Paweł Nastula: Nie wyobrażam sobie igrzysk olimpijskich bez kibiców. Jeśli nie odbędą się latem, to zaczekamy na nie do 2024 roku [WYWIAD]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Paweł Nastula
Paweł Nastula AP/East News
O problemach z organizacją Igrzysk Olimpijskich w Tokio, możliwym odwołaniu imprezy, występach w MMA oraz kondycji polskiego judo z Pawłem Nastulą, mistrzem olimpijskim z Atlanty i byłym zawodnikiem legendarnej organizacji Pride FC, rozmawia Tomasz Dębek.

Tomasz Dębek, "Polska Times": Igrzyska Olimpijskie w Tokio mają rozpocząć się 23 lipca, rok później niż planowano. Sytuacja epidemiczna się jednak pogarsza i już 80% Japończyków nie chce organizacji imprezy w tym roku. To dla pana zaskakujące?
Paweł Nastula: Poniekąd tak. Pandemia spowodowała jednak, że wszyscy żyjemy z dnia na dzień. Słyszałem ze swoich źródeł, że w Japonii sytuacja nie jest zbyt dobra i nie wiadomo, kiedy się poprawi. Jeżeli będzie poważne zagrożenie dla zdrowia sportowców i kibiców, to igrzyska pewnie się nie odbędą. Zostało jednak trochę czasu. Może uda się uniknąć tak smutnego scenariusza.

ZOBACZ TEŻ:

Z jednej strony mamy bezpieczeństwo, z drugiej ogromne pieniądze. Japonia straciła już miliardy dolarów, MKOl i telewizje też mają interes w tym, żeby igrzyska się odbyły.
Oczywiście, nie można zapominać o tym, że sport jest dziś wielkim biznesem. Trudno też wyobrazić sobie igrzyska bez kibiców, przynajmniej ja nie potrafię. Zawody przy pustych trybunach nie będą oddawały klimatu, który powinien wiązać się z igrzyskami.

Jaki scenariusz wydaje się panu najbardziej prawdopodobny?
Przełożenie igrzysk o kolejny rok nie wchodzi raczej w grę. Jeśli nie obędą się teraz, to kolejne będziemy pewnie mieli w Paryżu w 2024 r. Takie jest moje zdanie, ale wszystko szybko się zmienia. Na naszym podwórku mamy to samo. Dziś możemy mieć zawody czy trenować ze sportowcami, ale nie wiadomo, co będzie jutro.

Jest pomysł, żeby przesunąć igrzyska w Tokio na 2024 r., Paryż na 2028, a Los Angeles na 2032.
To ciekawa możliwość. Pytanie tylko, czy Francuzi się na to zgodzą. Oni też na pewno mają zobowiązania, choćby wobec sponsorów. Igrzyska olimpijskie to gigantyczna machina, która potrzebuje wielu bodźców, ale przede wszystkim pieniędzy.

Kasa to jedno, ale na ewentualnym odwołaniu igrzysk najwięcej stracą sportowcy.
To prawda, wielu przygotowuje się do tych igrzysk już od pięciu lat. Zwłaszcza starsi zawodnicy, dla których miała być to ostatnia wielka impreza, nie wiedzą, na czym stoją. Z drugiej strony są "cywile" narażeni na koronawirusa. Trzeba ocenić, czy uda się wszystko odpowiednio zabezpieczyć. Światełkiem w tunelu są szczepionki. Pytanie, jak rozwinie się sytuacja. Celem powinno być to, żeby wszystkie osoby wylatujące do Tokio zostały zaszczepione. Czy uda się do tego doprowadzić, nie wiem.

ZOBACZ TEŻ:

Jako trzykrotny olimpijczyk i złoty medalista z Atlanty potwierdzi pan, że start na igrzyskach to coś zupełnie innego niż np. na mistrzostwach świata?
Zdecydowanie. Każdy sportowiec marzy o wyjeździe na igrzyska, nie mówiąc już o zdobyciu medalu. Mistrzostwa świata w judo ogląda garstka ludzi. Jeśli w ogóle jest z nich transmisja w telewizji. Kiedy są igrzyska, większość Polaków interesujących się sportem kibicuje rodakom, niezależnie od dyscypliny. To wyjątkowe zawody, ale rządzą się też własnymi prawami. Zawsze są faworyci, sam nim byłem w Atlancie. Często zdarzają się jednak niespodzianki, ktoś ma dzień konia i zdobywa złoto. Presja wyniku jest tak wielka, że faworyt często nie wytrzymuje ciśnienia. A następną okazję na medal ma dopiero za cztery lata.

Poziom emocji przed startem na igrzyskach jest inny niż np. przed walką w MMA?
Nie ma nawet co porównywać. Oczywiście stres jest podobny, ale w igrzyskach można wystąpić tylko raz na cztery lata. Przez cały ten okres ma się w głowie, że to docelowa impreza i podporządkowuje jej się wszystko. Do tego dochodzi cała otoczka, mieszkanie w wiosce olimpijskiej z najlepszymi sportowcami na świecie... Coś niesamowitego.

Widzi pan możliwość wejścia MMA do rodziny sportów olimpijskich? Jeśli tak, to w jakiej formie?
Jest na to duża szansa. Choć myślę, że z trzeba będzie nieco zmienić przepisy, zabronić części uderzeń i technik. Pytanie tylko, kiedy może się to wydarzyć. Podejrzewam, że nie na igrzyskach w Paryżu. Procedura jest długa, poza tym we Francji jeszcze do niedawna MMA było zakazane. Ale kto wie, może w Los Angeles? Do programu igrzysk wchodzą, nie ujmując nikomu, dyscypliny... nietypowe. MMA jest na tyle ciekawe i widowiskowe, że prędzej czy później też powinno się tam pojawić.

ZOBACZ TEŻ:

Był pan jednym z pionierów naszego MMA, jako jedyny Polak walczył w legendarnej już organizacji Pride FC. Jak wspomina pan tamte występy? Pod względem otoczki czy poziomu sportowego dzisiejsze gale mają podejście do tego, co działo się wtedy w Japonii?
Myślę, że żadna organizacja nie jest w stanie przebić gal Pride'a. Były one robione z myślą przede wszystkim o kibicach przychodzących na wydarzenie. Bardzo duże hale, a czasem stadiony, wypełniały się po brzegi. Kiedy biłem się na sylwestrowej gali w 2005 r., na trybunach było ok. 40 tys. ludzi. Widowiska zawsze dostarczały emocji, bo przepisy były... bardzo luźne (śmiech). Pierwsza runda trwała 10 minut, a poza łokciami na głowę pozwalano praktycznie na wszystkie techniki. Dużą wagę organizatorzy przykładali też do oprawy. Klimat był dzięki temu niepowtarzalny. Nigdy nie byłem na gali UFC, ale orientuję się, że są one nastawione przede wszystkim na sprzedaż pay-per-view. O zapewnienie świetnego show stara się za to KSW. Kiedy walczyłem dla Pride'a, właściciele organizacji jeździli i podglądali, jak Japończycy robią gale. Na pewno z tego skorzystali. Wzorowali się na najlepszych i tworzą w Polsce znakomite widowiska, choć oczywiście w nieco mniejszej skali niż Pride.

Do tego, by osiągnąć w Pride lepsze wyniki, zabrakło przede wszystkim doświadczenia i cwaniactwa? Z czterech walk przegrał pan trzy, ale z ówczesną czołówką wagi ciężkiej: byłym mistrzem Antonio Rodrigo Nogueirą (wówczas rekord 24-3-1 - red.), Aleksandrem Jemieljanienką (7-1) i Joshem Barnettem (22-4). Amerykańscy komentatorzy byli pod dużym wrażeniem tego, że debiutant toczy z nimi wyrównane boje.
Z perspektywy czasu myślę, że brak doświadczenia odegrał kluczową rolę. Gdybym dostał taką propozycję kilka lat wcześniej, miał czas na odpowiednie przygotowanie się, może też trochę słabszych rywali na początek... (śmiech) Wtedy pewnie potoczyłoby się to trochę inaczej. Ale było, jak było. Dałem z siebie wszystko, więcej nie byłem w stanie. Analizując później te walki widziałem, że zabrakło właśnie doświadczenia i zimnej krwi. Miałem też duży problem z tym, że pierwsza runda trwała tam 10 minut. Całe życie walczyłem na rundy dwukrotnie krótsze i organizm nie potrafił się przystosować do zmiany. Gdy przychodziła 7-8 minuta, zaczynał się kryzys. Tak przegrałem dwa pierwsze pojedynki.

Zdobycie przez Jana Błachowicza tytułu mistrza UFC sprawi, że jeszcze więcej Polaków zainteresuje się MMA?
Janek jest doskonałym ambasadorem tego sportu, dzięki jego sukcesom MMA na pewno stanie się jeszcze popularniejsze. Ja szczerze mówiąc skupiłem się od pewnego czasu na judo, nie śledzę już za bardzo MMA i nie oglądam gal. Wiem jednak, że poza wiodącym KSW jest wiele mniejszych organizacji, które wykonują dobrą robotę. To bardzo ważne, Janek też debiutował na lokalnej gali, później trafił do KSW, a skończył z pasem UFC. Wielki szacunek za to, co osiągnął. Młodzi zawodnicy powinni brać z niego przykład i uczyć się, jak ciężką pracą można dojść na sam szczyt.

ZOBACZ TEŻ:

W plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca roku Błachowicz był dopiero siódmy. Jako dwukrotny laureat tej nagrody uważa pan, że mistrz UFC zasłużył na wyższe miejsce?
Zacznijmy od tego, że to nie powinien być plebiscyt na najlepszego sportowca, tylko najpopularniejszego. Sam dwa razy wygrałem, byłem też drugi, piąty i ósmy. Wiem jednak, że wiele zależy od dyscypliny uprawianej przez danego zawodnika. Ten, który odnosi największe sukcesy, nie zawsze wygrywa w głosowaniu kibiców. Nie jest to absolutnie zarzut w stronę Roberta Lewandowskiego, on akurat miał taki rok, że jego zwycięstwo było niemal pewne. Niektóre z dalszych miejsc były jednak zastanawiające. Cóż, to też pokazuje, że MMA w świadomości wielu Polaków nie jest jeszcze tak zakorzenione jak np. dyscypliny olimpijskie. Fani sportów walki na pewno są w szoku, że Janek zajął dopiero siódmą pozycję, natomiast "niedzielny" kibic może odbierać to zupełnie inaczej. Moje zdanie jest takie, że powinien być wyżej. Może nie pierwszy, chociaż wtedy też krzywda by się nikomu nie stała. Ale rywalizacja o miejsca 1-4 powinna rozstrzygnąć się pomiędzy nim, "Lewym", Igą Świątek i Bartoszem Zmarzlikiem.

Wśród nominowanych do nagrody nie było przedstawiciela judo. Sukcesów sportowych brak, pan też wiele razy wypowiadał się krytycznie o działaniach Polskiego Związku Judo. Zmiany są potrzebne?
Nie zmieniłem zdania, są potrzebne, i to bardzo. Niestety, cały czas idziemy w dół. Dziś mamy ostatni dzień prestiżowego turnieju Masters w Dosze. [rozmawialiśmy w środę - red.] W każdej kategorii wagowej po 32 najlepszych zawodników i zawodniczek w rankingach. Naszych reprezentantów było siedmioro. Czworo przeszło pierwszą rundę, drugiej walki nie wygrał już nikt. To pokazuje, że nie jest dobrze. Ale to temat na dużo dłuższą rozmowę. Bardzo boli mnie taki stan rzeczy, na razie nie jestem jednak w stanie niczego zmienić. W Związku mamy wyłącznie najlepszych fachowców, trenerów i działaczy, którzy wiedzą, co robią. Cóż, trzeba zaczekać do igrzysk, one będą weryfikacją.

Pan realizuje się jako trener. Przekazywanie wiedzy młodszym pokoleniom daje dużą satysfakcję?
Oczywiście. Skupiłem się na pracy z jedną zawodniczką, Olą Kowalewską. W zeszłym roku zdobyła mistrzostwo Polski juniorek młodszych. Pracuję z nią indywidualnie, właśnie jesteśmy na obozie. Może coś z tego będzie. (śmiech) Mam wizję jej rozwoju, jest jednak zupełnie inna niż to, co proponuje Związek. Robimy swoje i jeździmy gdzie się da po naukę od najlepszych. Ogranicza nas pandemia, gdyby nie to, bylibyśmy teraz na obozie w Japonii. Pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Ale ciężko pracujemy, żebym za kilka lat mógł powiedzieć o polskim judo jakieś miłe słowa i pochwalić się, że wygraliśmy coś na świecie..

ZOBACZ TEŻ:

Obostrzenia związane z pandemią mocno uderzyły w siłownie czy kluby fitness. Pana Nastula Club jest w takiej samej sytuacji?
Tak, jesteśmy zamknięci. Tragedia, jeśli nic się nie zmieni, to trzeba będzie zwinąć interes. Rząd nam niestety nie pomaga. Ich wsparcie finansowe jest kroplą w morzu potrzeb. Wygląda na to, że wiele branż przez tę sytuację upadnie. W tym niestety mój klub. Ale co tam, zdrowie jest najważniejsze!

Wielu o to zdrowie i odporność dla organizmu chciałoby jednak powalczyć uprawiając sport, a nie będąc zamkniętymi w czterech ścianach.
My to wiemy, tyle że zaraz znajdzie się ktoś, kto powie, że sport nie jest potrzebny. Słyszałem już takie głosy. Oczywiście te osoby w życiu nie przebiegły 400 metrów, ale wypowiadają się na takie tematy. Dla mnie to paranoja, zwłaszcza w kontekście dzieci i młodzieży. Poza koronawirusem są inne choroby, o których też trzeba myśleć. Na szczęście wycofano się z pomysłu, żeby dzieciaki przez całe ferie siedziały w domach i nie mogły wyjść na świeże powietrze bez opieki osoby dorosłej. Rozumiem, że czasem nie wiadomo, co zrobić. Nigdy nie doświadczyliśmy takiej pandemii, sytuacja potrafi zmienić się z dnia na dzień. Ale nie mogę zgodzić się z zamykaniem sportu w taki sposób, jak się to robi teraz. Prędzej czy później wszyscy na tym stracimy.

Trwa głosowanie...

Czy igrzyska olimpijskie odbędą się w 2021 r.?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

EURO 2020: Kiedy zagramy, jeśli awansujemy?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Agnieszka

Przykro tego słuchać. Pan Nastula zupełnie odszedł od rzeczywistości.

1. Jego występy w MMA skompromitowały Judo na całe pokolenia - podobnie jak kolejnego mistrza olimpijskiego Ishi, który teraz szlifuje bruki KSW

2. MMA - w tej formie Lewandowskiego nigdy nie podda sie jurysdykcji WADA - a jak sie podda to natychmiast upadnie na każdym poziomie nawet Gal Regionalnych

3. Z MMA /pana Cypla/ będzie tak jak z Taekwondo - czyli w Olimpijskim nie ma nawet cienia medalu a w tym innym mamy samych mistrzów świata i Europy

Podobnie było w Kickboxingu gdzie niejaki Saleta był Mistrzem. W tym samym czasie było 8 Federacji Światowych a europejskich nie podobna zliczyć i podonie jest z Karate. W tym nieolimpijskim mamy pełno Mistrzów Świata a w olimpijskim 1 szansa na medal w kobietach

4. Judo w formie teatralnej tak jest osmieszone, że może zostac usunięte z programu Igrzysk

Dodaj ogłoszenie