej. Jego nowym pracodawcą będzie zespół Krasnyje Krylia Samara, który rozpoczął właśnie grę w rozgrywkach EuroCup (w grupie H obok m.in. Anwilu Włocławek).
Jeszcze do niedawna spekulowało się, że Woods może wrócić do Polski na kolejny rok, jednak wysokość kontraktu, jakiej oczekiwał zawodnik, była nie do zaakceptowania przez gdyński klub.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie