Tokio 2020. Maria Andrejczyk walczy nie tylko z rywalkami, ale też własnym barkiem. Doczeka się medalu w Tokio?

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Maria Andrejczyk
Maria Andrejczyk Andrzej Szkocki/Polska Press
Pięć lat temu do sprawienia sensacji i zdobycia medalu zabrakło jej dwóch centymetrów. W Tokio Maria Andrejczyk będzie walczyła o spełnienie marzeń. Przeszkodzić mogą jej nie tylko rywalki, ale też zdrowie.

Na igrzyskach w Rio de Janeiro Maria Andrejczyk była jednym z największych odkryć w polskiej reprezentacji. Wygrała eliminacje rzutu oszczepem ustanawiając przy okazji nowy rekord kraju (67,11 m). W finale do brązowego medalu zabrakło jej zaledwie dwóch centymetrów. Lepsza o długość paznokcia okazała się jej idolka, Czeszka Barbora Spotakova.

- Nie chcę być niemiła, ale ona już nie jest moją idolką. Teraz uważam ją za największą rywalkę. Z całym szacunkiem, ale mam plan, żeby jej dokopać. I to konkretnie! Jestem Polką czystej krwi. Mamy w duchu odgrywanie się. Zrobię jeszcze nie raz - wściekała się 20-letnia wówczas debiutantka przed kamerami TVP. Chwilę wcześniej przez łzy przeprosiła kibiców, wśród których szczera, charyzmatyczna i urodziwa zawodniczka zdobyła ogromną sympatię.

ZOBACZ TEŻ:

Rewanż na igrzyskach w 2020 roku nie udał się przez pandemię. Paradoksalnie, decyzja o przełożeniu imprezy w Tokio była dla Andrejczyk znakomitą informacją.

- Jak zareagowałam na tę wiadomość? Byłam zachwycona. Serio. Moje przygotowania były zaburzone prawie od początku roku. Miałam problemy ze ścięgnem Achillesa, nie byłam w stanie trenować. Wiedziałam, że trudno mi się będzie pozbierać. Nie tylko pod względem zdrowotnym, ale też psychicznie. Dzięki pandemii miałam czas na rehabilitację po zabiegu i powrót do zdrowia - przyznaje Andrejczyk.

Sezon olimpijski zaczął się dla zawodniczki Hańczy Suwałki fenomenalnie. Podczas Pucharu Europy Miotaczy w Splicie Andrejczyk w pierwszym rzucie posłała oszczep na odległość 71,40 m. Pobiła tym samym rekord Polski, to też najlepszy wynik od 10 lat i trzeci w historii.

- Rozpoczęcie sezonu takim rekordem życiowym wcale nie jest bajkowym scenariuszem. Oczywiście cieszę się, ten rzut był potwierdzeniem dobrze wykonanej pracy. Ale zawsze są plusy i minusy. Pojawiła się presja, taki rzut był też potężnym przeciążeniem dla organizmu. W Splicie osiągnęłam fajny wynik, lecz mój największy cel w tym roku jest inny - zapewnia Polka.

ZOBACZ TEŻ:

Trener Karol Sikorski podkreślał, że taki rezultat wcale go nie zaskoczył, bo Andrejczyk pokazywała bardzo wysoką formę podczas zgrupowania w Turcji. 25-latka nie uważa, że najlepsza dyspozycja przyszła zbyt wcześnie.

- W ogóle się tym nie martwię. Tylko raz zdarzyło się, że nie trafiłam z najlepszą formą na docelowe zawody sezonu. Ten wynik nie był przypadkowy. Ciężko trenowałam, byłam zmęczona, przez co odpuściłam kilka treningów. Odpoczynek sprawił, że rzuciłam bardzo daleko - tłumaczy oszczepniczka.

Niestety, tak daleki rzut spowodował, że Andrejczyk odnowiła się kontuzja prawego barku. Problem z nim Polka miała już po igrzyskach w Rio. Przeszła skomplikowaną operację, jak sama przyznawała prognozy nie były zbyt optymistyczne. Leczenie zajęło wiele miesięcy, a po powrocie do startów wyniki były przeciętne. Pojawiły się też inne problemy zdrowotne. U zawodniczki wykryto kostniakomięsaka, nowotwór kości w zatokach. Na szczęście łagodny, rzutował jednak na formę - powodował niedotlenienie organizmu. Po jego usunięciu Andrejczyk przyznawała, że nie męczy się już tak szybko.

Oszczepniczka przeszła też zabieg stawu skokowego. Największym zmartwieniem pozostaje jednak bark, kluczowy w jej dyscyplinie. W Splicie po kosmicznym pierwszym rzucie potwierdziła jeszcze formę wynikami 69,68 m (jako pierwsza w historii oszczepniczka dwukrotnie przekroczyła w jednym konkursie odległość 69,50 m) i 65,24 m. Rzuty z początku maja kosztowały ją jednak prawie dwa miesiące przerwy. Wróciła na mistrzostwa Polski w Poznaniu. Zdobyła na nich złoty medal, ale nie była zadowolona z wyniku. Drugą Klaudię Regin pokonała o prawie pięć metrów, lecz i tak nie przekroczyła granicy 60. metra (59,69 m).

ZOBACZ TEŻ:

Naderwane mięśnie i nadszarpnięta torebka stawowa nie zatrzymają Polki w drodze po wymarzony medal olimpijski.

- Przyzwyczaiłam się do tego, że wszystko idzie fajnie i w pewnym momencie coś się dzieje. Najważniejsze jest zachowanie spokoju. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Pokonałam już wiele kontuzji, ta jest po prostu kolejną. Doskonale wiem, jak sobie z tym radzić. Takie życie. Jestem zbyt blisko celu, żeby teraz odpuścić - zapewnia zawodniczka ORLEN Team.

Pozytywnym sygnałem przed igrzyskami były występy Andrejczyk na lipcowych mityngach Diamentowej Ligi. W Oslo i Monte Carlo rzucała najdalej - odpowiednio 62,67 i 63,63 m. Na obu zawodach zajęła jednak... drugie miejsca. Wszystko przez nietypowe przepisy. Ustalono bowiem, że w konkurencjach technicznych zwycięzców będzie wyłaniała ostatnia próba. W Norwegii najlepsza była w niej Christin Hussong (60,95 m), a w Monako Spotakova (63,08 m).

- Te mityngi dużo Majce dały. Szybko przekonała się, że jest w stanie rywalizować i wygrywać z najlepszymi. Nie mówię o miejscach w klasyfikacji końcowej, bo pomysł z wyłanianiem zwycięzcy na podstawie wyników z ostatniej kolejki jest trochę chybiony. Mam na myśli realne odległości. W obu przypadkach Majka oddała najdłuższe rzuty i to się liczy. To ma duży wpływ na nastawienie mentalne. Przekonała się, że bez problemu potrafi poradzić sobie z zawodniczkami ze światowej czołówki - skomentował trener Sikorski w rozmowie z Onetem.

ZOBACZ TEŻ:

Podczas igrzysk o złocie zadecyduje jednak oczywiście najdalszy rzut, niezależnie w której kolejce. Jako liderka światowego rankingu Andrejczyk będzie w Tokio faworytką.

- W ogóle mnie to nie rusza. Moim zdaniem faworytek jest kilka. Choćby Sara Kolak, która będzie broniła tytułu czy znakomicie rzucająca w tym roku Hussong. Rywalizacja na pewno będzie zażarta. Nie będę niczego obiecywać. Oczekiwań nie mam żadnych, jestem gotowa na wszystko. Chcę po prostu pokazać się z jak najlepszej strony i oddać kilka dobrych rzutów - podkreśla Andrejczyk.

Ostatnie zdanie przywołuje na myśl słynne powiedzenie o "dwóch równych skokach" Adama Małysza. Nieprzypadkowo. 25-latka współpracuje z prof. Janem Blecharzem, psychologiem sportu, który miał duży wkład w sukcesy "Orła z Wisły". On również będzie ją wspierał w Tokio. Czy pomoże w zdobyciu kolejnego medalu olimpijskiego? Przekonamy się już wkrótce. We wtorek rano (ok. 2.20 w Polsce) kwalifikacje. Konkurs finałowy w piątek od 13.50 naszego czasu.
Tomasz Dębek, Tokio
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Trwa głosowanie...

Ile medali zdobędą Polacy na igrzyskach w Tokio?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

Piękna i ze złotym sercem. Dziennikarka meksykańskiego oddziału telewizji Fox Sports (i podobno była dziewczyna Ronaldinho) Erica Fernandez kocha nie tylko sport, ale też zwierzęta. Kolumbijka założyła fundację pomagającą psom, namawia też osoby śledzące ją na Instagramie (ponad 725 tys.) do adopcji. Robi to m.in. przez... swoje skąpo ubrane zdjęcia ze zwierzakami oczekującymi na nowy dom. Trudno przejść obok nich obojętnie.Uruchom i przeglądaj galerię klikając ikonę "NASTĘPNE >", strzałką w prawo na klawiaturze lub gestem na ekranie smartfonu

Seksowna dziennikarka sportowa Erika Fernandez rozebrała się...

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Joanną Fiodorow

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie